wtorek, 8 lutego 2022

Szkaradne potwory [rewritten, 2022]

 Znudzona samica postanowiłą przejść się na spacer po okolicy. W zamyśleniu pozwoliła, by łapy powiodły ją na nieznane ścieżki. Po jakimś czasie zorientowała sie, że dotarła na szczyt niewielkiego wzgórza. Uniosła pysk i rozejrzała się po horyzoncie, ze zdziwieniem stwierdzajać, że opuściała granice stada. Przekrzywiła łeb w zdziwieniu, choć szła bez namysłu, nie minęło aż tak wiele czasu, by wyjść poza terytorium watahy, więc jak się tu znalazła? Po chwili namysłu postanowiła ruszyć dalej, by zbadać nieznane tereny. Wokół panowała cisza, mącona jedynie moimi miękkimi krokami w szeleszczącej trawie. Cisza, która z każdym krokiem gęstniała, z wolna budząc moje zaniepokojenie. Żadnych odgłosów ptaków, czy innych zwierząt, żadnego podmuchu wiatru. W powietrzu zbierało się napięcie, a przestrzeń wokół jakby pociemniała. Nagle do mych uszu dobiegł jakiś szelest. Wzdrygnęłam się i odwróciłam się gwałtownie, jednak nie dostrzegłam nic poza roślinością. Minęła chwila, kilka uderzeń serca, sekundy, które ciągnęły się jak wieczność. Wtem spomiędzy cienie rzucanych przez krzewy i drzewa zaczęły wychodzić dziwne stworzenia. Wpierw pomyślałam, że to byli ludzie, bo miały pionową sylwetkę. Jednak nie, daleko im było do dwunożnych z miast. Ich skóra była gruba, pomarszczona, szarawa, ociekająca płynem niczym u płaza. Szkaradne oblicza zwróciły się w moją stronę, byłam otoczona. Nim zacieśniły krąg do końca, skoczyłam pomiędzy ich nogi i czmychnęłam najprędzej jak umiałam. Potwory ruszyły do pościgu. Biegłam ile miałąm sił w łapach, w tle słysząc odgłosy pogoni. Serce dudniło mi w piersi, przerażona odwróciłam się, by dostrzec, że poczwary były tuż za moim ogonem. Był to jednak błąd i w nieuwadze wpadłam całym rozpędem na drzewo. Zatoczyłam się, oszołomiona uderzeniem, a łapy ugięły się pode mną. Poczułam jak świat ciemnieje, nade mną pochyliłsię jeden z potworów. Poczułam gorące krople śliny na spływające po moim futrze, obraz zamazał mi się przed oczyma. W następnej chwili unosiłam się w powietrzu. A potem nastała ciemność.

Budziłam się ze snu, wracała mi przytomność. Leżałam  na czymś twardym i zimnym. Próbowałam się podnieść, jednak coś ograniczało moje ruchy, opadłam z powrotem na kamienną powierzchnię. Moje łapy spętane były łańcuchami. Podniosłam pysk i rozejrzałam się dokoła, na tyle na ile pozwalały mi więzy. Byłam w jaskini, pachniało tutaj padliną i stęchlizną. W półmroku dostrzegłam jakieś kształty, a mych uszu dobiegły kroki. Te same poczwary, które wcześniej mnie goniły, chwyciły mnie za łapy i podniosły do góry. Dwójka mnie niosła, a pozostałe szły za nimi gęsiego, wąskim korytarzem. Próbowałam się wyrwać, jednak oprawcy trzymali mnie w żelaznym uścisku. W końcu dotarliśmy do przestronnej komnaty. Przestrzeń oświetlona były przytwierdzonymi do kamiennych ścian pochodniami. Na środku znajdowała się prostokątna bryła, wyciosana z wielkiego głazu. Jaj boki ociekały od ciemnej mazi, po zapachu domyśliłam się, że była to krew. Koło stołu ofiarnego stał największy i najwyższy ze stworów, odziany był w wilczą skórę, a na jego głowie widniało coś w rodzaju korony, utkanej z kości i kamieni. Znów zaczęłam się szarpać. Musiałam uciec, ale jak? Poczułam jak co raz bardziej ogarnia mnie przerażenie. Wijąc się próbowałam drapać i gryźć trzymającego mnie stwora, jednak ledwo mogłam go dosięgnąć. Potwory zbliżyły się do stołu, ten który mnie trzymał, położył mnie na kamiennym blacie i przywiązał do niego kolejnymi łańcuchami. Kreatury wyjęły jakieś instrumenty, w jaskini rozbmrziało bicie bębnów. Pozostałe stworzył krąg wokół mnie i zaczęły dziki, prymitywny taniec, do bębnów dołączyły głosy, śpiewające w nieznanym mi języku. Już nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Moje przerażenie zaczynało zmieniać się we wściekłość. Zaczęła kipieć we mnie energia, w moim jestestwie zbudziłsię gniew. Nigdy wcześniej nie czułam cegoś takiego. Zawarczałam cicho, a potem jeszcze raz, głośniej. Szaman, stwór w kościstej koronie, nachylił się nade mną z nożem w ręku. Uniósł ramię i zamachnął się. Moje ślepia rozbrysły, w anpięci uczekałąm na odpowiedni moment. Kiedy opuszczał z impetem nóż, szarpnęłam się tak, by ostrze trafiło w więzy. Metal uderzył o metal. Szarppnęłam się ponownie, zbierając wszystkie siły. Usłyszałam brzęk puszczających łańcuchów. W końcu byłam wolna. Prawie. Teraz musiałąm tylko uciec grupie krwiożerczych potworów, które właśnie próbowały złożyć mnie w ofierze. Sierść zjeżyła mi się na karku. Skoczyłam na pierwszego, szybko, póki jeszcze były zaskoczone. Wbiłam kły w gardło i szarpnęłam. Krew trysnęła, opryskując mój pysk i podłogę dokoła. Odbiłam się od martwego ciała i z impetem podcięłam kolejnemu nogi. Potwory rzuciły się w moim kierunku by mnie złapać. Szaman znów zamachnął się na mnie nożem, jednak zrobiłam unik i wskoczyłam mu na plecy, wgryzając się od tyłu w kark. Traciłam poczucie z rzeczywistością. W tej krótkiej chwili było tylko jedno - gryźć, drapać, mordować.

W jaskini, wśród mrygających od płomieni pochodni cieni, błyskały złote ślepia. Warknięcia samicy przenikały się z jękami i okrzykami potworów. Minęły minuty, choć równocześnie mogły to być godziny, samica nie wiedziała, kompetnie tracąc rachubę czasu. Nagle stanęła na środku komnaty, dysząc ciężko. Wokół niej leżały martwe ciała potworów. Jej futro posklejane było od gęstej krwi poczwar. Sama krwawiła z nielicznych ran. Jej łapy, całe ciało drżały, z wysiłku. Samica myślała już tylko o ucieczce. Rzuciła ostatnie spojrzenie na pobojowisko, serce miała ściśnięte, w szoku, nie mogąc uwierzyć co się właśnie stało. Czy to ONA to wszystko zrobiła? Opuszczała ją energia, wyczerpana zebrała resztki sił, by wydostać się z jaskini. W końcu poszuła świeży podmuch powietrza. Odetchnęła z ulgą i pobiegła w tym kierunku, po chwili wydostając się na powierzchnię. Uderzyły ją jasne promienie słońca. Ptaki śpiewały wesoło swe trele, panował spokój. Jakby nic, co właśnie przeżyła, nie miało w ogóle miejsca. Westchnęła z ulgą, że udało się jej ujść cało. Nad tym czego dokonała, skąd wzięła się w niej ta szaleńcza siła, postanowiła zastanowić się później. Teraz skierowała się na tereny stada, do jeziorka, by obmyć się w krwi i tragicznych wspomnień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz