[3.12.2008r., Stado Wolności]
- Opowiadania (82)
- Pierścień Czarnego Feniksa (14)
- Inne teksty (6)
- Wiersze (4)
czwartek, 4 grudnia 2008
Co się dzieje, gdy Hako każe mi napisac notke, chociaż Go ostrzagałam, że to moze sie równać z katasrofą ponad naturalną xDD
niedziela, 16 listopada 2008
Pan Kamycek
[15.11.2008r., Stado Wolności]
Właśnie se szłam nad jeziorko, bo tak jakoś mnie wzięło żeby tam pójść xD Wesoło podskakując[chciałam napisać "Wesoło podśpiewując" Ale wystąpił jeden problem... nie umiem śpiewać! xD] jadłam żele i rozglądałam się na wszystkie strony, podziwiając barwy jesieni. Nagle coś mi błysnęło w trawie. Szłam dalej, ale cos mi zaczęło nagle gadać w głowie O.o
Coś: "Idź tam! Zawróć się!"
Ja: Cicho siedź! Nigdzie nie ide! [troche to sie mija z prawdą, no ale dobra xD]
Coś: "Idź, a nie pożałujesz!"
Ja: No dobra, niech Ci będzie...
Zrobiłam naburmuszoną mine na znak protestu [xD], ale zawróciłam i poszukałam tego miejsca co się tak błysnęło. Zaczęłam przegrzebywać opadłe liście. Nigdzie tego nie było. Oklapłam na ziemię z rezygnacją. "To jak szukanie igły w stoku siana! Tylko, że tu nawet nie wiem czego szukam" Skrzywiłam się słysząc znów to coś w mojej głowie.
Coś: "No rusz żesz to leniwe duspko i przyłóż się do szukania!!!"
Ja: No i co się drzesz, nie chce mi sieeeee [xD]
Cos: "No to nigdy tego nie znajdziesz i znajdzie to ktoś nie godny Ciebie i weźmie sobie to coś i Ty tego nie będziesz miała!"
Ja: Emmmm... zmieniłam zdanie xD
Wstałam z nowym zapałem i zaczęłam przekopywać liście.
- Co tu robi szyszunia? O.o Achhh... no tak, przecież Lov ukradłam xDD [Lov=Lovsi, moja szyszunia [czyt. lwica xD] kofffana, z SK[*]] A ja tyle jej szukałam! - tulnęłam szyszke i zaczęłam kopać dalej - Eeeee.... a co tu robi świeczka? xD Jeej...świeczka mi się kojaży z Fatum [moja kofffana czarnuchna kicia *.* również z SK[*]^^] - położyłam świeczkę obok szyszuni i zabrałam się do dalszego przekopywania liści - O! Żele! xD - sprawdziłam datę ważności - Echhh... do 7.10.2008 r. [moja data urodzin^^] Przeterminowaneeee! D: A co tam! xD - otworzyłam żele i zaczęłam zajadać [bo te poprzednie zdążyłam już zjeść xD] No i jak tak jadłam i szłam dalej, bo zuepłnie zapomniałam o tym czymś co sie tak błysnęło [ach, ta sklerozaa xD] i się potknęłam o mój kofffany ogonek xD No i zaryłam pyskiem w ziemie, przy czym żele mi wypadły i rozsypały się na wszystkie strony. Coś mi się zaświeciło przed nosem, zrobiłam zeza, ale przypomniało mi się o moich żelach, Skoczyłam na równe nogi i zaczęłam się drzeć:
- Moffe kofaffee felee!!! [moje kochane żele xD] - eeee.... pysk miałam pełen ziemi xD No więc plując po drodze ziemią xD przemieniłam się w kosiarkę [?] i zaczęłam kosić...liście xD Razem z moimi kofffanymi żelami ^^ Żele zżerałam a liście i pozostałe smieci wypluwałam [echh... po tym będę zęby musiała umyć xD] Gdy przeczesałam całą okolicę zamieniłam się spowrotem w lwicę^^
- Tffuu... fos fy ufnelo f sepach [coś mi utknęło w zębach] - wzięłam se urwałam igiełkę z pobliskiej sosenki [czy tam świerku..ee... niech będzie że z choinki xD] i se zaczęłam dłubać w zebach [jak wykołaczką! xD]
- O! Mfaamm! - wyjęłam to coś z pyska - duże to to nieco xD
PAN KAMYCEK [dlaczego tak dowiecie sie później ;P]
I znowu mi to pakudne coś zaczęło gadać w mojej szanownej łepetynie.
Coś: "No wreszcie już myślałam, że nigdy tego nie znajdziesz -_-''
Ja: A... Pfff... B...
Coś: Nie wysilaj sie. [xD]
Ja: Ale...
I już chciałam wygarnąć mu..e...tzn jak się okazało jej, albo niech będzie temu xD wygarnąć co ja o nim/niej myśle, ale bezszczel [tak to sie pisze? xD] polazł, no!
Popatrzyłam na kamień w mojej łapce
- Eeee... jakieś zmutowane to to jest O.o xD Hmmmm.... od dzisiaj zostaniesz moim nowym przyjacielem! xD A ochrzczę cię...eeee....Pan Kamycek! xD - tulnęłam z całych sił Pana Kamycka i schowałam go do kieszeni[?] xD Nagle zobaczyłam zbliżającą się Evie[Muahh...chciałaś być to jesteś^^]
- Nie przyszłaś na imprezę! - zaczęłam na powitanie xD
- Tak, też się ciesze że cię widzę
- No tak, tak przecież wiem... xD
- Ejj...ty naprawdę jesteś tępa - stwierdziła Ev xD
- Nosz kurde Ile razy mam Ci to powtarzac? xD
- Taaa... Ale teraz się przekonałam, bo to ja gadałam w twojej głowie...
- TYY??!!?! - zatkało mnie xD - Ale jak Ci się udało wejść[xD] do mojej głowy?
- Trzeba było potraktować to nożem xD [To jej autentyczne słowa xDD]
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ KONIEC ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Muahh... A więc to moje opko! xD
Hah i zyskałam nowego przyjaciela! xDD
I dowiedziałam się o mojej nowej zdolności, konkretniej przmianie w kosiarke xD
Dowiedziałam się również, że Evie potraktowała moja łepetynę nożem i w niej siedziała i mi gadała jakieś bzdury, a potem wyłoniła się jakby nigdy nic xD
I Wy też piszcie opka! ^^
Nie koniecznie takie o, jak ja, ale żeby coś było^^
Pozdro for ALL od Waszej kochanej Kosiarki Aldieb :*:*:*
Właśnie se szłam nad jeziorko, bo tak jakoś mnie wzięło żeby tam pójść xD Wesoło podskakując[chciałam napisać "Wesoło podśpiewując" Ale wystąpił jeden problem... nie umiem śpiewać! xD] jadłam żele i rozglądałam się na wszystkie strony, podziwiając barwy jesieni. Nagle coś mi błysnęło w trawie. Szłam dalej, ale cos mi zaczęło nagle gadać w głowie O.o
Coś: "Idź tam! Zawróć się!"
Ja: Cicho siedź! Nigdzie nie ide! [troche to sie mija z prawdą, no ale dobra xD]
Coś: "Idź, a nie pożałujesz!"
Ja: No dobra, niech Ci będzie...
Zrobiłam naburmuszoną mine na znak protestu [xD], ale zawróciłam i poszukałam tego miejsca co się tak błysnęło. Zaczęłam przegrzebywać opadłe liście. Nigdzie tego nie było. Oklapłam na ziemię z rezygnacją. "To jak szukanie igły w stoku siana! Tylko, że tu nawet nie wiem czego szukam" Skrzywiłam się słysząc znów to coś w mojej głowie.
Coś: "No rusz żesz to leniwe duspko i przyłóż się do szukania!!!"
Ja: No i co się drzesz, nie chce mi sieeeee [xD]
Cos: "No to nigdy tego nie znajdziesz i znajdzie to ktoś nie godny Ciebie i weźmie sobie to coś i Ty tego nie będziesz miała!"
Ja: Emmmm... zmieniłam zdanie xD
Wstałam z nowym zapałem i zaczęłam przekopywać liście.
- Co tu robi szyszunia? O.o Achhh... no tak, przecież Lov ukradłam xDD [Lov=Lovsi, moja szyszunia [czyt. lwica xD] kofffana, z SK[*]] A ja tyle jej szukałam! - tulnęłam szyszke i zaczęłam kopać dalej - Eeeee.... a co tu robi świeczka? xD Jeej...świeczka mi się kojaży z Fatum [moja kofffana czarnuchna kicia *.* również z SK[*]^^] - położyłam świeczkę obok szyszuni i zabrałam się do dalszego przekopywania liści - O! Żele! xD - sprawdziłam datę ważności - Echhh... do 7.10.2008 r. [moja data urodzin^^] Przeterminowaneeee! D: A co tam! xD - otworzyłam żele i zaczęłam zajadać [bo te poprzednie zdążyłam już zjeść xD] No i jak tak jadłam i szłam dalej, bo zuepłnie zapomniałam o tym czymś co sie tak błysnęło [ach, ta sklerozaa xD] i się potknęłam o mój kofffany ogonek xD No i zaryłam pyskiem w ziemie, przy czym żele mi wypadły i rozsypały się na wszystkie strony. Coś mi się zaświeciło przed nosem, zrobiłam zeza, ale przypomniało mi się o moich żelach, Skoczyłam na równe nogi i zaczęłam się drzeć:
- Moffe kofaffee felee!!! [moje kochane żele xD] - eeee.... pysk miałam pełen ziemi xD No więc plując po drodze ziemią xD przemieniłam się w kosiarkę [?] i zaczęłam kosić...liście xD Razem z moimi kofffanymi żelami ^^ Żele zżerałam a liście i pozostałe smieci wypluwałam [echh... po tym będę zęby musiała umyć xD] Gdy przeczesałam całą okolicę zamieniłam się spowrotem w lwicę^^
- Tffuu... fos fy ufnelo f sepach [coś mi utknęło w zębach] - wzięłam se urwałam igiełkę z pobliskiej sosenki [czy tam świerku..ee... niech będzie że z choinki xD] i se zaczęłam dłubać w zebach [jak wykołaczką! xD]
- O! Mfaamm! - wyjęłam to coś z pyska - duże to to nieco xD
PAN KAMYCEK [dlaczego tak dowiecie sie później ;P]
I znowu mi to pakudne coś zaczęło gadać w mojej szanownej łepetynie.
Coś: "No wreszcie już myślałam, że nigdy tego nie znajdziesz -_-''
Ja: A... Pfff... B...
Coś: Nie wysilaj sie. [xD]
Ja: Ale...
I już chciałam wygarnąć mu..e...tzn jak się okazało jej, albo niech będzie temu xD wygarnąć co ja o nim/niej myśle, ale bezszczel [tak to sie pisze? xD] polazł, no!
Popatrzyłam na kamień w mojej łapce
- Eeee... jakieś zmutowane to to jest O.o xD Hmmmm.... od dzisiaj zostaniesz moim nowym przyjacielem! xD A ochrzczę cię...eeee....Pan Kamycek! xD - tulnęłam z całych sił Pana Kamycka i schowałam go do kieszeni[?] xD Nagle zobaczyłam zbliżającą się Evie[Muahh...chciałaś być to jesteś^^]
- Nie przyszłaś na imprezę! - zaczęłam na powitanie xD
- Tak, też się ciesze że cię widzę
- No tak, tak przecież wiem... xD
- Ejj...ty naprawdę jesteś tępa - stwierdziła Ev xD
- Nosz kurde Ile razy mam Ci to powtarzac? xD
- Taaa... Ale teraz się przekonałam, bo to ja gadałam w twojej głowie...
- TYY??!!?! - zatkało mnie xD - Ale jak Ci się udało wejść[xD] do mojej głowy?
- Trzeba było potraktować to nożem xD [To jej autentyczne słowa xDD]
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ KONIEC ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Muahh... A więc to moje opko! xD
Hah i zyskałam nowego przyjaciela! xDD
I dowiedziałam się o mojej nowej zdolności, konkretniej przmianie w kosiarke xD
Dowiedziałam się również, że Evie potraktowała moja łepetynę nożem i w niej siedziała i mi gadała jakieś bzdury, a potem wyłoniła się jakby nigdy nic xD
I Wy też piszcie opka! ^^
Nie koniecznie takie o, jak ja, ale żeby coś było^^
Pozdro for ALL od Waszej kochanej Kosiarki Aldieb :*:*:*
środa, 8 października 2008
Powrót.
[8 października 2008, Shy Dogs]
Jak
zwykle se szłam, no bo co ja innego mogłam robić? xD Było mi chłodno,
więc przyspieszyłam do truchtu, żeby się rozgrzać. Nagle zobaczyłam
jakiś błysk w trawie. Ale pomyślałam, że to tylko m oja wyobraźnia…
Biegłam dalej, okolica była jakaś ponura, ale że byłam w dobrym nastroju
nie przejmowałam się tym. Tylko ja, przyroda i moje myśli…. Nagle
poczułam na plecach podmuch lodowatego wiatru. Zadrżałam z zimna i
obejżałam się. Za mną stała jakaś wilczyca. jeje sierść była biała,
bielsza niż śnieg, a całe ciało pokrywały błękitne, świecące znaki.
- K-kim jesteś? – zapytałm nieśmiało i na wszelki wypadek zrobiłam krok do tyłu.
-
Nie zrobię CI nic złego, chcę tylko pomóc – odpowiedziała wilczyca, jej
głos był wysoki, nie mal nieziemski, ale jednocześnie tak piękny, że
nie dało się go nie słuchać.
- Niby w czym? – zapytałam z więikszą pewnością niż przed chwilą – nie potrzebuję pomocy, radzę sobie doskonle sama.
- Możliwe, ale ja widze że trzeba Ci pomóc, chodź za mną.
Zawachałam
się. A jeśli to była pułapka? Echhh… pokręciłam głową i ruszyłam za
wilczycą. Ze zdumieniem spostrzegłam, że jej łapy nie zostawiają śladów w
miękkim podłożu. Nie zastanawiałam się już nad tym, i tak nie
znalazłambym stosownego wytłumaczenia. Teren powoli się zmieniał, nigdy
jeszcze tu nie byłam.
-
A, czy ja…będę mogła sama wrócić? Nigdy tu nie byłam i…-urwałam w pół
zdania, bo w tej chwili zobaczyłam wielką górę, tak wielką, że jej
wierzchołek krył się w chmurach. U podstawy góry zobaczyłam czarna
plamkę. To pewnie jaskinia-pomyślałam. po kilku minutach byłyśmy już na
miejscu. Wilczycyca, tak jak podejżewałam, zaprowadziła mnie do jaskini.
Nie byłoby w niej nic niezwykłego, gdyby nie srebna miska stojąca na
środku pokoju, wypełniona była wodą. Było w n iej cos niesamowitego i
magicznego. Wilczyca usiadła z jednej ztrony miski i ruchem głowy kazała
mi usiąć na przeciwko. Zrobiłam jak kazała.
- A teraz zamknij oczy, skup się i wyobraź sobie twój doskonały świat
Zdziwiłam
się nasd tym ostatnim, no ale dobra, zrobiłam znów co kazała. Zamknęłam
oczy, skupiłam się i zaczęłam wyobrarzać sobie doskonały świat…
Nazywałby się Aldlandia…[nie ma to jak samo uwielibienie xDD] Na
wszystkich drzewach owocowych rosłyby jabuszkaaa, a na wszystkich innych
żele xDD W każdym sklepie byłyby sprzedawana żele i jabuszka i
czekoladaaa^^ A ten świat byłby założony przeze mnie, ale nikt by o tym
nie wiedział i wszyscy żyli by długo i szczęśliwie. [Koniec xDD]
Nagle
wilczycy odchrząknęła, co wyrwało mnie z mojego idealnego świata xDD
Otworzyłam oczy i spojżałam na wilczyce. Patrzyła n mnie jak na jakiegoś
ufoludka [Ej, no chyba nie jest jeszcze aż tak źle, co?]
- Emmm… coś nie tak? – spytałam nie wiedząc o co jej chodzi
-
Nie nic. Ale chyba powinnaś już iść. – wypchnęła mnie z jaskini – idź
prosto, przy wielkiej sośnie skręć w prawo, potem koło jeziorka, a dalej
powinnaś już sama trafić. Żegnaj – i już zniknęła w jaskini.
Wzruszyłam ramionami. Jakaś dziwaczka i tyle xDD
i wróciłam do Was^^
czwartek, 4 września 2008
Wybrańcy, obrońcy stada, cz. X
Ostateczna walka II
Autor: Aldieb
Dopiero co wróciłam. Nie wiedziałam co sie dzieje w stadzie, ani co z Wybrańcami i naszą misją. Postanowiłam się przejść, może przy okazji, kogoś spotkam. Spacerowałam sobie lekkim krokiem, byłam w świetnym humorze. Wszystko było takie piękneee.... Nagle padł na mnie ogromny cień, powiał mroźny wiatr. Spojrzałam w góre. I o mało nie zemdlałam z wrażenia, nade mną leciał ogromny smok! Wybiegłam na polanę, tam stali wszyscy wybrańcy.- Co sie stało?! - spytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Nie czas na wyjaśnienia - odpowiedziała Misja - spójrz na niebo!
Spojrzałam i sie przeraziłam. Było tam mnóstwo gryfów, a na czele leciał smok.
- I co my teraz zrobimy? - spytałam bezradnie.
- No jak to co? Będziemy walczyć - odpowiedziała Glola z zapałem.
Popatrzyłam na nią dziwnym wzrokiem.
- Ja nie umiem walczyć.
Glola, chciała już mi odpowiedzieć, ale uciszyła nas Aquais.
- Cicho, nie czas teraz na gadanie.
- Mamy przecież swoje moce. - przypomniał nam Błysk
I nagle smok zionął ogniem. Ale nie celował w nas, trafił tuż przed nami. To było ostrzeżenie. Wszyscy napięli mięśnie, gotowi do odparcia ataku.
Wybrańcom nie udało się podołać misji.
Wandessa została porwana przez wielkiego smoka, z którym nie udało się wygrać walki.
Od jakiegoś czasu członkowie zastanawiali się jak dokończyć misję, aż pewnego dnia przybyła Magika.
Shesay, jest tą samą osobą co Aspeney, jednak As znajduje się drugiej stronie, jest już martwa…
poniedziałek, 7 lipca 2008
Wybrańcy, obrońcy stada cz. IV
Zebranie
Autor: Aldieb
Wciąż nie mogąc się pogodzić z tym że mam moc siedziałam w najgłębszym kącie swojej jaskini....no ale w końcu musiało to nastąpić...zgłodniałam. Wyczołgałam się z ukrycia i wyszłam na powierzchnie. Poszłam do lasu....miałam zamiar coś upolować...nagle dosłyszałam jakieś odgłos, ktoś się szamotał. Poszłam za tym odgłosem i doszłam do jaskini Gloli. Zobaczyłam ją już obudzoną,całą zlaną zimnym potem....
-Coś się stało?- zapytałam i podeszłam do niej.
Glola opowiedziała mi swój dziwny sen...
Ze zdenerwowania zaczęłam krążyć po jaskini, nie mogłam ustać w miejscu....w dodatku nie wiedziałam co robić....i nadal nie chciałam wierzyć że jestem Panią Powietrza....W końcu się poddałam...Skuliłam się na środku pomieszczenia i zapłakałam gorzko....i to już nie chodziło wyłącznie o tę sprawę....Glola próbowała mnie pocieszać, ale ja jakbym jej nie słyszała, ani nie czuła....Nagle przybiegła do nas Naysha i Lady...i wtedy się przebudziłam ze swojego dziwacznego odrętwienia...Spojrzałam na nie..Rzuciłam krótko
-Trzeba działać.-I już byłam daleko od jaskini zwołując wszystkich[pomagając sobie przy tym wiatrem^^]
czwartek, 19 czerwca 2008
Szkaradne Potwory, cz.II
[19 czerwca 2008, Shy Dogs]
Leżałam na czymś twardym i zimnym…pomyślałam że pewnie padało w nocy i przeturlałam się na jakiś kamień….przesunęłam się w bok…nadal twarde i zimne…to musi być naprawdę duży kamień…pomyślałam…*przesunęłam się w drugą stroną ale to na nic się zdało…zła podniosłam się gwałtownie, lecz od razu upadłam….coś trzymało moje łapy…otworzyłam oczy…wokół mnie panowała ciemność…ale szybko się przyzwyczaiłam i już po chwili mogłam rozróżnić pewne krztałty…popatrzyłam na swoje łapy…były związane łańcuchami…byłam w jakiejś jaskini…cuchniało tu padliną i stęchlizną…Powoli i ostrożnie usiadłam…do moich uszu dobiegły kroki…do jaskini weszły jakieś stwory…powoli jak przez mgłę zaczęłam sobie przypominać ostatnie wydarzenia….ciekawe jak długo tu leżałam…sądząc po stanie mojego futra…dość długo…poczwary wzięły mnie i zaczęły iść przez ciemne korytarze…wiedziałam że nie mam szans na ucieczkę….łańcuchy trzymały mocno…w końcu dotarliśmy do przestronnej komory, oświetlonej pochodniami….na środku stał zakrwawiony stół…koło niego największy ze wszystkich stworów…na sobie miał skórę z wilka…cały był przyozdobiony jego kośćmi…już wiedziałam co chcą ze mną zrobić…nie mogłam na to pozwolić…zaczęłam się szarpać w więzach, ale to nic nie dało…musiałam uciec…tylko jak? byłam przerażona….stwory zbliżały się już do kamiennego stołu…na twarzy szamana[bo tak mi się wydaje że to był szaman] wykwitł złowieszczy uśmiech…zaczęłam się wić, drapać i gryźć trzymającego mnie potwora, ale ledwo go dosięgałam….stwór położył mnie na stole i przywiązał kolejnymi łańcuchami…teraz już nie byłam przerażona tylko wściekła…poczwary zaczęły tańczyć wokół mnie jakiś dziki taniec…prychnęłam z pogardą…nie pozwolę aby takie prymitywne stworzenia mnie zabiły a potem nosiły moją skóre jak trofeum…kipiała we mnie energia, czułam gniew jak nigdy dotąd…zawarczałam cicho…potem głośniej…szaman nachylił się ku mnie z zakrzywionym nożem…zamachnął się…wiedziałam że mi się uda…wystarczy tylko poczekać na właściwy moment…stwór zamachnął się i uderzył…szarpnęłam się w bok…nóż przebił więzy…byłam wolna…no prawie…jeszcze musiałam się wydostać na zewnątrz…jednak na drodze stanęły mi te paskuctwa…zjeżyłam sierść…skoczyłam na pierwszego…szarpnełam za gardło…polała się krew…drugiemu zmiażdżyłam nogi…trzeci zamachnął się na mnie, ale zrobiłam unik i skoczyłam na niego od tyło…wgryzłam mu się w kark…powaliłam wszystkich po kolei…cała byłam uwalana krwią swoją i poczwar… wokół mnie leżały martwe stwory…teraz tylko musiałam uciec z tego paskudnego miejsca…popatrzyłam jeszcze raz na pobojowisko…nagle cała energia ze mnie uciekła…nie chciało mi się wierzyć że to ja zrobiłam…nie miałam siły już dłużej nad tym myśleć…poczułam świeże powietrze…pobiegłam w tamtym kierunku…po kilku minutach wybiegłam na zewnątrz…słońce jasno świeciło…ptaki śpiewały…zupełnie jakby tam w dole nic się nie stało…westchnęłam cicho…będę musiała się nad tym wszystkim zastanowić…ale najpierw muszę się wykąpać…uśmiechnęłam się na samą myśl i pobiegłam do jeziorka…
Leżałam na czymś twardym i zimnym…pomyślałam że pewnie padało w nocy i przeturlałam się na jakiś kamień….przesunęłam się w bok…nadal twarde i zimne…to musi być naprawdę duży kamień…pomyślałam…*przesunęłam się w drugą stroną ale to na nic się zdało…zła podniosłam się gwałtownie, lecz od razu upadłam….coś trzymało moje łapy…otworzyłam oczy…wokół mnie panowała ciemność…ale szybko się przyzwyczaiłam i już po chwili mogłam rozróżnić pewne krztałty…popatrzyłam na swoje łapy…były związane łańcuchami…byłam w jakiejś jaskini…cuchniało tu padliną i stęchlizną…Powoli i ostrożnie usiadłam…do moich uszu dobiegły kroki…do jaskini weszły jakieś stwory…powoli jak przez mgłę zaczęłam sobie przypominać ostatnie wydarzenia….ciekawe jak długo tu leżałam…sądząc po stanie mojego futra…dość długo…poczwary wzięły mnie i zaczęły iść przez ciemne korytarze…wiedziałam że nie mam szans na ucieczkę….łańcuchy trzymały mocno…w końcu dotarliśmy do przestronnej komory, oświetlonej pochodniami….na środku stał zakrwawiony stół…koło niego największy ze wszystkich stworów…na sobie miał skórę z wilka…cały był przyozdobiony jego kośćmi…już wiedziałam co chcą ze mną zrobić…nie mogłam na to pozwolić…zaczęłam się szarpać w więzach, ale to nic nie dało…musiałam uciec…tylko jak? byłam przerażona….stwory zbliżały się już do kamiennego stołu…na twarzy szamana[bo tak mi się wydaje że to był szaman] wykwitł złowieszczy uśmiech…zaczęłam się wić, drapać i gryźć trzymającego mnie potwora, ale ledwo go dosięgałam….stwór położył mnie na stole i przywiązał kolejnymi łańcuchami…teraz już nie byłam przerażona tylko wściekła…poczwary zaczęły tańczyć wokół mnie jakiś dziki taniec…prychnęłam z pogardą…nie pozwolę aby takie prymitywne stworzenia mnie zabiły a potem nosiły moją skóre jak trofeum…kipiała we mnie energia, czułam gniew jak nigdy dotąd…zawarczałam cicho…potem głośniej…szaman nachylił się ku mnie z zakrzywionym nożem…zamachnął się…wiedziałam że mi się uda…wystarczy tylko poczekać na właściwy moment…stwór zamachnął się i uderzył…szarpnęłam się w bok…nóż przebił więzy…byłam wolna…no prawie…jeszcze musiałam się wydostać na zewnątrz…jednak na drodze stanęły mi te paskuctwa…zjeżyłam sierść…skoczyłam na pierwszego…szarpnełam za gardło…polała się krew…drugiemu zmiażdżyłam nogi…trzeci zamachnął się na mnie, ale zrobiłam unik i skoczyłam na niego od tyło…wgryzłam mu się w kark…powaliłam wszystkich po kolei…cała byłam uwalana krwią swoją i poczwar… wokół mnie leżały martwe stwory…teraz tylko musiałam uciec z tego paskudnego miejsca…popatrzyłam jeszcze raz na pobojowisko…nagle cała energia ze mnie uciekła…nie chciało mi się wierzyć że to ja zrobiłam…nie miałam siły już dłużej nad tym myśleć…poczułam świeże powietrze…pobiegłam w tamtym kierunku…po kilku minutach wybiegłam na zewnątrz…słońce jasno świeciło…ptaki śpiewały…zupełnie jakby tam w dole nic się nie stało…westchnęłam cicho…będę musiała się nad tym wszystkim zastanowić…ale najpierw muszę się wykąpać…uśmiechnęłam się na samą myśl i pobiegłam do jeziorka…
wtorek, 3 czerwca 2008
Szkaradne Potwory, cz. I
[3 czerwca 2008, Shy Dogs]
Nudziło mi się…zresztą jak zawsze…więc postanowiłam się przejść…Szłam długo nie wiedząć dokąd ide…łapy niosły mnie same…W końcu zorientowałam się że jestem na szczycie jakiegoś wzgórza…rozejżałam się po okolicy…Niee…to napewno nie były tereny stada…tylko jak ja się tu znalazłam? Przecież nie jestem, aż tak szybka…szczególnie że szłam dość wolno…Usiadłam na trawie i zastanowiłam się co robić…No ale że ja dość głupia jestem, nic nie wymyśliłam…postanowiłam pójść dalej…Nic nie zakłucało moich myśli…wszystko było takie spokojne i ciche…no właśnie za cichee…Rozejrzałam się niespokojnie…coś w tej ciszy było niepokojącego…szłam wolnym krokiem dalej…żadnych ptaków, żadnych zwierząt…już nawet kwiaty żadko było widać, a rośliny były jakieś takie wyblakłe….Wszystko jakby pociemniało…Oczywiście mi nie przyszło do głowy żeby zawrócić, więc szłam dalej….Nagle do moich uszu dobiegł jakiś szelest…Odwróciłam się , ale za mną były tylko krzaki i gałęzie….Stanęłam nie wiedząc co robić…Wtem, ze wszystkich stron wypełzły jakieś stworzenia, w pierwszej chwili pomyślałam że to ludzie…ale niee…były obślizgłe….szkaradne…i paskudne….wcale mi się to niepodobało…Te obrzydliwe stwory zaczęły się do mnie zbliżać…Nie czekałam dłużej, jakoś niespecjalnie chciałam zostać obiadem tych poczwar…Ruszyłam pędem przed siebie…Biegłam ile sił w nogach…Za sobą słyszałam odgłosy pogoni…Już myślałam, że mi się udało…odwróciłam się, jednak stwory mimo że wyglądały na ociężałe i powolne już mnie doganiały…odwróciłam się ponownie i w tym momencie jebnęłam się w drzewo xD Osunęłam się na ziemie…nie mogłam wstać mimo iż próbowałam, na demn ą pojawiły się jakieś cienie…domyśliłam się że to te poczwary, które mnie goniły…Poczułam coś mokrego na moim futrze i już wisiałam bezwładnie w powietrzu….nie mogłam już nic poradzić….pomyślałam tylko jakby to dobrze było być teraz wsród przyjaciół….a potem moje oczy przesłoniła ciemność….
Nudziło mi się…zresztą jak zawsze…więc postanowiłam się przejść…Szłam długo nie wiedząć dokąd ide…łapy niosły mnie same…W końcu zorientowałam się że jestem na szczycie jakiegoś wzgórza…rozejżałam się po okolicy…Niee…to napewno nie były tereny stada…tylko jak ja się tu znalazłam? Przecież nie jestem, aż tak szybka…szczególnie że szłam dość wolno…Usiadłam na trawie i zastanowiłam się co robić…No ale że ja dość głupia jestem, nic nie wymyśliłam…postanowiłam pójść dalej…Nic nie zakłucało moich myśli…wszystko było takie spokojne i ciche…no właśnie za cichee…Rozejrzałam się niespokojnie…coś w tej ciszy było niepokojącego…szłam wolnym krokiem dalej…żadnych ptaków, żadnych zwierząt…już nawet kwiaty żadko było widać, a rośliny były jakieś takie wyblakłe….Wszystko jakby pociemniało…Oczywiście mi nie przyszło do głowy żeby zawrócić, więc szłam dalej….Nagle do moich uszu dobiegł jakiś szelest…Odwróciłam się , ale za mną były tylko krzaki i gałęzie….Stanęłam nie wiedząc co robić…Wtem, ze wszystkich stron wypełzły jakieś stworzenia, w pierwszej chwili pomyślałam że to ludzie…ale niee…były obślizgłe….szkaradne…i paskudne….wcale mi się to niepodobało…Te obrzydliwe stwory zaczęły się do mnie zbliżać…Nie czekałam dłużej, jakoś niespecjalnie chciałam zostać obiadem tych poczwar…Ruszyłam pędem przed siebie…Biegłam ile sił w nogach…Za sobą słyszałam odgłosy pogoni…Już myślałam, że mi się udało…odwróciłam się, jednak stwory mimo że wyglądały na ociężałe i powolne już mnie doganiały…odwróciłam się ponownie i w tym momencie jebnęłam się w drzewo xD Osunęłam się na ziemie…nie mogłam wstać mimo iż próbowałam, na demn ą pojawiły się jakieś cienie…domyśliłam się że to te poczwary, które mnie goniły…Poczułam coś mokrego na moim futrze i już wisiałam bezwładnie w powietrzu….nie mogłam już nic poradzić….pomyślałam tylko jakby to dobrze było być teraz wsród przyjaciół….a potem moje oczy przesłoniła ciemność….
wtorek, 20 maja 2008
Spacerek… i co było dalej?
[20.05.2008, Shy Dogs]
Jak
zwykle obudziłam się o świcie. Poranek był piękny i zeźki. Trawa była
przyjemnie chłodna od kropelek rosy. Ptaki śpiewały jakby chcąc uczcić
tę piękną chwilę. Było za wcześnie żeby kogoś obudzić, więc zdecydowałam
się na samotny bieg po terenach watahy. Łapy samie mnie niosły. Nie
wiedziałam dokąd biegne, ani jak długo. Zatopiłam się we wspomnieniach.
Powoli przed oczyma przewijały mi się wydarzenia z przed lat. Oczywiście
najwięcej było tych szczęśliwych i radosnych. Nagle przez te obrazy
przebił mi się przepiękny widok… ogromna łąka, pokryta cudownymi,
różnobarwnymi kwiatami. Wśród nich fruwały kolorowe i zwiewne motyle.
Pszczoły uwijały się przy zbieraniu nektaru.
-
Och, jak tu pięknie – szepnęłam sama do siebie podziwiając uroki tego
miejsca. Poczym położyłam się na soczystej trawie. Spojżałam w błękitne
niebo… słońce przyjemnie grzało mnie w pysk. Leżałam tak bardzo długo,
gdy poczułam drżenie podłoża. Podniosłam się i rozejżałam nie pewnie.
- Coś tu nie pasuje – taka myśl przemknęła mi przez głowe.
Do mych uszu dobiegł dziwny stukot. Wibracje ziemi narastały.
-
Hmmmm… co to może być? – zaczęłam się głośno zastanawiać, w końcu
zrozumiałam – Ach, tak, no przecież! To jest tentent [O.o jak to się
pisze???] kopyt!
I nagle z lasu wyłoniło się Galopująco-śmigające-szetlando-mustangowe-dzikusowo-bananowe-wielgachnie-stado-koni[???]
-
Ale, że coo??? – no cóż trochę się zdziwiłam xD Jednak mimo swego
zdziwienia, aż się skuliłam na ziemi z przerażenia. Stado pędziło wprost
na mnie! Zdenerwowana zaczęłam biegać w kółko.
-
Ej, no! Halo! Co ja robie?! – wrzasnęłam na cały głos xD – Przecież ja
wilkiem jestem, a nie jakimś tam kundlem…O Boże! Co ja gadam…Nie
wilkiem, tylko wilczycą! xD – nie dowieżając własnej głupocie [xP]
wypięłam dumnie pierś, ciesząc się że jestem wilkiem i stanęłam w oko w
oczy xP z wielkim stadem.
- Hah! xD Nie boję się was! – zaczęłam mężnie xD - Eeeee….No może troszeczkę.
Hmmm….
teraz chyba powinnam uciec – zaczęłam rozmyślać – ale to by oznaczało,
że bym zdradziła dumny ród wilków…i wilczyc oczywiście xD hmmm….no ale
jeśli bym uciekła to przynajmniej by mnie nie stratowały, no ale
wtedy….. – i tak w kółko xD
Nagle
dotarło do mnie, że stado jest już tylko pare metrów ode mnie….
Zaczęłam się zastanawiać [znowu] co robić… Stado dzieliło ode mnie już
tylko metr O.o Wiedziałam, że już zapóźno na ucieczkę. Wtem moim ciałem
szarpnęła jakaś potężna[no ale bez przesady xP] siła, poczułam że
upadłam na ziemię. Otworzyłam oczy [tak, tak zamknęłam je] popatrzyłam
na swoje łapy, ogon i resztą ciała
Uff, wszystko całe
Spojżałam przed siebie…
- Shauni?!?! – stała przede mną z kwaśną miną xDDD
- Co ty wyprawiasz chciałaś się zabić?! – wypaliła
- No bo ja myślałam…- zaczęłam się tłumaczyć
- Ty już lepiej nic nie myśl Al – powiedziała i obie zaczęłyśmy się śmiać i chichrać [nawet nie pytajcie dlaczego xD]
Subskrybuj:
Posty (Atom)