środa, 10 marca 2010

"Czemu oni nas nienawidzą?"

[?, 2010, HOTN]

Wędrowałam w tę i z powrotem, machając nerwowo ogonem i mamrocząc przekleństwa pod nosem.
- Aldieb...
- Zamknij się! - Warknęłam, rzucając się na Demona z wściekłością. Ta niezwurzona, nie drgnęła nawet o milimetr i nie odrywała ode mnie spojrzenia czarnych ślepi. Wpatrywałam się w nie z takiego bliska, jak nigdy dotąd.
- Nic nie mów... - Wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Mój cięzki oddech wypełniał cisze wokół nas.
- Ale to nie ma sensu. - Sanetille spróbowała poraz kolejny do mnie dotrzeć.
Warknęłam, ponownie dygocząc na całym ciele, od kotłujących się we mnie emocji.
- Łażenie w kółko Ci nie pomoże.
- A niby co mogę zrobić?! - Wydarłam się na nią już któryś raz z rzędu.
Wzruszyła barkami.
- Choćby się przespać, zapolować, cokolwiek byle nie siedzieć bezczynnie.
- Co za różnica? - Powróciłam do chodzenia, rzucając co chwila demonowi gniewne spojrzenia.
Sanetille westchnęła, już trochę zniecierpliwiona moim uporem.
- Rób coś, zacznij działać, wymyśl coś i przestań się użalać nad sobą i swoimi kompleksami.
Znów prawie się na nią rzuciłam, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałam.
- Dla Twojej wiadomości to ja odpoczątku wszystko robię! Ja rozmawiam, wyjaśniam, próbuję się dogadać. Nikt mi nie pomaga, wolą olać mnie i całą sprawę!
- Jesteś ignorowana? To chyba nie za dobrze? - Uniosła jedną brew w kpiarskim uśmiechu.
Straciłam na chwilę oddech, wpatrując się w nią z osłupieniem, po czym wybuchnęłam.
- Nie Twoja pieprzona sprawa!!! Odwal się wreszcie ode mnie! - Nie wytrzymując, rzuciłam się jej do gardła. Jednak zanim zdażyła ją złapać, zostałam pociągnięta za łapę i zarzuciło mnie w bok. Wylądowałam w śniegu i natychmiast zerwałam się na równe łapy. Lewa przednia krwawiła.
Zmrużyłam ślepia, wpatrzona w Sanetille, której mina nie zmieniła się ani odrobinę. Przemknęło mi przez myśl, że robi to specjalnie, w końcu nigdy wcześniej mnie nie zaatakowała, ale szybko zostało to wyparte z mojego umysłu przez niesamowita wściekłość.
Ponownie ruszyłam do ataku. I tym razem był nieudany, a demon zranił mnie w udo, zostawiając długą, krwawą pręgę. Rzucałam się na nią, dopóki nie padłam ze zmęczenia jednak ani razu jej nawet nie dotknęłam.
Leżałam w śniegu, dysząc ciężko, niezdolna się poruszyć. Sanetille podeszła do mnie powoli. Nie zwróciłam na nią uwagi, wreszcie mogłam myślec.
- Dziękuję. - Powiedziałam, spoglądając na nic nie wyrażający pysk demona.
Nic nie odpowiedziała, czekając aż zacznę mówić.
Dzięki niej mogłam się wyładować. Wiedziała, że potrzebuję się wygadać i trochę ponarzekać, jak zwykle, ale nie mogłam tego zrobić, dopóki byłam zaślepiona gniewem.
- Po prostu nie rozumiem. - Zaczęłam patrząc się tępo w przestrzeń. - Czemu oni Nas tak nienawidzą? Co im zrobiliśmy? Za każdym razem, kiedy próbowałam cos bezstronnie wyjaśnić, oni oskarżali HOTN i mnie olewali. Nie chce wojny, to oni jej chcą. Czemu oni nas tak nienawidzą...? - Ostatnie zdanie wyszepałam, a po moim policzku spłynęła samotna łza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz