środa, 27 grudnia 2017

Pożeracz dusz.


26 grudnia 2017
[21:20] Aldieb: Kolejne dni mijały, a Aldieb pogrązona była w letargu. Jej martwe-niemartwe ciało zostało przetransportowane do jaskiń, gdzie spoczywało już spokojnie, schronione przed mrozem i śniegiem, z daleka od głodnych drapieżników. Umysł znów zawisł gdzieś w bezdennej otchłani, zanurzając w barwnym kalejdoskopie snów. Barwy, dźwięki i sceny dziwne były niesamowicie, gwałtownie się zmieniały, nie tworząc sensownej całości, jednak dla tkwiącej wśród nich postaci zdawały się realne, jakby zapomniała o świecie rzeczywistym, tym co po drugiej stronie na nią czekał. Błądziła w labiryncie, który składał się ze smukłych brzozowych pni. Białe drzewa splatały się ze sobą, tworząc nieskończone korytarze. Brązowa samka z początku szła między nimi spokojnie, obserwując mijane obrazy - wśród pni przemykały postaci, barwne i wyraziste, inne jak cienie, ledwo zauważalne. Ciekawa była, jednak przede wszystkim chciała wyjść, wrócić gdzieś - do domu zapewne? tak jej się zdawało. Przyspieszyła kroku. Nagle poczuła jakby wszystkie oczy zwróciły się na jej kark. Biegła co raz prędzej, a korytarze nie miały końca, chociaż zdawało jej się że widzi przed sobą prześwit, skręcała i znów była w środku labiryntu. Upadła, potknęła się, nawet nie wiedziała o co. Nagle poczuła że się dławi. Wypluła zawartość, która utkwiła jej w pysku, pomagając sobie łapami, wyjmując ciemne, błyszczące, niemal obsydianowe drobiny szkła. Jednak wciąż ich przybywało, mimo że próbowała jak najwięcej ich wypluć, wciąż nie było im końca. I wtedy rozbrysło światło. Dobiegł ją głos kobiecy. "Aldieb..." Światło przerodziło się w czerń. "Wybrałam Cię, jako nowego nosiciela tajemnicy początku wszechświata...". Uniosła gwałtownie powieki. Otworzyła ślepia. Słyszała bicie własnego serca. Przed nią rozciągała się znajoma jaskinia. Jeszcze przez moment niepokojące senne obrazy zawisły w jej umyśle, jednak z każdą sekundą, kiedy samka się rozbudzała co raz bardziej się zamazywały, aż w końcu pozostało po nich jedynie niewyraźne poczucie niepokoju.(edytowane)
[21:31] Tristan: Tristan spędził dużo czasu przy Aldieb. Czatowal u wejscia jaskini w ktorej byla, odchodząc rzadko. Chyba ze byl ktos inny kto pilnował. Czesto zwyczajnie spał u wejscia, budząc sie na najcichszy szmer. Zreszta, tak jak teraz. Zajac przeskoczył w krzakach, uciekając przed czymś. Ale oprocz niego słyszał głośne bicie serca. Czyżby sie obudziła..? Uniósł leb i rozejrzał sie, ziewajac głośno i szeroko. Potrząsnął glowa i podniósł zad, zaglądając bez slowa do jaskini.
[21:38] Kwiatek: Sama pojawiała się w jaskini tylko po to, by ogrzać ciało Aldieb. Czasem przesypiała kilka godzin przy niej, po czym odchodziła, upewniając się przedtem, że wszystko jest w porządku. Starała pojawiać się jak najczęściej, jednak trochę jej się to nie udawało. Teraz również. Przez cały dzień szlajała się po lesie, gdzie dopiero teraz truchtem kierowała się do jaskini. Z dala widząc, jak czarna plama, którą był Tristan, nagle się poruszyła, przyspieszyła, zaraz znajdując się obok.
[21:43] Arjuna: Skrzydlata również udała się w stronę jaskini, gdzie spoczywała Aldieb. Wilczyca jako medyka sprawdzała jej stan przynajmniej dwa razy dziennie. Choć jednak nie było potrzeby by tak doglądać badanej, bo pod względem zdrowotnym było wszystko porządku, ciało po długim nieużytkowaniu potrzebowało czasu by się przyzwyczaić do tego co już kiedyś robiło. Przynajmniej tak było według Arjuny. Gdy była już u wrót jaskini przywitała się z młodzieżą i podeszła do ciała Aldieb znowu sprawdzając czy coś się nie zmieniło.
[21:47] Aldieb: W czarnej kupie futra bez trudu rozpoznała Tristana, syna Tin. Spoglądając przed siebie, ku wylotowo jaskini z opóźnieniem dostrzegła siedzącą u jej boku skrzydlatą waderę, która najwyraźniej właśnie kończyła oględziny. Skinęła jej delikatnie głową, nie siląc się na gwałtowne ruchy. - Witaj, Arjuno. - Jej głos był cichy i nieco zachrypnięty. - Wy mnie tu przenieśliście? Długo spałam? - Zerknęła szybko na młodego basiora, dostrzegając, że u jego boku zjawiła się biała wadera, Hiacynt zapewne. Powróciła spojrzeniem do ogoniastej czekając na odpowiedź.
[21:55] Tristan: Spojrzal w strone Arjuny i skinal jej łbem. Przyjrzał się krotko ciemnej waderze, zostawiając skrzydlatej mozliwosc odpowiedzenia na pytania Aldieb. Sam dotknął łbem karku Hiacynt i mruknął cicho. - Moglabys jednak posiedziec ze mna a nie. - Mruknął z cichym rozbawieniem.
[22:05] Kwiatek: Nie dostrzegła z początku Arjuny, zwróciła całą uwagę na samca, który ją dotknął. Potrząsnęła łbem na boki, kładąc lekko uszy po sobie. — Wystarczyło słowo. Przepraszam. — Odpowiedziała cicho, trącając go końcówka ogona w bok. Zwróciła pysk w stronę środka jaskini, przechodząc z łapy na łapę. Nie dosłyszała całego pytania, jednak szybko połączyła to i owo ze sobą, przez co skinęła jej delikatnie łbem.
[22:10] Arjuna: Przyjrzała się młodym, ale po chwili wróciła wzrokiem na Aldieb. - Witaj Aldieb. - Posłała jej uśmiech po czym odpowiedziała na jej pytania.- Tristan z Hiacynt cie tu przynieśli, a spała koło tygodnia. - Po czym skończyła oględziny i usiadła koło wadery, nad czymś się zastanawiając.
[22:12] Aldieb: - Tak. Rozumiem. - Posłała wilczycy deilkatny półuśmiech, dziękując jej za odpowiedź. Skierowała łeb ku młodym. - Dziękuję Wam ponownie za pomoc. Zawdzięczam Wam życie. - Złote ślepia rozbłysły w półmroku jaskini. Aldieb zerknęła na siedzącą obok niej samicę, dostrzegając zamyślony wyraz pyska. - Coś Cię trapi?
[22:18] Tristan: - nie ma problemu, to nasz obowiazek. - Skinął im łbem i odaunal sie, siadając odrobinę dalej od wejscia do jaskini. Zastrzyglbuszami i spojrzał na Hiacynt, uśmiechając sie delikatnie w jej strone. - Co dzis robilas? - zapytal cicho, nie chcac przeszkadzać starszym samicom w rozmowie.
[22:25] Kwiatek: Zastanawiała się chwilę nad jego słowami skierowanymi do Aldieb, mrużąc ślepia. Owszem, zajęli się nią, jednak nie podpięła by tego pod obowiązek. Z cichym westchnięciem zwróciła się całym cielskiem w jego stronę, siadając tak, by móc zaglądać wgłąb jaskini. — Poszłam coś zjeść, pobłądziłam trochę. — Odpowiedziała z uśmiechem, chyląc delikatnie głowę. — Nie mam ciekawego życia, wiesz o tym. — Przechyliła łeb na bok, patrząc na niego. — Cały czas tu siedziałeś?
[22:31] Arjuna: Głos Al spowodował, że wróciła na ziemie. - huh? - Postawiła uszy w jej kierunku. - Dobrze, wiesz iż dla mnie to czysta przyjemność pomagać. - Posłała jej uśmiech. - Zastanawia mnie to wszystko to, co ostatnio się wydarzyło . Nie zrozum mnie źle, ale dalej średnio to do mnie dotarło. - Spojrzała na wlot jaskini.
[22:35] Aldieb: Strzygnęła uchem, zerkając w stronę młodych wilków, słysząc ich rozmowę, jednak nie skupiając się na niej zbytnio. Zamiast tego słuchała słów Arjuny. - A... co się tak właściwie stało, jeśli mogę spytać? Wiem, to co pamiętam, jednak wszystko zdaje się być jak sen. Chętnie spojrzałabym na to z perspektywy innej osoby. - Przypomniały jej się kruki, czarne jak smoła pióra, oszołomienie, perlisty dźwięk dzwoneczków, delikatny dotyk dłoni zjawy zwanej Życiem i zesłane przez nią wizje. Potem szukała kamienie wraz z lisicą, a potem.... Potem słyszała głos. Uniosła pysk, spoglądając na Ogoniastą, ciekawa jej wersji wydarzeń.
[22:37] Tristan: - wiekszosc czasu, tak. Nie chcialem ryzykowac by cokolwiek jej sie stalo. - mruknął cicho i ziewnal po raz kolejny. - ciesze sie, ze nie zgubiłaś sie w tych lasach jak zwykle to by sie stalo. - Uśmiechnął sie do niej z rozbawieniem w oczach i podniósł sie. Nie wiedzial co ze soba zrobic.. Spojrzał w strone jaskini.
[22:42] Arjuna: Dobra chwile milczała, by począć odpowiadacć na jej kolejne pytania. - Te kruki, apokalipsa, a szczególnie twoje zwartych wstanie. - Po czym przekierowała na brązową swe ślepia uważnie na niej się skupiając. - Bo wiem nie wierze do końca druidowi, bowiem nikt nie panuje nad śmiercią. Zawsze jest cena, życie za życie by nie zachwiano równowagi. - Położyła uszy po sobie. - Teraz obawiam się jaką cenę zapłacono, lub co gorsza jaką będzie dane nam zapłacić, być znowu była z nami. - Ta myśl jakoś nie pozwala do końca jej się cieszyć się jej powrotem czy zwycięstwem HOTN.
[22:44] Kwiatek: — Już nie mów o mnie tak źle. — Przekręciła oczami, mrużąc je zaraz. — Raz czy dwa się zdarzyło, że się zgubiłam. — Mruknęła nie spuszczając z niego wzroku. Przyglądała mu się, strzygąc uszami. Otrzepała się zaraz, zwracając pysk w stronę jaskini. Kruki, apokalipsa? Zmartwychwstanie Aldieb? Nie rozumiała, o co chodziło Arjunie. Trąciła przez przypadek ogonem łapę Tristana, nasluchujac.
[22:50] Aldieb: Zmartwychwstanie. Powtórzyła w myślach obco brzmiące słowo. Apokalipsa. Pomyślała chwilę później. Naprawdę to wszystko się wydarzyło? Westchnęła ciężko, sama miała wiele obaw związanych ze swoim powrotem. Nie rozumiała jak to się stało. Jakie ktoś mógł mieć powody, by przywrócić ją do życia? - Wszystkie czyny mają swe konsekwencje. - Mruknęła cicho na słowa Arjuny, ponuro wsłuchując się w jej złorzeczenie. - A Pani Śmierci nie ma już wśód Nas. - Tak przynajmniej podejrzewała. Bo któż mógł znać ścieżki, którymi kroczyła Wandessa? Wciąż jednak coś z wypowiedzi Skrzydlatej nie dawało jej spokoju. - Druid? O kim mówisz?(edytowane)
[22:51] Tristan: - Ale to sama prawda. - Zamruczal cicho, nie skupiając się na rozmowie samek. Jednak gdy poczuł tknięcie ogona na łapie, przechylił łeb na bok i zastrzygł powoli uszami. - Widze nie tylko ja jestem niedoinformowany. - Stwierdził, widząc minę wilczycy. - Nie ładnie jest podsłuchiwać, wiesz o tym? - Ale sam położył się, kierując uszy w stronę wlotu jaskini skąd dobrze była slyszana rozmowa Arjuny i Aldieb.
[22:57] Arjuna: - Nie odbierz tego źle, ale boje się iż jak nie zostanie zapłacona znowu zostaniesz nam odebrana. - Położyła się. - Ale czy na pewno już niema?. - Jej uwage przykuły młode wilki, ale mówiła dalej. - Druit leśny, w postaci jelenia. Zwanego Harold II. - W sumie ona sama wtedy pierwszy raz o nim słyszała, a co więcej widziała.
[22:59] Kwiatek: — Nie podsłuchuje. Gdyby nie wiedziały o naszej obecności, to wtedy tak. — Przeszła z łapy na łapę, zaraz sama się kładąc obok niego na plecach, wyciągając przed siebie łapy, na które spojrzała. Westchnęła ciężko. — Nic nie rozumiem. Kim jest, co się z nią stało, co t u się stało. Eeeeh, moja ciekawość nie da mi spokoju. — Odwróciła pysk w jego stronę, wtulajac nos w jego szyję.
[23:01] Tristan: - Czasami lepiej o pewnne rzeczy nie pytać. Zdrowiej jest ich nie wiedzieć.. - Mruknął cicho, kręcąc powoli łbem. Sam mógł nie pytać Setha.. Nie miałby teraz problemu. A tak? Wisi nad nim coś czego nie rozumiał, co może mu zniszczyć życie. Dlatego nie miał zamiaru też wiedzieć co stalo się tutaj. Nie chciał pytac. Odetchnął cicho i położył łeb na swoich łapach.
[23:05] Aldieb: Czułe uszy wyłapały bez trudu rozmowy młodych. Uśmiechnęła się mimowolnie, zerkając w ich stronę. - Śmiało, chodźcie bliżej. - Powiedziała z przyjaznym uśmiechem na pysku. Choć znała ich zaledwie parę.... dni, może nawet godzin, z racji że sama była nieprzytomna, to zdążyła zapałać do pary młodszych wilków sympatią. A uważała, że sa na tyle dorośli, że powinni wiedzieć co się dzieje na terenach, na których żyją. Czekając, aż się zdecydują, zwróciła się ku Arjunie, która udzieliła jej właśnie odpowiedzi. - Pierwszy raz dane jest mi słyszeć to miano. - Pokręciła głową. - Cóż za tajemnicza postać. Powiedz mi Arjuno, a kto jeszcze był świadkiem tamtych wydarzeń? I wspominałaś o apokalipsie - czyżby groził nam koniec świata? - Ostatnie pytanie wypowiedziała nieco głośniej, nagle zaniepokojona tą wizją. Wiedziała, że wraz z ryżą przyjaciółką wykonały powierzone im zadanie i odnalazły kamień, ale czy na pewno zagrożenie minęło?(edytowane)
[23:10] Kwiatek: Jeszcze chwilę pomarudziła cicho, z nosem w sierści samaca, jednak słysząc Aldieb, odchyliła łeb do tyłu, uginając w powietrzu łapy. Przekręciła się na bok, wstając zaraz, w dodatku końcówką ogona smyrajac samca po nosie. Podeszła kilka kroków, by chociaż trochę skryć się w jaskini. Otrzepała się, za chwilę znów się kładąc.
[23:12] Tristan: Kichnął czując jej futro w swoim nosie. Fuknął zaraz i podniósł się również, idąc niechętnie za nią. Dla niego nie stanowiło róznicy czy był tu czy tam. Położył się u boku Hiacynt, przyglądając się wilczycom. Skoro miał okazję to miał zamiar dokładnie im się przysłuchiwać. Może dowie się czegoś nowego i ciekawego? Bo jak na razie slyszał jakieś głupoty o końcu świata.
[23:42] Arjuna: Ogoniasta potrząsnęła łbem by oczyścić umysł z kolejnego ataku na jej racjonalne myślenie. - Wypaczcie. - Uśmiechnęła się przepraszająco i spojrzała na Tristiana oraz Hiacynt. -Gdzie moje maniery. Przepraszam za zignorowanie was, też należy wam się wyjaśnienie odnoście ostatnich wydarzeń. - Upewniła się iż cala trójka skupiła na niej swoja uwagę po czym zaczęła opowiadać. - Z powodu iż naszą polaną zawładła aura śmierci i sprowadziło na naszą polanę stwory które żerują na takich miejscach i czerpiąc z nich moc zgładzając dany świat. Dlaczego wybrały nasz i czemu przybrały postać kruków? Nie mam zielonego pojęcia. Może to ma związek z naszymi wierzeniami, co one symbolizują. Jednak... - Przystanęła by spojrzeć na Aldieb. - Jednak to że nadal żyjemy zawdzięczamy Aldieb, bo to ona znalazła kamień, który przegonił potwory i nas to uratowało. Jak tego dokonała już niestety uszło miej uwadze. Jednak jestem ci za to wdzięczna . - Kiwnęła w jej stronę łbem. - Aldieb też zaszła w ciążę i moim zdaniem ma to związek z kamieniem. Jednak o szczegółami tego i poszukiwaniach kamienia, powinna wypowiedzieć się sama Al. - Spojrzała na nią wymownie, mają nadzieje iż dobrze opisała co się stało, bowiem bardziej jaśniej się tego nie dało wytłumaczyć. Było to zbyt skomplikowane dla jej móżdżku.
[23:58] Aldieb: Skrzywiła się nieznacznie kiedy Arjuna wypowiedziała słowo "ciąża". Był to ten aspekt, który miała nadzieję, że jest zaledwie wytworem jej bujnej wyobraźni, zrodzonym z chorych snów połatanegi umysłu. W głębi duszy wiedziała jednak, że wizja, której doznała, jawiła prawdziwe wydarzenia. Głos, który wciąż ją nawiedzał był tak namacalny, a istnienie, które czuła wewnątrz siebie... nie dało się tego z niczym pomylić, instynkt jej nie zawodził. Spojrzała po zebranych, jej spojrzenie choć moment temu wyraźnie błądziło, teraz nabrało wyrazu. - Gdy wróciłam... gdy zostałam przywołana... - Zawahała się z początku, nie wiedząc jak ubrać w słowa, to co ją spotkało, jednak z każdym kolejnym słowem mówiła co raz pewniej. - Szłam za brzmieniem dzwonków. Z początku nie wiedziałam gdzie jestem, ani kim jestem, czym jestem. Nie potrafiłam odnaleźć się na nowo w świecie żywych. Byłam jak dziecko błądzące we mgle. I wtedy do mnie przemówiło. - Wspomniała Życie, nie nazywając je po imieniu, gdyż zdała sobie sprawę, jak głupio mogło to brzmieć. - Zobaczyłam wizje, w których zrozumiałam, kim jestem i co muszę zrobić. Wiedziałam, że Stado Nocy jest w niebezpieczeństwie i żeby mu pomóc muszę odnaleźć Kamień. Tyle mi wystarczyło. Wraz z Glolą odnalazłyśmy zaginiony przedmiot - właśnie tego szukały złowieszcze kruki, stworzenia zwane Pustymi, z którymi pozostali stoczyli zawziętą walkę. Jednak chyba nikt nie spodziewał się tego co się stało potem. Kamień rozbłysnął, zniknął, a ja usłyszałam kobiecy głos, który rzekł...: - Urwała, przymykając ślepia. Wciągneła przez nozdrza ze świstem powietrza. Na moment zanurzyła się w tamtej chwili, przypominając sobie wszelkie detale, po czym uniosła kotarę rzęs, rzucając na słuchaczy przenikliwe spojrzenie złotych tęczówek. - Istota, która nawiązała ze mną kontakt rzekła mi, że pochodzi z daleka, ścigali ją, a ona musiała się ukrywać. Była już na pograniczu swego istnienia i ostatkiem sił przekazała mi to, co było dla niej najcenniejsze. Powiedziała mi, że noszę w sobie młode, że jestem... jak ona to określiła? Ach, tak... "Nosicielem tajemnicy początku wszechświata", cokolwiek mogłoby to oznaczać...
27 grudnia 2017
[00:20] Tristan: - Wcale mnie to nie obchodzi. - Mruknął obojętnie i dość niemile, słysząc Arjunę. Oblizał pysk jęzorem i zamknął oczy, mimowolnie jednak słuchając jej słów. Milczał cierpliwie do końca. Zastrzygł uszami gdy usłyszał głos Aldieb. W sumie.. Dobrze, że go nie było. Dobrze, że wtedy wolał spędzić czas na łąkach. Nie widzieć nic i nie brać udzialu. Oznaczało to mniej problemów. Odetchnął cicho, podnosząc głowę. Przechylił łeb na bok, błyskając żółtym ślepiem które zdawało się świecić w ciemnościach. - Młode? - Zapytał cicho, w dość dziwny sposób. Jego wzrok przewędrował z Aldieb na Arjunę. Milczał chwilę, zastanawiając się nad czymś. Potrząsnął mocno łbem, wydając z siebie głuche warknięcie. Poderwał się natychmiast i cofnął, siadając z dziwną, nic nie rozumiejącą miną. W jego głowie, echem poniósł się natarczywy, nie pozwalający skupić myśli głos, odbijający echem słowa Samicy. Nie rozumiał dlaczego. Ale wiedział, że powinien się cofnąć, wyjść stąd i wrócić później. Za długi, długi czas. Oblizał nerwowo pysk i kłapnął zębami gdy jego wzrok pochwycił chmurę dymu, kłębiącą się tuż nad Aldieb.
[00:44] Arjuna: Uważnie przysłuchiwała się wypowiedzi czarnowłosej i starała się jakoś uporządkować wiedzę z tą co już posiadała. Jednak nie było to wcale łatwe, ale jakoś to szło. Jakoś to wszystko nie mieściło się w głowie i wilczyca nie wiedziała co ma powiedzieć, tak więc też milczała. Jednak zdziwiło ja zachowanie Tristana, jednak za przyczynę jego zachowania zwaliła na okres buntu i te podobne sprawy, które od dawna ma już za sobą.
[00:52] Aldieb: Uniosła ze zdumienia długie uszy i odruchowo zjeżyła sierść na karku, napinając przy tym mięśnie kończyn, gotowa w każdej chwili do zrywu, zaskoczona jak inni gwałtowną reakcją Tristana. Głuche warknięcie rozniosło się echem po jaskini, unosząc w powietrzu napiętą atmosferę. Ulokowała na samcu uważne spojrzenie, obserwując jak ten się cofa, a potem jak kłapie szczękami. - Co się stało? - Spytała, cicho, łagodnie, bez ponaglania, nie wiedząc, co spowodowało reakcję basiora.
[00:55] Tristan: Zazgrzytał głośno zębami, pochylając łeb. Zignorował kompletnie samice, skupiając wzrok na materialno-niematerialnej mgle, zaczynającej przybierać kształt. Znów niezrozumiały, niepotrafiący się uformować, wciąż.. Plynny. Wyszczerzył zębiska spomiędzy których zaraz wydobylo się głośne, donośne warknięcie. Wydawać by się mogło, że te wszystkie reakcje są skierowane ku Aldieb, gdyż nikt inny nie miał możliwości zobaczenia Zjawy. Położył po sobie uszy, nie wiedząc co robić. Podniósł się powoli, wpatrując cały czas w mgliste ślepia mgły.
[00:58] Aldieb: Podniosła się ciężko na wciąż wątłych łapach, jednak reakcja samca nie pozostawiła jej wyboru. Z jej gardzieli wydobył się cichy, przeciągły, ostrzegawczy pomruk. Cofnęła się o krok, nie chcąc go prowokować, raczej przywrócić do rozsądku. Uniosła nieco wargi, ukazując kły, obniżyła nieco pysk, złote ślepia wciąż uważnie obserwowały każdy ruch Tristana. Nie rozumiała skąd jego agresja, jednak w ostateczności była gotowa się bronić.
[01:04] Tristan: Potrząsnął mocno łbem, próbując odpędzić sprzed oczu zwidę. Oblizał nerwowo pysk, podnosząc się. Ze wzrokiem wbitym wciąż w Zjawę, cofnął się na kilka kroków, a potem odwrócił by w dwóch susach wyskoczyć z jaskini. Odbiegł jedynie kawałek. ego łapy rozjeżdżały się po mokrej trawie i ziemi, nie mogąc utrzymać cięzaru szybko prącego do przodu wilka. Dlatego już po kilkunastu krokach zwyczajnie poślizgnął się i wylądował w błocie. Ale nawet nie wstał. Leżał tak z zamkniętymi ślepiami, oddychając szybko. Wszystko było winą Upiora! Na niego najlepiej wszystko zwalić..
[01:24] Aldieb: Potrząsnęła głową, zrzucając długie pasma włosów z oczu. Co tu się działo? Warknęła. Była wściekła i zdezorientowana - prowadzili normalną rozmowę, a wilczurowi jakby nagle całkiem odbiło. Sama wciąż była słaba, jednak łapy jakby same ją gnały. Głos serca tak jej nakazywał, choć ledwo młodego wilka znała, przez więzy z Tin oraz ostatnie wydarzenia, wydawał jej się bliski, jak własna rodzina. Nie czekając na reakcję innych, wybiegła za czarnym z jaskini. Chude łapy ostrożnie stąpały po śliskiej powierzchni, doświadczona samica, wiedząc że nie ma tylu sił co dawniej, skupiła się na zachowaniu równowagi - ostatnim czym chciała teraz to zachwiać się i runąć na ziemię. Szybko dostrzegła leżącego wśród zmrożonych traw samca - ciemna plama na jaśniejszym tle. Zbliżała się po woli, podchodząc do niego po okręgu, z obniżonym pyskiem, na ugiętych łapach. Złote ślepia zajaśniały w ciemnościach, odbijając srebrzyste światło padające z tarczy księżyca. - Tristan...? - Spytała szeptem, zbliżając się do niego po cichu, co raz bliżej, aż prawie dotknęła nosem jego ucha. - Co Ci jest? Co się stało?
[01:41] Tristan: Oddychał szybko, ciężko, jak po długim, ciężkim biegu lub innym wysiłku. Przymknięte powieki zaslaniały ślepia, uszy nawet nie drżały, jedynie jego klatka piersiowa to unosiła się to opadała. Nie rozumiał kompletnie co się dzieje. Gdzie jest. Co robi. W niewytłumaczalny sposób stracił całkowicie orientację w terenie, w czasie, w rzeczywistości. Wydawało mu się, że.. No właśnie. Że nie ma go? Złe sformułowanie. Słyszał w głowie kilka różnych głosów, przekrzykujących się, kłócących. Każdy z nich pragnął być pierwszą, najbardziej wysłuchaną myślą. Mimowolnie wyszczerzył kły, nie przejmując się nawet błotem które dostało się do jego pyska. Słyszał powolne kroki. Słyszał głosy. Słyszał błagalną nutę idącą od.. Świata. Słyszał to czego nie powinien. Ale też czuł, że ulega. Jego powieki rozchyliły się, żółte, wybałuszone ślepie błysnęło w świetle księżyca, lśniąc. Tak jak jego zębiska. Poderwał się błyskawicznym ruchem, ślizgające się łapy potrzebowały krótkiej chwili by znaleźć oparcie. Bez żadnego dźwięku wydobywającego się z gardła ruszył na Samicę. Ta mogła zobaczyć jedynie szeroko otwarte, bezrozumne ślepia dzikiego zwierzęcia. Widać w nich było, że nie odpuści. Był jak glodzone zwierzę które w tej chwili ma zamiar pożywić się pierwszy raz od dawna. Jako że to był jeden z tych zwierzęcych instynktów, każdemu łatwo było odczytać o co chodzi wilkowi. W ciemności dalo się też dostrzec gdzieś tuż obok Tristana i Aldieb niewyraźny kształt w powietrzu, wyglądający jak mgła zebrana w jednym miejscu. Z tym, że mgły teraz nie było, a kształt podejrzanie zaczął przybierać formę lewitującego, wilczego łba.
[01:48] Aldieb: Słyszała ciężki oddech samca. Słyszała, przez długą chwilę. A potem nic, jakby przez jedną, ciągnącą się w nieskończoność sekundę, na całym świecie zapadła cisza. W tej jednej chwili czasu wszystko nagle się zmieniło. Jakby ktoś zażartował sobie z rzeczywistością, zmieniając w niej małe elementy. Tristan leżał na ziemi. W następnej sekundzie jego kły błyskały tuż przed pyskiem Aldieb. Bez żadnego sygnału, czy ostrzeżenia. Nie miałą prawa zareagowac na czas. Mimo czujności, nie spodziewała się tak nagłego ataku. Próbowała odskoczyć, odruchowo rzucając się w tył, jednak wciąż sztywne łapy nie zdołały wykonać w pełni polecenia, ślizgając się na błocie i trawie. Była to jedna z tych chwil, które samica widziała jak w spowolnionym tempie. Wiedziała co się wydarzy. Wiedziała też, że nie zdoła w żaden sposób temu zapobiec.
[01:57] Tristan: W kolejnej sekundzie jego zęby zwarły się na boku szyi Aldieb. Zacisnął je z całą siłą, uderzając tez w samicę resztą cielska. Krew płynąca do jego pyska pobudziła i rozdraznila go jeszcze bardziej. Nie odejmując szczęk od jej ciała, przesunął chwyt wyżej, zgarniając jednak wiecej sierści niz skóry. Puścił ją, a dzikie zwierzę na chwilę zostalo znow zepchnięte ku zakamarkom umysłu wilka. Czul krew, strach, żądzę.. Życie ktore tak kusiło by je zakończyć. Zacharczal cofając się. Opuścił łeb i potrząsnął nim kilka razy, tocząc teraz walkę z samym sobą. Tym razem zacisnął zeby na własnej łapie, rozrywając skórę, mięśnie tam gdzie mógł sięgnąć. W miedzyczasie z jego gardla wydobywał sie warkot przemieszany z cichym skompleniem, rzadkim i krotkim. W tej chwili wygladal jakby naprawde zwariował.
[02:05] Kwiatek: Uśpiła ją opowieść Aldieb. Nie dziwne - była cholernie zmęczona przez wędrowanie po lesie bez większego celu oraz ogrzewanie jej ciała, gdy leżała śpiąca. Co chwila strzygała uszami, mając ułożony pysk między łapami, na prawo i lewo, jakby słysząc niemal wszystko, co się działo dookoła. Nie było tak. Nie słyszała nic. Nie była świadoma tego, co się działo. Nie mogła zareagować. Nie wiedziałaby, jak. Zbudziło ją dziwne uczucie... samotności. Nie czuła przy sobie ciepła drugiego cielska. Jedynie chłód, towarzyszący jej od szczeniaka. Przejechała pyskiem po kamieniu. Wolno. W prawo, lewo. Uniosła łeb, rozglądając się wokół. Podniosła się, jeszcze wolniej wychodząc z jaskini, zwabiona dziwnym zapachem i odgłosami. I zamarła, nie wiedząc co się właściwie stało. Widziała, jak Tristan, j e j Tristan, ten sam Tristan, który zapewniał ją, że nie skrzywdzi samicy, właśnie to robił. Przesunęła wzrokiem po samce, którą zaatakował, wracając zaraz do Tristana. Zadrżała, cofając się o krok, nie wiedząc, czy podejść. Warkneła po chwili, rzucając się pędem do niego. Nie. Wpadła na niego z całą siłą, przewalając na ziemię. Stanęła nad nim, pochylając nisko łeb, by zaraz go podnieść, spoglądając na Aldieb. — Co w ciebie wstąpiło... — Wyszeptała jakby do siebie, znów chyląc łeb.
[02:21] Aldieb: Kły zacisnęły się na jej szyi, przebijając się przez warstwy futra, skóry i mięśni, trysnęła krew, a samica pod wpływem ciężaru poleciała na grzbiet, tylnymi łapami odpychając się od napastnika, ryjąc pazurami po jego skórze. Tristan poprawił uchwyt, zęby jednak zatrzymały się na gęstym futrze, ratując brązowej życie. Rozwarte ślepia samicy, skanowały obraz w przyspieszeniu, jakby to nie ona znalazła się w śmiertelnym uścisku potężnych szczęk basiora. Jakby to nie ona krwawiła, lecąc pod wpływem pędu na błotnistą ziemię. W ciągu tych paru chwil przed oczyma przeleciały jej wizje, których wspomnienia skrywały się głęboko w jej umyśle, a które pokazała jej biała zjawa. W ciąu tych kilku sekund, podczas których patrzyła na świat jakby spoza własnego ciała, zrozumiała wszystko. Kim był Tristan. I dlaczego jego kły znalazły się na jej krtani. I dlaczego musiała trzymać się od niego z daleka. Od niego oraz Setha. Choć wciąż nie uznała noszącego wewnątrz siebie istnienia za własne, było to od niej silniejsze - musiała je chronić. Choć ze Smokiem mogła rozumować, przeczuwała, że nie bedzie łatwo go przekonać. Był uparty i przebiegły, a w swych knowaniach myślał jedynie o sobie. Gorzej było z młodym, który wciąż nie rozumiał w pełni czym był. Nie umiał tego kontrolować. Elementy układanki nagle stworzyły całość. Chwila minęła, a Aldieb wróciła do własnego ciała. Czas przyspieszył. Runęła ciężko w błoto, przejeżdżając na śliskim jeszcze kawałek. Tristan oderwał się od niej, cofając się gwałtownie. Nim Aldieb zdążyła podnieść się na nogi, biała wadera wpadła z rozpędu na czarnego wilczura, przybijając go własnym ciężarem do gleby. Brązowa podniosła się na przednich łapach, wciąż półleżąc, mroczki wybiegły jej przed oczami, świat zawirował. Dreszcze wstrząsnęły jej ciałem, oczy niemal wyszły jej na wierzch, kiedy czuła, że w jej ciele coś się rusza.
[02:32] Arjuna: Słysząc odgłosy walki Arjuna wróciła na ziemie i pobiegła szybko w stron ich źródła. Jednak to co zobaczyła, gdy znalazła się na zewnątrz jaskini wmurowało ją w ziemie. Nie mogła pojąc co się właśnie działo na jej oczach. Nigdy nie posądziła by o to młodego wilka, czuła to iż młody nie był zły. Nie wiedząc jak ma się zachować, a tym bardziej co myśleć stała jak słup soli i tępo wpatrywała się w miotające się postaci.
[02:36] Tristan: Uderzenie ktore poczuł sprawiło tylko, ze zęby zaciśnięte na wlasnej nodze, zwiększyły uścisk. Gdy wyladowal na ziemi, w błocie, zacharczal, ryjac pazurami mokrą glebę. Potoczył po wszystkich nic nie rozumiejacym, zbolalym i wystraszonym spojrzeniem. Oblizal pysk z krwi, swojej i samicy, podnosząc sie powoli. Jego cialo drzalo, skóra miejscami również jakby nie panował nad swoim wlasnym cialem.
[02:51] Aldieb: Czuła jak w jej ciele rozlewa się ciepło, jak macki sunące z jej łona, w górę ku piersi i szyi. Blask rozjaśnił jej ślepia, konkurując ze srebrem Księżyca. Wstała z ziemi, jej futro uwalane było błotem i krwią, wyraźnie widocznymi w złotym świetle bijącym z jej oczu. Sierść uniosła się, jakby naelektryzowana, długie kosmyki czarnej grzywy zafalowały w powietrzu. Węże ciepła wciąż rozchodziły się falami po jej ciele. Rana na szyi zaczęła się zasklepiać, tyle tylko, by krwawienie ustąpiło, pozostawiając wciąż widoczne, zaognione blizny. Samka nie czuła bólu, zdawała się być jakby w transie, wpatrzona niewidomym spojrzeniem w Tristana. Fale ciepła wciąż się rozszerzały, wychodząc dalej, poza jej ciało. Macki tej energii wystrzeliły wprzód, zmieniając swe ciepło w ostre igliwia mrozu, obierając za swój cel czarnego basiora, który w osłupieniu rozglądał się dookoła. Zaatakowały, z opóźnieniem odpowiadając na jego zęby, na kły, na próbę zabicia matki,a zarazem nosiciela. Odpowiedziały niezrozumiałym wrzaskiem i bólem, bez słów, a jednak ze zrozumiałym przekazem: "Te kjrwa masz ploblrm do mojej mamy?! >8U" [Nie mogłam się powstrzymać.]
[03:00] Kwiatek: — Tristan... Leż... — Wyszeptała samcowi do ucha, gdzy ten zaczął się podnosić. Naparła na niego swoim ciałem, niemal sama się na niego kładąc. Uniosła łeb, szukając wzrokiem Arjuny, która zamajaczyła jej przez moment gdzieś z boku. — Arju! — Krzyknęła, kiwając do niej łbem i dając tym samym znak, by podeszła do nich. Zaraz po tym spojrzała na Aldieb. Chciała podejść, sprawdzić, w jakim jest stanie, zaopiekować się, jednak mimo wszystko ważniejszy był on. Nie robiła sobie nic z tego, że mógłby i jej coś zrobić. Nie zrozumiala tego, co właśnie stało się z Aldieb. Wpatrywała się w nią, uginając delikatnie łapy i zbierając wokół siebie i Tristana powietrze, którym mogłaby ich ochronić.
[03:04] Tristan: Lezal tak jak mu przykazano. Wciaz jednak drżał, ale z kazda chwila byl spokojniejszy. Spojrzał kJ Aldieb, nic nie rozumiejąc. Dlaczego skoro nic nie zrobil? Nie pamietal by cokolwiek zrobil. Ostatnim co pamiętał to, bylo gdy lezal w błocie po wyjsciu z jaskini. Zacisnął zęby, próbując pozbyc sie z siebie Hiacynt by nie stala sie jej zadna krzywda. Wizg krzyku ktory, dotarl do jego uszu połączony wraz z energia obezwładnił to w jednej chwili. Opadł bez sił i przytomności znów na glebę, znacząco bloto ciemną krwią płynącą z pyska oraz ran na obu przednich łapach.
[03:14] Aldieb: Energia wycofała się gwałtownie, kurcząc się szybciej niż się rozwijała, wróciła do ciała Aldieb, do istoty, z której pochodziła, znikła. Samica opadła ciężko na ziemię, stając na sztywnych nogach, serce biło jej jak szalone, ciężko oddychała. Była świadkiem wszystkiego co się właśnie wydarzyło, jednak nie mogła nic zrobić. Gdy obcy żywot zaatakował Tristana, chciała rzucić się w jego stronę, by osłonić go własnym ciałem, jednak nie mogła nawet drgnąć. Wysiłek jej ducha jednak został zauważony, kosmiczne szczenię (szczenię jako dziecko) dosłyszało jej nieme krzyki protestu i gwałtownie zerwało kontakt, kompletnie się wycofując. Samka łypnęła dzikimi ślepmi w stronę pary wilków. Widziała jak czarny opadał na ziemię, lądując w kałuży własnej krwi. Serce rozdarł jej nieopisany ból. Szarpnęła się gwałtownie, zrywając z miejsca, nie mogąc dłużej znieść tego widoku. Chude łapy pomknęły przez łąkę, ciemna, smukła sylwetka mignęła pomiędzy krzewami i Aldieb zanurzyła się pomiędzy pnie wiekowej puszczy, wiedząc, że tam znajdzie ukojenie, że tam będzie bezpieczna, za daleka od innych i że pozostali będą bezpiecznie od niej. Wróciła. Wróciła tam gdzie było jej miejsce - do Lasu Śmierci.
[03:23] Arjuna: Gdy juz było po wszystkim dopiero wtedy umysł ogoniastej zaczął znowu pracować. Najpierw rozejrzała się bo otoczeniu, a następnie skupiając się na młodzikach podeszła do nich. - Hiacynt, co teraz zamierzasz zrobić? - Spoglądała teraz na Tristana, a jej zielone ślepia zaczęły delikatnie świecić , co oznaczało iż była gotowa w razie czego użyć którejś ze swych zdolności.
[03:30] Kwiatek: Spojrzała pod siebie, gdy tylko przestał się tak nagle ruszać. Odsunęła się wolno, chyląc łeb, mocząc pysk w krwi samca, by na niego spojrzeć. Zmrużyła ślepia, otrzepując się zaraz, plamiąc ściekającą jej po brodzie krwią niemal całą szyję i łapy. Nie potrzebnie, bo i tak zaraz z trudem wpełzła pod niego, by unieść go na swoim grzbiecie. Jęknęła cicho, nie spodziewając się jego ciężaru. — Nie odchodzić na krok, póki się nie obudzi i jakimś cudem pomóc mu z łapami? — Odpowiedziała, słysząc jedynie pytanie Arjuny, uginając delikatnie łapy pod ciężarem Tristana. Warkneła cicho, kładąc się znów zaraz, by móc sobie go wygodniej ułożyć. — Chyba, że chcesz się przydać i pomoc mi chociaż z jednym. — Dopowiedziała zaraz po dłuższej chwili ciszy.
[03:57] Arjuna: Bez słowa podeszła bliżej do Hiacynta i czyniąc podobnie jak ona pomogła jej zaprowadzić nieprzytomnego i poturbowanego samca do jaskini i ułożyć go tam, gdzie wcześniej leżała wcześniej Aldieb. Nie zważając już na postać białej wadery przystąpiła do pracy. Pierwsze, co zrobiła to oczyszczając ciało wilka z krwi. Używając swojej władzy nad żywiołem wody pobrała wodę ze śniegu karząc jej przybrać kształt dorodnej kuli, a miejsce skąd ją poprała spowodowało iż śnieg stopniał odsłaniając gołą ziemie. Następnie nakazała kuli przemieścić się w jej kierunku i gdy pojawiła się nad ciałem Tristana kulka pękła jak bańka mydlana i woda lądując na czarnym basiorze obmyła rany i zaschniętą krew, a następnie by osuszyć go postąpiła tak samo jak ze śniegiem. Jednak tym razem woda na końcu wylądowała na zewnątrz jaskini . Kolejnym krokiem było wyleczenie jego ran. Najpierw wynaturzone ślepia wilczycy zaczęły świecić jak dwa neony, po czym skrzydlata położyła łapę na jednej z raz i zaczęła je leczyć, a jej łapa również lekko emitowała zielona poświatą. I tak było z kolejnymi ranami, jednak ogoniasta czuła się coraz bardziej zmęczona, co było dziwne bowiem obecne rany nie były wyzwaniem dla medyczki. Po pewnym czasie poczuła ból w łapie, jakby ktoś w nią uderzył. - Coś odtrąca moją energie. - Szepnęła do siebie. Dość często podczas leczenia głośno myślała. Nie zwlekając wróciła do przerwanej czynności. Bólu już nie czuła jednak, jednak dalej za szybko słabła, jeśli chodziło o medycynę Arjuna czuła się jak ryba w wodzie i nie pozwoli by cokolwiek ją powstrzymało by wyleczyć jej rodzinę, choć Tristan nie był połączony z nią więzami krwi. W końcu zaczęła rozumieć iż każdy członek HOTN jest dla siebie jak rodzina. Zaczynał już ze zmęczenia zamazywać jej się wzrok, jednak udało jej się w miarę zakończyć leczenie. - Hiacynt. - Zwróciła się w końcu do młodej samicy potrząsając łbem by odzyskać panowanie nad własnym wzrokiem. - Skończyłam leczyć Tristana, jednak nie tak jak chciałam. Coś odtrącało moją energie i dlatego zdołałam tylko zasklepić jego rany, więc jak nie będzie uważał znowu się otworzą. - Prawie poleciała na pysk, ale szybko się poprawiła. - Choć nie wiemy, co się stanie jak się wybudzi. - Następnie chwiejąc się wstała i robiąc miejsce by młódka mogła zając miejsce u boku ukochanego odeszła kawałek od nich i się położyła zastanawiając się, co to było iż wyssało z niej również większość energii.
[04:07] Kwiatek: Obserwowała, stojąc w boku. Brudna. Z milionem pytań. Przechodząc co chwila z łapy na łapę. Niecierpliwie. Klnąc pod nosem. Zastanawiała się, dlaczego tak się stało i dlaczego nie mogła go powstrzymać. Obiecała to sobie. Że będzie zawsze stawała miedzy nim, nawet jeśli źle by się to dla niej skończyło. Usiadła, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Na słowa Arjuny delikatnie skinęła łbem, podnosząc się wolno. Podchodząc do Tristana zebrała wokół siebie powietrze, którym zaraz otuliła jego cielsko. — Dziękuję Ci. — Wyszeptała do samicy z delikatnym uśmiechem, stojąc nad samcem.
[04:09] Arjuna: Posłała jej słaby uśmiech. - Dla mnie to czysta przyjemność pomagać tak jak umiem. - Po czym głowa jej opadła na łapy i nawet nie wiedziała kiedy usnęła.