***
[Polana w Lesie Śmierci: Rozmawiają Shun i Szera]
- Hej, może podejdziesz i porozmawiasz z nami? – Shun zadał pytanie, kierując się w stronę Szery.
Ta uniosła łeb i spojrzała na Niego. A jednak, została zauważona. - Dziękuję. Jednak wolę się nie pokazywać. -Mruknęła cicho.
- Dlaczego?
- Sama nie wiem. - Spojrzała na łapy, które miejscami pozbawione były futra. Westchnęła cicho i skuliła się, chowając za pniem.
- Oh, no dalej, pokaż się. – Powiedział, posyłając ciepły uśmiech w stronę buszu, w którym chowała się samica.
Przemilczała zaproszenie. Wiedziała, że nie powinna tam iść. I tak miało jej już nie być. Złożyła łeb na łapach i przymknęła ślepia.
- A mogę chociaż ja podejść do ciebie? – samiec ponowił próbę.
- Odradzam. - Mruknęła jedynie.
- No dalej, nie wstydź się. – Powiedział, wstając powoli.
- Nie o to chodzi. - Mruknęła, mimowolnie odsłaniając kły. - Wybacz. - Dodała szybko.
- To o co chodzi? – Spytał zdezorientowany, stawiając powoli krok za krokiem w kierunku jej kryjówki.
W trakcie ich rozmowy zwierzęta mogły wyczuć narastający spadek temperatury na polanie. Szara poczuła to dziwne ukłucie w żołądku. Ktoś się zbliżał. Czuła to poprzez emanujące rozdrażnienie, którego źródłem byli jej Towarzysze, skryci gdzieś w mroku puszczy.
Z lasu wylała się gęsta, mlecznobiała mgła. Chwilę potem dało się słyszeć przenikliwy, syczący szept. - Wstydzi się. - Głos zdawał się biec zza drzew prosto do uszu wilczura, okręcając się wokół niego, po czym podążając dalej ku sylwetce wychudzonej wilczycy, by zniknąć tuż u jej łap.
Shun zatrzymał się i rozejrzał dookoła. - Kto idzie? Pokaż się. - Powiedział, skupiając zmysły na otoczeniu.
Szara wadera drgnęła i zesztywniała. - Zwyczajnie nie lubię... - Urwała, zaciskając kły. - Bez przyczyny. - Wbiła pazury w ziemię, czując jak drętwieje jej łapa.
Odpowiedział jej chrapliwy chichot. Nim zdążył przebrzmieć, obok szarej samicy zmaterializowała się mglista sylwetka potężnego stworzenia. Nachyliła rozwarty pysk do jej ucha, a z gardzieli znów wydobył się chropawy szept. - Czyżby?
Nie czekając na odpowiedź mara podniosła dwoje czarnych, bezdennych ślepi na samca, szczerząc ciemne kły w drapieżnym uśmiechu. Na chwilę straciła zainteresowanie waderą, postanawiając odpowiedzieć na wcześniejsze wołanie samca. - Jestem.
Teraz pozostaje tylko pytanie czym jesteś - pomyślał Shun. Jednak z jakiegoś powodu nie był pewien czy naprawdę chce to wiedzieć. Zamiast tego zadał inne, bardziej nurtujące w tej chwili pytanie. - Jesteś wrogiem czy przyjacielem?
Samica ponownie zaniosła się głośnym chichotem, kierując spojrzenie ku samcowi. - Ty mi powiedz. - Wysyczała, oblizując się przy tym długim językiem. Lepkie krople śliny pociekły po jej pysku, nieuchronnie zmierzając w stronę ziemi.
- To już chyba zależy od ciebie, wygląd twój wiele mi nie powie. - Odparł, obserwując bacznie stworzenie.
Tymczasem szara wilczyca podniosła się, kierując spojrzenie ku intruzowi. - Ty. - Odsunęła się kilka kroków. Nie wiedziała co może oznaczać Jej obecność, jak i nie wiedziała jak może zareagować. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Zamiotła nerwowo ogonem. Zdecydowanie wolała milczeć, jednak słowa demonicy odbijały się w jej głowie, tworząc mętlik i chaos.
Zaśmiała się dziko. - Ja. - Przytaknęła, przekręcając łeb o całe dziewięćdziesiąt stopni. Szara mogła wyczuć świdrujący wzrok, czarnych jak smoła przepaści, skierowany wprost w jej sylwetkę. Wpatrywała się w nią przez kilka długich sekund, po czym nagle podniosła głowę, stawiając na sztorc uszy. Jej postać rozmyła się, tak, że przez chwilę w ogóle nie była widoczna, po czym znów stała się wyraźniejsza.
Szara zacisnęła kły. Spokój, który ją opuścił nie chciał powrócić. Dziwne. Powinna być przyzwyczajona do emanującego chłodu i dziwnego odczucia, które budziły w niej demony. - Co Cię sprowadza? - Wyrwało się z jej gardła, jakby sama przez dłuższy czas starała się powstrzymać zadanie pytania.
- Wyliczanka. Kołysanka. Kto mi powie co oznacza deszcz z krwi wzięty i rozpaczy? - Zaczęła z wolna wycofywać się w głąb lasu. Psychodeliczna parodia uśmiechu wciąż nie schodziła z jej pyska, natomiast czarne studnie świdrowały zmarniałą sylwetkę szarej wadery. - TONIESZ. - Warknęła, kłapiąc szczękami i rozpłynęła się w powietrzu, zabierając ze sobą gęstą mgłę.
***
[Na podstawie rozmowy z chatu. Autorzy: Shun, Szera, Sanetille]