[28.05.2011, FK]
[Dla wolno czytających podkład najprawdopodobniej wyjdzie za krótki.]
Drzwi uchyliły się powoli, wydając z siebie przeraźliwy jęk. Smukłe palce zacisnęły się w pewnym uchwycie na metalowej klamce. Właściciel, do którego należały skrywał się w półmroku klatki schodowej, wykorzystując nakładające się na siebie cienie. Tkwił w całkowitym bezruchu, obserwując niczego nieświadomych mężczyzn. W pomieszczeniu, mimo otwartego na oścież okna unosił się gęsty, papierosowy dym, utrudniając widoczność. Gorące, lepkie powietrze jeszcze bardziej nasilało wrażenie duchoty. Po pokoju walały się puste puszki po piwie, niedopałki, nieprzyjemnie szeleszczące opakowania po chipsach i innego rodzaju śmiecie. Jednak rozbawiona trójka zdawała się nie zwracać na te szczegóły uwagi. Rechotali głośno, poklepując się nawzajem po plecach, jakby gratulując kolegom kolejnego udanego dowcipu.
Drzwi trzasnęły głośno o ścianę, wprawione w nagły ruch. Przeciąg nasilił się, wpuszczając niespodziewanie mroźny, świszczący wiatr, który poderwał lekkie papiery z ziemi i poprowadził je w szalonym tańcu ku góry. Goła żarówka zwisająca z beżowego sufitu zamrugała nerwowo. Dał się słyszeć charakterystyczny trzask i w tym momencie zapadła ciemność, rozświetlana jedynie przez nikłe światło neonowych reklam, wpadające do wewnątrz z ulicy. W następnej kolejności wyłączyło się radio. Gwałtowna, wręcz nachalna cisza, która tak niespodziewanie ogarnęła wypełniony wcześniej głośnym dudnieniem pokój, uderzyła w otumanionych alkoholem ludzi niczym młot. Najwyższy z nich szturchnął swojego kolegę, najwyraźniej z zamiarem nawrzeszczenia na niego, z powodu przerwania zabawy, jednak w tym momencie spostrzegł postać stojącą w progu. Łysy od razu rozjaśniał na twarzy, myśląc zapewne, że to kumple zorganizowali mu ten prezent. W końcu dzisiaj były jego urodziny. Wszystkim mężczyznom zaświeciły się oczy, kiedy młoda dziewczyna postąpiła pierwszy krok. Była drobnej postury, szczupła, o regularnych kształtach. Jej niezwykle blada skóra, lśniła w niebieskawym świetle neonów, który nadawał jej upiornego odcienia. Długie pasma, idealnie prostych, białych włosów były luźno rozrzucone, zasłaniając jej twarz i dodając jej tajemniczości. Łysy facet oblizał się, wyginając usta w lubieżnym uśmiechu. Kobieta była dość nietypowo ubrana jak na dziwkę, pierwszy raz widział u takiej, prostą białą sukienkę. Jednak nie przeszkadzało mu to. Jej ciało samo w sobie było wystarczająco piękne, bez żadnych dodatkowych ozdób.
Kiedy wyciągnął tłuste paluchy w jej stronę, ta jakby czytając w jego myślach wykonała kolejny płynny ruch, z kocią gracją powoli zmniejszając dystans pomiędzy nią, a coraz to bardziej podnieconą trójką. Położyła dłoń na ramieniu jednego z nich, bez problemu usadawiając go na kanapie. Drugą ręką sięgnęła ku jego twarzy. Musnęła delikatnie opuszkami palców jego policzek. Nim mężczyzna zdążył podnieść ramię, by chwycić za jej pośladki, ta uniosła twarz, rozciągając wargi w nienaturalnie szerokim uśmiechu, tym samym ukazując rząd ostrych jak brzytwa kłów. Wielkie, czarne, puste ślepia, w żaden sposób nie pasujące do ludzkiej twarzy, wlepiła w przerażone oczy, sparaliżowanej ofiary. Zanim zdążył zareagować zakryła mu usta dłonią, zarazem przechylając jego głowę na bok. Drugą ręką zaś bez większego wysiłku przytrzymując go na siedzeniu. Zbliżyła blade usta ku szyi, muskając chłodnym oddechem, kropelki potu, które wystąpiły mu na skórze. Przejechała językiem od obojczyka, kierując się ku uchu, rozkoszując się strachem bezradnego w jej uścisku mężczyzny. Z jej ust wydarł się ledwo słyszalny chichot, kiedy poczuła jak przez jej ciało przepływa fala ekscytacji. W tle, jak przez mgłę dochodziły ją zachęcające okrzyki, niczego nieświadomych towarzyszy człowieka.
Zanurzyła kły w mięsie, z łatwością przebijając się przez wierzchnią warstwę tkanek. Łysy wydał z siebie stłumiony jęk. Z każdą sekundą z jego ciała uchodziły kolejne litry ciepłej krwi. Niemal czuł jak płyny znajdujące się w jego organizmie są siłą zasysane, odbierane mu przez tego potwora. Próbował się wyrwać, uciec… Jednak ona… to… było zbyt silne. A im więcej mijało czasu tym co raz bardziej słabł. Zamrugał powiekami, kiedy czarne plamki pokazały mu się przed oczami. Niewyjaśnione zimno nagle ogarnęło całe jego ciało. I nastała ciemność.
Dziewczyna w końcu oderwała się od swojego posiłku. Po brodzie skapywały jej rdzawe krople cieczy, plamiąc białą sukienkę. Przetarła twarz szybkim ruchem ręki. Nienaturalnie wolnym ruchem głowy, przeniosła wzrok na dwójkę pozostałych ludzi, do których z coraz to większą siłą zaczęło docierać, to czego właśnie byli świadkami. Jej oblicze było bez wyrazu. Puste otchłanie, które umiejscowione były w miejscach oczu, wciągały świadomość dwójki nieszczęsnych istot, niczym kosmiczna, czarna dziura. Ich życie było już zaprzepaszczone. Nadzieja opuściła progi tego domu, w momencie w którym zjawiła się Ona.
Demon przestąpił przez zimne ciało trupa jednym, szybkim krokiem. Zwiewne materiały białej sukienki zawirowały na wietrze, sprawiając, że krwiste wzory na jej powierzchni zdawały się wić niczym żywe węże. Jej drobną postać okalała Cisza, spleciona w miłosnym uścisku ze swoją kochanką – Ciemnością. Razem ze swoimi przyjaciółkami ruszyła pewnym krokiem przez pustą jezdnię, mijając szare, monotonne zabudowania. W oddali zawyły policyjne syreny. Nadchodził świt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz