wtorek, 24 września 2013

Zadanie na Maga Mroku oraz Szamana - Raksha i Aldieb.

[24 września 2013, HOTN]

W ciągu tych kilku lat tereny Stada Nocy uległy niewielkim, acz znaczącym zmiano. Las Śmierci, który niegdyś, wbrew swojej nazwie, tętnił życiem, został zapomniany przez Dzieci Nocy i tylko nieliczni nawiedzają te tereny. Jak wszyscy wiedzą, na terenach HOTN znajduje się potężne źródło bliżej nieokreślonej energii magicznej, która przyciąga przeróżne istoty. Świadczą o tym miejsca takie, jak te, które znalazłaś razem z Aldieb - oddzielone od reszty świata niewidzialną kopułą martwej ciszy.

____________________________________

Raksho, przyszły Magu Mroku, Aldieb, przyszła Szamanko,
Dowiedzcie się czym spowodowana jest ta cisza i czemu takie miejsca występują w Lesie Śmierci. Postarajcie się wykorzystać Wasze wrodzone zdolności, odszukajcie leśne dusze, opiekunów tego zapomnianego miejsca. Raksho, z dawnych opowieści możemy tylko domyślać się, iż jest to pewna mroczna energia. Poznaj ją, spróbuj okiełznać. jeśli jest groźna. Uważajcie, Las Śmierci stał się dość tajemniczym i niebezpiecznym miejscem, odkąd pozostawiliśmy go woli Matki Natury.




Tak cichego, niemalże uśpionego lasu jeszcze nie miała okazji odwiedzić. Miejsce, w którym nie wyczuwała nawet najlżejszego ciepła innych ciał, już na samym początku ostrzegało, że lepiej nie zagłębiać się w jego tajemnice. Otaczająca je cisza wydawała wwiercać się nieprzyjemnie w umysł pantery, tak bardzo wyczulonej na każdy zapach i dźwięk, których teraz tak nagle zabrakło. Potrzebowała dłuższej chwili, by przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Czarny ogon strzelił lekko przy bokach Rakshy, kiedy powoli sondowała wzrokiem teren, jakby szukając jakiejś żywej duszy.

- Pusto - mruknęła, prostując się i podnosząc lekko pysk. Dotąd płasko położone na czaszce uszy, podniosły się, próbując wychwycić dźwięk niepochodzący od ich dwójki. Pantera zmarszczyła zabawnie pysk, a jej fiołkowe ślepia ciągle obserwowały uważnie teren wokół. - Zupełnie pusto. Tylko że to jest raczej niemożliwe, prawda? - zwróciła się do wilczycy, tylko na chwilę na nią zerkając. Wolała w każdej chwili być gotowa na coś niespodziewanego i chociaż ciało miała raczej rozluźnione, nie zdradzało to siły, jaką dysponowałaby, gdyby zaszła potrzeba obrony.

Aldieb wahała się dłuższą chwilę z odpowiedzią. Możliwe, czy nie? Któż to wiedział. Była pewna jedynie tego, że w swym życiu natknęła się na wiele dziwniejszych zjawisk, by móc powątpiewać. Z całą pewnością nienaturalne. Tego słowa użyłaby w pierwszej kolejności. A „pustka”, jak określiła to Raksha, była bardzo adekwatnym stwierdzeniem. Zupełnie jakby znalazły się w próżni. Brak dźwięków, zapachów, ciepłoty żyjących organizmów. Co więcej, nie potrafiła nawet wyczuć energii duchowej, którą Las Śmierci powinien był emanować. 

- Nie wiem - odrzekła w końcu. Zdawało jej się, jakby jej głos dobiegał z oddali. - Mam wrażenie, jakbyśmy wpadły w sam środek nicości. - dodała, a przez jej ciało przebiegł dreszcz niepokoju. Panujące warunki przywracały z zakamarków pamięci niechciane i bolesne wspomnienia.  

Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa Rakshy, gdy przemyślała w głowie słowa wilczycy. Musiała się mocniej skupić, by dobrze ją zrozumieć, chociaż przecież słuch miała doskonały i nigdy jej nie zawodził. Zrzuciła to oczywiście na ową nicość, przez którą pantera miała wrażenie, jakby coś ją zgniatało od środka. To nie było dobrym znakiem, nawet jeśli nie znajdowałyby się w środku tak przerażającej ciszy. Kierowana dziwnym przeczuciem pomyślała, iż za tym wszystkim musi stać magia. Jej organizm dawał jasne wskazówki, by wynieść się z tego miejsca jak najszybciej, a równocześnie wrodzona dociekliwość nie dawała spokoju, zmuszając do zgłębienia tajemnicy.

- Nie myślisz, że powinnyśmy to sprawdzić? - Zerknęła na wilczycę. Powiedziała to gnana raczej instynktem niż zdrowym rozsądkiem, który tylko ponaglał do szybkiego odwrotu. 

Słysząc pytanie pantery, zadreptała w miejscu, przestępując z łapy na łapę, przejawiając tym samym chęć jak najszybszego wyniesienia się z tego miejsca. Wzięła głęboki wdech, siląc się na opanowanie. Wrodzony instynkt przetrwania podpowiadał jej, że nie należy przebywać tu zbyt długo, jednakże poczucie obowiązku wobec Stada a także przywiązanie do Lasu Śmierci nie pozwalało zostawić jej sprawy nierozwiązanej. 

- Tak, chyba tak. - Odparła niechętnie, postępując parę kroków dalej na sztywnych łapach. Jednak mimo silnego dyskomfortu już zaczynała analizować wszystko co do tej pory miało miejsce, próbując odgadnąć przyczynę zaistniałej Ciszy. - Zastanawia mnie co się stało ze wszystkimi istotami, które tu mieszkały. Nie wyczuwam żadnej żywej istoty, a kiedy mocniej się skupię, mam wrażenie jakby nawet roślinom zabrano dusze.  

Raksha ruszyła za towarzyszką, na ugiętych łapach stawiając ostrożne kroki, które w nawet w normalnym środowisku byłyby niedosłyszalne, a w tym miejscu wydawały się całkowicie wytłumione. Wytężyła swój dodatkowy zmysł wyczuwania ciepłoty ciał, jednak nawet temperatura stojącej obok Aldieb dochodziła do niej jakby rozproszoną falą, a żadnego innego ciepła nie mogła zlokalizować w najbliższej okolicy. 

- Nie wiem nic o duszach, ale wierzę ci. Nie czuję żadnego ciepła, jesteśmy tutaj właściwie całkiem same - stwierdziła powoli, z zainteresowaniem przyglądając się wszystkiemu dookoła. Wciągnęła nosem więcej powietrza niż zwykle, a niepokojący ucisk w okolicach uszu powiększył się. - Też to czujesz? - Zerknęła na wilczycę. - To musi być sprawka magii - dodała, a jej ogon ponownie strzelił przy bokach, ale poruszając się jakby w zwolnionym tempie.

- Czuję…? - powtórzyła jak echo za kocicą, nie bardzo rozumiejąc co ta ma na myśli. - Co przez to rozumiesz? - Wilczyca spojrzała w jej stronę pytającym wzrokiem, jednocześnie sama starając się dojść, co też takiego pantera wyczuła. Sama miała wrażenie, jakby ktoś wyłączył jej wszystkie zmysły, po za jednym, na którym najmniej polegała - wzrokiem. 

Czarna potrząsnęła pyskiem, nie bardzo wiedząc, jak ubrać swe dziwne odczucia w rozsądne słowa. 

- Jestem istotą czysto magiczną - przyznała wpierw, chociaż nigdy nie wypowiedziała tego na głos. Podniosła pysk, ponownie wciągając powietrze nosem i przymykając powieki, jakby próbując skupić się na owej ciszy. - Nie umiem tego wyjaśnić, ale jestem pewna, że to spowodowane jest magią, bardzo silną. No bo co innego byłoby wstanie wyssać z kawałka lasu całą energię... - urwała, marszcząc pysk, jakby właśnie powiedziała coś istotnego, a równocześnie nie pamiętała, co miała na myśli. Podniosła wzrok na wilczycę, jakby z niemym pytaniem we fiołkowych ślepiach. 

Samica zatrzymała się raptownie, jej ślepia rozszerzyły się szeroko, a po chwili zawidniało w nich nagłe zrozumienie. 

- Tak, to jest to. Jeśli ktoś… lub coś, jakaś istota magiczna, demon, czy też inny twór… Zresztą nie ważne co. Ale jeśli właśnie to coś zdołało wedrzeć się niezauważone na tereny stada i ukryć tutaj w Lesie Śmierci, miejscu być może tak starym jak sam świat, nasączonym potężną magią i energią tajemniczych stworzeń, jakie się tu kryją… Jeśli mu się udało i ukrył się gdzieś tu, a teraz zaczął wchłaniać całą tą energię. Jeśli… - niemal zachłysnęła się następnym słowem, kiedy nagle urwała i spojrzała przerażona na Rakshę. - Zdajesz sobie sprawę z tego jak ta istota może być teraz potężna? Nie mamy pojęcia kiedy tutaj przybyła, ani jak wielki jest obszar, z którego wysączyła życie. - Potrząsnęła głową, zupełnie jakby chciała poupychać chaotycznie rozbiegane myśli we właściwych miejscach. - W każdym bądź razie dopóki nie dowiemy się czegoś więcej, powinnyśmy jak najszybciej stąd znikać. Jeśli się nie mylę i naprawdę coś zagraża puszczy, myślę że Las zechce nam pomóc i da nam kilka wskazówek jak się uporać z goszczącym tu Mrokiem.  

Pantera skinęła pyskiem, po raz pierwszy uśmiechając się lekko. Było to jednak uśmiech całkowicie pozbawiony wesołości.

- Myślę, że się nie mylisz. To coś jest potężne i pełne Mroku, mogę to powiedzieć nawet teraz. Jeśli zdołasz uzyskać pomoc od Lasu to świetnie, musimy mieć chociaż jako takie pojęcie, co kryje się w tej gęstwinie, a eksperta od Mroku masz przy swoim boku - powiedziała z chłodnym spokojem, jakby cała ta sytuacja niewiele ruszała panterę, chociaż w duchu czuła, jak dziwna siła miażdży ją od środka. Dobrze wiedziała, że Mrok, z jakim będą miały do czynienia, nie był tym zwykłym i tak dobrze jej znanym. Niczego jednak nie pokazała na zewnątrz, pozostając całkowicie opanowaną. Trzeźwe myślenie pozwalało jej tak szybko reagować. - Gdzie chcesz zacząć poszukiwania informacji na temat tego czegoś? Potowarzyszę ci, a może przy okazji sama wyczuję z czym wiąże się ten Mrok. 

- Najłatwiej by było gdyby… Ech, ale to jest za daleko. Podróż zajęłaby nam za dużo czasu. Chyba, że umiałabyś Nas teleportować. - Uśmiechnęła się cierpko, nie bardzo wierząc w taką możliwość. - Przede wszystkim musimy wyjść poza barierę. Potem będę musiała odnaleźć drzewo zamieszkałe przez Ducha. Tak najłatwiej będzie mi się skontaktować, chociaż i tak nie gwarantuję, że się uda. Niektóre z nich nie są zbyt rozmowne…

Pantera nie odpowiedziała w pierwszej chwili, rozmyślając na słowami Aldieb, jednak już po chwili lekki uśmiech wrócił na jej pysk, tym razem jakby bardziej zadowolony. 

- Dziwnym zbiegiem okoliczności mogłabym spróbować nas przenieść, jeśli tylko wyjaśnisz mi gdzie dokładnie - odpowiedziała, spoglądając na wilczycę swoimi fiołkowymi ślepiami, w których teraz pobłyskiwały iskierki. Mimo beznadziejnej sytuacji, Rakshę zaczęła coraz bardziej fascynować owa Cisza. Po chwili jednak jej uśmiech zniknął, zastąpiony przez zamyślenie. - Jednak nie mogę wykluczyć opcji, że owo coś wyczuje, jak używam tutaj magii. Jeśli potem tu wrócimy, pewnie łatwo zlokalizuje nasze położenie... Jeśli już tego nie zrobił - dodała z lekkim zamyśleniem. Pokręciła pyskiem, uspakajając swoje myśli. Musiała być całkowicie opanowana. - To zależy od ciebie, jeśli chcesz, przeniosę nas choćby zaraz. Powiedz tylko gdzie. 

- Och. Hm, dobrze. - Dość zaskoczona tym nagłym obrotem sprawy, poczuła się nieco wybita z wątku. Zaraz jednak się pozbierała, by kontynuować. - Tak czy siak, musimy stąd wyjść. Obawiam się, że używając tu magii, mogłybyśmy tylko na tym stracić. 


Obydwie samice ruszyły żwawym stępem w drogę powrotną. Aldieb musiała zaufać panterze, bowiem jej orientacja w terenie zagubiła się gdzieś w międzyczasie. 

- Chodzi mi o miejsce niedaleko granicy Lasu Śmierci.  Znajduje się tam niewielkie wzgórze, na którym rośnie samotne drzewo. Dość charakterystyczne. Niskie, o grubym pniu i rozłożystej koronie. Jedna z gałęzi jest niemal równoległa do podłoża. Nie wiem, czy kiedykolwiek na nie trafiłaś. Trudno mi orzec czy pokazuje się komukolwiek innemu niż mnie…  To jest na północy terenów stada, czyli zupełnie gdzie indziej niż my teraz się znajdujemy. Przy wschodniej granicy. Całkiem niedaleko wodospadu. 

Gdy samica próbowała wyjaśnić o jakie miejsce dokładnie jej chodziło, zdążyły dojść do punktu wyjścia. Gama zapachów i dźwięków buchnęła w otumanione do tej pory zmysły towarzyszek. Ciemnobrązowa wręcz zachwiała się na miękkich łapach, czując zawroty głowy. Jednocześnie odczuła ulgę, gdy świat powrócił do swoich praw, a życie znów kwitło wokół nich. 

Do równowagi przyprowadziła ją czujna jak zwykle Raksha. Wilczyca wciągnęła nozdrzami wibrujące od zapachów powietrze, czując jak wracają jej siły. Niespodziewanie, zapominając całkowicie o kocicy, podbiegła kilka kroków do starego dębu. Przedreptała pomiędzy jego korzeniami, by za chwilę zanurkować pod zwalonym pniem jakiegoś świerku. Na moment zniknęła całkowicie pod gęstym igliwiem, by po kilkunastu sekundach wyłonić się z drugiej strony. Idąc jak zahipnotyzowana, po nienamacalnym dla innych tropie, nie obejrzała się ani na chwilę, całkowicie pochłonięta swoim zadaniem. Obeszła dookoła porośnięty mchem głaz, dalej przecisnęła się pomiędzy rosnącymi blisko siebie krzewami, by chwilę potem w końcu przystanąć. Przechyliła łeb, wpatrując się w górujące nad nią drzewo. Jej ślepia iskrzyły się złotym blaskiem, w panujących w lesie ciemnościach Nocy. 

Na jej pysku z wolna wypłynął zadowolony uśmiech. 

- Wygląda na to, że nie będziemy musiały nadwyrężać Twoich sił. ??? powiedziała, odwracając się w stronę towarzyszki.  

- To dobrze, przydadzą się do opanowania naszego tajemniczego Mroku - odrzekła pantera, podchodząc nieco bliżej i zatrzymując się w stosownej odległości, by przypadkiem nie przeszkadzać. Usiadła na miękkiej trawie, spoglądając na wielkie drzewo, a zaraz potem na wilczycę. - Czyń swą powinność, będę cię osłaniać - dodała pół żartem, pół serio, uśmiechając się lekko. Oczywiście, nie miała teraz nic do roboty, gdyż kompletnie nie znała się na rozmawianiu z duchami drzew, więc mogła tylko pilnować, by nic nie przeszkodziło Aldieb. 

Raksha rozejrzała się po polanie, wciągając w nozdrza mieszankę znajomych zapachów. Z ulgą odczuła brak miażdżącego uczucia w okolicach uszu oraz zewsząd dochodzące do niej, znajome dźwięki. Teraz mogła się całkowicie skupić na otoczeniu, toteż czujnym wzrokiem obserwowała, pozostając równocześnie całkowicie rozluźnioną. Czekała tylko na rozwój wypadków. 


~***~  


Odetchnęłam głęboko. Przybliżyłam pysk do pnia drzewa, niemal dotykając nosem jego chropowatej kory. Przymknęłam ślepia, oczyszczając się ze wszystkich myśli. Chłonęłam całą sobą otaczające mnie bodźce. Dotyk ściółki pod łapami. Miękki, wilgotny mech, kujące igliwie, plączące się pomiędzy nimi szyszki. Szmer ocierających się o siebie gałęzi, kołyszących się lekko na mroźnym, nocnym wietrze. Zapach żywicy i świerków. Ciche szuranie myszy. Łopot skrzydeł sowy, która poderwała się do lotu. 

W miarę gdy się zatracałam, mogłam wyczuć każde otaczające mnie stworzenie. Jego istotę, jego „ja”. Coraz dalej i dalej. Poprzez gryzonie i mrówki, żyjątka pełzające w ziemi i runie leśnym, kończąc na wszystkich żywych roślinach. Dosłownie czułam otaczający mnie las. 

A także mrok. Gdzieś tam na granicy mego pola widzenia ziała przepaść. Czarna, lodowata dziura, ziejąca wszechogarniającą nicością. Patrzyłam jak powoli się rozrasta, pochłaniając na swej drodze wszelkie żywe istnienia. 

Musiałam niemal zmusić się, by nie zapomnieć o oddychaniu. Wzięłam jeden głęboki wdech. Rozejrzałam się swym „drugim wzrokiem” dookoła polany, potwierdzając swoje obawy. Odkąd wyszłyśmy poza barierę, nie dostrzegłam ani jednego ducha, których przecież było pełno w tym starym lesie. Jedynie smugi energii, jak tropy prowadzące w stronę otchłani. 

Jednak nie było czasu na próżne rozmyślania. Potrzebowałyśmy rady mądrzejszych od Nas istot. Tak jak przeczuwałam wokół polany rozsiane były głazy, układające się w okrąg. Podeszłam do pierwszego z nich, modląc się w duchu, by Raksha nie próbowała interweniować, cokolwiek by się działo. Opuszkami łapy dotknęłam zimnej, chropowatej powierzchni. Przesunęłam ją, rysując znak mocy. Symbol na mojej skórze rozbłysnął delikatnym światłem. Wzywałam na pomoc Wiatr, by udzielił mi swych sił. 

Podchodziłam po kolei do każdego z kamieni, na każdym rysując co innego. Przy każdym szepcząc pradawne słowo prawdy. Gdy kończyłam, drzewa chyliły się na wietrze. Las szumiał od silnych podmuchów, a liście wirowały w oszalałym tańcu. Mój przyjaciel przybył, tak jak go prosiłam. 

Biorąc głęboki wdech, stanęłam na środku polany. Wypowiadałam kolejne słowa formuły, a te niesione przez wzburzony wiatr zdawały się dobiegać jakby zewsząd. Ostatnie zdanie, ostatni wers. Symbole na kamieniach zaświeciły się niebieskawym światłem. Wokół mnie z wolna zaczynał formować się cyklon. Pęd wiatru dudnił mi w uszach, a świat zdawał się wirować niczym oszalały. 

Nagle wszystko ustało. Zapadła błoga, spokojna cisza. Sylfy czmychnęły w swoje strony, nie zostawiając po sobie najmniejszego śladu. Wszystko powróciło do normalnego stanu rzeczy.
Udało mi się nawiązać połączenie. 


~***~ 

Jeśli jeszcze pozostała w niej jakakolwiek nadzieja, że może cała ta sprawa okaże się tylko błahostką, właśnie umarła śmiercią tragiczną. Pantera ponownie miała wrażenie, jakby coś od środka rozsadzało jej czaszkę, chociaż ciągle tkwiły poza granicami owej przerażającej Ciszy. Plan, ułożony na podstawie wskazówek Ducha, ciągle wydawał się mieć niezałataną lukę, która nie dawała czarnej spokoju. Był dobry, nie mogła zaprzeczyć, jednak niepokój dawał jej się we znaki. 

Przechadzała się po jaskini, przyglądając się porzuconym i nieraz pięknym przedmiotom. Zapomniane, niechciane, ale przede wszystkim bardzo cenne artefakty leżały porozrzucane na kamiennym podłożu niczym bezwartościowe śmieci. Raksha nie miała pojęcia o istnieniu tej pieczary, więc kiedy Aldieb przekazała jej wiadomość od Duchów, była niemal pewna, że musiał to być jakiś żart. A jednak, widocznie mieszkał tam kiedyś wielbiciel starych, magicznych przedmiotów. 

- Woda, ziemia, wiatr, ogień - mruczała pod nosem nazwy żywiołów, dla których odpowiednie i już uzupełnione pojemniki znalazły się poza grotą, gotowe do użycia. Został tylko jeden, który, jak miała nadzieję, wypełniony będzie już światłem, bowiem ona sama z tym żywiołem miała najmniej do czynienia i nie wiedziała, czy byłaby w stanie go użyć. Westchnęła cicho i dokładnie w tym samym momencie jej wzrok padł na stary, złoty wisior, błyszczący lekko w cieniach jaskini. Podbiegła do niego i uśmiechnęła się lekko pod nosem. - Tu cię mam. - Chwyciła go w zęby, czując, jak błogie ciepło przepływa przez jej ciało, równocześnie wywołując nieprzyjemny ból w czaszce. Skrzywiła się, jednak zignorowała to i pobiegła do wyjścia. Mijając Aldieb skinęła na nią i obie wyszły przed jaskinię, stając przy zebranych artefaktach, do których chwilę później dołączył wisior. 

- Czegoś mi tu brakuje - stwierdziła wilczyca, spoglądając na przepełnione magią przedmioty. 

Raksha skinęła pyskiem, odczuwając dziwny niepokój, gdy stała tak blisko ich jeszcze nieskończonej pułapki. Magia działała nawet na nią, czyli były niemal gotowe.


- Tak, brakuje Cienia - odpowiedziała, napotkawszy porozumiewawcze spojrzenie towarzyszki. Obie pamiętały słowa Ducha, trzymając się przestrogi: „Jego broń przeciw niemu zwrócicie, ale uważajcie, by dobrze wykorzystać dane wam talentyJeden błąd, a wzmocnicie go zamiast unicestwić…” Czarna domyślała, co mogły znaczyć owe słowa. - Musisz mi zaufać, tyle wystarczy. Nawet ja czuję się przy nich dziwnie - dodała, a ogon poruszył się przy jej boku, jakby na potwierdzenie. 

- Dobrze. Rozstawię pułapkę - zgodziła się wilczyca, a czarna uśmiechnęła się lekko. Operację czas zacząć. 

Rozdzieliły się tuż przy granicy - Aldieb z artefaktami ruszyła pieszo do wyznaczonego miejsca, a Raksha oddaliła się nieco i odczekała chwilę tuż przy niewidzialnej błonie oddzielającej ją od martwej strefy. Obie wiedziały, że będą działać na wyczucie, ponieważ nawet ta niewielka odległość, która teraz ich dzieliła, była wystarczająca, by nie mogły się zobaczyć ani nawet usłyszeć. Pantera, zdając się tylko na magię, miała odszukać pułapkę - to było jej zadanie. Serce czarnej uderzało boleśnie o żebra, kiedy myślała o tym, co mogło pójść nie tak. Sama podała takie rozwiązanie, chociaż już wtedy czuła niemały niepokój. Oczywiście pozostała całkowicie opanowana, nie mogąc ukazać ani krzty lęku, z czystym umysłem podchodząc do całej sprawy. Aldieb pewnie wszystkiego się domyślała, ale przystała na jej plan - tylko wilczyca według wskazówek mogła poprawnie przygotować zasadzkę. 

- Weź się w garść, Raksh - mruknęła do siebie pantera, wbijając fiołkowe ślepia w krajobraz przed sobą. 

Na ugiętych łapach, powoli przekroczyła barierę, od razu wyczuwając miażdżące jej czaszkę ciśnienie. Ból w okolicy mózgu nasilił się natychmiastowo, uświadamiając czarnej, że wszystko poszło dokładnie tak, jak oczekiwała. Ich ofiara nie zwróciła najmniejszej uwagi na Aldieb, a od razu skupiła się na owiniętej mrokiem panterze, która właśnie wkroczyła na teren Ciszy. Dlatego uczucie miażdżenia i rosnący niepokój w klatce piersiowej nasilały się tak szybko - demon zbliżał się do niej z każdym krokiem. 

Kroczyła powoli, w duchu przywołując każdą tkwiącą w niej krztę mroku - jej żywioł nie mógł pomóc w walce z demonem, jednak skutecznie go wabił. Stała się chodzącą energią, której tak potrzebował i łaknął. Idealna przynęta - takie właśnie przydzieliła sobie zadanie. Bardziej wyczuwając niż słysząc za sobą chrapliwy oddech, odwróciła się bokiem do sprawcy całego problemu, a niemal natychmiastowo spięła się w niepohamowanej chęci ucieczki. Wielkie monstrum stało na dwóch nogach, całe porośnięte czymś na kształt grubego futra posklejanego lepką, chroniącą go mazią. Ostre pazury klekotały cicho, gdy poruszał nimi bezwiednie, a cuchnący oddech dobywał się z paszczy o długich kłach. Spojrzenie demona utkwione było w niej, a jego ślepia co rusz zmieniały barwę od całkiem czarnej przez wszystkie barwy tęczy po trupią biel, przyprawiając o dreszcz na całym ciele kocicy. Nieprzyjemna aura otaczała całą jego ogromną sylwetkę, emanując śmiertelnie niebezpiecznym mrokiem i wyssaną z Lasu energią. Tak paskudnej istoty jeszcze nie miała okazji spotkać. 

Zadrżała ledwie zauważalnie, gdy monstrum wciągnęło powietrze, jakby próbując zapoznać się z jej zapachem. Kiedy dojrzała charakterystyczny, głodny błysk w zmieniających swą barwę ślepiach, wiedziała już, że plan się powiódł a demon będzie chciał dorwać ją w swe wielkie łapy. 

Wraz z chwilą, w której ich ślepia spotkały się, zastrzyk adrenaliny wstrząsnął ciałem pantery, budząc tę najpierwotniejszą jej naturę. Uśmiechnęła się cwanie, spinając mięśnie i błyskawicznie ruszając z miejsca szybkim biegiem. Demon ryknął wściekle, ruszając za nią. Nie odwróciła pyska, by spojrzeć za siebie - dobrze wiedziała, że monstrum podążyło za nią, bardziej sunąc niż biegnąc. Czuła jak serce niemiłosiernie szybko pompuje krew do żył, w których płynęła czysta adrenalina, napędzając silnie mięśnie łap. Pantera lawirowała między drzewami, utrudniając pościg, jakby chciała zgubić goniącego ją demona, który dał się nabrać na wszystkie jej zagrywki, niczego nie podejrzewając. Niestety, mimo buzującej adrenaliny, czuła, że słabnie. Siły opuszczały ją nadzwyczaj szybko, łapy zaczynały drżeć z każdym kolejnym skokiem - podstępny demon już w czasie biegu wysysał z niej energię. 

Dyszała ciężko, kiedy w końcu zdołała wyczuć znajome źródło ciepła i moc artefaktów, gdzie natychmiastowo się skierowała. Monstrum ryknęło zwycięsko, pewnie sądząc, że prowadzi go do miejsca, w którym posili się za wszystkie czasy. Nie miała czasu się nad tym zastanawiać, wypadła spomiędzy drzew na niewielką polankę. Dokładnie na środku, ustawionych w równej odległości od siebie, jakby na ramionach gwiazdy, stało pięć artefaktów, tworząc pole wypełnione niesamowicie potężną magią. Ostatkiem sił przyspieszyła i wbijając pazury głęboko w poszycie, przeskoczyła przez powstałe miejsce mocy. 

Zdołała tylko dotknąć łapami podłoża, po czym uderzyła grzbietem o ziemię i przeturlała się parę razy. Zaraz podniosła się lekko, by spojrzeć na demona, a przerażenie ścisnęło jej serce. Monstrum utknęło w wytworzonej pułapce zawieszone parę centymetrów nad ziemią, magia buzowała wokół całej jego istoty, wnikając w ciało z niesamowitą prędkością. Aldieb stała niedaleko, również przyglądając się całemu procesowi, minę miała dokładnie taką samą jak pantera - owa luka w ich planie zaczęła się właśnie pokazywać. Demon począł zmieniać się w kłębek czarnej, śmiertelnie niebezpiecznej mocy, która mieszała się z tą wyssaną Lasowi. Uwolniony Mrok mógł w jedną chwilę zniszczyć połać Lasu, której Aldieb miała zwrócić energię. 

Pantera w jednej chwili poderwała się na równe łapy, choć przysporzyło jej to sporo trudu i wysiłku. 

- Raksha! - zawołała na nią wilczyca, a kiedy ich porozumiewawcze spojrzenia spotkały się, obie już wiedziały, co robić. - Zajmij się tym! - krzyknęła jeszcze i dokładnie w tej samej chwili nastąpił oczekiwanych wybuch. 

Gdy artefakty przekazały całą swą moc, demon nie zdołał tyle przyjąć za jednym razem i eksplodował czystą energią. Odgłosy, zapachy, całe życie Lasu zostało uwolnione w jednej chwili. Aldieb nie pozwoliła, by się rozpierzchło - w sobie tylko znany sposób skierowała całą energię z powrotem do Lasu, przywracając dusze wszystkim roślinom, oddając wszystko, co demon zdążył zaabsorbować. Raksha mogłaby podziwiać tego całego magicznego zdarzenia, zmuszona  skupić się na czarnej kuli Mroku, która zawisła nad miejscem eksplozji potwora. Jednym płynnym ruchem wbiła pazury w poszycie i używając resztek pozostałej siły, odbiła się od podłoża. Wskoczyła w buzującą energię, zanim ta również wybuchła, niwecząc wysiłki szamanki. Mrok zamiast rozpierzchnąć się, przyczepił się czarnej, osiadając na jej sierści i powoli wpijając się do jej wnętrza, przesączając się przez skórę. 

Uderzyła łapami w poszycie dokładnie w chwili, w której Las ponownie odżył. Wszystko trwało ułamek sekundy, w którym cała energia powróciła do przyrody, a Mrok owinął słabą sylwetkę pantery. Raksha czuła, jak cienie przesiąkają jej ciało i dodają siły, ale równocześnie przenikają niewyobrażalnym bólem, wywołując drżenie całego ciała. Wydawało jej się, jakby niewidzialne igły przebijały jej skórę, mięso i kości, jakby coś ponownie chciało zmiażdżyć jej mózg. Zaciskała szczęki tak mocno, że pewnie poraniła sobie dziąsła, jednak to nie mogło równać się z psychicznym bólem. 

- Raksha?! Wszystko w porządku? Powiedz coś! - Aldieb w jednej chwili znalazła się tuż przy jej boku, jednak nie miała pojęcia co mogła zrobić. Pantera stała na prostych łapach, cała się trzęsąc. 

Trwało to kilka sekund, które dla czarnej były jak wieczność, a kiedy w końcu ból zelżał, pozostawił za sobą niezwykle wyczerpany organizm. Coś czuła, że chyba się rozchoruje. 

- To nic, musiałam sobie poradzić z tym dziwnym Mrokiem. Za parę dni dojdę do siebie - powiedziała słabo. Zimne dreszcze przeszywały jej ciało, ale nie przejęła się tym specjalnie. Zlizała krew, która pociekła z jej pyska, po czym przeciągnęła się lekko, krzywiąc się z ledwo odczuwalnego na granicy zmysłów bólu. Podniosła wzrok na, w dalszym ciągu nieco zaniepokojoną, wilczycę i uśmiechnęła się z rozbawieniem. - Przyznaj, że przynęta ze mnie pierwsza klasa - dodała żartobliwie, powoli skierowując się w stronę, skąd przybyła. Łapy jej drżały, ale całkowicie się tym nie przejmowała, tak po prostu. Czuła też, że teraz potrzebuje dużej dawki snu. 

 - Niezgorsza, racja - przyznała wilczyca, parsknąwszy krótkim śmiechem, po czym ruszyła za towarzyszką, co jakiś czas zerkając na nią z troską w oczach.



W Lesie natomiast znów wesoło hulał wiatr, liście i gałązki szeptały między sobą sekrety drzew, a po mrocznej energii nie pozostało nawet śladu, jakby nic się nie wydarzyło. Nie licząc kilku zużytych, starych przedmiotów, które teraz całkowicie pozbawione swej mocy i znów zapomniane przez wszystkich, pozostały jako świadectwo niedawno rozegranej walki.



`Raksha & Aldieb

sobota, 21 września 2013

Frosty Night III lub dwie alternatywne rzeczywistości, przebiegające w tym samym czasie i wymiarze.

[21 września 2013, HOTN]

          Poczuła czyjąś obecność. Oraz ciepło. Przyjemne, kojące ciepło rozlewające się po cały ciele, niczym leczniczy napój. Czując na karku nieznaczny ciężar smukłego pyszczka odruchowo wtuliła się bardziej w drobne ciało lisicy. Poza ciepłem czuła gorzko-kwaśny posmak czegoś co zawsze towarzyszyło jej w pobliżu przyjaciółki. Nie potrafiła zdefiniować  co to było. Gorycz? Żal? Smutek.... a jednocześnie troska, miłość i podziw. Zbyt wiele sprzecznych elementów, by mogła jasno to określić. 

          W ciągu tych kilku spokojnych chwil, wypełnionych biciem ich serc i oddechami do jej serca wlał się spokój, którego nie czuła już od bardzo dawna. Jakby wszystko wróciło na miejsce. Choć może nie do końca, ale w tych okolicznościach to i tak było niewyobrażalnie dużo. 

          Była pewna, że w tym pradawnym, pełnym magii lesie zgasły już wszystkie ogniki. Czy może jednak się myliła? Może nawet na skraju wyczerpania i zapomnienia, a u co poniektórych nawet szaleństwa, może wciąż gdzieś tam tliła się nadzieja? Może jednak nie była skazana na śmierć w zatopionym, opuszczonym wraku na dnie morza?

           Kiedy leżały tak w absolutnej ciszy, niezagłuszanej już nawet przez podmuchy wiatru, poczuła zagubione gdzieś pośród tych lasów uczucie. Znów wstąpiła w nią nadzieja. 

          Nadzieja i coś jeszcze. Coś, z czego powodu nie potrafiła na dobre opuścić Stada Nocy. Nieważne jak usilnie by próbowała.
          I jakby powracające echo, na granicy swojego umysłu usłyszała cicho wyszeptane słowo. Rodzina.
 ~***~
         Kendziu przywlekł się tutaj szurając mordą po ziemi i czołgając brudząc białą sierśc. Wkurzała go, nie wyglądał już tak jak kiedyś i.. właściwie to czuł się dziwnie, ale już nie ma wyjścia. W okolicy nie było innych borderów to wziął to co mu w łapy pierwej w padło, no dobrze. Nieważne. Jak on to dawno na HOTN nie był, haha.. powtarza to sobie w myślach zawsze, gdy zjawi sie tu po dłuższej przerwie. Ogon, który zdążył wyposażyc się już w parę patyków, liści i prawdopodbnie jeszcze parę innych rzeczy wlekł się bezwładnie za psem aż pod łapy marznącej najwyraźniej Aldieb. - Cześć.

         Kotka wystawiła łeb ponad poszarzałą trawę i miauknęła donośnie, żeby oznajmić wszystkim swoją jakże szokującą obecność.
         A po tym wszystkim czeka aż wszyscy zaczną ją kochać.  

         Smosia jakoś nie miał okazji do wybywania z terenów stada. Większość czasu marnował śpiąc lub nic nie robiąc. Aż w końcu ruszył dupę na polanę. Ziewnął szeroko, wesoło machając ogonem, jak zadowolony pies. Zatrzymał się, wyzierając zza krzaków żeby ogarnąć kto gdzie jest. I ż go przytkało. Lusia, Alusia, koniec świata. Ale i tak posadził dupę gdzieś na uboczu, przy takich sławach..

         Ciemnobrązowa samica postawiła uszy na sztorc, gdy tylko usłyszała zbliżające się szuranie. Obserwowała spod przymrużonych powiek zbliżającego się osobnika. Wyglądał dość osobliwie. Jak wielka futrzasta gąsienica. I nie była pewna czy go zna. Niby zapach z czymś jej się kojarzył, ale wciąż jej się to wymykało. Kiedy osobnik przypełzł prosto przed jej mordę, otworzyła oczy, wlepiając złote ślepia w przybysza.

         Kotka poczuła sie zignorowana, ponieważ nikt nie zaczął jej kochać. Strzeliła kociego focha.
         Salve. - Wymruczała nieco oszołomiona. Przez kilka długich chwil wpatrywała się w czarno-biały pysk, tuż przed swymi oczami. W międzyczasie zaczynało do niej docierać, że gdzieś na granicy świadomości dosłyszała donośne, żądające natychmiastowej i absolutnej miłości, znajome miauknięcie. Przy czym do jej nozdrzy wdarł się nieprzyjemny, drażniący zapach benzyny. Zaczynała podejrzewać, że doznaje halucynacji. Druga teoria, to koniec świata. Nigdy nic nie wiadomo.
         Pierdzielić to, zimno mu. Czy raczej udawał, że mu zimno, żeby zwiać od sław. Burknął ciche "Dzień doberek" i susami przedostał się na najdalszy kawałek polany. Posadził dupę w trawie i gapił się dalej na resztę. Wszystko zaczynało być jak po staremu.

         Aldieb powoli zaczynała otrząsać się z szoku. Poderwała się do pozycji siedzącej, rzucając niedowierzające spojrzenie najpierw na kotkę, a potem na Asmosię.
         Kocica podczas swojego kociego focha ułożyła się na ziemi krzywiąc się czując mokrą trawę pod sobą.

         Samica przekrzywiła łeb, znów wracając spojrzeniem do białej kotki. - Lusia. - Stwierdziła inteligentnie, przeskoczyła nad pełzającym-nieznajomym-znajomym-ktorego-imienia-nie-pamietała i wylądowała tuż przed przyjaciółką, kładąc się na brzuchu, żeby zniżyć pysk do jej poziomu. - Salve. - Uśmiechnęła się, odsłaniając białe kły w uśmiechu.

         Jeszcze przez chwilę udawała bardzo obrażoną, poprzez odwracanie głowy w inną stronę, jednak później nie wytrzymała, wstała i otarła się pyszczkiem o jej policzek i bezczelnie od razu wpakowała się na jej grzbiet, bo trawa, bo mokra.

         Przewrócił sie na plecy gapiac w czarne niebo, gdy nagle przeleciala przed jego oczyma wadera. Huhnal. Wyszukiwal spadajacych gwiazd, by zamarzyc sobie, zeby Error wróciła. Smuteczeg.

         W pierwszym odruchu chciała ją z siebie zrzucić, jednak się powstrzymała. Odwróciła głowę, patrząc na kotkę z uśmiechem.
          Pomiędzy łopatkami momentalnie utworzyła się ściśle zwinięta, biała, mrucząca kulka.

         Kendal zerknal katem oka na dwójkę. Świetnie, wszyscy dobrze sie bawia, a on sobie umiera. Nawet Dali nie ma, po prostu wspaniale. Nikogo kogo mógłby sobie tulnac, a Dilexi ? Jak zwykle, naobiecywała i zniknela, az mu sie spac od tego wszystkiego zachciało.
  ~***~
           - Wiesz, że Cię kocham? - Wyszeptała, nie otwierając nawet oczu. Zepsuła ich idealną ciszę. Jednak nie potrafiła się powstrzymać.

Frosty Night I

[21 września 2013, HOTN]
 ~***~
Liście szemrały cicho pod wpływem chłodnego wieczornego wiatru. Granatowe niebo było częściowo zasnute chmurami, spoza których wyglądały gwiazdy oświetlające polanę srebrzystym światłem. Panowała cisza wręcz nienaturalna dla tego miejsca, w taki dzień, o takiej porze. Lecz wyglądało na to, że nic ani nikt tego nie zmieni...
Zjawiła się jak duch, bezszelestnie. Wyłoniła się wprost z mroku, wpasowując się idealnie w ciszę. Nie zakłócając harmonii. Stawiając bez pośpiechu łapy, przekroczyła zasnutą gęstą trawą polanę, kierując się wprost pod swoje ulubione drzewo. Odwróciła głowę, by zakreślić spojrzeniem koło wokół wygasłego paleniska. Zadreptała kółko wokół własnej osi, by usadowić się wygodnie na swoim miejscu. Czując za plecami znajomy pień drzewa, zwinęła się w kłębek, opatulając się ciasno ogonem. Ułożyła smukły pysk na przednich łapach i zwróciła złote ślepia ku centrum polany. 
Mroźny wiatr zawył wśród nocnej ciszy. Skulona, drobna postać żałowała teraz, że nie potrafi rozpalić zwykłego ogniska. Albo, że nie ma teraz przy niej nikogo, kto by ją rozgrzał.
~***~

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Aldieb - leśny duch o złotych ślepiach.

                    
Kneel, in silence, alone
My spirit bares me
Pray for guidance, towards home
In darkest hours

Kneel (dream within dream we travel)
In Silence (empires of faith unravel)
Alone (sealed with our virtues' treasures)
Kingdom's falling...

Down (who's hand commands this thunder)
In silence (cry as we're torn asunder)
Alone (unto what gods do I call?)
Protect us in our...

Fall away, my soul wandered
Born by grace
I flew on high, sheltered from this thunder
Calling heaven...

 ~***~

Aldieb - Cichy duch, który widnieje na wielu kartach historii stada. Założyła odnowę HOTN, była opiekunką stada, Zasłużoną, Bethą, aż w końcu Alphą. Zawsze pomocna i miła, jednak również szczera i chwilami bezpośrednia.

~***~ 

Take me away from time and season
Far, far away we'll sing with reason
Prepare our throne of stars above me
As the world once known will leave me

~***~


PODSTAWOWE INFORMACJE
Aldieb - Zachodni Wiatr; wiatr, który przynosi wiosenne deszcze.
Dla przyjaciół: Al, All, Alu, Ally, Alek, Alka, Aldi, Alie, Alieb, Alutka, Lutka, Aldiebina, Aldiebinka.
Znana również pod przezwiskami: Zjawa[Zjava], Alleluja, Jeb, Alien. 
Wiek: 7 lat lub więcej.
Wiek posiadanego aktualnie ciała: 5-6 lat.
Płeć żeńska; samica, kobieta.
Gatunek: bliżej nieokreślony, prawdopodobnie mieszanka lisa z wilkiem.
Hierarchia w stadzie: Szaman, uczeń na Maga Powietrza, członek Rady Stada


CHARAKTER
Jest dosyć spokojna i cicha. Skrytość jest Jej główną cechą. Do obcych odnosi się z dystansem i nie od razu pozwala się poznać. Dlatego z pozoru może wydawać się dość chłodna. Gdy ktoś chce to zrobić zbyt szybko, wycofuje się, pozwalając mu krążyć w labiryncie niepewności poprzez nieoczekiwane zmiany w swoim zachowaniu. Ciężko powiedzieć czy za chwilę się uśmiechnie czy zamknie oczy, odwróci się i zniknie. Jednak, gdy się chociaż trochę otworzy bardzo szybko można się do Niej przywiązać. Jest istotą szczerą, często bezpośrednią i mimo, że czasami woli zacisnąć zęby i milczeć, to gdy już się odezwie, robi to z sensem. Potrafi używać ostrych słów w odpowiedni sposób - nie raniąc, a dając coś do zrozumienia. Czasami bywa szczera aż do bólu - woli to niż kłamstwo, przez co ma tylu sprzymierzeńców, co i wrogów. Stara się dotrzymać danego słowa, nawet gdy robi to dość dużym kosztem. Gdy już jakaś osoba zagości w jej sercu, nigdy jej nie zapomni. Potrafi okazać się naprawdę pomocna i miła, a wiele osób, które ją znają, mogłoby rzec, że jest godna zaufania. Czasami odzywa się w niej melancholijna natura, zazwyczaj sprawia wtedy wrażenie zamyślonej, wręcz nieobecnej, błądzącej duchem z dala od jej ciała.
Potrafi zarówno być poważna, jak i dosyć... zwariowana. W życiu szuka czegoś, jednak chyba sama nie jest pewna co to naprawdę jest. Chodzi własnymi ścieżkami i potrafi walczyć o swoje. Gdy się przywiązuje, robi to dosyć mocno, przez co łatwo Ją zranić. Trudno rzecz, czy jest to wadą, czy zaletą, ale jest istotą niezwykle dumną, choć można tego nie dostrzec od razu, gdyż jej zachowanie rzadko kiedy o tym świadczy. Mimo, że można by ją nazwać silną, jeśli wie się, gdzie uderzyć, bardzo łatwo jest ją zranić. Często woli się wycofać, niż uparcie trzymać się przy swoim zdaniu.
I tu pozwolę sobie przytoczyć słowa pewnego pana. Jak bardzo są prawdziwe, nie wiem, ale z całą pewnością szczere: Masz cięty język, kiedy trzeba i w momentach, kiedy obyłoby się bez niego. Mimo wszystko okazywałaś się miła, kiedy trzeba, ale byłaś też mściwa, bo długo rozpamiętywałaś krzywdy. Byłaś też generalnie cicha, ale ożywałaś przy swojej grupce, jak sądzę, przyjaciół. Jesteś uparta, ale dobrze się argumentujesz. I potrafisz nieźle pojechać.”

Kocha głęboką, czarną noc, gwiazdy, srebrzyste światło księżyca... Deszcz. Jego uspakajający szum.
Zapach lasu.
Nie lubi głośnych, gwałtownych dźwięków, na które jest niezwykle wyczulona.



HISTORIA
Obudziła się na brzegu krateru wulkanu. Nie pamięta co działo się wcześniej. W sercu nosiła pamięć swojego imienia, - jedyne co jej pozostało po nieodgadnionej przeszłości. Bez domu, bez rodziny i przyjaciół, bez niczego - wyruszyła w podróż, na poszukiwania straconych wspomnień. Od tamtej pory minęło naprawdę dużo czasu, wiele razy zmieniała się zarówno z charakteru, jak i z wyglądu, poznała wiele osób i dużo przeżyła. Jej pierwszym stadem i domem było LJ[Lwia-Jedność], kiedy zostało zamknięte rodzinę udało się jej znaleźć w SK[stado-kot]. Spędziła tam wiele wspaniałych chwil i nigdy nie zapomni tego okresu. Jednak jak większość ze stad i to w końcu zostało zamknięte. Nie było jej łatwo pożegnać się z domem. Na zawsze porzuciła skórę kotowatego. Już jako biały wilk błąkała się nie wiedząc co ze sobą począć, zagubiła się we własnych myślach i uczuciach. Był to dla niej dość mroczny okres, kiedy pozwoliła całkowicie zatracić się w pierwotnych instynktach, a górę brały nad nią dzikie emocje. W końcu trafiła na Stado Nocy, do którego wcześniej przelotnie należała. HOTN, a właściwie wtedy jeszcze Stado Śmierci pomogło jej podnieść się na nogi i znów wywołać na jej pysku uśmiech.

Losy Aldieb w Stadzie Nocy - w skrócie:
Zima 2008 roku – dołączyła do stada, wtedy jeszcze znanego pod nazwą Stada śmierci i składającego się wyłącznie z koni. Niedługo potem odeszła, czując się źle w skórze roślinożercy.
Wiosna 2008 roku – powróciła do stada już w ciele białej wilczycy, stado istniało jeszcze pod nazwą Stada Śmierci
Od tego momentu żyła w HOTN. Wraz z siódemką innych osób została powołana do grupy Wybrańców, których zadaniem była ochrona stada. Niestety zawiedli, Wandessa zniknęła, 20 listopada 2008 roku nastąpił koniec HOTN.
Dołączyła do Herd Of the Fire, kontynuacji założonej przez Glolę. Gdy i ta próba ratowania stada zawiodła, razem z Venus i Revią 4 lutego 2009 roku założyła Herd Of the Dreams i zaopiekowała się stadem.
21 czerwiec - 6 wrzesień 2009 roku – brała udział w misji na ratunek Wandessie, która zakończyła się pomyślnie.
7 wrzesień 2009 roku – władzę w stadzie znów objęła Wandessa, Aldieb została pierwszą Zasłużoną w odnowionym stadzie
14 maja 2010 roku - Blog został usunięty, a następnie odnowiony HOTN przez Aspeney. Wtedy, za namową irbisicy oraz większej części stada Aldieb zostaje Alphą.
14 maja 2012 roku Aldieb zrezygnowała z władzy, przekazując ją w ręce Tiinkerbell.
6 sierpnia 2012 roku – bez podania powodu i bez pożegnania, odeszła ze stada, opuszczając swój dom i rodzinę.



WYGLĄD ZEWNĘTRZNY
Ciało, w którym obecnie się znajduje ma kształty psowatego. Trudno określić jakiego gatunku, prawdopodobnie jest to jakaś mieszanka wilka i lisa. Nieduża, sylwetka drobna i smukła. 60 cm w kłębie. Futro, zazwyczaj gładkie i błyszczące, dosyć krótkie, dłuższe i znacznie gęstsze na szyi i ogonie, w kolorze ciemnobrązowym. Jednymi z jej charakterystycznych cech są długie uszy, często lekko położone, skierowane w tył. Często można zobaczyć w nich różnego rodzaju kolczyki - od zwykłych wkrętów, po nausznice i zakończone piórami czy też drobnym łapaczem snów kolczyki. Kolejną cechą są długie ciemne, hebanowe włosy, przysłaniające samicy błyszczące oczy. Zdarza jej się zaplatać je w warkoczyki, wplatać w nie liczne koraliki, pióra, wstążki oraz wiele innych ozdób. Na lewej łapie ma widoczną bliznę - pamiątkę po złamaniu, kiedy to centaur wbił włócznię w jej ciało. Na drugiej, przedniej kończynie można dostrzec lekko połyskujący, półprzezroczysty symbol - znak jej mocy powietrza, który pojawił się pod sam koniec misji na ratunek Wandessie. Następną charakterystyczną rzeczą jest jej ogon, niesamowicie długi i puszysty. W niego również samica czasami wplata koraliki i pióra. Często zdarza jej się zwinąć w kłębek i przykryć kitą gęstego, ciepłego futra.
Pośród tych wszystkich cech, uwagę skupiają oczy samicy. Ślepia o barwie płynnego złota. Połyskujące, o intensywnym, przeszywającym spojrzeniu. Niekiedy można z nich bez problemu czytać, jednak w większości są zamknięte dla obcych umysłów. Gdy samicą targają silne emocje, zdaje się jakby wydobywała się z nich złota poświata. Z drugiej zaś strony, gdy ogarnia ją pewnego rodzaju zimna furia, gdy zamyka się w sobie, tłumiąc uczucia głęboko we wnętrzu, stają się zimne, nieprzystępne, jakby całe kryjące się w nich złoto zamarzło.

Postać ludzka
Aldieb posiada przemianę w człowieka. Młoda dziewczyna, na pierwszy rzut oka dwudziestoletnia. Metr siedemdziesiąt. Mimo wzrostu wciąż wydaje się być dość drobna, o szczupłej sylwetce. Niezbyt umięśniona, ale raczej wysportowana. Długie, lekko falowane, ciemne, hebanowe włosy, co rusz opadające jej na twarz. Duże szare oczy, zależnie od światła, przybierające odcień błękitu bądź zieleni. Jasna cera, kształtne usta, ładnie zarysowane brwi. Blizna na lewym ramieniu, po złamaniu. Na plecach słabo widoczne, cienkie blizny, pozostawione przez ostre, niczym sztylety, pazury pumy.
Podobizna: [link]  [link] [link] [link] [link] 


UMIEJĘTNOŚCI 

Pani Powietrza - przydomek, który jako jedna z Wybrańców, otrzymała wraz z mocą, polegającą na władaniu żywiołem powietrza. Potrafi sterować wiatrem, manipulować ciśnieniem, ma zdolności lewitacji i telekinezy. W pewnym stopniu potrafi wpływać na pogodę. Potrafi wywoływać silne wiatry, a nawet, jeżeli się bardzo postara huragany, tornada. Rozumie język wiatru, szepty sylfów i zefirów.
Ma wiele możliwości, lecz korzysta ze swego daru niezwykle rzadko, tylko w razie pilnej potrzeby, gdy nie pozostaje jej już żadne inne wyjście. Dlatego też jej moce nie są rozwinięte na bardzo wysokim poziomie, choć z pewnością można powiedzieć, że umiejętności które już posiada i tak są już nieprzeciętne.
Czasami, gdy władają nią niezwykle silne emocje, jej moc zdaje się wymykać spod kontroli, a w jej otoczeniu wzmaga się gwałtowny wiatr, nawet gdy jeszcze chwilę temu było całkowicie spokojnie.

Dodatkowo, jej moc jest wspomagana przez obecność demona Threiyana oraz powiązany z nim Amulet Feith, który zazwyczaj nosi na szyi. 


Cień - moc, którą otrzymała po wykonaniu misji "Pierścień Czarnego Feniksa". Otrzymała zdolność dosłownego rozpływania się w ciemnościach, poruszania się niezauważona pośród cieni oraz manipulowania cieniami. Nadal uczy się możliwości, jakie może rozwijać, otrzymawszy tę moc.
Niestety, by zyskać tą siłę, musiała coś poświęcić - stała się bezpłodna, już nigdy nie będzie mogła mieć potomstwa.

Natura - Ma wyjątkową więź z Naturą, w szczególności z drzewami. Nie wiąże się to z żadną mocą, ale czasami można odnieść wrażenie, że potrafi w pewnym sensie porozumiewać się z roślinami, czytać w cichym szmerze liści. Nie są to słowa, raczej myśli, odczucia, obrazy.

Zielarstwo, szamanizm - Aldieb rozwijała się także w zakresie zielarstwa i szamanizmu. Nadal ma wiele rzeczy, których musi się nauczyć

Magia - Trudno powiedzieć, żeby samica potrafiła posługiwać się magią. Zna jednak kilka użytecznych zaklęć, którymi potrafi się dość dobrze posługiwać. Zapewne, gdyby chciała, mogłaby się wiele nauczyć, jednak nigdy nie widziała potrzeby rozwijania się w tym kierunku.

Zmiana skóry - Gdy Aldieb pierwszy raz otworzyła oczy, na brzegu krateru wygasłego wulkanu, znajdowała się w ciele srebrnowłosej lwicy. Później wielokrotnie zmieniała ciało, by przybrać formę pantery, konia, kota domowego, białego wilka, aż w końcu obecnej postaci, w której jak na razie pozostała najdłużej.
Trudno powiedzieć, skąd to wiedziała, jednak w jej głowie pozostała znajomość pewnego zaklęcia, czy może raczej rytuału, pozwalającego na zmianę wcielenia. Wymaga to jednak gotowego ciała, skorupy, pojemnika, w które jej dusza mogłaby wejść.
Jako, że samica, nie chciała nikogo zabijać, by go wykorzystać, znalezienie odpowiedniego materiału, było niezwykle trudne. Wyobraźcie sobie - znaleźć zdrowe, w miarę młode ciało, które było na skraju śmierci, nie spowodowanej chorobą, czy wypadkiem. Zdawałoby się, że niemożliwe. Jednak Aldieb radziła sobie jak mogła, czasami już po wniknięciu w nową formę, musiała naprawiać niektóre szkody.
Zdawała też sobie sprawę z tego, że wykorzystywanie w ten sposób czyjegoś ciała jest, krótko mówiąc nie w porządku, jednakże czuła, że tak właśnie powinno to wyglądać, że tak wyglądała jej natura.

Przemiana w człowieka - tak jak i w poprzednim przypadku, zdolność tę posiadła poprzez zaklęcie. Sam proces przemiany jednak nie należał do zbyt przyjemnych czynności. Bolesny, trwający zdecydowanie zbyt dużo czasu. Ból łamanych i składających się na nowo kości tkanek, pulsujący we wszystkich komórkach nerwowych. Zmieniło się to za sprawą Syriusza(O ile dobrze pamiętam, mogłam coś pokręcić. A nawet na pewno, pamiętam tylko, że to był znajomy Luny.), którego zdolności pozwoliły na przeprowadzanie przemiany szybko i bezboleśnie, wręcz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od tej pory Aldieb nie musiała się martwić specjalnymi przygotowywaniami - mogła zmienić formę w każdej chwili, zależnie od swojej woli.

Okno Duszy - tkanki jej lewego oka obumarły, wskutek trucizny, pochodzącej z wydzieliny demona, z którym Aldieb walczyła. Jednakże Sanetille udało się wyrwać ślepię z Zaświatów. Niestety przyniosło to ze sobą nieoczekiwane konsekwencje - poprzez to oko Aldieb widzi Świat Umarłych. Niematerialne istoty, fantomy, zagubione dusze, które nie potrafią odnaleźć spokoju. 

Skrzydła - potężne, rozłożyste skrzydła o ciemnobrązowej barwie, z czarnymi końcówkami. Pojawiają się bez udziału jej woli, w najmniej oczekiwanych momentach. Aldieb sama nie wie skąd one się wzięły.


TOWARZYSZE I POSIADANE PRZEDMIOTY
Sanetille - Demon przyznany Aldieb za zostanie Zasłużoną w Stadzie Śmierci. 
Sanetille jest demonem o wilczych kształtach, osiągającym wysokość 1,40m w kłębie. Jest wychudzona, pod skórą widać zarysy żeber. Jej sierść jest jednolicie biała. Wielkie, czarniejsze niż najczarniejsza noc ślepia wpatrujące się intensywnie w ofiarę. Przyglądając się im dłużej można w nich dojrzeć jakby płomyki ognia, piekielną czeluść niemającą końca. Sanetille ma zwyczaj pojawiania się we mgle. Zawsze widać tylko niewyraźny biały zarys jej sylwetki, jak u ducha. Jest półprzezroczysta, jej kontury przez cały czas drgają, falują. Dzieje się tak, ponieważ jest zawieszona pomiędzy światami. Będąc w takiej postaci może poruszać się jeszcze szybciej niż zwykle, wręcz można by powiedzieć, że się teleportować z miejsca na miejsce. To właśnie przez tą prędkość, gdy się zatrzymuje część mgły zza światów, przedostaje się do świata ludzi.
Kolejną charakterystyczną cechą jest jej głos. Przez jej gardło wydobywają się jedynie świszczące, szeleszczące i chropowate dźwięki.

Jej pierwotną formą jest demon o kształtach ludzkich, jednak na złość swojej rodzicielce, zazwyczaj przebywała w zwierzęcej przemianie. Po tak długim czasie, został jej ten zwyczaj. Jej proste, jednolicie białe włosy, sięgają jej aż do pleców. Jej zęby upodobniły się do wampirzych, o znacznie wydłużonych i zaostrzonych kłach. Natomiast oczy pozostały takie same. Czarne, niekończące się otchłanie.

*W każdej chwili potrafi błyskawicznie przenieść się pomiędzy światami, a także przenosić się tylko połowicznie, co sprawia, że jest nie do końca materialna i nie można jej zranić.
*Potrafi poruszać się z zawrotną prędkością, natomiast przebywając 'pomiędzy', jej prędkość zwiększa się wielokrotnie, doprowadzając wręcz do 'teleportowania się'.
*Jej oczy można określić jako przejście, okno, czy może tunele, prowadzące do samego środka świata demonów, wprost do jego władcy. Osoby o pewnych zdolnościach i odpowiednim wyszkoleniu, mogą to zobaczyć, zaglądając w nie, a nawet porozumiewać się z osobami po drugiej stronie. Możliwe jest nawet przeniesienie się za pomocą jej oczu, jednak to wymaga ogromnej siły i wiedzy.
*Inną jej umiejętnością jest wpływanie na czas. Oczywiście wyłącznie w bardzo drobnym zakresie. Potrafi przenieść siebie oraz inne osoby w czasie. Używa do tego różnych małych przedmiotów, na których się "zakotwicza", skupiając na nich całą swoją uwagę.
Podobizna: [link] [link] [link] [link] 


Threiyan - jest to spory gryf o umiejętności władania powietrzem oraz w małym stopniu wodą. Jego zdolności pozwalają Aldieb, na jeszcze lepsze korzystanie z jej umiejętności, które samą swą obecnością Threiyan wzmacnia. Demon ten jest w stanie przemieszczać się bezszelestnie. Ujawnia się tylko w obliczu niebezpieczeństwa.  Z natury jest dość przyjazny, lecz nieufny w stosunku do innych. Rzadko kiedy się otwiera, nawet przed brązową samicą. Cechuje się spokojnym i cichym usposobieniem. Jednak w jego żółtych ślepiach można dostrzec, kryjące się w nim spryt i przebiegłość.
Podobizna: [link] [link]

Euzebiusz – krępe, ale niezwykle rozłożyste drzewo, o bujnej, bogatej koronie, pod którym Aldieb zwykła odpoczywać. Przypuszczalnie pochodzi z Afryki. Samicy nigdy nie udało się określić jego gatunku.

Wszystko zaczęło się kiedy Al należała jeszcze do Samotnych Lwów. Jako jedna z nielicznych nie spała w jaskini, za swój dom uznając drzewo. Sypiała na jego gałęzi – dużej, szerokiej, niemal równoległej do ziemi, bądź też pomiędzy wystającymi ponad ziemię korzeniami. Nie musiała się martwić słońcem, gdyż rozłożysta, bujna korona idealnie chroniła ją przed prażącymi promieniami światła. Drobne, nieliczne przedmioty, jakie posiadała trzymała w dziupli, znajdującej się przy rozgałęzieniu.

Któregoś dnia, kiedy całą grupą przesiadywali na polanie, lew imieniem Tanabi ochrzcił drzewo niecodziennym imieniem Euzebiusz. I tak już zostało.

Gdy stado upadło, a Aldieb wyruszyła w dalszą podróż Euzebiusz podążył jej śladem i od tej pory towarzyszy jej aż do teraz. Samica nigdy nie widziała jak się porusza, jednakże zawsze gdy osiedlała się gdzieś na dłużej, natychmiast się pojawiał.

            "Uniósł głowę, a jego antracytowe oczy zdawały się przeszywać moją duszę na wskroś. Nie pasowały do tej młodzieńczej twarzy. Zdawały się należeć do starca, który widział już  więcej niż wiele, a doświadczył jeszcze więcej. Zdawały się być obce, ale jednocześnie czułam, że nie pasowałyby do żadnej innej twarzy.

            Jego ruchy były niespieszne. Wstał powoli, ręką podpierając się na pniu za jego plecami. Po czym zrobił krok w tył, a potem kolejny i tak jak kamień przeszywa toń jeziora, by opaść na dno, on zatonął w magicznym drzewie na nowo stając się z nim jednym."

Niecałe dwa lata temu Aldieb odkryła, że drzewo zamieszkuje Duch. To jego obecność czuła przez te wszystkie lata, jego opowieści wysłuchiwała, zatapiając się w delikatnym szmerze liści. Był jej cichym przyjacielem, towarzyszem, opiekunem...

Więcej: [link]
Podobizna: [link] [link] [link]


Wisior walki – otrzymany w nagrodę za zostanie Zasłużoną. Osoba go nosząca jest niezwyciężona podczas pojedynków. (W praktyce właściwie nigdy niewykorzystywany.)
 
Amulet Feith - Wzmacnia on moc Threiyana i pozwala go przyzywać. Otrzymany w zamian za zasługi w Black Kingdom.
 
Pan Kamycek oraz Gumowy Kurczak – pamiątki z odległej przeszłości, z czasów gdy należała jeszcze do Stada-Kot.
 
Różne drobne przedmioty, uzbierane przez lata. Wstążki, koraliki, pióra, medaliony… zaklęcia i magiczne mikstury, nawet książki, ubrania, sztylety i innego typu przeróżne przedmioty, których obszernej listy nie zna nawet sama Aldieb.

Szmaragdowy kamień - Odsiewnia myśli. Kiedy spojrzysz na niego i zechcesz przestać o czymś myśleć, zabierze tą myśl, a na nim pojawi się niewielki obłoczek, który wędrować będzie po wnętrzu kamienia. Zawsze możesz wrócić do danej myśli, wystarczy tylko chcieć. (Prezent, który otrzymała na stadnej Wigilii w 2014 roku.)



POWIĄZANIA
Bree, Awaria, Shikoku, Florence – przybrane dzieci, którymi opiekowała się przez jakiś czas. Bree przygarnęła jeszcze w LJ. Młoda czarna pantera szybko urosła mimo utraty prawdziwych rodziców szybko zaaklimatyzowała się w stadzie i zaprzyjaźniła się z lwem Roy’em, synem przyjaciółki Aldieb – Rubi.

Pozostałą trójkę, dwa młode lwiątka i nieco starszą tygrysicę, przygarnęła już w Stadzie-Kot. Kocięta pełne energii, z tysiącami pomysłów na sekundę, gdzie tylko się pojawiły można się było spodziewać jakiegoś głupiego dowcipu, co przysporzyło ich opiekunce wiele kłopotów. Gdy osiągnęły wiek dojrzałości opuściły stado, szukając własnej drogi.
Podobizna: [link] [link]

Fene & Tir – dzieci rodzone, poczęte przez proces zapylenia, bądź też już w fazie płodowej przedostały się wprost do jej macicy przez wrota Narnii, ojciec nieznany, choć padały pewne podejrzenia w stronę znajomych drzew i traw. Inną opcją może być podanie pigułki gwałtu bądź innego narkotyku, gdyż aktu seksualnego, pytana nie pamięta. (Istnieje wiele teorii na ten temat, wszystkie równie niewiarygodne.)

Z racji iż Aldieb za dziećmi nie przepada, a wręcz się ich boi, matką była nie najlepszą, co zaowocowało w psychice jej podopiecznych. Przy czym towarzystwo nienormalnych ciotek (patrz: Destroy, Koga, Luna, Anaid i kogo tam jeszcze posiało) wcale na rozwój młodocianych umysłów nie pomagało. (Choć niektórzy mogliby się z tym faktem spierać.)

Tir, z początku nieporadna i rozkoszna klucha wyrósł na osobnika aspołecznego, stroniącego od towarzystwa i więzi rodzinnych. Zaopatrzony w ponurą i nieprzystępną naturę, wkrótce po osiągnięciu dojrzałości opuścił stado i już więcej się nie pojawił, przyprawiając rodzicielkę o głębokie wyrzuty sumienia.

Co innego można powiedzieć o jego siostrze, Fene, która zdecydowanie wdała się w matkę, tak wyglądem, jak i zachowaniem – przy czym tego drugiego ucząc się głównie przez naśladownictwo, choć nie można powiedzieć, że brakło jej ku temu wrodzonych predyspozycji.

Z wyglądu bardzo przypomina swoją matkę – ciemnobrązowe futro, długi ogon i uszy. Jest od niej trochę mniejsza, ma nieznacznie krótsze łapy. Gdy na jej sierść pada słońce, można dostrzec nieznacznie zielonkawe refleksy. Jej ślepia są koloru fioletowego, o pionowej źrenicy. Na wysokości kości policzkowych ma wymalowane czarne znaki runiczne.

Fene otrzymała przydomek Pani Ciszy – pewnego dnia, został jej on nadany przez Tiinkerbell. Nikt nie wie dlaczego, Tin po prostu wiedziała, że tak właśnie jest, że młoda samica ma jakiś związek z Ciszą.

Po za tym odziedziczyła związek z naturą (trudno rzec, po którym z rodziców…), jednak jej zdolności nie są jeszcze dobrze rozwinięte, czy poznane.
Podobizna: [link]

Tiffany – przybrana młodsza siostra, choć nieoficjalnie, jednak tak właśnie Aldieb traktuje skrzydlatą wilczycę. Działająca na nerwy, irytująca, ale cokolwiek by nie zrobiła i tak kochana.

Szera – towarzyszka już od wielu lat. Trudno z czystym sumieniem powiedzieć, że przyjaciółka, ponieważ to słowo jest nieadekwatne do więzi łączącej ją z szarą samicą. Powierniczka myśli.

Można by tu wymienić jeszcze wiele, wiele osób. Wszystkich wspaniałych ludzi, którzy przewinęli się w jej życiu, a których wspomnienie trzyma w sercu. Niestety opisywanie ich wszystkich zajęłoby zdecydowanie zbyt dużo czasu.


INNE INFORMACJE
Z Pamiętnika: "Misje "Wybrańcy, obrońcy stada"; Jeszcze w dawnym HOTN została dobrana grupa ośmiu osób z mocami, która miała bronić stada. Niestety nie udało im się dokończyć misji, więc smoki porwały Wandessę. Jednak po kilku tygodniach wybrańcy znów zostali powołani, niektóre osoby się zmieniły. Prowadziła ich Magika, która okazała się zdrajczynią. Jednak dzięki wytrwałości stada, udało się uratować przywódczynię."

WybrańcyAldieb była jedną z wybranej ósemki, otrzymała moc władania powietrzem. Długo nie mogła uwierzyć, w to co się działo, jednak gdy tylko poukładała sobie wszystko w głowie, natychmiast zajęła się powierzonym zadaniem. Wybrańców, czekało wiele niebezpieczeństw i przeciwników, z którymi zmagali się długo i dzielnie. Niestety, koniec końców, skończyło się to ich klęską - zawiedli. Ich przywódczyni została wzięta w niewolę, a stado upadło.

Misja na ratunek Wandessie - odbyła się za czasów Herd Of The Dreams. W tamtym okresie słyszało się plotki, według których Wandessa była przetrzymywana w niewoli i można było znaleźć sposób by ją uratować. Niedługo potem zjawiła się Magika, a w stadzie wybrano grupę, która miała podołać niebezpiecznej misji. Tak jak i poprzednim razem wybrano ósemkę, a jedną z przydzielonych osób była właśnie Aldieb.
Zadanie zakończyło się pomyślnie, Wandessa została uratowana, a Stado Nocy powróciło. Niestety jedna osoba już nigdy nie powróciła, Gold Fire tę wyprawę przypłaciła własnym życiem.

Zadanie - "Pierścień Czarnego Feniksa" - "Twoim zadaniem jest odnalezienie Mrocznego Sanktuarium, w pobliżu którego przebywa ten ptak. Z pomocą przyjdzie Ci właściwości rangi ‘cień’. Dzięki niej możesz skutecznie tropić. Gdy odnajdziesz feniksa, musisz zdobyć jego pióro, jedyne, które ma na sobie znak Pierścienia Śmierci. Na drodze spotkasz wiele przeciwników, a ponieważ udajesz się do Mrocznego Sanktuarium, będą to Twoje najgorsze koszmary."

Misja, która polegała na udaniu się do Mrocznego Sanktarium, by tam zmierzyć się ze swoimi najgorszymi koszmarami i odzyskać pióro Czarnego Feniksa, o niesamowitych, magicznych właściwościach. Aldieb długo krążyła po ciemnych korytarzach, błądząc pośród własnych lęków i obaw, wędrując na pograniczu snu i jawy, rzeczywistości i nierealności. 
Udało jej się przetrwać i przejść przez ten piekielny labirynt, jednak w momencie kiedy już zbliżała się do wyjścia, los postawił na jej drodze Strażnika Sanktuarium. Ognistego demona, o potężnej, smoliście czarnej sylwetce i płonących ślepiach. Pozostawiona bez wyboru, musiała się z nim zmierzyć. Podczas walki, jego żrąca, trująca krew dostała się do jej oka, a wkrótce potem z wycieńczenia i wskutek odniesionych ran, straciła przytomność Po walce z monstrum umierała.
"Zatoczyłam się na uginających się pode mną łapach i upadłam, prawie lądując pyskiem w strumieniu. Podciągnęłam się jeszcze parę centymetrów, czując nagła potrzebę zanurzenia łba w lodowatej cieczy. Byleby ugasić ten ból, rozchodzący się mroźnymi mackami od płonącego oka. 
Nachylając się nad wodą, zobaczyłam coś co kazało mi się zatrzymać. Złote ślepię utonęło w smolistej czerni, jakbym przejęła cechy własnego demona. Oszalałam. Oszalałam i pochłonie mnie mrok. Mrok, mrok… ciemna czerń wszędzie wokół. Światła zgasną jak na życzenie."
Wtedy do akcji wkroczyła Sanetille - siostra Risplendente, która w Sanktuarium odbywała swą karę. Przegoniła czarną, by potem przenieść umierającą samicę na powierzchnię. Udało jej się częściowo ją uleczyć, natomiast martwe już ślepię wyrwać ze świata śmierci. Niestety skończyło się to tak, że przez jej lewe oko widzi Świat Umarłych, zagubione dusze, które nie mogą odnaleźć spokoju.

Mimo, że Demonica wykonała niesamowitą pracę, przywracając Aldieb życie, zainfekowana krew wciąż krąży po jej żyłach, zatruwając ciało, umysł i myśli. Zabija niezwykle powoli, bez pośpiechu, prawie niezauważalnie... a jednocześnie skutecznie. Jest dręczona, przez koszmary i upiorne wizje. Często miewa irracjonalne lęki. Przy czym widzenie duchów w niczym jej nie pomaga.

Można by zadać pytanie, czemu samica zdecydowała się na tak niebezpieczną wyprawę. Czy opłacało się ryzykować własnym życiem, tylko po to by zyskać jakąś moc?

Niestety sprawa nie jest taka prosta, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Wszystko sprowadza się do przejęcia przez Aldieb władzy nad stadem. Została przywódczynią, przyznawała zasługującym na to członkom stada tytuł Zasłużonego, z którym, między innymi, wiązało się otrzymanie własnego demona. Jednak samica nie miała takiej władzy nad nimi, jak poprzednia Alpha. Nie była Wandessą - Panią Śmierci. A ta, nie przekazała jej oficjalnie władzy. Wkrótce demony zorientowały się, że zostały oszukane, szukając sprawiedliwości, zażądały życia złotookiej. Aldieb, mając na karku czyhające na nią stworzenia piekieł, łapała się ostatniej deski ratunku. Zdobywając się na odwagę, czy może raczej desperację, postanowiła zawrzeć układ z prześladowcami. Miała otrzymać cenny czas, który miał jej pozwolić na udowodnienie demonom iż zasługuje na miano przywódczyni stada, zasługuje na to, by sprawować nad nimi kontrolę. Trudno orzec dlaczego się zgodziły, być może chciały móc dłużej patrzeć na jej cierpienie, mieć więcej sposobności do jej poniżania.

Samicy udało się wykonać misję, zyskała nowe moce, a w między czasie przy jej boku pojawił się Threiyan. Wtedy w towarzystwie dwóch demonów oraz bliskiego jej Wiatru, zstąpiła do Królestwa Demonów. 


~***~ 

Take me away upon a plateau

Far, far away from fears and shadow
Strengthen my heart in times of sorrow
Light the way to bright tomorrows

~***~ 

-------------------
*Fragmenty tekstów pochodzą z piosenki: Globus - Take Me Away
**Reszta tekstu pisanego kursywą pochodzi z moich starych opowiadań, dotyczących tej postaci, bądź z Pamiętnika.