wtorek, 3 czerwca 2008

Szkaradne Potwory, cz. I

[3 czerwca 2008, Shy Dogs]

Nudziło mi się…zresztą jak zawsze…więc postanowiłam się przejść…Szłam długo nie wiedząć dokąd ide…łapy niosły mnie same…W końcu zorientowałam się że jestem na szczycie jakiegoś wzgórza…rozejżałam się po okolicy…Niee…to napewno nie były tereny stada…tylko jak ja się tu znalazłam? Przecież nie jestem, aż tak szybka…szczególnie że szłam dość wolno…Usiadłam na trawie i zastanowiłam się co robić…No ale że ja dość głupia jestem, nic nie wymyśliłam…postanowiłam pójść dalej…Nic nie zakłucało moich myśli…wszystko było takie spokojne i ciche…no właśnie za cichee…Rozejrzałam się niespokojnie…coś w tej ciszy było niepokojącego…szłam wolnym krokiem dalej…żadnych ptaków, żadnych zwierząt…już nawet kwiaty żadko było widać, a rośliny były jakieś takie wyblakłe….Wszystko jakby pociemniało…Oczywiście mi nie przyszło do głowy żeby zawrócić, więc szłam dalej….Nagle do moich uszu dobiegł jakiś szelest…Odwróciłam się , ale za mną były tylko krzaki i gałęzie….Stanęłam nie wiedząc co robić…Wtem, ze wszystkich stron wypełzły jakieś stworzenia, w pierwszej chwili pomyślałam że to ludzie…ale niee…były obślizgłe….szkaradne…i paskudne….wcale mi się to niepodobało…Te obrzydliwe stwory zaczęły się do mnie zbliżać…Nie czekałam dłużej, jakoś niespecjalnie chciałam zostać obiadem tych poczwar…Ruszyłam pędem przed siebie…Biegłam ile sił w nogach…Za sobą słyszałam odgłosy pogoni…Już myślałam, że mi się udało…odwróciłam się, jednak stwory mimo że wyglądały na ociężałe i powolne już mnie doganiały…odwróciłam się ponownie i w tym momencie jebnęłam się w drzewo xD Osunęłam się na ziemie…nie mogłam wstać mimo iż próbowałam, na demn ą pojawiły się jakieś cienie…domyśliłam się że to te poczwary, które mnie goniły…Poczułam coś mokrego na moim futrze i już wisiałam bezwładnie w powietrzu….nie mogłam już nic poradzić….pomyślałam tylko jakby to dobrze było być teraz wsród przyjaciół….a potem moje oczy przesłoniła ciemność….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz