Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOZ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOZ. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 grudnia 2009

Spotkanie.

[10 grudnia 2009, WOZ]
Jak zwykle, nudziłam się niemiłosiernie, więc wybrałam się na spacer po lesie. Z nieba padał delikatny puch, pokrywając okolice bielą. Docierałam już do granic WOZ, kiedy nagle przede mną zaczęła pojawiać się mgła. Wiedziałam co to oznacza. Chwilę potem przede mną stała rozmywająca się postać. Z dwoma czarnymi ślepiami zamiast oczu.
- Po co tu przyszłaś?
- Chciałam się rozejrzeć. – demon odpowiedział chropowatym głosem, jak zwykle wpatrując się we mnie nieruchomymi oczyma.
- Mówiłam Ci, żebyś nie przychodziła na tereny WOZ…
- Bo co? Boisz się, że ich pozjadam? – Sanetille wykrzywiła psyk w ironicznym uśmiechu.
- Nie wystarczy Ci to co się stało na HOTN? Nie chcę żeby to się powtórzyło. - powiedziałam ponuro.
- Ach. O to Ci chodzi. Nic by się nie stało gdybyście ich wykończyli. Ludzi i tak jest za dużo na świecie.
Wywróciłam oczami.
- No dobra, więc po co tu przyszłaś?
- Mówiłam Ci. Chciałam się trochę rozejrzać. Nie byłam jeszcze tutaj nigdy, a dobrze jest znać wiele miejsc.
Zaczęłyśmy powoli iść.
- Nie weim, co na to powie alpha. Wątpię, żeby chciała szwędającego się demona po jej terenach.
- Nawet się nie dowie. Nie zamierzam tu długo zostawać.
- hmm.. to dobrze…
Mówiąc to, zorientowałam się, że wychodzimy na polanę, na której znajdowało się kilka wilków. Nie wiedziałam kto to, bo były za daleko, po za tym śnieg ograniczał widoczność.
- Może lepiej zawróćmy.. – zaczęłam cicho, ale Sanetille mi przerwała.
- Pewnie mnie nawet nie zauważą.
- Neferetti Cię zna. Po za tym wytwarzasz wokół siebie atmosferę strachu i kto by się tu nie zorientował?
- Naprawdę? – zastrzygła uszami, jakby ta wieść ją uradowała.
- Taaak. Jesteś wstrętnym, przerażającym potworem, któremu życiue się znudziło i postanowił dręczyć mnie.
Zachichotała.
Wzdrygnęłam się. Mimo, że tyle razy już to słyszałam, dźwięki przechodzące przez jej gardło, nadal mnie przerażały, nic nie mogłam na to poradzić.
- Przypominam, że zostałam wezwana.
- No taak, wiem. A włąśnie. Jesteś dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Czemuż to?
- Ja? A czemu tak sądzisz?
- Odkąd tu przyszłąś nie powiedziałąś jeszcze nic co by mnie uraziło. To rekord.
- Przyszłam tutaj w odwiedziny. Gość powinien się zachowywać. – wyszczeżyła kły w czymś na rodzaj uśmiechu. – Zamierzasz przedstawić gościa gospodarzom?
- No nie wiem… tak właściwie to ja im jeszcze nawet o Tobie nie powiedziałam…
- No to masz okazję.
Westchnęłam.
- No dobra. Tylko pamiętaj. Nie zjedz ich.
- Nie ma sprawy. Za to Ty pamiętaj, żeby wskazac mnie dokladnie palcem. Mogą mnie nie zauważyć.
Zaśmiałam się.
- może i by było lepiej dla nich.
Zaczęłyśmy zmierzać w kierunku rozmawiających wilków. Zaczęłam już rozpoznawać niektóre sylwetki. Layra, Nef… chyba Moon i ktoś jeszcze.. może Wayathin?
- Hej wszystkim. – przywitałam się.
- Hej. – odpowiedziała najbliżej siedząca Layra.
- Aldieb. – zaczęła Moon. – Czy mi się tylko zdaje, czy tm obok Ciebie jest jakaś taka.. no.. ee.. plama?
- Aaa.. no tak. – zrobiłam zakłopotaną minę. – bo wiecie.. Jak tutaj dołączyłam, nie powiedziałam Wamże posiadam demona.. wtedy to była dla mnie nowość, po za tym nie sądziłam, że tu przylezie. – spojrzałam znacząco na Sanetille – ymm.. To jest mój demon, Sanetille. Jak skupicie na niej wzrok, to może ją zobaczycie, szczególnie, że teraz stoi nieruchomo.
Popatrzyły na mnie troche ze zdziwieniem, tylko Nef siedziała spokojnie, wiedząc o co chodzi.
- Witajcie. – odezwała się Sanetille świszczącym głosem, kłaniając się przed nimi. - Miło mi Was poznać. Jeśli tak to można określić.
Zauważyłam kątem oka, że któraś z wilczyc się wzdrygnęła słysząć jej głos. W sumie się nie dziwię, ja nadal tak reaguję…
Demon zwróćił się do Layry.
- Nie zamierzam Wam szkodzić, chciałam się hm.. rozejrzeć. Nikt z Twojej watahy nie zostanie zjedzony, jak to się pięknie wyraziła Aldieb.

czwartek, 5 listopada 2009

Spacerek.

[5 listopada 2009, WOZ]
Wpatrywałam się znudzonym wzrokiem w drzewa. Wiatr targał moim futrem na wszystkie strony, jednak już dawno przestałam na to zwracać uwagę. Jakąś godzinę temu postanowiłam wybrać się na krótki spacerek. Niestety akurat dzisiaj śnieg postanowił spaść przysypując wszystko jednakową warstwą białego puchu. Nie orientowałam sie jeszcze w terenach stada. Jakoś tak wyszło, że mnie jeszcze nikt nie oprowadził. Ziewnęłam. Okropnie mi się nudziło. Chyba się zgubiłam i wędrowałam po tym lesie, najprawdopodobniej kręcąc się w kółko, a może on po prostu był taki długi? Nie wiedziałam nawet, czy jestem jeszcze na terenach WOZ. Prychnęłam i otrząsnęłam sięze śniegu, który pewnie spadł z jakiejś gałęzi. Przystanęłam i rozejrzałam się. Wszystko wyglądało jednakowo. Wzruszyłam ramionami. Chociaż nie. Wróć. Powinnam zacząć panikować. ten las powinienien sie już dawno skończyć. Zmarszczyłam brwi. Dobra, kobito weź się w garść. Zacznij działać. Rozejżałam się jeszcze raz nasłuchując. Nic mi to nie dało. Skręciłam na wschód. no.. przynajmniej tak mi się wydawało.. xD Przyspieszyłam do truchtu, poczułam w sobie nowe zasoby energii. Nagle oślepiło mnie słońce. O no i prosze, wróciłam. Obejżałam się za siebie. Dziwne.. z całą pewnością kręciłam się w kółko. Albo jeszcze lepiej, jestem chora na głowe. Podejżewałam to od urodzenia? w sumie czemu miałabym nie być? Posmutniałam, ale zaraz warknęłam ze złością. Rzuciłam się do biegu zostawiając za sobą niechciane myśli. Gdzieś po prawej usłyszałam śmiechy. Kawałek dalej mignęła mi sylwetka Chi. Jednak się nie zatrzymywałam, nie miałam ochoty z nikim gadać… Dobiegłam do swojego drzewa.. usiadłam pod nim. No bo co ja niby miałam robić? Czułam się dziwnie obca w tym stadzie… wiedziała, że to moja wina, zbyt długo siedziałam tylko w HOTN. Nie potrafiłam się zaaklimatyzować w nowym środowisku, zaufać nowym osobom… tak jak by pomyśleć to nawet w HOTN nie byłam wstanie zaufać tym nowym…
- wariatka.. – mruknęłam i przymknęłam oczy. – zdecydowanie powinnam się leczyć.

kap.

Otworzyłam lecitko jedno oko, jednak niczego nie zauważyłam i przymknęłam je na powrót.

kap.

warknęłam cicho i potrząsnęłam łbem, próbując pozbyć się zimnych kropli z nosa. Spojżałam w górę. śnieg topniał… pewnie znowu będzie błoto.. a fuj. niecierpię błocka.

Zirytowana wykopałam se jame w śniegu i sie tam usytuowałam yy.. no położyłam .

koniec. bo brak weny. i nie będę Was już zanudzać. >>”