środa, 22 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XVIII

Wywar

Autor: Aldieb

Właśnie wgryzałam się w nogę jednego z centaurów, gdy usłyszałam krzyk Nayshy "UCIEKAJMY! ZA MNĄ! JUUŻ". nie wiedziałam, gdzie jest reszta, ale nie było czasu sie za nimi rozglądać, puściłam stwora. Zręcznie uniknęłam ciosu centaura i czmychnęłam w bok, jednak wypatrując Nayshy nie zauważyłam celującej we mnie włócznią kreatury. Ledwo zdążyłam się uchylić, włócznia zahaczyła o mój grzbiet, a ja pod wpływem uderzenia poleciałam w bok i o dziwo wylądowałam na czymś miękkim. Nad sobą usłyszałam znajomy głos.
- Wstawaj! wiejemy stąd! - posłusznie zrobiłam to co kazała Szera, starając nie zwracać uwagi na wszechogarniający mnie ból pobiegłam za nią, po drodze odganiając się od centaurów, które postanowiły nas gonić. Wbiegłyśmy już na pagórek. Nay wodziła dookoła nerwowym wzrokiem i poganiając resztę, by już ruszała dalej. Przez deszcz była słaba widoczność, jednak w oddali dostrzegłam sylwetkę Eleuzis, ciągnącą jakieś wielkie cielsko. Nie było mi dane dojść cóż to może być, gdyż usłyszałam ponaglający głos Nayshy:
- Pośpieszcie sie! Lepiej nie ryzykować, mogą zacząć nas gonić!
Po minucie wszyscy już się czym prędzej oddalali. Po mojej prawej biegła Szera, przed sobą widziałam ogon Shesay. Nagle między nami pojawiła się Nay.
- Nigdzie nie widzę Goldi i Lady.. nie wiem, może.. może poszły inną drogą.. ale nie widziałam ich nigdzie.. wydaje mi sie że... to nie możliwe żeby zostały... w jaskini sprawdzałam.. nie ma nikogo... - poinformowała nas Nay, urywając co chwila, by zaczerpnąć potężne chaułsty powietrza, była zmęczona jak my wszyscy, jednak nie dawała tego po sobie znać.
- Zmienię sie w jakiegoś ptaka i polecę sprawdzić jeszcze raz.
- Nay! - krzyknęłam za nią, jednak już się przemieniła i poleciała w stronę miejsca walki. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na Szerę, miała pełno szram na całym ciele, a za nią ciągnął się trop z krwi... zmarszczyłam brwi i spojrzałam za siebie.. hmm... za mną też.. skąd to sie mogło...? a dobra, sprawdzimy wszystko na miejscu...

***
Po jakiejś pół godzinie byliśmy już na terenach HOTD, wybrańcy zebrali się we wspólnej jaskini, tak było po prostu łatwiej. Każdy otrzymał jakąś ranę, ech.. choćby tylko jedną! Całe szczęście że Nay kazała Shesay być na uboczu w trakcie walki, bo inaczej nie miałby kto nas leczyć. Reszta stada pomagała jak mogła. Mimo naszego stanu nie przestawaliśmy dyskutować. Sytuacja była naprawdę poważna. Zdążyliśmy się już przeliczyć, brakowało Goldi i Lady Killer. Rose tuliła się u boku Szery... Nay zdążyła już wrócić, niestety po Gold Fire i Lady nie zostało ani śladu, zresztą po centaurach też... to wszystko było naprawdę dziwne, jak tej wielkości stworzenia zdążyły się wynieść w tak krótkim czasie? no, przynajmniej to wyjaśnia dlaczego nie było żadnych problemów przy powrotnej drodze...
Przesunęłam się odrobinę na drugi bok i mimowolnie jęknęłam. Łapa bolała mnie niemiłosiernie, całe szczęście że mamy Shesay, wraz ze swoimi zdolnościami, udało jej sie poskładać mi kość, która niestety trochę ucierpiała... zastanawiałam sie nawet przez chwile jak to możliwe, że nie czułam tego piekielnego bólu przez tak długi czas.. hmm.. pewnie mi cuś nerwy popsuło.
Dałam se spokój z tym tematem i wróciłam z powrotem do ciemnej jaskini i żywych rozmów, zbliżaliśmy się do najważniejszego tematu...
- Mamy ogon Derlisa, krew jednego z jego obrońców załatwić nie było problemu - mówiąc to Nay uśmiechnęła się kwaśno - pozostaje nam tylko zrobić wywar i przenieść się na miejsce walki. - spojrzała bo twarzach wybrańców - każdy dobrze wie, że dziewczyn nie ma co szukać, byłoby to tylko stratą czasu. Po centaurach nie ma nawet cienia śladu. Widziałam na własne oczy, zupełnie jakby wyparowali! - Nay opanowała się momentalnie, po ostatnich wydarzeniach łatwo się rozemocjonowywała, zresztą nie tylko ona miała problemy, wszyscy byliśmy nerwowi - proponuję żebyśmy odczekali kilka dni, musimy nabrać sił trochę się podkurować i dać odpocząć Shesay, ona też jest zmęczona ciągłym leczeniem nas wszystkich, a sama przecież też poniosła straty - spojrzałam na Shesay, Nay miała racje, klacz wyglądała na trochę wychudzoną[ekhm.. jak my wszyscy] miała zmęczony wzrok, całe ciało pokryte szramami, a z boku paskudne uderzenia po kopytach centaura; byłam wtedy niedaleko niej i to widziałam, głupi stwór dostał za swoje. uśmiechnęłam się złośliwie na tą myśl, jednak opanowałam się i z powrotem skupiłam sie na Nayshy - ...sie przeniesiemy w takim stanie nie będziemy mogli walczyć. -oj, chyba trochę straciłam. ostatnio byłam jakoś dziwnie rozkojarzona...
Głos zawarła Szera
- Czyli postanowione, za dwa dni, zbieramy sie tu wszyscy razem, kuchcimy miksturkę, spożywamy i oby nas przeniosło w miejsce pobytu dziewczyn.
Wszyscy pokiwali głowami. No, prawie wszyscy. Rose, siedziała skulona w kącie, nie reagując na nic. Juz kilka godzin wcześniej odeszła na bok, jednak nie zasypiała, mimo że pewnie padała z nóg, jeszcze bardziej niż my. Ale z drugiej strony straciła właśnie dwie bliskie jej osoby, w dodatku ta walka.. przecież to tylko dziecko... nagle zrobiło mi sie jej żal.. Rose jak na swój wiek w niektórych rzeczach była niezwykle poważna, oczywiście psociła, wygłupiała sie jak każde dziecko ,ale coś w niej było takiego poważnego... podczas gdy wybrańcy rozchodzili się do Rose podeszła Naysha, kulejąc na jedną łapę. Coś do niej powiedziała i uśmiechnęła się. Mała spojrzała na nią niepewnie, ale wdrapała jej się na grzbiet i wczepiła w futro wilczycy. Uśmiechnęłam się, ta to zawsze potrafiła pocieszyć.
Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że zostałam sama w jaskini. Jednak nie zamierzałam sie nigdzie ruszać, łapa bolała mnie jak cholera, miałam lenia i chciałam wreszcie odpocząć od wszystkiego, a na przelecenie do drzewa za brakło mi już siły. Ziewnęłam potężnie i zasnęłam z myślą, że upolować se zdobyć już mogę jutro.. hmm.. raczej dzisiaj popołudniu.. - poprawiłam sie w myślach [popołudniu gdyż wiedziałam że prześpię cały ranek]

***
Obudziły mnie ciepłe promyki słońca i.. chwilaaa... co to mogło być...? aaa.. no tak to Szera! A! Zerwałam sie na równe nogi i od razu padłam na ziemie, pod bólem łapy. Szera stała nade mną uśmiechnięta od ucha do ucha. Ziewnęłam przeciągle, skąd ona ten cały entuzjazm bierze? Robi jakieś zapasy czy co?
- Wstawaj śpiochu! przespałaś cały ranek!
O! a nie mówiłam, że tak będzie? bueehhh.. Szera znowu zaczęła paplać, lepiej wstanę zanim sie naprawdę rozkręci bo będzie kicha.
- No już, już! dajże mi stare kości rozprostować
- Gdzież tam od razu stare co najwyżej trochę nadużyte - wyszczerzyła do mnie idealny komplet śnieżnych kiełków. I kto by pomyślał że jeszcze wczoraj rozrywała nimi centaury?
- Pff.. - obruszyłam się na nią posłusznie wstając i przyglądając sie swojej dręczycielce. Gepardzica miała całą serię szram na łapach, to głównie tam obrywała, jednak to długo linia ciągnąc się od łopatki to brzucha zwracała największą uwagę. no dobra, jeśli ona może z czymś takim spokojnie se łazić, to ja ze swoją łapą też. pomyślałam jednocześnie zdając sobie sprawę z tego że jestem okropnie głoooodnaaaaa...

***
[Dzień stworzenia wywaru; jaskinia]

Siedzieliśmy w kręgu, w środku stał wielki kocioł pełen wrzątku. Shesay jako uzdrowicielka, ona najlepiej znała sie na tego typu sprawach [w sensie że wywary, eliksiry, zioła etc.] Ostrożnie wlała krew centaura. Potem wraz z pomocą Eleuzis wrzuciła do kotła ogon tego.. jak mu tam.. a.. Delirsa[czy jakoś tak o3o]. Coś tam zaczęła bełkotać... nie słuchałam już nie miałam siły, zapadałam w coś w rodzaju pół snu. Zmysły miałam otumanione, jednak jednocześnie wiedziałam gdzie sie znajduje i co robie.. to było dziwne.. ale przynajmniej mogłam wypocząć, a patrzeć na tworzenie wywaru nie miało sensu, bo po kiego? ziewnęłam i wtedy poczułam intensywny zapach. Otworzyłam oczu i stwierdziłam ze wszyscy patrzą sie na mnie z wyrzutem. poczułam wstyd. Nie powinnam se drzemać w takiej chwili... a co tam, przecież nic mnie ważnego nie ominęło. przewróciłam oczami i naśladując Rose wypiłam łyk wywaru.... i poczułam, że tracę przytomność... gdzieś tam jeszcze mi mignął zacierający sie obraz Nayshy, chciałam za nią krzyknąć ale nie starczyło mi sił... poczułam sie jakbym była... no właśnie jakbym nie istniała... a potem wydarzenia potoczyły się tak szybko...

----------------------------
kuniec. sorry że działo sie tak mało ważnych rzeczy, ale ja tak mam, że opisuje szczegóły itp itd xD
i sorry za brak znaków interpunkcyjnych i błędy ortograficzne i w ogóle za wszystko, no ale darujcie jest 2 w nocy o3o nie powinnam tyle siedzieć, szczególnie że jutro wstaje wcześnie i znowu wracam pod namiot, ale czułam się zobowiązana żeby coś napisać.

niedziela, 12 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XV

Pogrzeb.

Autor: Aldieb

Wracaliśmy do stada. Szłam obok Lady, trochę z tyłu. Reszta szła przed nami. Popatrzyłam na Lady, obserwowała Goldi i Rose. "Taa, Rose wreszcie znalazła swoją rodzinę, pewnie będzie szczęśliwa...". Poczułam na sobie wzrok Lady... spojrzałam na nią, a w jej oczach zobaczyłam jakby cień smutku... a może mi się wydawało. Zmarszczyłam czoło. Czy to możliwe że Lady przywiązała się do Rose, no w sumie.. opiekowała się nią dość długo, Lady wbrew pozorom wcale nie jest taka nieczuła, musiała polubić Rose, a teraz wygląda to tak jakby ją straciła... Znowu zerknęłam na wilczycę jednak ona wyglądała na nie poruszoną jak zwykle, zbliżyłam się do niej i szepnęłam tak żeby tylko ona mogła usłyszeć.
- Ważne że mała jest szczęśliwa, po za tym nadal się możesz nią zajmować.
Na te słowa tylko obdarzyła mnie tym jednym ze swoich zimnych spojrzeń i ruszyła dalej, trochę przyspieszając kroku. O mało nie powstrzymałam sie od chichotu. Jednak od razu spoważniałam. Nie ma sie z czego śmiać. Czeka nas dużo pracy.. najpierw pogrzeb Black Hollow, potem od razu musimy wyruszać na kolejną misję.. echh.. mam nadzieję że nam się uda...
Przekroczyliśmy już tereny stada. Nay poprosiła Eleuzis, żeby wykopała grób, Goldi miała wybrać odpowiednie miejsce. A ona razem ze mną i Szerą[bo ta sie uparła żeby z nami iść] poszłyśmy do jaskini gdzie zostało złożone ciało Black Hollow. Zastanawiałam się jak to będzie wyglądało. Nigdy nie byłam jeszcze na pogrzebie, jednak słyszałam kiedyś, że ludzie chowają swoich bliskich w drewnianych skrzyniach. Zastanowiłam się.. my nic takiego nie mieliśmy, jednak moglibyśmy chociaż wrzucić kilka desek na dno... w sumie nie wiem co by to dało, ale chociaż tak symbolicznie...
Stanęliśmy przed jaskinią, Nay już znikała w środku, a ja podeszłam do Szery i przedstawiłam jej swój pomysł, ona kiwnęła głową na zgodę i zaoferowała się, że ona może to załatwić. Posłała mi ciepły uśmiech i pobiegła w stronę lasu.
Weszłam do jaskini, Nay stała nad ciałem, przykrytym płachtą i zastanawiała się jak je przenieść. Stanęłam obok niej.
- Mogę je przenieść z pomocą powietrza, zaoszczędzimy sobie dźwigania.
Nay się zgodziła, ale zauważyła że gepardzica zniknęła...
- A gdzie Szera? - spytała zdziwiona.
- Poszła coś załatwić - mrugnęłam do niej - będzie na nas czekać, przy grobie.
Nay na to tylko skinęła głową, ale mogłabym się założyć że główkowała nad tym co takiego Szera miała zrobić. Uśmiechnęła się pod nosem, cała Nay...
Szłyśmy raźnym krokiem, do miejsca w którym nasza grupa się rozdzieliła i nagle zdałam sobie z czegoś sprawę.
- Nay! Powinnyśmy zawołać resztą stada!
- Spokojnie – uśmiechnęła się – Lady Killer już się tym zajęła.Odetchnęłam z ulgą. Sama nie wiem czemu się tym wszystkim tak przejmowałam….
- Za to ja jestem ciekawa jak znajdziemy miejsce pogrzebu… - odezwała się Nay, w momencie kiedy weszłyśmy na polanę.
Ale na szczęście czekała tam na nas Shesay; dziewczyny o wszystkim pomyślały. Prowadziła nas ścieżką w stronę Posągu Wandessy.. na początku się zdziwiłam, ale po namyśle stwierdziłam, że to rzeczywiście dobre miejsce. Na miejscu byli już wszyscy. Eleuzis świetnie się spisała, dół był idealnej wielkości. Ostrożnie włożyłam ciało do grobu. Zaległa okropna cisza. W końcu po kilku minutach zrobiłam parę kroków do przodu i wygłosiłam mowę pożegnalną w końcu Black była moją przyjaciółką.. Gdy skończyłam, znowu cofnęłam się w tłum, potem każdy po kolei występował i żegnał się z nią. Na koniec Eleuzis zasypała dół ziemią i starannie ułożyła na nim kamienie. A potem ktoś wyniósł z za krzaków nagrobek, na nim były wypisane imię, oraz dzień śmierci zmarłej. Daty narodzin nie znaliśmy… Spojrzałam na całość, uznałam że prezentowała się naprawdę godnie. Niektórzy zaczynali już się rozchodzić małymi grupkami. Kilka osób jeszcze zostało. Siedziałam jeszcze kilkanaście minut przy grobie i rozmyślałam nad wszystkimi sprawami, które się ostatnio wydarzyły. Gdy zaczęło się robić naprawdę ciemno, ruszyłam do swojego drzewa. Położyłam się na gałęzi i momentalnie zasnęłam.

Następnego ranka, nasza grupa wybrańców zebrała się na dużej polania, tam już czekała na nas Magika….

sobota, 11 lipca 2009

Wróżka Latosława O.o

[11 lipca 2009, SK-reaktywajca]

Siedziałam sobie pod moim drzewkiem i obserwowałam gąsienicę…  Wokół panowała zadziwiająca cisza…. wręcz przerażająca cisza O.o nie będąc w stanie wytrzymać dłużej tej ciszy potuptałam se na spacerek. Dotuptałam jakoś tak do wodopoju kiedy zmogło mnie okropne zmęczenie. Ziewnęłam szeroko i potrząsnęłam łbem wpatrując się w wodę.
Nagle wzięło mnie jakieś przekonanie, że należy iść dalej. Po kiego? Też bym chciała wiedzieć… xD No więc szłam i szłam… i szłam, szłam.. (…) i szłam, ha! i wkońcu udało mi się dojść! xD
- Yyyy…. – spojrzałam z powątpiewaniem na tabliczke przed „domem”
„Wrózka Latosława, do usług. Koszt wizyty – do uzgodnienia.”
No cóz… wyglądało na to, że to jednak tu. [ O.o] Sporzałam jeszcze raz na… to wszystko. Drzwi skrzypiały lekko uchylone na jednym zawiasie, zasłony były poszarpane i osmolone, przed domem, a właściwie jaskinią walały się patyki liście i resztki jedzenia. A to wszystko przykrywała wartswa kurzu.
Zapukałam do drzwi…    wow. nie rozleciały się! xD
Usłyszłam kroki zbliżające sie do wejścia i nawet przeleciało mi przez głowe, żeby zwiać, no ale w koncu wyszło na to że stałam przed tymi drzwiami jak kołek, w dodatku kołek z głupią miną [xD] Po chwili drzwi otworzyłą wróżka.
- Witam Cię drogie dziecko! – powiedziała z zastraszającym entuzjazmem ekscentrycznej staruszki – od dawna nie miałam żadnych gości!
- Nic dziwnego – mruknęłam, a potem przywitałam się serdecznie i weszłam do środka. I jak żem sie zdziwiła! Zamiast zabrudzonego, zakurzonego, zapajęczonego, zabałaganionego, zatęchłego i ciemnego pobojowiska, którego sie spodziewałam weszłam do wysprzątanego, wyczyszczonego, wypięknionego, wypolerowanego, wykolorowanego i jasnego pokoiku.^^
- A więc po co przyszłaś? – zapytała mnie wróżka siadając w fotelu i wskazała mi miejsce na przeciwko. Po środku stał słoik z szklaną kulą.
- Yyyyy…..
- A więc dobrze[xD] – wórżka zrobiła jakieś dziwne gęsty [zupełnie jak ksiądz, przemawiający do parafianów.... xDDD], wypowiedziała po cichu jakieś dziwne słowa[a raczej niezrozumiały bełkot xD], założyła różowe pinkle xD i zaczęła wpatrywać się w wielkim skupieniu w kulę. Przez chwilę nc się nie działo, lecz nagle wróżka się wzdrygnęła, chrumknęła, otrzepała się jak pies, a jej powieka zaczęła się nerwowo trząść. Przypatrzyłam sie kuli jednak nic nie zobaczyłam, przeniosłam wzrok na wróżke w momencie kiedy zamykała oczy. Wyglądała na skupioną, więc postanowiłam jej nie przeszkadzać. Usiadłam wygodnie w miękkim fotelu i czekałam, czekałam, czekałam…. Ileż mopżna?! całkowicie znudzona czekaniem wstałam i zaczęłam zwiedzać ten mały, ale tajemniczy pokoik. Wszędzie na półkach[i nie tylko]stały tony książek wszelakiej maści i rozmiaru, fiolki z dziwcznymi miksturami, słoiki z niewiadomo czym w środku, kule, lustra, pióra, poduszki(?), pudełka, pudełeczka i całe mnustwo innych rzeczy. Jednak nielicząc książek najwięcej było fiolek i tego typu rzeczy z różnymi płynami i nnymi wywarami. Niektóre cosie tak fajnie bulgotały, albo sie świeciły, albo zmieniały kolor, albo sie nadymały albo robiły coś jeszcze innego i dzwaczniejszego. Raz nawet wydawało mi się że zobaczyłam Kiarę… xDD Mój wzrok [oraz nos^^] przyciągnęła mała fiolka z czerwonawym płynnym czymś w środku, pachnącego truskawczkami. [mniamm! :D ] Odkorkowałam buteleczkę i wwąchałam się w cudowny zapach soczystych owoców…  Po chwili nie wytrzyamałam, chwyciłam butelkę, zerknęłam czy nikt nie patrzy i wychlałam wszystko xD Mruknęłam z zadowolenia rozkoszując się pysznym smakiem. Natomiast mój nos wyczuł coś.. coś… Achhh… wanilia! Poszłam za zapachem, potykając sie po drodze o różne książki i papierzyska, aż dotarłam do takiego fajnego żółtego czegoś, podejrzanie bombelkującego. Przyjżałam się temu marszcząc nos, po czym jednym łykiem wypiłam zawartość. Najpierw nic… potem znienacka zaczęłam podskakiwać…. Ja bombelkuję! xD W podskokach podskoczyłam do fiolki z zielonkawym czymś. Tym razem nie zastanawiałam się nawet nad tym co to może być i od razu wypiłam. Żadnej reakcji, noo… niby coś mnie zaswędziało w lewym uchu, ale zbytnio sie tym nie przejęłam. Nagle dostrzegłam coś bardzo kolorowego.. To była fiolka, również z płynem, tylko że ten płyn nie był taki, o, zwyczajny, on zmieniał kolory! Chciwie[zaczynam sie uzależniać! xD] wzięłam do łapy i od razu połknęłam[nie ciemnoto, sam płyn, bez butelki] świat od razu nabrał kolorów! Powoli zaczęłam wracać do stolika, tylko że po drodze wspaniałomyślnie musiałam się potknąć o jakąś czachę xD przy okazji wpadłam na regał, a ten regał wpadł na inny regał a tamten regał… yy.. sam(a) wiesz co xD I tak o to poznaliście historie powstania domina regałowego xD Noo.. tylko że przy okazji był niezły hałas, potrafiący zbudzić nawet zmarłego, taaaa… i wórżkę też xD [tak, tak dobrze myśleliście, ona spała ^^]
- Co?! Gdzie?! Kto sie pali?!
- Nic, nic, tylko że…
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Mój pokój! Dziecko, jak Ty wyglądasz?! Aaaaaa…! moje najlepsze eliksiry! i zasypałaś moją składownie maści na zmarszki!!!! [xD] I co ja teraz zrobie?! pomocy! pomocy! ratuj sie kto może! jak ja Cie teraz odczaruje?! AAAAAAaaaaaaaaaaaaa!!!!…. [i tak w kółko... xD] – wróżka Latosława wrzeszcząc biegała po całym pokoju.
- Ale o co chodzi? – spytałam nie wiedząc o co tyle krzyku [xD]
Wróżka spojrzała na mnie z przerażeniem, po czym znów zaczęła swoje…
- Hmmmmmmm….. – zaczęłam się zastanawiać.. chyba powiedziała coś o moim wyglądzie… Oo” Stanęłam przed jednym z luster które nie uległo unicestwieniu, efekt – OO”
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! Jak ja wyglądam!!!! Pomocy!! Ratunku! Weźcie to ze mnie!! O.o – zaczęłam wczeszczeć kręcąc sie jednocześnie w kółko i klepiąc się łapami po ciele próbując to wszystko z siebie zdjąć xD A wyglądałąm tak….
Cała byłam w tęczowych oczojebnych kolorach i w jaskrawo żółtych jeszcze bardziej oczojebnych[o ile to możliwe]bombelkujących bomblach, z lewego ucha wyrastała mi zielona gałązka z truskawkami zamiast jabłek, a zamiast prawej nogi miałam czachę O.o [chyba w końcu w nią wlazłąm... xD]
Nagle wróżka stanęła na środku pokoju i z pełnym zadowolenia i triumfu wyrazem twarzu powiedziała:
- przynajmniej to nie ja będę musiała sprzątać! [xD] Kiara! Do mnie! – i wtedy zza fotela wylazła Kiara… yy… a raczej domowa ślimacza Kiara! [tak, tak nawiązanie do pewnego filmiku... xDDDDDD mam nadzieję, że sie Kiaru nie obrazisz^_^] I w tym momencie do pokoju wparowała dzielna i nieustraszona(?) Lov stwierdzając że Kiara jest jej i że zaraz idzie na policję złożyć zażalenie. No a potem zobaczyła mnie i wnętrze pokoju…. mniej więcej odpowiadało moim pierwszym przypuszczeniom, jak powinno wyglądać to miejsce xD na to stwierdziłą – hm… przytulnie tu….
A potem zawiało i ngle zrobiło sie ciemnmo, w pokoju nastała panika xD O… i z nowu jasno…xD
Do pokoju weszła Fatum niosąc ze sobą świeczkę…
- Fatum! i znowu mnie oświeciłaś! – na te słow Fatum wypięła dumnie pierś, a na jej twarzy zagościł mał banan.
- A co tu sie tak właściwie stało…?
- eeee.. noo…. – zaczęłam nie dokońca wiedząc jak to wytłumaczyć
- to wszystko jej wina! – jasno i zwięźle wyjaśniła wróżka xD
- A wcale, że nie! – wtrąciła sie Lov – wiem to od mojej Kiary. bo my mamy takie łącze telepatyczne – tu pokazała łapą taką jakby antenke se nad głową xD- dzięki czemu możemy se przekazywać myśli, a ja widzialam! yy…  no głuwnie to śluz widziałam… [xD] ale nie tylko! widziałam też że TY – tu wskazała na Latosławe – zasnęłaś! – wróżka cała pobladła
- A gdzie tam! po prostu… – zaczęła tłumaczyć się wróżka, kiedy nagle przerwałą nam Fatum podchodząc do mnie i zaczynając mnie dźgać xD
- yyyy…? O.o
A ona nadal xD
W końcu z niechęcią otworzyłam oczy…
- AAAAaaaaa!!!! – też byście sie przestraszyli jakbyście zobaczyli wielki paluch dźgający w Was z niewyjaśnionych przyczyn w nos xD
- Fatum! o mało żem zawału serca nie dostała!
- co najwyżej dostałabyś zawału nosa – wyszczeż
- ale śmieszne.. – naburmuszona odwróciłąm sie do niej plecami, na co ta zaczęła mnie ochalpywać lodowatą wodą
- Zimne to to! Przestaaaaaaaaaaaań!! – ha! i przestałą xD zamiast tego chwyciła mnie za ogon i pociągnęła za sobą O.o okazało sie że najzwyczajniej w świecie chciała ze mną pogadać xDDDDDDDD
kuniec o3o
mam nadzieję że sie podobało xDD jak by sie ktuś nie skapnął top ja zasnęłam i mi sie śniły takie o, dziwactwa i tak było tam troche nawiązania do starego SK o3o

niedziela, 5 lipca 2009

*potuptałam se na spacerek, skończyło się tajnym planem zapełniania stawu zupą*

[5 lipca 2009, SK-reaktywacja]

Tuptałam se właśnie po ścieżynce[bo ja sem lubie tuptywać], od początku mojego spacerku słyszałam jakieś szuranie tuż tuż za mną, ale gdy sie odwracałam to tam nic O.o tuptałam dalej, i znowu słysze że cuś szura, no to sie odwracam i  znowu nic Oo” no to se tuptałam dalej aż do teraz i se już dałam spokój z tym szuraniem, bo jakbym tak sie co tup[czyt. krok XD] odrwacała to bym w życiu nie doszła! A no właśnie już wyjaśniam dzie to ja tak zawzięcie tuptałam. Yyyy… może zostawmy ten tamat na później xD
No i se tak tuptam a tu nagle patrze i nie kto inny, a przede mną stoi Klejucha! [to przezwisko jest genialne x3] patrze i patrze, a ona tam nadal i sie nie rusza. hmm.. zaczęłam myśleć i wymyśliłam że wypadałaoby sie przywitać xD
- siema – przywitałam sie z bananem przyklejonym do pyska
- hej – odpwoiedziałą uśmiechając sie i nim sie zosrientowała już tuptałą se razem ze mną xD
i gdy tak se tuptałyśmy[Klej sie troszku opierała więc ją sobie przywiązałam do swojego szanownego ogonka xD] spotkałyśmy na drodze Lov i Magije….
- Ona jest moja!
- A nie bo moja!
- Ale ja ją sobie pierwsza przywłaszczyłam!
- A ja ją pierwsza zobaczyłam? Ha! I co? Łyso Ci?
yyy… <-meine komentarz xD
Klej sie wykazała zdecydowanie większą inteligencją i niwzruszona podeszła do nich, ciągnąc mnie za sobą xD
- O co chodzi? – spytała się ich, co moim zdaniem nie było najlepszym posunięciem…
- Ta wredna pała chce mi szyche zabrać! – wydarła sie Lov jak przekupka na targu O.o
- Spadaj na palme zawszony szympansie. Ja ją pierwsza zobaczyłam i gdyby nie ten zdradziecki korzeń już dwano bym ją zjadła! – odwdzięczyła się Maga xD
I gdy ja próbowałam nie wybuchnąć śmiechem widząc ich miny Klejucha wzięła sprawe w swoje łapy.
- A ja mam pomysł! – zawołała wesoło, szczeżąc zęby
wice z niechęcią odwróciły wzrok od szyszuni i spojrzały na Kei[kątem oka sprawdzając czy druga nie wykorzysta okazji i nie skradnie szychy xD]
- Weźmiemy ją na pół i będzie sprawidliwie.
- Dzie sprawiedliwie?! A dla mnie?! – wtrąciłam sie zrospaczona że jak zwykle o mnie zapomniano xD
- A Ty sie opchaj ziemniakami! – zawołała Lov
- właśnie, szycha jest nasza![jaka zgodność XD] – zawturowała jaj Maga
Naburmuszona wtopiłam ząbki w ziemniaka który rzuciła mi Lov [skąd tu ziemniak? O.o]
Natomiast Klej wzięła kamyk i walnęła nim w szyche, a ta sie wzięła na pół o3o
A wtedy z niej cuś wylazło O.o”
- ślimor! O.o -stwierdziłam dobitnie xD
- Pan Ślimak! – zachwiciła się Magioja – no, to teraz Fanny nie będzie miałą prawa moczyć mi futerka! [xD]
Maga wzięła ślimora i pochłonęła swoją połowę szyszki, a Lov zrobiła to samo[pomijając ślimaka oczywiście XD] i poszły we dwie zanieść radosną nowinę Fanny xD
N atomiast ja i Klej stałyśmy w miejcu, bo ja chciałam potuptać do wodopju bio mi sie okropnie pić zachciało, a ona stwierdziłą że ma mnie dość. tylko że wystąpił mały problem.
Bo Klej była przywiżana do mojego ogona, a sie okazało, że ja wspaniałmyślnie zawiązawszy supeł nie umiem go rozwiązać xD
Więc Klej znowu wykazałą sie posiadaniem całkiem sporego mózgu i poszłyśmy z naszym suplastym problemem do Lati.
Zastałyśmy ją w jej jaskini spożywającą spokojnie obiadek razem z Kiaruchną. i gdy wparowałyśmy do jaskini przwrywając ich prawie niezmącony spokój, potykając sie o siebie nawzajem właśnie Kiara wymachiwała łyżką nad głową Lati, a ta odgrażała jej się tależem z zupą xD Widząc nas zamarły w swoich pozycjach. Wyglądało to tak komicznie że nie wytrzymałam i parsknęłam nieopanowanym śmiechem, łapiąc się za brzuch. Kiara i Lati natychmiast przyprowadziły sie do porządku[w między czasie ja też xD], a Klej stała tylko i sie na nas gapiła.
- Zupy nie oddam. – zaczęła na powitanie Kiara xD
- nie nie… – chciałam zapewnić ją że my nie po zupe, ale przerwałą mi Lati
- właśnie zupa zostaje u nas, inaczej nie przeprowadzimy naszego tajnego planu!
teraz to nawet Klejucha zdębiała xD
Kiara zabrała sie do tłumaczeń…
- Nasz tajny plan polega na tym że zbierzemy całą zupe, tylko wystąpił pewien problem, bo…
i tu się wtrąciła Lati
-…nie wiedziałyśmy gdzież by tu można było tą zupę schować
-… więc wpadłam na genialny pomysł-..ja na niego wpadłam!
-No przecież mówię. Wpadłam na genialny pomysł żeby tą zupę przechować w naszych żołądkach.
- Tylko ppotem znowu wystąpił problem bo Kiara się zaczęła wykłucac że bedzie gruba
- No a nie? zjadłam jedną miskę i od razu przytyłam!
Lati popatrzyła na nią krytycznym wzrokiem, ale Kiara już paplała dalej…
- Potem wy..
- Gdzie! Top to był mój pomysłi łapy od niego precz.
- Przecież mówie że..
- Wymyśliłam[właściwie to wymyślila Kiara, ale im sie wszystko pokręciło xD] że wlejemy całą zupę do stawu!
- Ha! a najważniejsze było to, żeby ten tajny plan pozostał tajny!
-oj. chyba się nam wymsknęło…
i gdy właśnie Lati miała coś dopowiedzieć, Klej zainterweniowała i zaczęła gadać.[ja nie byłam wstanie, nadal wychodziłam z szoku xD]
- Bo my przyszłyśmy właśnie dlatego że mamy taki jeden mały problem… – zaczęła, ale Lati nie dała jej skończyć, zerknęła tylko na nas i zniknęła gdzieś w głębi jaskini. A jedynym śladem że jeszcze żyje był okropny rumor przewalanych rzeczy xD
- Mam! – doszedł nas jej tryumfalny okrzyk. Wróciła niosąc wielki tasak…
Gapiłam się na nią z conajmniej głuopią miną nie wiedząc o co kaman xD
Natomiast Kiara jakby czytając Lati w myślach od razu zakumała co chce zrbić.
- Nie! Gdzie mi lezież s tym żelastwem[mniejsza z czego było xD] jeszcze krew sie poleje, nie wiadomo co ona ma tam w środku[miała w sensie chyba mnie xD] a potem będziesz kazała mi to sprzątać!
Na to Lati powiedziała że ona chciałą tylko pokroić marchewki, bo właśnie Lov przyszła z dostawą… xD
Wszystkie jak na rozkaz odwróciłyśmy się w stronę wyjścia, a tam stał nie kto inny a właśnie Lov, z workiem marchewek. xD
- supełek! – wydarła się, rzucając marchewunie na ziemie i rzuciła się do supełka żeby go rozwiązać xD
potem okazało się że rozwiązywanie supełków to jej hobby. zresztą musiałą się w końcu tego nauczyć, bo się ciąglę zasupływała o własne nogi xD
Wreszcie uwolnione pożegnałyśmy się z lwicami i potuptałyśmy do swoich jaskiń, zmęczone dzisiejszym jakże pełnym wrażeń dniem.
KONIEC.
EDIT
Później okazało się, że tym czymś szurającym był Gumowy Kurczak, który postanowił że potupta ze mną na przechadzkę i przyczepił się do mojej nogi xD

czwartek, 2 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XIII

Czas ruszać…

Autor: Aldieb

Dobra.. trza ludzie sie wziąć w garść. |D"


Lista osób idących na misje wraz z ich mocami żeby wszystko było jasne:
Naysha - umiejętność przemiany w inne zwierzęta
Aldieb - powietrze
Lady Killer - umiejętność czytania w myślach
Gold Fire - ogień
Szera - woda
Shesay - dar uzdrawiania
Eleuzis - ziemia

Mam nadzieję, że wszystkie te osoby, się na to zgadzają..
Jest nas 7, ósmej osoby nie ma.. trudno, nie ma czasu żeby jej wybierać.
Persewetenikchoritositomorolawijanora powiedziała, że w najbliższą noc gryfy będą się zbierać w przełani(?) śmierci, mamy je odnaleźć i przynieść pióro jednego z nich. Po wyrwaniu mu pióra, i ugotowaniu go we krwi konia, wszystkie gryfy z tego stada mają umrzeć.

Najlepiej żebyśmy już wyruszyli w ciągu dwóch najbliższych dni. Chociaż powinniśmy tak naprawdę już dzisiaj ... tfu.. raczej kilka dni temu...


Według Miagiki to Naysha ma napisać pierwszą notkę, niech jej będzie. |D"
Ogólnie to ta cała sytuacja mi sie cholernie nie podoba, no ale trudno. W sumie to raczej nic nie stracimy.. chyba... no dobra, mniejsza z tym.

Do Magiki, sorry że Cie tak nazywałam, ale.. dobra, co ja sie tam będę tłumaczyć, sorry za to. Obiecuje, że nie będę już Cie tak nazywać. Przepraszam.