piątek, 18 grudnia 2009

Senne wędrówki.

[? 2009, HOTN]
Al...
Żabko...
Kochanie Ty moje... Czas wstawać...
Zasłoniłam oczy łapą i zamruczałam coś niewyraźnie w nadziei, że natrętny głos da mi spokój.
- ALDIEB, WSTAWAJ!!!
- Ccccco... co? - Poderwałam się do pozycji siedzącej i zamrugałam, oślepiona jasnym światłem wpadającym do jaskini.
- Aaaaaa! Co Ty tu...? OO" - Wydarłam się, odskakując na widok fioletowego pyska tuż przy moim nosie. Złapałam się za serce, dysząc ciężko.
- Cześć! - Nay przywitała sie jakby nigdy nic z wyszczerzem na gębie - Już słonko świeci, czas wstawać.^^
Spojrzałam na nią nieprzytomnym wzrokiem. Wilczyca wyglądała, jakby czegoś ode mnie chciała.
- Al... Co Ty tu robisz...? - Spytała z podejrzliwa miną.
Rozejrzałam się i wytrzeszczyłam oczy.
- Co ja tu...?
- No właśnie chciałabym wiedzieć. Zastałam Cię tu wtuloną we mnie i uśmiechającą się głupkowato przez sen. - Powiedziała, nadal się uśmiechając.
- Aa... bo ten... widzisz... śniło mi się, że w nocy było mi zimno, bo teraz ten śnieg i w ogóle... no i się wybrałam do Ciebie, bo Ty jaskinię masz najbliżej moich terenów i... - Zawiesiłam głos, robiąc zakłopotaną minę. - Mogę u Ciebie troszkę pomieszkać?^^ - Spytałam z nadzieją w oczach. - Proszęęę! Potem znajdę sobie jakąś jaskinie na swoim terenie, no ale teraz wszystko zasypane śniegiem i tak jakoś nie ma jak... to mogę?
- Możesz, możesz. - Wyszczerzyła się. - Ale najpierw wykombinujemy coś do żarcia. - Chwyciła mnie za łapę i wyciągnęła na zewnątrz.
- Pfhhh - Poczłapałam za nią z ociąganiem. - A nie możemy poczekać, aż samo przyjdzie?
Naysha spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- No jasne, że nie! Przestań marudzić i lepiej się rusz ;p
Poszłyśmy do lasu w nadziei, że tam znajdzie się jakaś zwierzyna, jednak jak na złość wszystkie zjadliwe zwierzęta wywiało. Nagle usłyszałyśmy głosy, idąc dalej, dobiegł naszych uszu dziki rechot, a zaraz potem cichy charkot. Nosz nie dało się po prostu nie poznać tych głosów.
- Szera! Moon! - Wybiegłam z radosnym okrzykiem na polanę i o mało co się nie zderzyłam z gepardzicą.
- Hejka - Przywitała się Nay, wychodząc z lasu zaraz za mną. - Co porabiacie? ;)
- A jak myślisz? - Mruknęła Szera, uśmiechając się szeroko.
- No tak... - Nay zaśmiała się.
- Jeeb!!!
Odwróciłam się zdziwiona.
- Czego? O__o" - Spytałam się Mamanity, która zatrzymała się tuż przede mną.
- In Famous się gdzieś zgubił. - Powiedziała ze śmiertelnie poważną miną.
- to go znajdź. Oo"
- No wiesz... - Obruszyła się.
- Widziałam go jakiś czas temu. - Powiedziała Lady cicho. - Mówił, że zabiera dzieci na polowanie.
- Acha - Odrzekła krótko Mama.
I wtedy weszła ONA. 8D'
- Aaaaaaas! - Wydarłam się i z miejsca się na nią rzuciłam, by ją wytulać.
- Hehe - Również się przytuliła i usiadła. - Ja. ;)
(...)

czwartek, 10 grudnia 2009

Spotkanie.

[10 grudnia 2009, WOZ]
Jak zwykle, nudziłam się niemiłosiernie, więc wybrałam się na spacer po lesie. Z nieba padał delikatny puch, pokrywając okolice bielą. Docierałam już do granic WOZ, kiedy nagle przede mną zaczęła pojawiać się mgła. Wiedziałam co to oznacza. Chwilę potem przede mną stała rozmywająca się postać. Z dwoma czarnymi ślepiami zamiast oczu.
- Po co tu przyszłaś?
- Chciałam się rozejrzeć. – demon odpowiedział chropowatym głosem, jak zwykle wpatrując się we mnie nieruchomymi oczyma.
- Mówiłam Ci, żebyś nie przychodziła na tereny WOZ…
- Bo co? Boisz się, że ich pozjadam? – Sanetille wykrzywiła psyk w ironicznym uśmiechu.
- Nie wystarczy Ci to co się stało na HOTN? Nie chcę żeby to się powtórzyło. - powiedziałam ponuro.
- Ach. O to Ci chodzi. Nic by się nie stało gdybyście ich wykończyli. Ludzi i tak jest za dużo na świecie.
Wywróciłam oczami.
- No dobra, więc po co tu przyszłaś?
- Mówiłam Ci. Chciałam się trochę rozejrzać. Nie byłam jeszcze tutaj nigdy, a dobrze jest znać wiele miejsc.
Zaczęłyśmy powoli iść.
- Nie weim, co na to powie alpha. Wątpię, żeby chciała szwędającego się demona po jej terenach.
- Nawet się nie dowie. Nie zamierzam tu długo zostawać.
- hmm.. to dobrze…
Mówiąc to, zorientowałam się, że wychodzimy na polanę, na której znajdowało się kilka wilków. Nie wiedziałam kto to, bo były za daleko, po za tym śnieg ograniczał widoczność.
- Może lepiej zawróćmy.. – zaczęłam cicho, ale Sanetille mi przerwała.
- Pewnie mnie nawet nie zauważą.
- Neferetti Cię zna. Po za tym wytwarzasz wokół siebie atmosferę strachu i kto by się tu nie zorientował?
- Naprawdę? – zastrzygła uszami, jakby ta wieść ją uradowała.
- Taaak. Jesteś wstrętnym, przerażającym potworem, któremu życiue się znudziło i postanowił dręczyć mnie.
Zachichotała.
Wzdrygnęłam się. Mimo, że tyle razy już to słyszałam, dźwięki przechodzące przez jej gardło, nadal mnie przerażały, nic nie mogłam na to poradzić.
- Przypominam, że zostałam wezwana.
- No taak, wiem. A włąśnie. Jesteś dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Czemuż to?
- Ja? A czemu tak sądzisz?
- Odkąd tu przyszłąś nie powiedziałąś jeszcze nic co by mnie uraziło. To rekord.
- Przyszłam tutaj w odwiedziny. Gość powinien się zachowywać. – wyszczeżyła kły w czymś na rodzaj uśmiechu. – Zamierzasz przedstawić gościa gospodarzom?
- No nie wiem… tak właściwie to ja im jeszcze nawet o Tobie nie powiedziałam…
- No to masz okazję.
Westchnęłam.
- No dobra. Tylko pamiętaj. Nie zjedz ich.
- Nie ma sprawy. Za to Ty pamiętaj, żeby wskazac mnie dokladnie palcem. Mogą mnie nie zauważyć.
Zaśmiałam się.
- może i by było lepiej dla nich.
Zaczęłyśmy zmierzać w kierunku rozmawiających wilków. Zaczęłam już rozpoznawać niektóre sylwetki. Layra, Nef… chyba Moon i ktoś jeszcze.. może Wayathin?
- Hej wszystkim. – przywitałam się.
- Hej. – odpowiedziała najbliżej siedząca Layra.
- Aldieb. – zaczęła Moon. – Czy mi się tylko zdaje, czy tm obok Ciebie jest jakaś taka.. no.. ee.. plama?
- Aaa.. no tak. – zrobiłam zakłopotaną minę. – bo wiecie.. Jak tutaj dołączyłam, nie powiedziałam Wamże posiadam demona.. wtedy to była dla mnie nowość, po za tym nie sądziłam, że tu przylezie. – spojrzałam znacząco na Sanetille – ymm.. To jest mój demon, Sanetille. Jak skupicie na niej wzrok, to może ją zobaczycie, szczególnie, że teraz stoi nieruchomo.
Popatrzyły na mnie troche ze zdziwieniem, tylko Nef siedziała spokojnie, wiedząc o co chodzi.
- Witajcie. – odezwała się Sanetille świszczącym głosem, kłaniając się przed nimi. - Miło mi Was poznać. Jeśli tak to można określić.
Zauważyłam kątem oka, że któraś z wilczyc się wzdrygnęła słysząć jej głos. W sumie się nie dziwię, ja nadal tak reaguję…
Demon zwróćił się do Layry.
- Nie zamierzam Wam szkodzić, chciałam się hm.. rozejrzeć. Nikt z Twojej watahy nie zostanie zjedzony, jak to się pięknie wyraziła Aldieb.

wtorek, 24 listopada 2009

Opowiadanie konkursowe.

[24.11.2009, HOTN]

Pewnej nocy leżałam pod swoim drzewem próbując zasnąć i pozbyć się niechcianych myśli z mojej głowy. Pewnie było już coś koło północy, kiedy przede mną zaczęła się pojawiać mgła, a ja wyczułam jej obecność. Wywróciłam teatralnie oczami. Jeszcze jej tu brakowało, tak teraz z pewnością zasnę, stwierdziłam sarkastycznie. Jedyną zaletą własnych terenów był spokój i wreszcie nikt mi nie trajkotał nad uchem. No, nie licząc Sanetille, ale ona była jeszcze gorsza. Demon usiadł naprzeciwko mnie oblizując pysk z zaschniętej krwi. Nieruchoma była prawie niewidoczna. Spojrzałam jej w oczy i mimowolnie drgnęłam. Wielkie, czerniejsze niż najczarniejsza noc ślepia wpatrywały się we mnie intensywnie. Przyglądając się dłużej można było w nich dojrzeć jakby płomyki ognia, piekielną czeluść niemającą końca. Starałam się tego unikać. Irytowało mnie to, że ona mnie przerażała, ale nic nie byłam w stanie na to poradzić. Wykrzywiła pysk w parodii uśmiechu.
- Nie śpimy? – spytała swym szeleszczącym głosem, który za każdym razem przyprawiał mnie o ciarki. Chociaż… chyba zaczynałam się przyzwyczajać.
- Nie – mruknęłam – podziwiam przyrodę. - Nie masz czasami wyrzutów sumienia? – spytałam patrząc znacząco na jej umazane krwią łapy.
- A ty? – spytała pokazując błyszczące kły- Ciebie nie dręczy sumienie? Nie czujesz się winna kiedy zabijesz słodkiego króliczka? A..
- Przestań! – warknęłam, podnosząc się z ziemi.
- Nie zaprzeczysz, że zabijałaś.
- Tak. Ale to było dawno temu, mam już za sobą wyrzuty sumienia.
- Czyżby?- spytała szyderczo.
- T a k . – syknęłam przez zęby odwracając się od niej, żeby nie wybuchnąć.
- Wracając do początku naszej rozmowy – zaczęła jakby nigdy ni c- Nie lepiej podziwiać przyrodę wędrując? – spytała wstając – Chodź, znalazłam coś interesującego.
Pomknęła, a jej sylwetka zamazała mi się przed oczami. Pobiegłam za nią, jednak udało mi się ją dogonić, dopiero gdy zwolniła. Zachichotała. Wzdrygnęłam się. Przez jej gardło wydobywały się jedynie świszczące, szeleszczące i chropowate dźwięki. Chichot w jej wykonaniu brzmiał przeraźliwie.
- Czego się śmiejesz? – warknęłam, domyślając się że to ja byłam powodem.
- Ależ nie, nie. Nie z Ciebie.
- To z czego? – spytałam nagle zaintrygowana.
- Nie zrozumiałabyś żartu. – powiedziała wyszczerzając kły w uśmiechu. Na chwilę zniknęła mi z oczu.
- Jesteśmy. – stwierdziła i stanęła. Zrobiła to tak szybko, że przebiegłam jeszcze parę metrów, zanim się zorientowałam. Zawróciłam i podeszłam do niej.
- Co takiego chciałaś mi pokazać? – spytałam rozglądając się po pustej polanie.
- Tutaj – rzekła, pokazując łapą na coś w trawie.[to że jest zimno nie znaczy, że przez cały czas śnieg musi padać…]
Schyliłam łeb, by lepiej się przyjrzeć.
- Biedronka?! – spytałam oszołomiona. Sanetille znajdowała się już po drugiej stronie polany, wypatrując czegoś w ścianie lasu – Sprowadziłaś mnie tu, by pokazać.. biedronkę?!
- Biedronki są bezużyteczne. Są za małe żeby je zjeść. – stwierdziła rezolutnie.
Prychnęłam zniecierpliwiona.
- Spójrz na to co jest pod nią. A ja tym czasem pójdę się zapoznać ze słodką Honey. Potrzebuję się nieco rozruszać. – wysyczała i znikła w zaroślach.
Popatrzyłam na miejsce, gdzie przed sekundą stała i po chwili wróciłam do oględzin tajemniczego znaleziska. Strząsnęłam biedronkę, a moim oczom ukazało się.. hmm.. chwila. Najpierw ustalmy co to jest… Usiadłam i przekrzywiłam łeb. Była to jasnozielona kulka. No, takie jakby półkole, to jest kulka wciśnięte do połowy w ziemię. Lekko się jarzyła. Siedziałam tak z głupią miną przez kilka dobrych minut, kiedy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Wstałam i rozejrzałam się. W moim kierunku zmierzała Naysha z uśmiechem na pysku.
- Hejka Al. – przywitała się radośnie.
- Cześć. Co Ty tu robisz?
- A no.. – zawahała się – Tylko nie mów nikomu, dobra?
Kiwnęłam głową.- Idę właśnie do groty Gloli. Robimy imprezę urodzinową. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał urodziny.
- Nie łatwiej zapytać o datę?
- No ale wtedy nie byłoby niespodzianki! E.. – zrobiła zmartwioną minę – kiedy Glola to tłumaczyła, brzmiało jakoś sensowniej.
– Taak, Glola potrafi wszystko wmówić. – zaśmiałam się.
- Ale co TY tutaj robisz? – Nay nagle się zainteresowała.
- Eeeee… podziwiam przyrodę? xd
- No dobra, muszę lecieć, bo mi Glola łeb ukręci. – powiedziała i pobiegła w stronę jaskini lisicy.
Hmm… A gdyby tak nacisnąć…? Podniosłam łapę.
- A myślałam że już nigdy się nie zorientujesz. – usłyszałam głos demona tuż przy moim uchu.
- Aaaaaa!! – złapałam się za serce dysząc ciężko – Nie rób tak więcej! Chcesz, żebym zawału dostała?!
Zachichotała. Przyjrzałam jej się podejrzliwie [ o ile można się przyjrzeć rozmywającej się plamie… xD] Dzisiejszej nocy była niezwykle rozchichotana. I w ogóle jakaś taka.. inna. Zmarszczyłam brwi. Zresztą mniejsza. Sanetille uniosła jedną brew, patrząc wymownie na moją uniesioną łapę
.- Przeniosę się z Tobą jeśli się boisz. – powiedziała z ironią.
Fuknęłam oburzona i nacisnęłam zielone cuś. Chwila, co ona tam mówiła o jakimś przenoszeniu się…?
***
Łupnęłam twardo o ziemię i straciłam równowagę, lądując na boku. Potrząsnęłam łbem, chcąc pozbyć się lekkiego zamroczenia. Podniosłam się, zdając sobie sprawę, że stoję po kostki[?] w śniegu. Futrem szarpnął ostry wiatr, w oczy sypnął śnieg. Dopiero teraz dotarł do mnie dojmujący mróz. Daleko, w tle widziałam niewyraźny zarys olbrzymiej góry. Śnieżyca ograniczała pole widzenia. Ogólnie okolica wydawała się znajoma…
- Mogę wiedzieć po co ja tu? – demon nawet nie spojrzał w moim kierunku, zbyt zajęty szperaniem w śniegu. -.-‘ 
W końcu podniosła głowę, ledwo ją widziałam. - Nie ma to jak powrócić do dawnych lat, co nie? – skrzywiłam się.
- To nie jest przeszłość. – stwierdziłam twardo.
- Nie. – zgodziła się. – Ale podobnie, prawda? Stałaś tu, w tym miejscu – skinęła głową, na rozkopany przez siebie śnieg – i zastanawiałaś się, czy pójść dalej. Jaki wybór teraz dokonasz? – spojrzała w stronę góry. Powędrowałam za jej wzrokiem.
- Dobra, pójdę. – zacisnęłam zęby. – Co chcesz udowodnić?
Jednak demona już nie było. Mimo to wyczuwałam jej obecność. Zapewne biegła już w stronę góry. Oczywiście mogła się po prostu tam zjawić, ale lubiła biegać. Tak jak ja. Zaczęłam od lekkiego truchtu, chcąc rozgrzać mięśnie i przyzwyczaić oddech do panującej tu temperatury. Po kilkunastu minutach przeszłam do równomiernego biegu. Musiałam oszczędzać siły, to nie był spacerek po lesie. Po kilku godzinach zmęczona stanęłam przed lodową ścianą dysząc ciężko. Odetchnęłam chwilę i podeszłam bliżej. Przymrużyłam oczy, by lepiej widzieć. Spostrzegłam ciemny otwór. Zawahałam się, ale w końcu przezwyciężyłam niepokój i weszłam przez dziurę. Moim oczom ukazał się tunel. Kilka metrów dalej stała Sanetille.
- Tam dalej są pochodnie. Raczej Ci wystarczą. – powiedziała cicho.
Skinęłam łbem i ruszyłam wolnym krokiem, rozglądając się czujnie. Tak jak mówiła Sanetille po pierwszych dziesięciu krokach zrobiło się jaśniej. Do ściany zostały przymocowane pochodnie. Dzięki światłu zorientowałam się, że na ścianach wymalowane są dziwne znaki w nie znanym mi języku i malowidła przedstawiające przeróżne stworzenia.
Szłyśmy dalej. Niespodziewanie spostrzegłam jakieś odblaski, światło pochodni odbijało się w czymś leżącym na ziemi. Podeszłam ostrożnie, zaintrygowana. Pochyliłam się, by dokładniej przyjrzeć się błyszczącej rzeczy. Jako, że tunel był bardzo słabo oświetlony musiałam prawie, że dotknąć jej czubkiem nosa. W owalnym kształcie rozpoznałam srebrnołuską rybę. Nim zdążyłam zawołać moją towarzyszkę ryba podskoczyła i walnęła mnie ogonem w pysk, po czym odturlała się w mrok. Patrzyłam za nią osłupiała, powoli narastał we mnie gniew. Odwróciłam się wzburzona do Sanetille, która oglądała ze skupieniem skalne ściany.
- T..t..ty widziałaś?! Podchodzę sobie spokojnie, schylam się z ciekawości i ta głupia ryba wali mnie w twarz!
Demon oderwał się od swojego zajęcia i spojrzał na mnie nie komentując.- Lepiej chodźmy dalej.
Prychnęłam zirytowana, ale posłusznie powróciłam do wędrówki. Po jakimś czasie napotkałyśmy rozwidlenie.
- I gdzie teraz? – spytałam zaglądając w obydwa rozgałęzienia.
- Ty wybierasz.
Zmarszczyłam brwi. Przecież one są takie same… Skupiłam się i poczułam od lewego korytarza zapach, stęchlizny, krwi… Nie.. nie, to niemożliwe.
- Idziemy prawym.
Sanetille kiwnęła głową i bez słowa ruszyła, a ja podążyłam za nią. W mojej pamięci wydobywały się na wierzch coraz to nowe obrazy…Stanęłam jak wryta i zachłysnęłam się powietrzem. Sparaliżowana, nie mogłam z siebie nic wykrztusić. Demon najwyraźniej słysząc, że nie idę, również się zatrzymał i odwrócił się do mnie siadając, jakby na coś czekał.
- Ty.. wiedziałaś! Od początku wiedziałaś, że… - Sanetille kiwnęła powoli głową, jakbym powiedziała jej właśnie że słońce świeci na niebie.
- Wiedziałaś, a mimo to mnie tutaj przyprowadziłaś! – po moich policzkach zaczęły skapywać pojedyncze łzy. Sanetille przekrzywiła łeb spokojnie mi się przyglądając. – Dlaczego Ty mi to robisz?! Nie możemy się ruszyć na krok, żebyś nie rzuciła jakiejś kąśliwej uwagi! Zresztą mniejsza z tym! Czy naprawdę musisz mnie tak ranić? To jest już przeszłość, pogodziłam się z tym, nie chcę znów tego przechodzić!
Demon wstał przerywając moją tyradę. Wpatrywałam się w nią, dysząc ciężko ze złością i przerażeniem zarazem.
- Nie rozumiesz. – wyszeptała. – Oczywiście Ci się nie dziwię. Trudno zrozumieć moje zamiaru komuś tak przyziemnemu jak Ty. – wyszczerzyła przy tym kły szyderczo. – Możesz mi nie wierzyć, ale staram się Ci pomóc. Tak, to jest przeszłość, ona jest nieważna, jednak do póki sobie z nią nie poradzisz, będzie Cię nękać, aż po grób. A ból da się znieść.
Patrzyłam na nią ze zdumieniem, nie wiedząc co powiedzieć. Przypomniała mi się ta „ryba”, którą widziałam na początku tunelu i otrząsnęłam się ze wstrętem, uświadamiając sobie co to było.
- Okej, chodźmy. – wyszeptałam i ruszyłam wolno nie patrząc na demona.
Po jakiejś pół godzinie wyszłyśmy na powierzchnię. Nie rozglądałam się zbytnio, bo moją uwagę przykuł znajomy zielony przycisk. Podbiegłam do niego i spojrzałam na Sanetille, skinęła głową potwierdzając, że to ten. Nacisnęłam go i już po chwili poczułam twarde uderzenie o ziemię.
- Auaa… - stęknęłam wstając – jak tak dalej pójdzie, będę się składać z samych siniaków.
Ziewnęłam rozglądając się dokoła. Byłam na tej samej polanie co wcześniej, z tą różnicą, że teraz był wschód.
- Dlaczego chcesz mi pomóc? – spytałam demona, stojącego tuż obok.
Sanetille nie odpowiedziała, zarechotała potwornie rozmywając się we mgle. Zadziwiające, ale mogłabym przysiąść, że naprawdę była rozbawiona… Po za tym… ona zawsze chichotała. Jeszcze nigdy nie zdażyło się żeby się normalnie zaśmiała, a co dopiero zarechotała. Zresztą…
- All! – Venus wbiegła na polanę z szybkością światła. - Chodź, chodź szybko! – wołała skacząc wokół mnie, jakby odprawiałą jakiś dziki taniec.
- Po co? – wybałuszyłam na nią oczy nic nie rozumiejąc.
- Glola! Ach! Glola urodziła młode!!! I jestem ciocią! – krzyknęła podekscytowana Ven ciągnąc mnie za sobą. – i wiesz co? Małe dostały od jakiegoś tajnego wielbiciela prezent! Patrz!Zachichotałam, a potem mój chichot przeszedł w nie do opanowania śmiech. Przed jaskinią Gloli stała krowa z czekoladowej skorupy.


niedziela, 22 listopada 2009

Rozmowa z demonem.

[? 2009, HOTN]

Leżałam na wielkim głazie, na szczycie jednej z gór znajdującej się na terenie HOTN i wpatrywałam się w spowitą blaskiem księżyca dolinę. Siedząca obok mnie Sanetille również patrzyła w tamtą stronę.
- Jak myślisz? - odezwałam się po długim czasie milczenia - Ten kryzys, kłótnie... w końcu miną? - wczoraj byłam jeszcze przekonana, że to koniec stada, dziś odnalazłam w sobie siłę, pozwalającą mi wierzyć, że się uda.
Demon przekręcił łeb, by omieść mnie spojrzeniem dwóch, czarnych ślepi.
- Cóż ja mogę o tym wiedzieć? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, uśmiechając się nieco ironicznie.
Rzuciłam jej krzywe spojrzenie, jednak ona już nie patrzyła w moją stronę.
- Jestem samotniczką. Czy widziałaś kiedyś, żebym biegała ze stadem demonów?
- Umm... No nie, ale...
- Przecież bym mogła, czyż nie? W HOTN jest ich coraz więcej. Nie musisz się o mnie martwić Aldieb, umiem o siebie zadbać. - Zakończyła nieco drwiąco.
- Bo wiesz... - zaczęłam trochę zakłopotana - Tak sobie myślałam, że pewnie się tu ze mną nudzisz... i ten...
Spojrzała na mnie uważnie.
- Czasem bywa nudno, to prawda, ale jest to jakaś odmiana. Poza tym mam co robić... - wyszczerzyła śmiercionośne kły w coś na kształt uśmiechu. - W HOTN zawsze coś się dzieje, ciekawie się Was obserwuje...-
Przerwałam jej w połowie zdania, oburzona.
- Szpiegujesz Nas?! Jak możesz....?! -
Spojrzała na mnie pobłażliwie.
- Nie szpieguję, tylko obserwuję. Trudno nie usłyszać wrzasków co poniektórych, gdy ma się wyczulone zmysły.
- Hm... No może, w sumie racja.
- Idę zapolować. - Oznajmiła Sanetille z paskudnym uśmiechem na pysku, po czym odbiegła, zamazując mi się przed oczami i pod kilku sekundach znikła z pola mojego widzenia.
Westchnęłam i również wstałam. "Tak właściwie to ja też zgłodniałam...", pomyślałam i ruszyłam wolnym truchtem w dół zbocza.
(...)

czwartek, 5 listopada 2009

Spacerek.

[5 listopada 2009, WOZ]
Wpatrywałam się znudzonym wzrokiem w drzewa. Wiatr targał moim futrem na wszystkie strony, jednak już dawno przestałam na to zwracać uwagę. Jakąś godzinę temu postanowiłam wybrać się na krótki spacerek. Niestety akurat dzisiaj śnieg postanowił spaść przysypując wszystko jednakową warstwą białego puchu. Nie orientowałam sie jeszcze w terenach stada. Jakoś tak wyszło, że mnie jeszcze nikt nie oprowadził. Ziewnęłam. Okropnie mi się nudziło. Chyba się zgubiłam i wędrowałam po tym lesie, najprawdopodobniej kręcąc się w kółko, a może on po prostu był taki długi? Nie wiedziałam nawet, czy jestem jeszcze na terenach WOZ. Prychnęłam i otrząsnęłam sięze śniegu, który pewnie spadł z jakiejś gałęzi. Przystanęłam i rozejrzałam się. Wszystko wyglądało jednakowo. Wzruszyłam ramionami. Chociaż nie. Wróć. Powinnam zacząć panikować. ten las powinienien sie już dawno skończyć. Zmarszczyłam brwi. Dobra, kobito weź się w garść. Zacznij działać. Rozejżałam się jeszcze raz nasłuchując. Nic mi to nie dało. Skręciłam na wschód. no.. przynajmniej tak mi się wydawało.. xD Przyspieszyłam do truchtu, poczułam w sobie nowe zasoby energii. Nagle oślepiło mnie słońce. O no i prosze, wróciłam. Obejżałam się za siebie. Dziwne.. z całą pewnością kręciłam się w kółko. Albo jeszcze lepiej, jestem chora na głowe. Podejżewałam to od urodzenia? w sumie czemu miałabym nie być? Posmutniałam, ale zaraz warknęłam ze złością. Rzuciłam się do biegu zostawiając za sobą niechciane myśli. Gdzieś po prawej usłyszałam śmiechy. Kawałek dalej mignęła mi sylwetka Chi. Jednak się nie zatrzymywałam, nie miałam ochoty z nikim gadać… Dobiegłam do swojego drzewa.. usiadłam pod nim. No bo co ja niby miałam robić? Czułam się dziwnie obca w tym stadzie… wiedziała, że to moja wina, zbyt długo siedziałam tylko w HOTN. Nie potrafiłam się zaaklimatyzować w nowym środowisku, zaufać nowym osobom… tak jak by pomyśleć to nawet w HOTN nie byłam wstanie zaufać tym nowym…
- wariatka.. – mruknęłam i przymknęłam oczy. – zdecydowanie powinnam się leczyć.

kap.

Otworzyłam lecitko jedno oko, jednak niczego nie zauważyłam i przymknęłam je na powrót.

kap.

warknęłam cicho i potrząsnęłam łbem, próbując pozbyć się zimnych kropli z nosa. Spojżałam w górę. śnieg topniał… pewnie znowu będzie błoto.. a fuj. niecierpię błocka.

Zirytowana wykopałam se jame w śniegu i sie tam usytuowałam yy.. no położyłam .

koniec. bo brak weny. i nie będę Was już zanudzać. >>”

środa, 28 października 2009

Babskie spotkanie - Naysha, Aldieb, Szera (wspólne opowiadanie)

[28 października 2009 rok, HOTN]
Zielony – Naysha
Niebieski – Aldieb
Pomarańczowy - Szera
Wchodząc do jaskini Nayshy otrzepałam się z litrów wody. Mimowolnie warknęłam.
- Jenyyy. co za pogoda |D" - zaczęłam na powitanie. Jednak Nay spała se jeszcze smacznie w łóżeczku xD
- Pfff... no i patrzcie, ja tu przyłażę, moknę, marznę i w ogóle, a ta nawet nie raczy mnie posłuchać. - mamrocząc nadal coś pod nosem podeszłam do jej legowiska i przysunęłam nos do jej ucha.
- buu.!
- aaa! co się pali?! - skoczyła na równe nogi zdezorientowana. Wybuchnęłam śmiechem xD
- Al...? Co ty tu robisz?
- przyszłam Cię nękać! - przybrałam groźną minę.
- ha ha. a teraz mów poważnie, zamierzałam się dzisiaj wyspać. - mruknęła nieco obrażona.
- gdyby nie to, że leje powiedziałabym, że słońce już wysoko.
- serio? czuję się tak jakby to była szósta... - mówiąc to ziewnęła przeciągle.
- nie martw się ja też. xD
- no dobra, czyli po co tu przylazłaś?
- no cóż... moje drzewko nieco przecieka... xD po za tym chciałam mieć jakieś towarzystwo :3 ty byłaś najbliżej xD

 
*przeciągnęłam sie i oblizałam po pysku*
- to miło ze o mnie pamiętałaś ^^ generalnie to poszłabym cos wszamać.- przez chwilkę zamyśliłam się. - *.* sniło mi sie ze jadłaaaam taki duuuży tort! :D - Al dziwnie spoglądała na mnie, jakby o czymś rozmyślała.
- ejjj Żabko ^^ - podeszłam do niej ale ona wyglądała na coraz to bardziej zamyśloną..
- haaalooooo, krzyknęłam
- ee nic nic, po prostu sobie rozmyślam ;) .
Wiedziałam ze o cos jej chodzi.. przecież nigdy się tak nie zachowywała, zawsze tryskała energią i była wygadana.
- chodźmy może na na zewnątrz ^^ powoli przestaje padać może zr... w tym momencie Aldi przerwała Glola.
- sieeeema! xD wilczyca wbiegła do jaskini z bardzo dobrym nastrojem.
- oo witaj Glola miło Cie widzieć ^^. - Al jakby juz poprawił się humor.
- heeeej :D podeszłam i przytuliłam Glolę.
Usiadłyśmy we trzy i zaczęłyśmy rozmawiać o babskich sprawach ^^

 
Gdy dziewczyny zaczęły gadać coś o najbliższej imprezie, wstałam po cichu i wyjrzałam na zewnątrz. zmarszczyłam brwi. przestało lać, ale za to powstało jedno wielkie paskudne błoto... masakra....
PLUUUSSK!!!
- k t o   t o  z r o b i ł ? ! - wrzasnęłam próbując wygramolić się z pod czegoś ciężkiego i mokrego.
- Chciałam zrobić Ci niespodziankę.... - usłyszałam nad sobą głos Szery... xD
- błotną? - spytałam z sarkazmem
- hyhyyy.. poślizgnęłam się^^"
Za sobą usłyszałam śmiech Gloli i Nay. Szera zlazła ze mnie i otrzepała się, przez co teraz już wszystkie byłyśmy mokre xD Wstałam próbując się pozbyć mokrej paćki z futra.
- Zrobię ognisko i zaraz się osuszymy. - powiedziała Glola, a Nay przyniosła z tajnego schowka[xD] zapas suchych gałęzi. już po chwili wszystkie siedziałyśmy dookoła ogniska. 

 
Wszystkie cztery usiadłyśmy w kręgu naokoło małego ogniska aby się ogrzać i osuszyć.
-miła atmosfera co nie? ^^- życzliwym głosem powiedziała Szera.
-ojj tak, strzelanie drewna.. to ciepło.. jednakże czegoś mi tu brakuuuje. - stwierdziła Aldi
-wieeeem! - Krzyknęłam.
Wybiegłam jak najszybciej z jaskini.. pobiegłam do Lustra Myśli, ( jest to lustro o którym wiedziałam tylko ja Aldi Glola i Icee xDD ) podchodzisz myślisz co chcesz zobaczyć przechodzisz przez nie i jesteś tam :] . no wiec pomyślałam o czterech duużych gorącyyych.. CZEKOLADACH na stoliku xD życzenie sie spełniło ^^ zabrałam kubki ze sobą i pobiegłam do groty w której siedziały wilczyce ^^.
-Niespodzianka! - krzyknęłam jak najgłośniej. -Macie tu ciepłą czekoladęęę.

 
Oblizałam się ze smakiem, tak to jest coś czego mi brakowało... no pomijając ciepłą kołderkę, łóżko, poduszeczkę, kaloryferek.. a no i Icee by się przydała... xD
Zaczęłam chłeptać cieplutką czekoladę z kubka, który mi podała Nay.
Nagle zawiało mroźnym powietrzem i do środka wparowała z wyszczeżem na gębie Icee ciągnąć za sobą zdezorientowaną Birdlay.
- huh? Oo" - Bird nieco się zdziwiła widząc naszą gromadkę, jej białe futro było przyprószone jeszcze bielszym śniegiem.
- siemano^^ - przywitała się Icee i wpakowała się pomiędzy Nay i Glolą sadzając Bird obok siebie. - przyszłyśmy potowarzyszyć - wyszczeżyła się znowu
- Mówiłaś że to ma być jakąś niespodzianka.. myślałam, że pokażesz mi górę czekolady albo coś... - zaczęła Bird, ale zorientowała się po czasie że wszyscy na nią patrzą xD - to znaczy bardzo się cieszę że tu z Wami jestem i w ogóle - zaczęła zapewniać xD
- Proszę - z uśmiechem Nay podała jej kubek gorącej czekolady.
- o. - spojrzała na nią zdziwiona - a Ty skąd to wytrzasnęłaś? [xD]
- To może zagramy w makao? - wtrąciła się Icee wyciągając talię kart z kieszeni [?] (nikt się nie może dowiedzieć o Lustrze Myśli >D)
 
Icee zaczęła rozdawać karty kiedy Skaza wbiegła do jaskini rechocząc jak nigdy. -A ty czemu się zapowietrzyłaś? - Wypaliłam.
-Zaraz same zobaczycie. Nie wiem jak biedna Lady to znosi.
Usłyszałyśmy pisk. Spojrzałam na Aldieb, a ona patrzyła na mnie. No i wszystko jasne. Do jaskini weszła Lady mrucząc coś pod nosem, a wokół niej skakała Glola fankując jej i piszcząc.
-Uchylisz oczy? Uchylisz oczy?
-Aldieb? - Mruknęłam i uśmiechnęłam się wrednie.
-Tak? - Spojrzała na mnie.
-Masz ochotę ją udusić? - Wyszczerzyłam się. Aldieb zachichotała i wszyscy jej zawtórowali. Glola spojrzała na nas i obrażona usiadła w kącie.
-Makaooo!! - Wydarła się nagle Icee aż wszyscy podskoczyli. - No co? Mówiłam, że dobra jestem. - W
yszczerzyła się.

czwartek, 22 października 2009

Fioletowy glut

[2009, HOTN]

Zeskoczyłam z gałęzi swego drzewa (jeśli ktoś jeszcze nie wie, albo zapomniał, mieszkam obecnie na drzewie, którego imię brzmi Euzebiusz) lądując miękko na trawie, jeszcze mokrej od rosy. Przeciągnęłam się ziewając, po czym ruszyłam lekkim krokiem w stronę jeziora. Westchnęłam cicho. Jakże brakowało mi radosnej Goldi... oraz LadyKiller, zdążyłam się już przyzwyczaić do obecności obu... Ech... gdyby brakowało mi tylko tych dwóch, to może... a tak... Potrząsnęłam łbem, próbując się pozbyć niechcianych myśli. Szera miała rację, nie powinnam tyle myśleć. Stanęłam na brzegu jeziora. Schyliłam się by się napić i ujrzałam bąbelki powietrza na powierzchni wody. Usiadłam zdziwiona, gdy wtem wyskoczyła z okrzykiem "Dzieńdoberek!" oraz wielkim wyszczerzem na pysku Szera, przy okazji ochlapując mnie litrami wody. Nie wiem jaką zrobiłam minę, jednakże musiała wyglądać co najmniej głupio, ponieważ z pyszczka gepardzicy nieprzerwanie wydobywały się salwy śmiechu, aż ta zaczęła się tarzać na ziemi. No cóż, tak to jest jak się "wychodzi z domu" przed dokładnym obudzeniem się. W końcu Szerze udało się uspokoić.
- To gdzie dziś idziemy?^^ - Spytała mnie, nie przestając się uśmiechać.
- My?
- No tak. - Wyszczerzyła się - Jest taki piękny dzionek. Należałoby go należycie wykorzystać.
Mruknęłam coś niewyraźnie, ale oczywiście się zgodziłam. XD
- To co powiesz na to, żebyśmy się pościgały? - zapytała z chytrym uśmieszkiem. - Jak za starych dobrych czasów. ;]
- No cóż, takiej propozycji nie mogę odmówić. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Zaznaczyłam łapą linię startu.
- Jestem ciekawa, czy uda się którejś z nas w końcu wygrać. XD
- Jestem pewna, że to będę ja ;p - stwierdziła Szera, wyszczerzając sie do mnie.
Stanęłyśmy na starcie. Zaczęłam odliczanie.
- CZTERY... TRZY... DW...
- START!!! - krzyknęła Szera i wystartowała z zawrotną prędkością.
- Ej! - Zawołałam, ledwo powstrzymując się od śmiechu i pognałam za przyjaciółką.
Kiedy ją dogoniłam, powiedziałam oskarżycielskim głosem:
- Oszukałaś!
- Wcale nie! ;p Nie ustalałyśmy zasad.
Zachichotałam, przez co nieświadomie zwolniłam, co natychmiast wykorzystała Szera. Chwilę potem byłam znów obok niej i coś sobie uświadomiłam.
- A gdzie meta?
- Może i lepiej, że jej nie ma, pewnie i tak byśmy do niej nie dobiegły. XD
Obie wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. Biegłyśmy tak, drocząc się nawzajem i co chwila śmiejąc się z byle czego. Kiedy właśnie udało mi się wyprzedzić Szerę (akurat byłyśmy na łące, zero drzew, na które można by było wpaść XD), ujrzałam coś oczojebnie fioletowego o.o W pierwszej chwili pomyślałam, że to Naysha (XD), ale ona nie była aż tak duża i płaska o.o" Będąc kilka metrów przed niezidentyfikowaną jeszcze substancją wyhamowałam gwałtownie. Niestety Szera, która biegła tuż za mną, nie zauważyła oczojeba, gdyż zasłaniałam jej go moim szanownym ogonem XD, więc zaskoczona, nie zdążyła wyhamować, wpakowała mi się w tył i obie wylądowałyśmy w fioletowym czymś. Jako że, to Szera mnie popchnęła, ja wylądowałam na twarzy, a ona przeturlała się po mnie i wylądowała na grzbiecie.
- No pięknie - prychnęłam, próbując wstać, jednakże glut trzymał mocno.
- Przecież ja nic nie zrobiłam! - obruszyła się Szera.
- A czy ja coś mówię? XD
- No... niby nie. Ale w takim razie, co zrobimy? - spytała, próbując oderwać łapę od gluta, jednak ten postanowił udawać roztopiony ser i się ciąągnąąąć, ale puścić za nic nie chciał. XD Zrezygnowana Szer dała spokój.
- Przynajmniej się... yyy... opalimy! - popatrzyłam niemrawo na Szerę, która mówiąc to, wystawiła twarz do słońca.
- Taa... super. - Wymamrotała, krzywiąc się.
- Oj, nie marudź. Chciałaś odpocząć, no i masz odpoczynek.^^
- Chciałam, ale nie w fioletowym glucie!
Prychnęła.
- Weź wyluzuj. Zamiast marudzić mogłabyś się na chwilę zamknąć, skoro już tu siedzę, zamierzam się rozkoszować pięknym ptasim śpiewem, jakoś nigdy nie mam kiedy...
- Nic dziwnego, skoro ciągle biegasz. - Mruknęłam, jednak ta już nie słuchała.
Siedziałyśmy tam przez jakąś godzinę. Na początku nawet próbowałyśmy wołać o pomoc, ale niezbyt dużo to dało... XD Po jakimś czasie Szera wynalazła bardzo wciągającą i pasjonującą, według niej zabawę. Odskakiwała z całych sił, po czym glut przyciągał ją z powrotem. No cóż, nie zamierzałam nawet próbować tego zrozumieć.
I gdy właśnie Szera postanowiła zaintonować niezwykle wzniosłą pieśń "Wlazł kotek na płotek..." w polu naszego widzenia pojawiła się Icee z wyszczerzem na gębie.
Kiedy zbliżyła się na tyle, by zobaczyć w czym siedzimy, jej reakcja była następująca...
- Budyń! 8D'
(...)

środa, 23 września 2009

Krwotok Wewnętrzny.

[?, nie publikowane]

          Chciało mi się krzyczeć. Tak wiele różnych emocji naraz. Tak wiele sprzecznych sobie myśli. Tyle do powiedzenia. Mimo to, milczałam. Jak zawsze. Prawie co wieczór układałam niemal przemówienia, wyobrażone rozmowy, sytuacje. Tyle słów i żadne z nich nigdy nie zostanie wypowiedziane.
Niemy krzyk wyrwał się z mojego jestestwa rozdzierając wnętrzności na kawałki.
A jednak. Trwałam w milczeniu, tak było bezpieczniej.
          Boli. Nie mogę. To zbyt wiele. Niedokończone myśli tłukły mi się po głowie., mieszając się jedna z drugą. Za dużo, za dużo naraz. Niech to się już skończy.
          Odpowiedziałam z uśmiechem na przywitanie wilczycy. Wolałabym w tej chwili zacisnąć na czymś swe kły i rozszarpać na strzępy, ale na moim pysku malował się spokój. Milczałam. Tak jest łatwiej.
          Przed oczami miałam obraz mojego serca. Szwy skrywały dawno zagojone rany, ale z kolejnych wciąż sączyła się krew. Nieprzerwany strumień bólu zalewający moje ciało.
          Siedziałam nieruchomo, bez żadnych zbędnych ruchów.
Bo po co? Fala gnała, ale to nic.
Przejdzie.
Jak zawsze.

Pustka.
Boli, ale jakby z oddali.
Myśli się uspokoiły, chociaż od czasu do czasu, któraś drgnęła niespokojnie, jakby nie mogąc się doczekać kiedy znów zapanuje chaos.
Uczucia gdzieś zniknęły, ukryte głęboko, niedostępne.
Serce otrzymało upragniony urlop.
Wystarczy poczekać na falę ciepła, przebłysk słońca.
Kiedyś.
Kiedyś on nastąpi.

piątek, 28 sierpnia 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XXII

Misja wypełniona I

Autor: Aldieb


Stałam nieco z boku, w głowie miałam mętlik, nie byłam wstanie zebrać myśli. Podeszła do mnie Szera, nadal nieco oszołomiona tym, czego przed chwilą była świadkiem.
- Co się tam działo? - spytała słabym głosem.
Opowiedziałam jej w skrócie co widzieliśmy i co usłyszeliśmy od Wandessy.
- Czyli mamy się zmierzyć ze smokiem... - mruknęła na moje słowa[to mrrukanie już do niej przylgnęło xD]
- Na to wygląda.
Gdy już się wszyscy nieco otrząsnęli z ostatnich wydarzeń, Naysha znalazła w miarę 'przytulną' jak na to miejsce polankę i zarządziła że tam odpoczniemy, przed wyruszeniem w dalszą drogę. Jednak nikt nie miał ochoty na sen. Siedliśmy w kręgu przy ledwo tlącym się ognisku, ogrzewając się nawzajem swoimi ciałami. Ja położyłam się opierając się barkiem o Nay.
- To co teraz zrobimy? - spytała milcząca do tej pory Eleuzis.
- Trzeba będzie zabić tego smoka - szepnęła Naysha, zastanawiałam się czy wspominała to samo co ja...
Lady Killer podniosła głowę. Jednak odezwała się Goldi.
- Ale gdzie go możemy znaleźć?
Przemknęło mi przez myśl że ona wcale nie chciałaby go znaleźć?
- Na pewno nie tu. - odezwała się Shesay - to jest Kraina Duchów, a z tego co słyszałam ten smok nie jest duchem.
- To prawda. Dzisiaj odpocznijmy, jutro o świcie spróbujemy się stąd wydostać. Do tego czasu może ktoś coś wymyśli.
- Taaak.Świetny pooomyyyyysł. - ziewnęła Szera - już mi się oczy zaczęły same zamykać.
Nie wytrzymując parsknęłam śmiechem. Zadziwiające jak ona to robi, że utrzymuje taką pogodę ducha. Lady uśmiechnęła się pod nosem, pewnie wyczytała z moich myśli co było przyczyną mojego śmiechu.
Następnego dnia [przynajmniej tak nam się wydawało, bo panował tu ciągły półmrok] wyruszyliśmy od razu w drogę, jednak tak samo jak wcześniej z brakiem pomysłów. Po jakiejś godzinie w końcu wyszliśmy z ponurej krainy. Słońce stało już wysoko na niebie, światło raziło odzwyczajone oczy.
Poszliśmy w stronę odległych gór nad którymi zbierały się ciemne chmury. Nay na czele ze skupionym wyrazem pyska, ja z Szerą za nią, dalej Lady i Skaza, potem dwie klacze i na końcu zamyślona Goldi.
Nagle przystanęłam i parsknęłam śmiechem. Lady pokręciła tylko głową, Nay odwróciła się, a Szera spytała.
- O co chodzi?
- Nie, nic. Tak tylko sobie pomyślałam, że musimy dziwacznie wyglądać. - Odpowiedziałam nadal chichocząc. - Gepardzica, 2 klacze, jedna niebieska i skrzydlata, druga chyba można ująć półmartwa, 3 wilczyce, z czego jedna fioletowa, potwór - wyszczerzyłam się do Lady - i mały szczeniak.
W tym momencie Lady podniosła gwałtownie głowę i rozejrzała się pilnie czegoś wypatrując. Spojrzałyśmy na nią z niepokojem, jednak nie otrzymałyśmy wytłumaczenia, Lady nic nie rzekłszy zerwała się i pobiegła w stronę Goldi, która nie wiedzieć dlaczego, była znacznie oddalona. Pierwsza zrozumiała co się dzieje Shesay.
- Nie ma Skazy!
Podbiegłyśmy do dziewczyn.
- Szłam na końcu i obserwowałam Rose, zdawało mi się że coś usłyszałam, więc przystanęłam, kiedy się odwróciłam jej już nie było!
Rozglądałyśmy się dookoła. Cofnąć się nie mogła, wyprzedzić też nie, ktoś by zauważył. Naprawo było kilka pagórku, a na lewo widniał las.
- Może będą jakieś ślady... - powiedziała Shesay.
- O ile ich jeszcze nie zatarliśmy - mruknęłam.
-Proponuję, żeby jedna osoba sprawdziła czy są jakieś tropy. - powiedziała Nay - Skaza nie mogła przecież odbiec daleko.
Przytaknęliśmy.
- Niech Lady idzie, ona jest najlepsza w te klocki - powiedziała Szera.
Lady krążyła przez jakiś czas z nosem przy ziemi, gdy skończyła, oznajmiła nam.
-Odłączyła się nagle. Pobiegła w stronę lasu.
Nie musieliśmy się nawet naradzać. Ruszyliśmy za Lady, która stała się chwilowo naszym przewodnikiem. Koło niej szły Naysha i Goldi. Cicho rozmawiały między sobą. Zagłębiłyśmy się między drzewa. Lady przyśpieszyła, musiała coś wyczuć. Nagle znalazłyśmy się na wielkiej polanie. Niedaleko nas na głazie siedziała Skaza Rose wpatrując się w coś ze skupieniem. Gdy nas spostrzegła na jej pyszczku zagościł wielki uśmiech. Zeskoczyła z kamienia i podbiegła do nas. Po wybuchu wielkiej radości usiedliśmy w kółko, a Rose zaczęła opowiadać.
-Straaaasznie mi się nudziło i nagle zobaczyłam takiego ślicznego motylka! Nie myśląc wiele pobiegłam za nim, pomyślałam sobie, że nic się nie stanie jeśli trochę za nim pobiegam, nawet nie zauważyłam kiedy wbiegłam las, a już byłam na polanie i wtedy sobie przypomniałam, ja tu kiedyś już byłam! Tą ścieżką - wskazała łapą - uciekałam kiedyś przed czymś strasznym, ale nie mam pojęcia co to było.
Popatrzyliśmy po sobie.
- Wygląda na to, że właśnie wskazałaś nam drogę do smoka. - powiedziała z uśmiechem Goldi.
-Zmierzcha już - rzekła Naysha patrząc w niebo - straciliśmy trochę czasu, ale może teraz z właściwą drogą uda nam się to nadrobić. I nie wiem jak wy, ale ja bym tu została na nocleg.
Nie będąc w stanie zasnąć poszłam się przejść po lesie, jednak nie oddalałam się zbytnio.
Nagle podeszła do mnie wielka lisica.
- Aldieb. Wiesz o czym chcę porozmawiać?
- Nie wiem. I nie wiem kim jesteś.
- Jestem Glola.
- Czyli tak jak myślałam?
-Posłuchaj!
- Słucham uważnie - usiadłam.
Rozmawiałyśmy jakieś pół godziny, o wielu sprawach, jednak nagle lisica powiedziała, że musi iść i że się spotkamy następnego dnia.
Tak też i było. Następnego wieczoru, również oddaliłam się trochę w las. Glola siedziała na drzewie przyglądając mi się.
- hmm? hej.
- hej.
Tym razem rozmawiałyśmy o mniej formalnych sprawach, zdążyłyśmy przełamać już dzielącą nas barierę. Nagle zaświtał mi w głowie pewien pomysł.
-Przyprowadzę Nayshę!
Na te słowa oczy Gloli zabłysły z radości. Wróciłam do obozowiska, nie było jeszcze całkiem ciemno, więc bez trudu znalazłam Nayshę. Była razem z Szerą.
- Masz coś na nosie Nay! - powiedziała krztusząc się ze śmiechu gepardzica.
- Aaa ! Gdzie?! Szera! - wołała Nay wymachując łapami i próbując strzepnąć z nosa niewidzialnego wroga xD
-Ekhmmm?
Popatrzyły na mnie zdezorientowane, wyrwałam je z ich głupawki, no cóż, zemszczą się. Nay będzie się musiała zemścić innym razem? [xD]
- Chodź! - chwyciłam Nay za łapę i odciągnęłam na bok.
- Haha. Nie uwierzysz z kim zaraz będziesz gadać!
- Z Glolą? - spytała z chytrą minką.
Szczęka mi opadła.
- A ty skąd wiedziałaś?
- Tak się domyśliłam. - odpowiedziała cała uchachana xD
- A ja chciałam zrobić niespodziankę.
- No dobra, chodźmy!

środa, 22 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XVIII

Wywar

Autor: Aldieb

Właśnie wgryzałam się w nogę jednego z centaurów, gdy usłyszałam krzyk Nayshy "UCIEKAJMY! ZA MNĄ! JUUŻ". nie wiedziałam, gdzie jest reszta, ale nie było czasu sie za nimi rozglądać, puściłam stwora. Zręcznie uniknęłam ciosu centaura i czmychnęłam w bok, jednak wypatrując Nayshy nie zauważyłam celującej we mnie włócznią kreatury. Ledwo zdążyłam się uchylić, włócznia zahaczyła o mój grzbiet, a ja pod wpływem uderzenia poleciałam w bok i o dziwo wylądowałam na czymś miękkim. Nad sobą usłyszałam znajomy głos.
- Wstawaj! wiejemy stąd! - posłusznie zrobiłam to co kazała Szera, starając nie zwracać uwagi na wszechogarniający mnie ból pobiegłam za nią, po drodze odganiając się od centaurów, które postanowiły nas gonić. Wbiegłyśmy już na pagórek. Nay wodziła dookoła nerwowym wzrokiem i poganiając resztę, by już ruszała dalej. Przez deszcz była słaba widoczność, jednak w oddali dostrzegłam sylwetkę Eleuzis, ciągnącą jakieś wielkie cielsko. Nie było mi dane dojść cóż to może być, gdyż usłyszałam ponaglający głos Nayshy:
- Pośpieszcie sie! Lepiej nie ryzykować, mogą zacząć nas gonić!
Po minucie wszyscy już się czym prędzej oddalali. Po mojej prawej biegła Szera, przed sobą widziałam ogon Shesay. Nagle między nami pojawiła się Nay.
- Nigdzie nie widzę Goldi i Lady.. nie wiem, może.. może poszły inną drogą.. ale nie widziałam ich nigdzie.. wydaje mi sie że... to nie możliwe żeby zostały... w jaskini sprawdzałam.. nie ma nikogo... - poinformowała nas Nay, urywając co chwila, by zaczerpnąć potężne chaułsty powietrza, była zmęczona jak my wszyscy, jednak nie dawała tego po sobie znać.
- Zmienię sie w jakiegoś ptaka i polecę sprawdzić jeszcze raz.
- Nay! - krzyknęłam za nią, jednak już się przemieniła i poleciała w stronę miejsca walki. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na Szerę, miała pełno szram na całym ciele, a za nią ciągnął się trop z krwi... zmarszczyłam brwi i spojrzałam za siebie.. hmm... za mną też.. skąd to sie mogło...? a dobra, sprawdzimy wszystko na miejscu...

***
Po jakiejś pół godzinie byliśmy już na terenach HOTD, wybrańcy zebrali się we wspólnej jaskini, tak było po prostu łatwiej. Każdy otrzymał jakąś ranę, ech.. choćby tylko jedną! Całe szczęście że Nay kazała Shesay być na uboczu w trakcie walki, bo inaczej nie miałby kto nas leczyć. Reszta stada pomagała jak mogła. Mimo naszego stanu nie przestawaliśmy dyskutować. Sytuacja była naprawdę poważna. Zdążyliśmy się już przeliczyć, brakowało Goldi i Lady Killer. Rose tuliła się u boku Szery... Nay zdążyła już wrócić, niestety po Gold Fire i Lady nie zostało ani śladu, zresztą po centaurach też... to wszystko było naprawdę dziwne, jak tej wielkości stworzenia zdążyły się wynieść w tak krótkim czasie? no, przynajmniej to wyjaśnia dlaczego nie było żadnych problemów przy powrotnej drodze...
Przesunęłam się odrobinę na drugi bok i mimowolnie jęknęłam. Łapa bolała mnie niemiłosiernie, całe szczęście że mamy Shesay, wraz ze swoimi zdolnościami, udało jej sie poskładać mi kość, która niestety trochę ucierpiała... zastanawiałam sie nawet przez chwile jak to możliwe, że nie czułam tego piekielnego bólu przez tak długi czas.. hmm.. pewnie mi cuś nerwy popsuło.
Dałam se spokój z tym tematem i wróciłam z powrotem do ciemnej jaskini i żywych rozmów, zbliżaliśmy się do najważniejszego tematu...
- Mamy ogon Derlisa, krew jednego z jego obrońców załatwić nie było problemu - mówiąc to Nay uśmiechnęła się kwaśno - pozostaje nam tylko zrobić wywar i przenieść się na miejsce walki. - spojrzała bo twarzach wybrańców - każdy dobrze wie, że dziewczyn nie ma co szukać, byłoby to tylko stratą czasu. Po centaurach nie ma nawet cienia śladu. Widziałam na własne oczy, zupełnie jakby wyparowali! - Nay opanowała się momentalnie, po ostatnich wydarzeniach łatwo się rozemocjonowywała, zresztą nie tylko ona miała problemy, wszyscy byliśmy nerwowi - proponuję żebyśmy odczekali kilka dni, musimy nabrać sił trochę się podkurować i dać odpocząć Shesay, ona też jest zmęczona ciągłym leczeniem nas wszystkich, a sama przecież też poniosła straty - spojrzałam na Shesay, Nay miała racje, klacz wyglądała na trochę wychudzoną[ekhm.. jak my wszyscy] miała zmęczony wzrok, całe ciało pokryte szramami, a z boku paskudne uderzenia po kopytach centaura; byłam wtedy niedaleko niej i to widziałam, głupi stwór dostał za swoje. uśmiechnęłam się złośliwie na tą myśl, jednak opanowałam się i z powrotem skupiłam sie na Nayshy - ...sie przeniesiemy w takim stanie nie będziemy mogli walczyć. -oj, chyba trochę straciłam. ostatnio byłam jakoś dziwnie rozkojarzona...
Głos zawarła Szera
- Czyli postanowione, za dwa dni, zbieramy sie tu wszyscy razem, kuchcimy miksturkę, spożywamy i oby nas przeniosło w miejsce pobytu dziewczyn.
Wszyscy pokiwali głowami. No, prawie wszyscy. Rose, siedziała skulona w kącie, nie reagując na nic. Juz kilka godzin wcześniej odeszła na bok, jednak nie zasypiała, mimo że pewnie padała z nóg, jeszcze bardziej niż my. Ale z drugiej strony straciła właśnie dwie bliskie jej osoby, w dodatku ta walka.. przecież to tylko dziecko... nagle zrobiło mi sie jej żal.. Rose jak na swój wiek w niektórych rzeczach była niezwykle poważna, oczywiście psociła, wygłupiała sie jak każde dziecko ,ale coś w niej było takiego poważnego... podczas gdy wybrańcy rozchodzili się do Rose podeszła Naysha, kulejąc na jedną łapę. Coś do niej powiedziała i uśmiechnęła się. Mała spojrzała na nią niepewnie, ale wdrapała jej się na grzbiet i wczepiła w futro wilczycy. Uśmiechnęłam się, ta to zawsze potrafiła pocieszyć.
Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że zostałam sama w jaskini. Jednak nie zamierzałam sie nigdzie ruszać, łapa bolała mnie jak cholera, miałam lenia i chciałam wreszcie odpocząć od wszystkiego, a na przelecenie do drzewa za brakło mi już siły. Ziewnęłam potężnie i zasnęłam z myślą, że upolować se zdobyć już mogę jutro.. hmm.. raczej dzisiaj popołudniu.. - poprawiłam sie w myślach [popołudniu gdyż wiedziałam że prześpię cały ranek]

***
Obudziły mnie ciepłe promyki słońca i.. chwilaaa... co to mogło być...? aaa.. no tak to Szera! A! Zerwałam sie na równe nogi i od razu padłam na ziemie, pod bólem łapy. Szera stała nade mną uśmiechnięta od ucha do ucha. Ziewnęłam przeciągle, skąd ona ten cały entuzjazm bierze? Robi jakieś zapasy czy co?
- Wstawaj śpiochu! przespałaś cały ranek!
O! a nie mówiłam, że tak będzie? bueehhh.. Szera znowu zaczęła paplać, lepiej wstanę zanim sie naprawdę rozkręci bo będzie kicha.
- No już, już! dajże mi stare kości rozprostować
- Gdzież tam od razu stare co najwyżej trochę nadużyte - wyszczerzyła do mnie idealny komplet śnieżnych kiełków. I kto by pomyślał że jeszcze wczoraj rozrywała nimi centaury?
- Pff.. - obruszyłam się na nią posłusznie wstając i przyglądając sie swojej dręczycielce. Gepardzica miała całą serię szram na łapach, to głównie tam obrywała, jednak to długo linia ciągnąc się od łopatki to brzucha zwracała największą uwagę. no dobra, jeśli ona może z czymś takim spokojnie se łazić, to ja ze swoją łapą też. pomyślałam jednocześnie zdając sobie sprawę z tego że jestem okropnie głoooodnaaaaa...

***
[Dzień stworzenia wywaru; jaskinia]

Siedzieliśmy w kręgu, w środku stał wielki kocioł pełen wrzątku. Shesay jako uzdrowicielka, ona najlepiej znała sie na tego typu sprawach [w sensie że wywary, eliksiry, zioła etc.] Ostrożnie wlała krew centaura. Potem wraz z pomocą Eleuzis wrzuciła do kotła ogon tego.. jak mu tam.. a.. Delirsa[czy jakoś tak o3o]. Coś tam zaczęła bełkotać... nie słuchałam już nie miałam siły, zapadałam w coś w rodzaju pół snu. Zmysły miałam otumanione, jednak jednocześnie wiedziałam gdzie sie znajduje i co robie.. to było dziwne.. ale przynajmniej mogłam wypocząć, a patrzeć na tworzenie wywaru nie miało sensu, bo po kiego? ziewnęłam i wtedy poczułam intensywny zapach. Otworzyłam oczu i stwierdziłam ze wszyscy patrzą sie na mnie z wyrzutem. poczułam wstyd. Nie powinnam se drzemać w takiej chwili... a co tam, przecież nic mnie ważnego nie ominęło. przewróciłam oczami i naśladując Rose wypiłam łyk wywaru.... i poczułam, że tracę przytomność... gdzieś tam jeszcze mi mignął zacierający sie obraz Nayshy, chciałam za nią krzyknąć ale nie starczyło mi sił... poczułam sie jakbym była... no właśnie jakbym nie istniała... a potem wydarzenia potoczyły się tak szybko...

----------------------------
kuniec. sorry że działo sie tak mało ważnych rzeczy, ale ja tak mam, że opisuje szczegóły itp itd xD
i sorry za brak znaków interpunkcyjnych i błędy ortograficzne i w ogóle za wszystko, no ale darujcie jest 2 w nocy o3o nie powinnam tyle siedzieć, szczególnie że jutro wstaje wcześnie i znowu wracam pod namiot, ale czułam się zobowiązana żeby coś napisać.

niedziela, 12 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XV

Pogrzeb.

Autor: Aldieb

Wracaliśmy do stada. Szłam obok Lady, trochę z tyłu. Reszta szła przed nami. Popatrzyłam na Lady, obserwowała Goldi i Rose. "Taa, Rose wreszcie znalazła swoją rodzinę, pewnie będzie szczęśliwa...". Poczułam na sobie wzrok Lady... spojrzałam na nią, a w jej oczach zobaczyłam jakby cień smutku... a może mi się wydawało. Zmarszczyłam czoło. Czy to możliwe że Lady przywiązała się do Rose, no w sumie.. opiekowała się nią dość długo, Lady wbrew pozorom wcale nie jest taka nieczuła, musiała polubić Rose, a teraz wygląda to tak jakby ją straciła... Znowu zerknęłam na wilczycę jednak ona wyglądała na nie poruszoną jak zwykle, zbliżyłam się do niej i szepnęłam tak żeby tylko ona mogła usłyszeć.
- Ważne że mała jest szczęśliwa, po za tym nadal się możesz nią zajmować.
Na te słowa tylko obdarzyła mnie tym jednym ze swoich zimnych spojrzeń i ruszyła dalej, trochę przyspieszając kroku. O mało nie powstrzymałam sie od chichotu. Jednak od razu spoważniałam. Nie ma sie z czego śmiać. Czeka nas dużo pracy.. najpierw pogrzeb Black Hollow, potem od razu musimy wyruszać na kolejną misję.. echh.. mam nadzieję że nam się uda...
Przekroczyliśmy już tereny stada. Nay poprosiła Eleuzis, żeby wykopała grób, Goldi miała wybrać odpowiednie miejsce. A ona razem ze mną i Szerą[bo ta sie uparła żeby z nami iść] poszłyśmy do jaskini gdzie zostało złożone ciało Black Hollow. Zastanawiałam się jak to będzie wyglądało. Nigdy nie byłam jeszcze na pogrzebie, jednak słyszałam kiedyś, że ludzie chowają swoich bliskich w drewnianych skrzyniach. Zastanowiłam się.. my nic takiego nie mieliśmy, jednak moglibyśmy chociaż wrzucić kilka desek na dno... w sumie nie wiem co by to dało, ale chociaż tak symbolicznie...
Stanęliśmy przed jaskinią, Nay już znikała w środku, a ja podeszłam do Szery i przedstawiłam jej swój pomysł, ona kiwnęła głową na zgodę i zaoferowała się, że ona może to załatwić. Posłała mi ciepły uśmiech i pobiegła w stronę lasu.
Weszłam do jaskini, Nay stała nad ciałem, przykrytym płachtą i zastanawiała się jak je przenieść. Stanęłam obok niej.
- Mogę je przenieść z pomocą powietrza, zaoszczędzimy sobie dźwigania.
Nay się zgodziła, ale zauważyła że gepardzica zniknęła...
- A gdzie Szera? - spytała zdziwiona.
- Poszła coś załatwić - mrugnęłam do niej - będzie na nas czekać, przy grobie.
Nay na to tylko skinęła głową, ale mogłabym się założyć że główkowała nad tym co takiego Szera miała zrobić. Uśmiechnęła się pod nosem, cała Nay...
Szłyśmy raźnym krokiem, do miejsca w którym nasza grupa się rozdzieliła i nagle zdałam sobie z czegoś sprawę.
- Nay! Powinnyśmy zawołać resztą stada!
- Spokojnie – uśmiechnęła się – Lady Killer już się tym zajęła.Odetchnęłam z ulgą. Sama nie wiem czemu się tym wszystkim tak przejmowałam….
- Za to ja jestem ciekawa jak znajdziemy miejsce pogrzebu… - odezwała się Nay, w momencie kiedy weszłyśmy na polanę.
Ale na szczęście czekała tam na nas Shesay; dziewczyny o wszystkim pomyślały. Prowadziła nas ścieżką w stronę Posągu Wandessy.. na początku się zdziwiłam, ale po namyśle stwierdziłam, że to rzeczywiście dobre miejsce. Na miejscu byli już wszyscy. Eleuzis świetnie się spisała, dół był idealnej wielkości. Ostrożnie włożyłam ciało do grobu. Zaległa okropna cisza. W końcu po kilku minutach zrobiłam parę kroków do przodu i wygłosiłam mowę pożegnalną w końcu Black była moją przyjaciółką.. Gdy skończyłam, znowu cofnęłam się w tłum, potem każdy po kolei występował i żegnał się z nią. Na koniec Eleuzis zasypała dół ziemią i starannie ułożyła na nim kamienie. A potem ktoś wyniósł z za krzaków nagrobek, na nim były wypisane imię, oraz dzień śmierci zmarłej. Daty narodzin nie znaliśmy… Spojrzałam na całość, uznałam że prezentowała się naprawdę godnie. Niektórzy zaczynali już się rozchodzić małymi grupkami. Kilka osób jeszcze zostało. Siedziałam jeszcze kilkanaście minut przy grobie i rozmyślałam nad wszystkimi sprawami, które się ostatnio wydarzyły. Gdy zaczęło się robić naprawdę ciemno, ruszyłam do swojego drzewa. Położyłam się na gałęzi i momentalnie zasnęłam.

Następnego ranka, nasza grupa wybrańców zebrała się na dużej polania, tam już czekała na nas Magika….

sobota, 11 lipca 2009

Wróżka Latosława O.o

[11 lipca 2009, SK-reaktywajca]

Siedziałam sobie pod moim drzewkiem i obserwowałam gąsienicę…  Wokół panowała zadziwiająca cisza…. wręcz przerażająca cisza O.o nie będąc w stanie wytrzymać dłużej tej ciszy potuptałam se na spacerek. Dotuptałam jakoś tak do wodopoju kiedy zmogło mnie okropne zmęczenie. Ziewnęłam szeroko i potrząsnęłam łbem wpatrując się w wodę.
Nagle wzięło mnie jakieś przekonanie, że należy iść dalej. Po kiego? Też bym chciała wiedzieć… xD No więc szłam i szłam… i szłam, szłam.. (…) i szłam, ha! i wkońcu udało mi się dojść! xD
- Yyyy…. – spojrzałam z powątpiewaniem na tabliczke przed „domem”
„Wrózka Latosława, do usług. Koszt wizyty – do uzgodnienia.”
No cóz… wyglądało na to, że to jednak tu. [ O.o] Sporzałam jeszcze raz na… to wszystko. Drzwi skrzypiały lekko uchylone na jednym zawiasie, zasłony były poszarpane i osmolone, przed domem, a właściwie jaskinią walały się patyki liście i resztki jedzenia. A to wszystko przykrywała wartswa kurzu.
Zapukałam do drzwi…    wow. nie rozleciały się! xD
Usłyszłam kroki zbliżające sie do wejścia i nawet przeleciało mi przez głowe, żeby zwiać, no ale w koncu wyszło na to że stałam przed tymi drzwiami jak kołek, w dodatku kołek z głupią miną [xD] Po chwili drzwi otworzyłą wróżka.
- Witam Cię drogie dziecko! – powiedziała z zastraszającym entuzjazmem ekscentrycznej staruszki – od dawna nie miałam żadnych gości!
- Nic dziwnego – mruknęłam, a potem przywitałam się serdecznie i weszłam do środka. I jak żem sie zdziwiła! Zamiast zabrudzonego, zakurzonego, zapajęczonego, zabałaganionego, zatęchłego i ciemnego pobojowiska, którego sie spodziewałam weszłam do wysprzątanego, wyczyszczonego, wypięknionego, wypolerowanego, wykolorowanego i jasnego pokoiku.^^
- A więc po co przyszłaś? – zapytała mnie wróżka siadając w fotelu i wskazała mi miejsce na przeciwko. Po środku stał słoik z szklaną kulą.
- Yyyyy…..
- A więc dobrze[xD] – wórżka zrobiła jakieś dziwne gęsty [zupełnie jak ksiądz, przemawiający do parafianów.... xDDD], wypowiedziała po cichu jakieś dziwne słowa[a raczej niezrozumiały bełkot xD], założyła różowe pinkle xD i zaczęła wpatrywać się w wielkim skupieniu w kulę. Przez chwilę nc się nie działo, lecz nagle wróżka się wzdrygnęła, chrumknęła, otrzepała się jak pies, a jej powieka zaczęła się nerwowo trząść. Przypatrzyłam sie kuli jednak nic nie zobaczyłam, przeniosłam wzrok na wróżke w momencie kiedy zamykała oczy. Wyglądała na skupioną, więc postanowiłam jej nie przeszkadzać. Usiadłam wygodnie w miękkim fotelu i czekałam, czekałam, czekałam…. Ileż mopżna?! całkowicie znudzona czekaniem wstałam i zaczęłam zwiedzać ten mały, ale tajemniczy pokoik. Wszędzie na półkach[i nie tylko]stały tony książek wszelakiej maści i rozmiaru, fiolki z dziwcznymi miksturami, słoiki z niewiadomo czym w środku, kule, lustra, pióra, poduszki(?), pudełka, pudełeczka i całe mnustwo innych rzeczy. Jednak nielicząc książek najwięcej było fiolek i tego typu rzeczy z różnymi płynami i nnymi wywarami. Niektóre cosie tak fajnie bulgotały, albo sie świeciły, albo zmieniały kolor, albo sie nadymały albo robiły coś jeszcze innego i dzwaczniejszego. Raz nawet wydawało mi się że zobaczyłam Kiarę… xDD Mój wzrok [oraz nos^^] przyciągnęła mała fiolka z czerwonawym płynnym czymś w środku, pachnącego truskawczkami. [mniamm! :D ] Odkorkowałam buteleczkę i wwąchałam się w cudowny zapach soczystych owoców…  Po chwili nie wytrzyamałam, chwyciłam butelkę, zerknęłam czy nikt nie patrzy i wychlałam wszystko xD Mruknęłam z zadowolenia rozkoszując się pysznym smakiem. Natomiast mój nos wyczuł coś.. coś… Achhh… wanilia! Poszłam za zapachem, potykając sie po drodze o różne książki i papierzyska, aż dotarłam do takiego fajnego żółtego czegoś, podejrzanie bombelkującego. Przyjżałam się temu marszcząc nos, po czym jednym łykiem wypiłam zawartość. Najpierw nic… potem znienacka zaczęłam podskakiwać…. Ja bombelkuję! xD W podskokach podskoczyłam do fiolki z zielonkawym czymś. Tym razem nie zastanawiałam się nawet nad tym co to może być i od razu wypiłam. Żadnej reakcji, noo… niby coś mnie zaswędziało w lewym uchu, ale zbytnio sie tym nie przejęłam. Nagle dostrzegłam coś bardzo kolorowego.. To była fiolka, również z płynem, tylko że ten płyn nie był taki, o, zwyczajny, on zmieniał kolory! Chciwie[zaczynam sie uzależniać! xD] wzięłam do łapy i od razu połknęłam[nie ciemnoto, sam płyn, bez butelki] świat od razu nabrał kolorów! Powoli zaczęłam wracać do stolika, tylko że po drodze wspaniałomyślnie musiałam się potknąć o jakąś czachę xD przy okazji wpadłam na regał, a ten regał wpadł na inny regał a tamten regał… yy.. sam(a) wiesz co xD I tak o to poznaliście historie powstania domina regałowego xD Noo.. tylko że przy okazji był niezły hałas, potrafiący zbudzić nawet zmarłego, taaaa… i wórżkę też xD [tak, tak dobrze myśleliście, ona spała ^^]
- Co?! Gdzie?! Kto sie pali?!
- Nic, nic, tylko że…
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Mój pokój! Dziecko, jak Ty wyglądasz?! Aaaaaa…! moje najlepsze eliksiry! i zasypałaś moją składownie maści na zmarszki!!!! [xD] I co ja teraz zrobie?! pomocy! pomocy! ratuj sie kto może! jak ja Cie teraz odczaruje?! AAAAAAaaaaaaaaaaaaa!!!!…. [i tak w kółko... xD] – wróżka Latosława wrzeszcząc biegała po całym pokoju.
- Ale o co chodzi? – spytałam nie wiedząc o co tyle krzyku [xD]
Wróżka spojrzała na mnie z przerażeniem, po czym znów zaczęła swoje…
- Hmmmmmmm….. – zaczęłam się zastanawiać.. chyba powiedziała coś o moim wyglądzie… Oo” Stanęłam przed jednym z luster które nie uległo unicestwieniu, efekt – OO”
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! Jak ja wyglądam!!!! Pomocy!! Ratunku! Weźcie to ze mnie!! O.o – zaczęłam wczeszczeć kręcąc sie jednocześnie w kółko i klepiąc się łapami po ciele próbując to wszystko z siebie zdjąć xD A wyglądałąm tak….
Cała byłam w tęczowych oczojebnych kolorach i w jaskrawo żółtych jeszcze bardziej oczojebnych[o ile to możliwe]bombelkujących bomblach, z lewego ucha wyrastała mi zielona gałązka z truskawkami zamiast jabłek, a zamiast prawej nogi miałam czachę O.o [chyba w końcu w nią wlazłąm... xD]
Nagle wróżka stanęła na środku pokoju i z pełnym zadowolenia i triumfu wyrazem twarzu powiedziała:
- przynajmniej to nie ja będę musiała sprzątać! [xD] Kiara! Do mnie! – i wtedy zza fotela wylazła Kiara… yy… a raczej domowa ślimacza Kiara! [tak, tak nawiązanie do pewnego filmiku... xDDDDDD mam nadzieję, że sie Kiaru nie obrazisz^_^] I w tym momencie do pokoju wparowała dzielna i nieustraszona(?) Lov stwierdzając że Kiara jest jej i że zaraz idzie na policję złożyć zażalenie. No a potem zobaczyła mnie i wnętrze pokoju…. mniej więcej odpowiadało moim pierwszym przypuszczeniom, jak powinno wyglądać to miejsce xD na to stwierdziłą – hm… przytulnie tu….
A potem zawiało i ngle zrobiło sie ciemnmo, w pokoju nastała panika xD O… i z nowu jasno…xD
Do pokoju weszła Fatum niosąc ze sobą świeczkę…
- Fatum! i znowu mnie oświeciłaś! – na te słow Fatum wypięła dumnie pierś, a na jej twarzy zagościł mał banan.
- A co tu sie tak właściwie stało…?
- eeee.. noo…. – zaczęłam nie dokońca wiedząc jak to wytłumaczyć
- to wszystko jej wina! – jasno i zwięźle wyjaśniła wróżka xD
- A wcale, że nie! – wtrąciła sie Lov – wiem to od mojej Kiary. bo my mamy takie łącze telepatyczne – tu pokazała łapą taką jakby antenke se nad głową xD- dzięki czemu możemy se przekazywać myśli, a ja widzialam! yy…  no głuwnie to śluz widziałam… [xD] ale nie tylko! widziałam też że TY – tu wskazała na Latosławe – zasnęłaś! – wróżka cała pobladła
- A gdzie tam! po prostu… – zaczęła tłumaczyć się wróżka, kiedy nagle przerwałą nam Fatum podchodząc do mnie i zaczynając mnie dźgać xD
- yyyy…? O.o
A ona nadal xD
W końcu z niechęcią otworzyłam oczy…
- AAAAaaaaa!!!! – też byście sie przestraszyli jakbyście zobaczyli wielki paluch dźgający w Was z niewyjaśnionych przyczyn w nos xD
- Fatum! o mało żem zawału serca nie dostała!
- co najwyżej dostałabyś zawału nosa – wyszczeż
- ale śmieszne.. – naburmuszona odwróciłąm sie do niej plecami, na co ta zaczęła mnie ochalpywać lodowatą wodą
- Zimne to to! Przestaaaaaaaaaaaań!! – ha! i przestałą xD zamiast tego chwyciła mnie za ogon i pociągnęła za sobą O.o okazało sie że najzwyczajniej w świecie chciała ze mną pogadać xDDDDDDDD
kuniec o3o
mam nadzieję że sie podobało xDD jak by sie ktuś nie skapnął top ja zasnęłam i mi sie śniły takie o, dziwactwa i tak było tam troche nawiązania do starego SK o3o