czwartek, 1 lutego 2018

Rozmowa z Tristanem.


31 stycznia 2018
[23:15] Aldieb: Smukle lapy stapaly po wilgotnej glebie. Samica byla niespokojna. Nie mogla spac. Czyzby sprawil to wyjatkowo jasny ksiezyc w pelni? Czy moze jeszcze cos innego? Nie wiedziala, jednak od kilku dni towarzyszylo jej to... uczucie. Jak zadra, gdzies na pograniczu, nie dakaca sie zlokalizowac, jednakze drazniaca zmysly. Powiodla zlotookim spojrzeniem po polanie. Pusta. Czyzby kolejna samotna noc?(edytowane)
[23:20] Tristan: Truchtem wbiegł na polanę by zaraz zatrzymać się w miejscu. Spojrzał na samotną samicę i położył po sobie uszy, cofając się. Był szczery sam przed sobą - bał się. Zwyczajnie czuł strach. Przed tym, że znó mógłby jej zrobić krzywdę. Oblizał nerwowo pysk i powolnym, nieśpiesznym krokiem ruszył w jej stronę.
[23:23] Aldieb: A jednak nie. Odwrocila sie, unoszac glowe, kierujac spojrzenie w strone przybysza. Tristan. Siersc na jej karku zjezyla sie nieznacznie, polozyla uszy po sobie. Cofnela sie o krok, widzac ze samiec zmierza prosto w jej strone, nie cofala sie jednak dalej, pozwalajac mu na to. Wciaz zachowywala czujnosc.
[23:27] Tristan: Gdy znalazł się jakiś metr przed nią, pochylił nisko łeb, wpatrując się w ziemię, nie w samicę. - Chciałbym.. - Zaczął niewyraźnie nieznacznie drżącym głosem. Potrząsnął głową i odetchnąl cicho. - Przeprosić. Za to, że Cię zaatakowałem. Wiem, że w tej chwili to tylko puste slowa ale.. - Nie wiedział jak dokończyć swoją myśl, wię skończył krótkim, ciężkim westchnięciem.
[23:35] Aldieb: Spojrzala na niego uwaznie. Napastnika. O dlugich klach. Czarnego basiora. Syna Tin. Odetchnela ciezko. Tak trudno bylo jej spojrzec na niego na nowo. Choc wiedziala ze nie wina samca byl jego atak, nie potrafila tego oddzielic, nie potrafila zaufac. Ale jakze niedojrzale bylo jej zachowanie. Zachowac ostroznosc, tak, nalezalo. Ale to Czarnemu winna byla pomoc, w kontroli nad tym co nie od niego zalezalo. Spuscila pysk, przymknela na moment slepia. Tok jej mysli trwal krotko, przemknal przez jej umysl, wprowdzajac jednak zmiany w jej postawie. Uniosla powieki patrzac lagodniej na Tristana. - Jestem wdzieczna za Twe przeprosiny. Nie drecz sie juz tym. Co bylo, minelo.
[23:39] Tristan: Spojrzał na nią z delikatnymi pobłyskami ulgi w ślepiach. Skinął jej łbem i usiadł, otaczając łapy ogonem. - Obiecuję, że to już się więcej nie powtórzy. - Dodał jeszcze cicho i zastrzygł uszami. Nie miał pewności do swoich słów. Podejrzewał, że mógłby ją znów zaatakować. Ale jeśli już miałby to zrobić, jeśli chociaż w jego głowie pojawiłaby się taka myśl miał zamiar powstrzymać sam siebie za wszelką cenę. Nie ważne jaką, byleby już jej nie zranić.
[23:47] Aldieb: Rowniez usiadla. Spojrzala smetnie na palenisko, zalujac ze nie mogla sama go rozpalic. Zerknela na Tristana, strzygac przy tym uszami. Przyjela jego slowa bardziej jako dobra wiare, anizeli obietnice. Przygladajac sie uwaznie samcowi, postanowila jeszcze nie porzucac tego tematu. - Wiesz kim jestes, kim sie stajesz?
[23:51] Tristan: Zazgrzytał zębami i powiódł wzrokiem po polanie, zatrzymując wzrok na ognisku. Przez chwilę zastanawiał się nad pytaniami Al. Potrząsnął przecząco głową. - Mordercą? - Zapytał z dość zgryźliwym zabarwieniem tonu. - Kim kim nigdy nie chciałem być? Nie wiem. Kimś złym. - Mruknął niczym zagubione szczenię które kompletnie nei wie co zrobić.
[23:58] Aldieb: Przechylila pysk, patrzac na niego z ukosa. - A czy wszyscy nie jestesmy mordercami? Zabijamy by sie pozywic, by obronic to co nasze. Zabijamy by zyc, by przetrwac. Czyni nas to kims zlym?
1 lutego 2018
[00:00] Tristan: Przez chwilę trawił jej słowa. - No.. nie. - Spojrzał na nią i zastrzygł uszami. - Ale zabijamy zwierzęta nie do końca rozumne, nie takie jak ja czy Ty.. - Zaprotestował nieporadnie i odetchnął ciężko. - A z tego co ja się dowiedziałem to właśnie będę musiał to robić.. I wtedy będę zły.
[00:05] Aldieb: - Doprawdy? - Spytala, zabarwiajac glos nuta ironii. - Zycie jest zyciem. Czlowiek. Wrog. Przyjaciel. Zwierze. Rozumne, nie. Kazde z nich czuje i zyje. O tym czy bedziesz zly nie swiadczy to do czego bedziesz zmuszony. Swiadczyc beda o tym twe mysli i serce. Czy strawisz sojusznika co na twej drodze stanie? Czy odwrocisz sie by wybrac inna ofiare? Czy uszanujesz kaze zycie, ktore Tobie zyc pozwoli? - Westchnela lekko, gdy jej mysli zdawaly sie odbiegac zbyt daleko. Wysunela przednie lapy przed siebie i opadla lekko na ziemie, kladac sie, zmeczona nagle calodniowa wedrowka. Spojrzala na Tristana, czekajac co powie na jej slowa.
[00:09] Tristan: Skrzywił się wyraźnie i potrząsnął głową. - A potem ostatecznie tak czy siak, znów zostanę sam? Ze zwidami? Z głosami? - Zapytał, patrząc na nią z nieokreślonymi uczuciami na pysku. Odetchnął ciężko i położył się też. Położył ęłb na łapach. - Chciałem mieć spokój, chciałem żyć bez większych problemów. A mam co mam. - Parsknął podirytowany.
[00:15] Aldieb: - Wszyscy ostatecznie zostaja sami. - Odparla, nie poruszona jego tonem. - Glupie, naiwne to zyczenia. Nikt nie wie co mu los przyniesie, niewielu jednak dane znac przez cale zycie spokoj. Pogodz sie z tym. Jak najpredzej. Nie walcz z nieuniknionym, bo walczac wiele nie wskorasz. Zaakceptuj to co Ci dal los i naucz sie kontrolowac, tylko w ten sposob cos zyskasz.
[00:19] Tristan: Dopiero po długiej chwili skinąl łbem. - Może i masz rację.. Raczej na pewno masz. - Mruknął i posłał w jej stronę niewyraźny uśmiech. - Dziękuję Aldieb. I.. Nie, niewaze. - Potrząsnął głową i podniósł się jednak do siadu, nie kończąc tego co chciał powiedzieć.
[00:25] Aldieb: Zerknela na niego, ciekawa co jeszcze chcial powiedziec. Nie naciskala jednak, nie nalezala do natarczywych osob, uznala ze jesli zechce podzielic sie z nia mysla, predzej czy pozniej to zrobi. Polozyla smukly pysk na lapach, przymykajac nieco slepia. Zaczynala odczuwac sennosc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz