[? 2012, -]
Z niechęcią kryjąca się w jej ruchach przeniosłą swoje wychudzone cielsko o komnaty. Już od dłuższego czasu czuła wpływ jej mocy, jednak teraz miała wrażenie, jakby musiała się przedzierać przez nią siłą. O tak, była potężna. A teraz stała, jakby nigdy nic, z kieliszkiem krwi w bladych dłoniach, wyglądając przez jedno z wysokich okien.
Sanetille podeszła kilka kroków, stukając pazurami o kamienną posadzkę.
- Witaj. - Wychrypiała, posługując się ogólnym językiem Królestwa Demonów. Kiedyś, wiele wieków temu, każdy ród posługiwał się odrębnym językiem. To powodowało wewnętrzne wojny, które osłabiały Królestwo. Ponadto Władca bał się zdrady, toteż ustalił język, którym dziś posługiwali się nimal wszyscy.
Jednakże nie Ona.
- Witaj, Akeldamo. - Powtórzyła, nie dostrzegając jednak żadnej rekacji. Zniżyła nieco łeb, uginając łapy, w czymś w rodzaju ukłonu. Jej imię w ustach Sanetille zabrzmiało niemal obraźliwie.
- Khars ter, Verkerre. - Kobieta odwróciła się, wykrzywiając twarz w gniewnym grymasie. Jej wściekły syk zatrząsł całą komnatą, w kilku miejscach powstały cieniutkie rysy.
Sanetille podniosła łeb jak oparzona, z jej gardła wydobył się cichy warkot. Po chwili cofnęła się kilka kroków, na jej pysku wykwitł upiorny, wyzywający uśmiech.
- Jak każesz, Akeldamo, Najwyższa Bogini Ciemności, mordu i rozpaczy. Jedyna, która nie...-
W miarę jak Sanetille mówiła, oczy kobiety zaczynały jarzyć się płomiennym blaskiem, jej czarne jak smoła włosy uniosły się w naelektryzowanym powietrzu, okalając jej jasną twarz.
Nagle kieliszek pękł z trzaskiem, obryzgując jej suknię, twarz i ręce szkarłatnymi plamami. Kawałki szkła rozprysły się po posadzce, tworząc skomplikowane mozaikę czerwieni i srebrzystych rozbłysków.
Kobieta podniosła palce do ust. Powolnymi ruchami zaczęła oblizywać je z ciemnoczerwonej, gęstej cieczy. Uśmiechnęła się złośliwie, wodząc wzrokiem po wychudzonej sylwetce Sanetille. Samica przekrzywiła łeb, zniżając go przy tym trochę. Czarne, bezdenne ślepia wbiła w górującą nad nią kobietę. Czekała.
(...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz