[5 listopada 2009, WOZ]
Wpatrywałam
się znudzonym wzrokiem w drzewa. Wiatr targał moim futrem na wszystkie
strony, jednak już dawno przestałam na to zwracać uwagę. Jakąś godzinę
temu postanowiłam wybrać się na krótki spacerek. Niestety akurat dzisiaj
śnieg postanowił spaść przysypując wszystko jednakową warstwą białego
puchu. Nie orientowałam sie jeszcze w terenach stada. Jakoś tak wyszło,
że mnie jeszcze nikt nie oprowadził. Ziewnęłam. Okropnie mi się nudziło.
Chyba się zgubiłam i wędrowałam po tym lesie, najprawdopodobniej kręcąc
się w kółko, a może on po prostu był taki długi? Nie wiedziałam nawet,
czy jestem jeszcze na terenach WOZ. Prychnęłam i otrząsnęłam sięze
śniegu, który pewnie spadł z jakiejś gałęzi. Przystanęłam i rozejrzałam
się. Wszystko wyglądało jednakowo. Wzruszyłam ramionami. Chociaż nie.
Wróć. Powinnam zacząć panikować. ten las powinienien sie już dawno
skończyć. Zmarszczyłam brwi. Dobra, kobito weź się w garść. Zacznij
działać. Rozejżałam się jeszcze raz nasłuchując. Nic mi to nie dało.
Skręciłam na wschód. no.. przynajmniej tak mi się wydawało.. xD
Przyspieszyłam do truchtu, poczułam w sobie nowe zasoby energii. Nagle
oślepiło mnie słońce. O no i prosze, wróciłam. Obejżałam się za siebie.
Dziwne.. z całą pewnością kręciłam się w kółko. Albo jeszcze lepiej,
jestem chora na głowe. Podejżewałam to od urodzenia? w sumie czemu
miałabym nie być? Posmutniałam, ale zaraz warknęłam ze złością. Rzuciłam
się do biegu zostawiając za sobą niechciane myśli. Gdzieś po prawej
usłyszałam śmiechy. Kawałek dalej mignęła mi sylwetka Chi. Jednak się
nie zatrzymywałam, nie miałam ochoty z nikim gadać… Dobiegłam do swojego
drzewa.. usiadłam pod nim. No bo co ja niby miałam robić? Czułam się
dziwnie obca w tym stadzie… wiedziała, że to moja wina, zbyt długo
siedziałam tylko w HOTN. Nie potrafiłam się zaaklimatyzować w nowym
środowisku, zaufać nowym osobom… tak jak by pomyśleć to nawet w HOTN nie
byłam wstanie zaufać tym nowym…
- wariatka.. – mruknęłam i przymknęłam oczy. – zdecydowanie powinnam się leczyć.
kap.
Otworzyłam lecitko jedno oko, jednak niczego nie zauważyłam i przymknęłam je na powrót.
kap.
warknęłam
cicho i potrząsnęłam łbem, próbując pozbyć się zimnych kropli z nosa.
Spojżałam w górę. śnieg topniał… pewnie znowu będzie błoto.. a fuj.
niecierpię błocka.
Zirytowana wykopałam se jame w śniegu i sie tam usytuowałam yy.. no położyłam .
koniec. bo brak weny. i nie będę Was już zanudzać. >>”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz