[18.03.2010r., Stado Wolności]
Biegłam przez równinę, rozkoszując się wiatrem wplątującym się w moje futro. Brakowało mi tego… tej przestrzeni, wolności… i samotności. Owszem, jestem towarzyską osobą, ale czasem potrzebowałam pobyć sama. Niestety moja swoboda właśnie została zakończona. Zwolniłam z westchnieniem i spojrzałam w stronę, gdzie zaczęła formować się mgła, a zaraz potem wyłoniła się z niej biała postać. Sanetille. Dawno jej tu nie widziałam. I dobrze. Odkąd zostałam na nią skazana, musiałam się liczyć z ciągłą jej obecnością. Na HOTN, kiedy przesiadywałam na swoich terenach, odpowiadało mi jej towarzystwo. Ale nie tutaj… SW i HOTN to dwa zupełnie inne światy…
Demon podszedł do mnie, wykrzywiając pysk pełen śmiercionośnych kłów, w ironicznym uśmiechu.
- Widzę, że nie cieszysz się z mojego przybycia. – powiedziała swym chropowatym głosem, ze świstem przeciągając spółgłoski, po czym zachichotała wrednie.
- Nie. - warknęłam z irytacją. Jej obecność wywołała we mnie wszystkie negatywne uczucia, jakkich doznałam przez ostatni tydzień. – Idź stąd.. – mruknęłam już łagodniej, spoglądając na nią błagalnie.
Zmróżyła oczy, przyglądając mi się przez chwilę, po czym skinęła głową i rozpłynęła się we mgle.
I nagle poczułam się okropnie samotna. Głupie no nie? Najpierw gadam, że chce być sama, a potem mi to przeszkadza. Nie podobała mi się ta przeraźliwa cisza. Ani żywej duszy. Nawet ptaków nie było słychać. Musiałam coś z tym zrobić. Pobiegłam do jaskini mojej przyjaciółki, która od początku powstania SW zawsze mnie wspierała.
Weszłam do groty i spojrzałam na rozwaloną na swoim posłąniu Luiranę.
- Buu!! – wrzasnęłam i skoczyłam na nią. Lwica podskoczyła z krzykiem i spojrzała na mnie zamglonym wzrokiem.
- Co jeeeest? – spytała ziewając i patrząc na mnie niemrawo.
- I kto tu jest leniem? – mruknęłam i parsknęłam śmiechem, wywalając Lu z łóżka.
- Ej, żarty sobie robisz? Mam prawo spać kiedy mi się podoba i nie życzyłam sobie żadnej darmowej pobudki. – oburzyła się, patrząc na mnie rozeźlona.
Patrzyłam na nią, próbując niewybuchnąć śmiechem.
- Najpierw się ogarnij, bo nie mogę z Tobą rozmawiać jak tak wyglądasz. xD
- No dobra, dobra, ale zobaczysz, odpłace Ci się za to! – zawołała znikając w jakiejś części groty, niedostępnej moim oczom.
Ległam na jej mięciutkie posłanie. Nic dziwnego, że nei chciało jej się wstawać, niezłe wyrko sobie zrobiła. Zamarłam na chwilę, czując nad sobą czyjś cień, a potem wrasnęłam kiedy coś mokrego i zimnego na mnie wskoczyło i zaczęło mnie gilgotać. Mój wrzask przeszedł w nieopanowany śmiech. Próbowałam się bronić, ale bez skutku. W końcu Luirana zlazła ze mnie, pozwalając mi złapać oddech i wyszczeżyła się głupkowato.
- Wyglądasz jak mokra kura. – powiedziałąm do niej i również się wyszczeżyłam.
Lu zrobiła niewinną minę, po czym nagle nie wiadomo skąd pojawiło się w jej łapach wiadro pełne lodowatej wody, którą zaraz potem ociekała ze mnie strumieniami.
- Teraz Ty też! – zawołała łapiąc się za brzuch ze śmiechu.
- Osz Ty mendo. – mruknęłam i doskoczyłam do niej gilgocząc ją w odwecie.
Potem wybrałyśmy się na polowanie razem z Aspeney, Dizzy i Revią. Chciałyśmy też zabrać Egroza, ale kolesia gdzieś wsiąkło oo” Upolowałyśmy dwie sarny i z pełnym i brzuchami, do końca dnia wylegwałyśmy się na słońcu. To znaczy miałyśmy taki zamiar, dopóki nie zagonił Nas do jaskiń upierdliwy deszcz. Ale potem wyszło słońce, a na niebie pojawiła się piękna tęcza. c:
- Opowiadania (82)
- Pierścień Czarnego Feniksa (14)
- Inne teksty (6)
- Wiersze (4)
czwartek, 18 marca 2010
sobota, 13 marca 2010
Negatywne emocje...
[13 marca 2010, Wataha Bladych Cieni]
Patrzyłam się tępo przed siebie, wpatrując się w przestrzeń. Siedziałam już tak od jakiejś pół godziny, jednak nie byłam wstanie uporządkować wzburzonych myśli, a tym bardziej opanować emocje, które się we mnie kotłowały… Sanetille, przyszła jakiś czas temu, nie widziałam jej, ale wyczuwałam jej obecność.
W końcu wstałam i odwróciłam się twarzą do Demona.
- Mówiłam Ci, żebyś tu nie przychodziła. – warknęłam.
- Tak samo jak na tereny innych watah, do których dołączasz, a mimo to nadal przychodzę. Wkurzające, co? – uśmiechnęła się ironicznie.
- Wystarczy, że non stop siedzisz mi na głowie w HOTN. Nie potrzebuję żebyś mnie niańczyła, umiem zadbać o siebie.
Uniosła jedną brew, w geście ‚zdziwienia’.
- Czyżby? Nie potrafisz nawet uporać się ze swoimi emocjami.
Wywróciłam oczami, ale zrezygnowałam z dalszej dyskusji z Demonem. Nie byłam w nastroju.
Ponownie zapatrzyłam się w odległy horyzont, zatapiając się w rzekę własnych myśli. Bicie mojego serca rozlegało się w moich uszach niczym bębny wojenne. Poczułam jak w moich oczach wzbierają łzy.
- Opanuj się. – syknęłam ze złością do siebie i podarwałam się z ziemi. Już zamierzałam pobiec w las, kiedy w półkroku zatrzymał mnie świszczący głos Sanetille, która nie wiadomo kiedy, nagle znalazła się tuż przy mnie.
- Wiesz, że to już czas Aldieb. – poczułam jej lodowaty oddech na swoim policzku – Powinnaś już ruszać.
Spojrzałam na nią, mrużąc oczy.
- Nie mów mi co mam robić. – warknęłam, czując wzbierające we mnie na nowo negatywne emocje. Zbyt długo już we mnie tkwiły. Musiałam się ich pozbyć. Wezbrała we mnie chęć, na coś, czego nie robiłąm od czasów, kiedy byłam Zabójcą. Ruszyłam przed siebie, odcinając się od jakichkolwiek myśli i pozwoliłam by górę wziął instynkt. Na wyżuty sumienia bedzie czas później…
Patrzyłam się tępo przed siebie, wpatrując się w przestrzeń. Siedziałam już tak od jakiejś pół godziny, jednak nie byłam wstanie uporządkować wzburzonych myśli, a tym bardziej opanować emocje, które się we mnie kotłowały… Sanetille, przyszła jakiś czas temu, nie widziałam jej, ale wyczuwałam jej obecność.
W końcu wstałam i odwróciłam się twarzą do Demona.
- Mówiłam Ci, żebyś tu nie przychodziła. – warknęłam.
- Tak samo jak na tereny innych watah, do których dołączasz, a mimo to nadal przychodzę. Wkurzające, co? – uśmiechnęła się ironicznie.
- Wystarczy, że non stop siedzisz mi na głowie w HOTN. Nie potrzebuję żebyś mnie niańczyła, umiem zadbać o siebie.
Uniosła jedną brew, w geście ‚zdziwienia’.
- Czyżby? Nie potrafisz nawet uporać się ze swoimi emocjami.
Wywróciłam oczami, ale zrezygnowałam z dalszej dyskusji z Demonem. Nie byłam w nastroju.
Ponownie zapatrzyłam się w odległy horyzont, zatapiając się w rzekę własnych myśli. Bicie mojego serca rozlegało się w moich uszach niczym bębny wojenne. Poczułam jak w moich oczach wzbierają łzy.
- Opanuj się. – syknęłam ze złością do siebie i podarwałam się z ziemi. Już zamierzałam pobiec w las, kiedy w półkroku zatrzymał mnie świszczący głos Sanetille, która nie wiadomo kiedy, nagle znalazła się tuż przy mnie.
- Wiesz, że to już czas Aldieb. – poczułam jej lodowaty oddech na swoim policzku – Powinnaś już ruszać.
Spojrzałam na nią, mrużąc oczy.
- Nie mów mi co mam robić. – warknęłam, czując wzbierające we mnie na nowo negatywne emocje. Zbyt długo już we mnie tkwiły. Musiałam się ich pozbyć. Wezbrała we mnie chęć, na coś, czego nie robiłąm od czasów, kiedy byłam Zabójcą. Ruszyłam przed siebie, odcinając się od jakichkolwiek myśli i pozwoliłam by górę wziął instynkt. Na wyżuty sumienia bedzie czas później…
środa, 10 marca 2010
"Czemu oni nas nienawidzą?"
[?, 2010, HOTN]
Wędrowałam w tę i z powrotem, machając nerwowo ogonem i mamrocząc przekleństwa pod nosem.
- Aldieb...
- Zamknij się! - Warknęłam, rzucając się na Demona z wściekłością. Ta niezwurzona, nie drgnęła nawet o milimetr i nie odrywała ode mnie spojrzenia czarnych ślepi. Wpatrywałam się w nie z takiego bliska, jak nigdy dotąd.
- Nic nie mów... - Wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Mój cięzki oddech wypełniał cisze wokół nas.
- Ale to nie ma sensu. - Sanetille spróbowała poraz kolejny do mnie dotrzeć.
Warknęłam, ponownie dygocząc na całym ciele, od kotłujących się we mnie emocji.
- Łażenie w kółko Ci nie pomoże.
- A niby co mogę zrobić?! - Wydarłam się na nią już któryś raz z rzędu.
Wzruszyła barkami.
- Choćby się przespać, zapolować, cokolwiek byle nie siedzieć bezczynnie.
- Co za różnica? - Powróciłam do chodzenia, rzucając co chwila demonowi gniewne spojrzenia.
Sanetille westchnęła, już trochę zniecierpliwiona moim uporem.
- Rób coś, zacznij działać, wymyśl coś i przestań się użalać nad sobą i swoimi kompleksami.
Znów prawie się na nią rzuciłam, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałam.
- Dla Twojej wiadomości to ja odpoczątku wszystko robię! Ja rozmawiam, wyjaśniam, próbuję się dogadać. Nikt mi nie pomaga, wolą olać mnie i całą sprawę!
- Jesteś ignorowana? To chyba nie za dobrze? - Uniosła jedną brew w kpiarskim uśmiechu.
Straciłam na chwilę oddech, wpatrując się w nią z osłupieniem, po czym wybuchnęłam.
- Nie Twoja pieprzona sprawa!!! Odwal się wreszcie ode mnie! - Nie wytrzymując, rzuciłam się jej do gardła. Jednak zanim zdażyła ją złapać, zostałam pociągnięta za łapę i zarzuciło mnie w bok. Wylądowałam w śniegu i natychmiast zerwałam się na równe łapy. Lewa przednia krwawiła.
Zmrużyłam ślepia, wpatrzona w Sanetille, której mina nie zmieniła się ani odrobinę. Przemknęło mi przez myśl, że robi to specjalnie, w końcu nigdy wcześniej mnie nie zaatakowała, ale szybko zostało to wyparte z mojego umysłu przez niesamowita wściekłość.
Ponownie ruszyłam do ataku. I tym razem był nieudany, a demon zranił mnie w udo, zostawiając długą, krwawą pręgę. Rzucałam się na nią, dopóki nie padłam ze zmęczenia jednak ani razu jej nawet nie dotknęłam.
Leżałam w śniegu, dysząc ciężko, niezdolna się poruszyć. Sanetille podeszła do mnie powoli. Nie zwróciłam na nią uwagi, wreszcie mogłam myślec.
- Dziękuję. - Powiedziałam, spoglądając na nic nie wyrażający pysk demona.
Nic nie odpowiedziała, czekając aż zacznę mówić.
Dzięki niej mogłam się wyładować. Wiedziała, że potrzebuję się wygadać i trochę ponarzekać, jak zwykle, ale nie mogłam tego zrobić, dopóki byłam zaślepiona gniewem.
- Po prostu nie rozumiem. - Zaczęłam patrząc się tępo w przestrzeń. - Czemu oni Nas tak nienawidzą? Co im zrobiliśmy? Za każdym razem, kiedy próbowałam cos bezstronnie wyjaśnić, oni oskarżali HOTN i mnie olewali. Nie chce wojny, to oni jej chcą. Czemu oni nas tak nienawidzą...? - Ostatnie zdanie wyszepałam, a po moim policzku spłynęła samotna łza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)