[21:44] Tristan: Znów łapy zaprowadziły go ku polanie. Czuł się dziwnie. Powoli, z uporem docierała do niego jedna myśl, której nie chciał do siebie dopuścić.
Dom.
To miejsce stawało się dla niego domem. Kolejną myślą przychodzącą po tej była rodzina. Lecz tej nie był już tak pewien jak poprzedniej. Oblizał pysk i odetchnął cicho, powoli idąc ku polanie. Prawda, jego rodzice.. Cóż, to nie było ważne. Miał Hiacynt. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem i przyspieszył kroku, mając nadzieję, że to właśnie ją tam spotka. Reszta.. Była resztą. Ale ich też byłoby miło zobaczyć. Mimo wszystko.
Upiór który namieszał mu w głowie. Aldieb której smak krwi już poczuł.
Niee, tego pierwszego nie będzie jednak miło widzieć. Ale podejrzewał, że w tej chwili, z obecną sytuacją tylko on może mu pomóc. Wydał z siebie ciężkie westchnięcie i wszedł na polanę, wyłaniając się spomiędzy krzaków. Ciemne futro dobrze go maskowało w ciemności. A Księżyc przysłonięty chmurami nie dawał zbyt wiele światła. Zwrócił wzrok ku ognisku, zastanawiając się chwilę. Zastrzygł uszami i ruszył wzdłuż skraju polany, wypatrując różnego rodzaju gałęzi.
[21:51] Seth: - O czym myślisz? - spytał, choć nie użył do tego głosu. Nie mógł, bo był zbyt daleko. Tristan już znał to uczucie, półsmok wyczuł gorzkie wspomnienie i podążył za nim wprost do umysłu wilka. - Pozwól, że wyjdę na przeciw - dodał, otwierając swoje błękitne ślepia i na wątłych kończynach stając. Jak dawniej, spoczywał na dnie jaskini, która przyjęła się być symbolem Rady, do której niegdyś należał. I znów należy. Warknął cicho i rozpostarł skrzydła, jednym ich uderzeniem wyrzucając swe cielsko z kamiennej groty i lekko, jak pierze, spoczął na trawie przed jej wejściem.(edytowane)
[21:56] Saba: Na polanę wstąpił już jakiś czas temu, od dotarcia tu te miejsce stało się jego ulubionym, przynajmniej jak na teraz. Leżał z pyskiem na swoich łapach za ogniskiem ogrzewającym jego prawy bok, miał zamknięte oczy szczerze próbując zasnąć, coś jednak ze spokoju i ciszy polany go wyrwało, kroki. Uszy minimalnie uniósł w górę zaraz potem podniósł leniwie łeb spoglądając w stronę dźwięku i bacznie obserwując parę jaka wstąpiła na trawę. Będąc szczery sam ze sobą- nie czuł się tutaj jak w domu, prawdopodobnie zbyt długo prowadził samotne życie aby znów przyzwyczaić się do stada... Na razie milczał jeszcze nieco się dookoła rozglądając. Dosyć się tu zmieniła, a przynajmniej tak mu się wydawało.
[22:09] Aldieb: Noc czernią odziana spłynęła łagodnym całunem na lasy Stada Nocy. Przykryła góry, pagórki i rozległe łąki. Jedynie w tafli jeziora mdło skrzył się księżyc. Samka szła jego brzegiem, spoglądając przez trzciny na martwą powierzchnię. Jej sierść zgestniała przez ostatnie dni, tygodnie, przykrywajac wychudzone członki, przeorane bliznami ciało. Zbliżała się w kierunku polany. Znów wchodziła w zwyczaj witania tam co wieczór, dnie zaś na wędrówkach spędzając. Zdumiała się jednak kiedy zza pni niemrawo, jakby nieśmiało łypnął na nią migotliwy poblask ognia. Czyżby? Przyspieszyła kroku, wychodząc zza ostatnich drzew, w złotych oczach odbiły się ogniste języki, a jej spojrzenie spoczęło na każdym z kolejna. Tristan, Seth i... ostatniego nie znała. Nie ważne to. Cieszyła ją ich obecność, lecz zarazem się obawiała. Dwoje co czychac na nią mogło i jeden co nieznane miał zamiary. Stanęła poza kregiem światła, wahając się, zastanawiajac czy podejść bliżej, czy może lepiej czmychnac ile sił w nogach?(edytowane)
[22:19] Rakshasha: Trudno by to było zliczyć, ile razy już wracała. Do poprzednich wcieleń, do stada, do bliskich. Zbyt wiele razy, w zbyt bolesnych okolicznościach, by warto było każdy jeden na nowo przeżywać. Nie, nie było w tym żadnego sensu, by zliczać; nie po to przecież stanęła na krawędzi - gdzie cienie wyciągały się ku niej jak ku staremu druhowi, gdzie drzewa pamiętały jej pierwsze kroki w stronę Stada, które potem na długo okazało się jej domem. Nie, nie po to tu przyszła.
Gdy jednak przekroczyła już tę linię, postawiła ten z dawna oczekiwany krok, coś w niej odetchnęło, jakieś długo noszony ciężar jakby rozpłynął się wraz z otulającym ją mrokiem terenów Stada Nocy. Lżej już szło stawianie kolejnych kroków - nie, susów wręcz. Prawie że warknęła pod nosem, nagle przyspieszając. Skrzydła łopotały jej przy bokach, a drzewa zdawały się gnać ją dalej zachęcającym szumem. I dopiero gdy w końcu podchwyciła znajomą woń, poczuła ciepło ogniska, zwolniła nagle, z biegu w wolny krok, coraz wolniejszy, wolniejszy - i stanęła. Już widziała między drzewami prześwity, światło ogniska dalej zachęcało, ale pantera stanęła jak porażona dziwną siłą. Dalej niewidoczna pośród cieni, ale jednak ponownie obecna.
[22:20] Saba: Kolejna sylwetka przykuła jego uwagę, wolał jak na razie się nie wychylać jednak zauważając ciekawe spojrzenie wilczycy podniósł się pozwalając by nieliczne, delikatne smugi światła ledwo przedostające się prze korony drzew i chmury odbiły się od jasnych wzorów na swoim ciele. Wystąpił nieco do przodu i już na starcie można było zauważyć jak bardzo różni się wielkością od zgromadzonych tutaj psowatych. Skinął głową na powitanie jak to zwykł robić będąc jeszcze wśród innych kilka lat temu.- Nazywam się Satanae. Lub Saba, jeśli ktoś woli.- zaczął ochrypłym głosem.- Jestem tutaj nowym przybyszem, lub bardziej, powróciłem do stada po kilku dobrych latach samotnej tułaczki.- przedstawił się najkrócej jak potrafił.
[22:22] Seth: [Seth jest półsmokiem. Generalnie smokiem z wyglądu, ale nie czystej krwi.]
[22:33] Tristan: Wzdrygnął się i zatrzymał w pół kroku, słysząc w głowie znajomy już mu głos. Zacharczał cicho, nie zauważając kompletnie wcześniej postaci przy ognisku.
- Nie myślę o niczym konkretnym. A jeśli umiesz więcej to wiesz o czym myślę. - Odpowiedział cicho pod nosem i powiódł dwukolorowymi ślepiami po polanie. Jego uwagę w pierwszej chwili przykuła Aldieb, ale już w następnej był to ruch wcześniej leżącego Basiora. Zwrócił ku niemu ślepia i postąpił kilka kroków w jego stronę. Skinął mu nisko łbem.
Uniósł wysoko łeb gdy do jego nozdrzy dotarł kolejny zapach. Skierował ślepia ku lasowi, krzakom spomiędzy których wyciekał zapach. Poczekał, aż Aldieb odpowie samcowi i wtedy sam ponownie na niego spojrzał.
- Nazywam się Tristan. Jeśli już tu byłeś, miło Cię znów powitać na tych terenach.
[22:41] Seth: Dreszcz poczuł w karku, jakby nagły ucisk. Zęby wbijające się w skórę. Wzdrygnął się na chwilę. Strach? Niepewność? Za mało słów, by precyzyjnie opisać. Ale... on nic nie zrobił. Zastanowił się na moment, niedługo jednak zajęło, nim zrozumiał - bestia - Warknął, zębami szczęknął i nieprzyjaznym Tristana objął wzrokiem. Poczuł na języku smak krwi, wspomnienie jej smaku. Nie jego wspomnienie, Tristana. - bestia... - powtórzył, zawieszając zawiedzione spojrzenie na Aldieb, wodząc po jej ciele w poszukiwaniu skrytych pod futrem blizn. Nie zdołały jeszcze się w pełni zasklepić, kwaśna woń żółci mąciła zapach nocnej mgły. Nie powitał gościa, ani tego przy ogniu, ani tego wśród drzew szukającego kryjówki przed wzrokiem. Chciał zbliżyć się do samicy, lecz zatrzymał się wpół czynu. Odepchnęła go nieznana myśl, niejasna - ty brzemiennaś... - przypomniał sobie.
[22:55] Aldieb: Cofnela się o krok, gdy nieznajomy podniósł zwaliste cielsko, kierując w ich stronę spojrzenie. Zadrzala, wiatr zawyl między pniami na moment tylko przygasajac ognisko, które zaraz znów zaplonelo wysoko, rzucając na zebranych migotliwe cienie. Wysłuchała przybysza, twierdził że powraca. Nie pamietala. Ale czy mogła zaufać umysłowi, który przez obce ręce został sklecony? Słyszała początek, jak Tristan się przedstawiał, lecz uszu jej dobiegł wtedy inny dźwięk, smoczyska głos. Bestia, dwukrotnie usłyszała. Po czym zmierzyła się ze Złodzieja spojrzeniem, gdy ten przypomnial o czym pamiętać nie chciała. Zjezyla się sierść na jej karku, a samka łeb pochyliła. - Co rzekniesz na to? Seth, Złodzieju, co, i syna Tin, tym samym uczyniłes? - Wlepila w niego wejrzenie, pytajac, lecz gotowa do ucieczki jednocześnie będąc.(edytowane)
[23:06] Rakshasha: Wydawało jej się, że długo sterczała tak przybita do ziemi, cieniami owinięta, smagana zewsząd mrokiem nocy - ostrym, naglącym, nieprzyzwyczajonym przecież do łagodnej zachęty - gdy jednak nagłe poruszenie na polanie wyrwało panterę z tego odrętwienia, nie minęło przecież nawet minut kilka. A poruszenie to było niezwykłe, choć polania przecież wydawała się taka pusta. Ogień buchnął jakby mocniej, głosy się poniosły ku niej dziwnie ostre, wrogie jakby, podobne i różne zarazem od tych które znała. Czyżby źle się działo w Stadzie, które tak dobrze zapamiętała? Minęły przecież lata, wiele się mogło w ten czas wydarzyć, a jednak dowierzać temu jakoś nie mogła.
Dlatego zatem ze szczęką zaciśniętą, karkiem pochylonym nieco, prawie jakby ujrzała zwierzynę łowną, ruszyła znów lekko ku polanie, bezszelestnie, owinięta wciąż cieniem. Zatrzymawszy się tuż za krawędzią światła, ze zdziwienia uniosła pysk nieco. Zapachy te same, a jednak niektóre ciut inne, postacie te same, lecz zmienione. Seth? To największe zdziwienie. I naprzeciw Aldieb, gotowej jakby w każdej chwili uciec. Nie, to się panterze nie podobało wcale, jednakże stanęła w miejscu i z uwagą obserwowała. Zbyt długo jej nie było, by tak od razu odzyskała przywilej wtrącania się, nie, winna poczekać. Dlatego więc z pochylonym pyskiem, owinięta cieniem, czekała, z nadzieją, że wiatr jej nie wyjawi przedwcześnie.
[23:31] Saba: -Miło cię poznać.- zwrócił się do Tristana lekko unosząc swoje wargi w uśmiechu. Słysząc warknięcie za sobą odwrócił łeb aby tam spojrzeć, nie wiedział co tu zaszło przed jego powrotem po tak długim czasie, jednak atmosfera jakby zgęstniała właśnie w tym momencie, przynajmniej takie miał wrażenie. Dopiero co tu powrócił, a pierwsze co wyczuł gdy zebrało się na tejże polanie więcej istot to dziwne, nieprzyjemne napięcie dochodzące z pomiędzy wadery a pół-smoczydła nieco przed nim. Czyżby dołączył w nieodpowiednim momencie? Cóż, na pewno nie był to najlepszy moment aby starać się gromadzić "przyjaciół", tego był pewien. Skinął tylko łbem w jej stronę po raz kolejny po czym przekroczył drogę wilczycy i smoka kierując się ku wyjściu z polanki, nie planował tu dzisiejszej nocy zostawać... Wychodząc minął panterę skradającą się powoli w stronę wejścia, zerknął na nią kątem oka po czym po prostu ruszył przed siebie, ku mrokowi lasów.
[23:38] Tristan: Nie zapanował nad drżeniem które przeszlo jego ciało gdy usłyszał "bestia" z pyska Upiora. Uniósł na niego wzrok i zacharczał znów, cofając się. Jego wzrok przemknął po chwili na Aldieb gdy ta wypowiedziała swoje słowa.
Skulił się nieznacznie, czując się teraz zupełnie niczym zając ścigany przez.. Wilka. Oblizał nerwowo pysk i cofnął się znów, odsuwając od Al i Setha. Potrząsnął mocno glową, wchodzac tyłem pomiędzy krzaki na skraju polany. Skrył się w nich niczym tchórz, nie mając zamiaru wdawać się w tej chwili w bójki. Zwłaszcza z Upiorem. Ani z Aldieb.
[23:43] Seth: Nie rzekłszy nic na odejście gościa, odprowadził go jedynie przelotnym spojrzeniem, pozwalając przy tym dojrzeć ukrytej w cieniach błysk swych ślepi. Przecież wiedziała, że czuje jej obecność, ni cień się przed nim nie schowa - co z nim zrobić? - spytał, powoli sunąc swymi ślepiami na spotkanie z wilczycą. Opuścił łapsko, rezygnując z podchodzenia bliżej.
[23:47] Seth: STANĄŁ OBOJGIEM ŁAP W PRZYMROŻONEJ TRAWIE, POZWALAJĄC NOCNEJ BRYZIE MUSKAĆ JEGO BŁĘKITNE ŁUSKI. NIE MAJĄC POJĘCIA CO INNEGO ROBIĆ, ABY TEN OPIS WYDAWAŁ SIĘ DŁUŻSZY, STAŁ TAK DALEJ I MIMO, ŻE CAŁE WYDARZENIE TRWAŁO 5 SEKUND, TERAZ WYDAJE SIĘ, JAKBY TRWAŁO WIECZNOŚĆ, BOWIEM TRUDNO JEST TREŚCIWIE OPISAĆ STANIE W MIEJSCU.
[23:59] Aldieb: Nie zauważyła niemal wilczura, który jak duch przemknal między postaciami. Ślepia wciąż w smoku utkwite. Tristan struchlal, w krzewy się wycofując, co kątem oka zarejestrowała. Nie ruszyła się z miejsca, tkwiac niczym posąg, lecz wciąż gotowa do zrywu, do biegu. W głowie rozbrzmialo dudnienie, jakby w bęben ktoś walił, jakby drzewa się lamaly, góry przewalaly. Wśród nich pytanie smoka zawisło. Spojrzala nań wrogo, potem spokojniej, widząc że rozmowy oczekuje. - Zostaw. Naucz. - Rzuciła krótko, jednocześnie do dwóch odnosząc się postaci; odpowiednio istoty co w łonie nosiła i Tristana, który w zaroslach się skrywal.
[00:09] Rakshasha: Dziwnie to wszystko wyglądało z perspektywy pantery, jeden uciekł, dwoje nadal w dziwnym spięciu, nie tak to pamiętała, nie. Ale co mogła mówić, nieobecna, co zniknęła bez słowa - nie, głosu w tym sporze nie miała. Tylko cóż jej po staniu wśród cieni, gdy już pewnie była odkryta. Oszukać sama siebie nie potrafiła, nie ukryła się całkowicie, bo przecież nie po to przyszła, nie tak to było? Ujawnić się, nie skrywać dalej, tak, tak dokładnie miało być.
Oddech wziąwszy zatem głębszy, wyprostowała się nieco, łopatki spięła i skrzydła zwinęła, coby się między drzewami zmieścić, i wychynęła spośród cieni. Powoli kroki stawiąc do wnętrza oświetlonego blaskiem ogniska kręgu, zwróciła swe ślepia na dwie postacie w spięciu stojące.
- Seth, kopę lat - przywitała pół smoka wpierw, gdyż jego najdłużej nie widziała. Na wilka, który uciekł w cienie, uwagi nie zwróciła, bo i woni jego nie poznawała, a ważniejszą postać przecież na Polanie widziała.
- Aldieb... - i głos jej jakby ścichł, schrypł, na psyk wstąpił jakiś dziwny taki, połamany, jakby smutny, ale uśmiech. - Miło Cię znów widzieć...
Gdzieś na końcu języka utknęło to słowo, które wypowiedzieć bardzo chciała, dławiące, żalem przepełnione, ale nie dające się wydusić. Za to szczere i prosto z serca, zaufała więc, że spłynie na jej język, gdy już będzie gotowe.(edytowane)
[00:18] Xander Wright: Przebył długą drogę przez lasy. Nie lubił podróżować drogami czy pagurkami zdecydowanie wolał las w którym czuł się jak w domu. Gdy wyjrzał z za ostatniego drzewa zobaczył polane. Dotarł do celu swojej podróży, zauważył kilka postaci przy palącym się ognisku. Powoli wychodził na polane, nie chciał uczynić zbyt gwałtownego ruchu gdyż mogło by się to dla niego źle skończyć. Chciał dołączyć do stada więc musiał być ostrożny. Podchodził coraz bliżej i był coraz bardziej niepewny czy aby na pewno dobrze robi. Gdy podszedł na tyle blisko by płomień ogniska oświetlał jego pysk położył się na ziemi patrząc na ogień. Teraz czekać na ich reakcje albo przepędzą albo przyjmą.
[00:19] 🌸: Strzygnęła uszami, przekręcając się leniwie na grzbiet, otwierając za chwilę ślepia, które błysnęły błękitem w ciemności jaskini. Wiatr, którym nieświadomie manipulowała nawet przez sen, przyniósł ze sobą zapachy, które jeszcze na długo pozostaną w jej pamięci. Z westchnięciem uniosła łapy do pyska, przecierając go nimi. Nie musiała nigdzie wyruszać, pokazywać się, rozmawiać z kimkolwiek, jednak mimo to wstała, otrzepując się zaraz z piachu. Pożałowała tego, odczuwając ból niemal całego ciała po jej spadnięciu z gór sprzed kilkunastu dni.
Zapachy, wraz z zimnym powietrzem, uderzyły w nią ponownie przy wyjściu z jaskini. Pokręciła łbem na boki, ruszając w wyznaczonym przez siebie kierunku, jakim była standardowo polana. Jeszcze lekko śnięta przemierzała las z zamkniętymi ślepiami, kierując się białą barwą głosu. Uśmiechnęła się półgębkiem, gdy kolor stawał się jaśniejszy, a do tego doszedł kolejny jej znany - szary. Reszty nie mogła określić - nie skupiała się na nich. Biel jej sierści odcięła się gdzieś na krańcu polany, niemal wpadając na wycofującego się Tristana. Potrząsnęła znów łbem, otwierając ślepia, by na niego spojrzeć.
— Trist... Co się stało? — Spytała cicho, pochylając ku niemu łeb.
[00:23] Tristan: Spiął natychmiast całe cielsko, odwracając szybko łeb w stronę Hiacynt. W jego oczach czaiła się niepewność oraz chęć zwykłej ucieczki. Wydał z siebie nieokreślony odgłos.
"Zostaw. Naucz." Potrząsnął mocno łbem, próbując się opanować, utrzymać nerwy na wodzy i nie pozwolić zawładnąć instynktowi nad swoim ciałem i odruchami.
Pokręcił głową, patrząc na Hiacynt. - Nic.. - Mruknąl, spoglądając znów w stronę polany. Oblizał pysk.
[00:28] Seth: Zastanowił się chwilę, lecz niedługą. Przelotne spojrzenie rzucił ku pomiotowi, który ukrył się przed nim w zaroślach i fuknął cicho - ktoś jeszcze przepłaci te nauki życiem. - Przerzucił swoją uwagę ku drugiej stronie polany, do osoby, która wreszcie postanowiła się ujawnić - Rakshasho Morte. - przywitał ją, choć jakby nieczule lub bez entuzjazmu żadnego. Czuł się nieswojo w otoczeniu brzemiennej. Jak wtedy, gdy brzemienna była Dzwoneczek.
[00:28] Seth: [tak, z piotrusia pana]
[00:37] Aldieb: Ogarnęła spojrzeniem polane. Coś się zmieniło, jakiś zew w powietrzu. Lecz nim zdążyła odkryć co tak ja tknęło, usłyszała głosu aksamit. Spojrzala w bok, ku Rakshy, panterze, tak pamietala, lecz jak przez mgłę. I tak też na nią spojrzala. Rozpoznawala, lecz nie znała. Głosy kolejne. Słyszała kroki, kolejne, dwie osoby, wśród grzmotow burzy która w jej głowie się rozgrywała. Nagle ucichła, zapanował spokój. Jaśniej spojrzala, na przybyłych, basiora obcego co jakby znikąd się zjawił I skrzydlata, z którą niegdyś przygody przeżywaly. Nie powitała nikogo, złote spojrzenie znów spoczęło na Złodzieju, który zdawał jej się uchylać od rozmowy. Jakby nie chciał już dłużej w jej obecności przebywać.(edytowane)
[00:43] Rakshasha: I nadal wszystko takie dziwne pozostało. Ci sami, lecz inni zdecydowanie, ale czegóż oczekiwać mogła po latach tylu. Podejrzliwość znów jakaś zakradła się znów w umysł pantery, lecz zbyt wiele nagle się wydarzyło, by skupiła na niej uwagę. Biały wilk gdzieś przemknął, kompletnie nieznajomy, a jednak podobny do znanej zbyt dobrze istoty, inny zaś pojawił się, usiadł i czekał, nie odezwawszy się. Ktoś nowy? Skinęła mu tylko na powitanie, bo sprawa przed nią wydawała jej się ważniejsza.
- Widzę, że wiele się wydarzyło... Nie w porę przyszłam? - Pytanie zwróciła do Setha tym razem, nie widząc rozpoznania w ślepiach wilczycy.
Boleśnie ukuło to w serce pantery, lecz winić mogła siebie tylko. Tyle lat... A jednak jakaś siła nowa zagrzała jej pierś od środka. Była tu teraz, a to - to już coś przecież znaczyło. Tym razem mogła już działać.(edytowane)
[00:46] Seth: [Xanderku, wcisnę Ci się]
[00:46] Seth: - Dziwne się dzieją rzeczy, Rakshasho, nie czuj się niechciana. To wszystko wokół jest niechciane. Dziwne się dzieją rzeczy - odparł, porzucając swoje smocze cielsko i w ludzkie wchodząc. - i Tobie, przybyszu to mówię. Ty również nie czuj się niechciany - mówił, słowa kierując do czarno-białego basiora. - Środek nocy to niby, a jakby equilibrium w powietrzu czuję.
[00:46] Seth: [Equilibrium to moment między nocą a dniem, symbol dualności, Seth mówi o Tobie, X.]
[00:51] Xander Wright: Dziwne się mu zdawało to miejsce. Stado jak stado polana jak polana ale coś jednak niezwykłego. Nie został odrzucony a wręcz otwarcie przyjęty. Radowało go to bardzo gdyż wiązał wielkie nadzieję z przybyciem na te ziemie. Teraz wiedział że znalazł stado choć pozostał w pozycji leżącej tak jak wcześniej. Odparł tylko-nue czuje się niechciany a wręcz potrzebny-po wypowiedzeniu tych słów zaczął wpatrywać się w płomień ogniska jakby było sensem jego życia a on odnajdywał je na nowo.
[00:52] 🌸: Zacisnęła mocniej zębiska, słysząc jego "nic". Warknęła cicho, choć nie do końca brzmiało to jak warkot, a raczej coś o podobnym tonie. — Wiesz, że jeśli będziesz tak odpowiadał, to nie będę w stanie Ci jakkolwiek pomóc. Wiesz o tym. — Mruknęła, ruszając przed siebie tylko po to, by stanąć przed nim i otrzeć się nosem o jego szyję. Mógł jej nie słuchać, olać ją, jednak zawsze będzie starała się wyciągnąć z niego tyle, na ile będzie mogła. Ubiła ziemię końcówką ogona, kuleczki obiły się o siebie, wydając głuchy dźwięk. Sama zwróciła pysk w stronę polany, dając sobie spokój.
[00:57] Tristan: - Nie potrzebuję. - Mruknął cicho, wpatrując się przez chwilę tępo w polanę. Oblizał znów pysk i popchnął samkę łbem, zmuszając ją do tego by wyszła na polanę. Sam zaraz postąpił za nią, uważnym spojrzeniem mierząc jednak nagą postać Setha. Położył po sobie uszy i spojrzał w stronę reszty samic, ignorując prawie nowoprzybyłego, dwukolorowego samca.
[01:05] Seth: Niezręcznie. Aldieb stała sama, lecz wszystkie zmysły kazały nie podchodzić ku niej. Zadumał się znów, nad własną naturą myśląc. Uniósł dłoń na twarzy wysokość i ściskając w niej coś jakby, począł uwalniać palec po palcu. W jego dłoni, migotać skrzydłami począł krystaliczny motyl, jak ten, co zwykł nimi lata wstecz zabawiać Anaid. Czy powinien zabawiać teraz Aldieb? - nie - szepnął, miażdżąc stworzenie w dłoni. Zwrócił swe ludzkie oczy ku pomiotowi po raz kolejny - czy ja zrobiłbym to samo? - zapytał go.
[01:20] Aldieb: Zagubiła się absurdzie zaistniałych zdarzeń, w odmetach niewiedzy, które znów pochłonęły ja falami. W oczach pryskaly drobiny motylich skrzydeł. W uszach jak echo głosy powtarzały, wypowiedzi które padły na polanie. Znów jej wzrok zbladzil, lecz doslyszala smocze pytanie. Czy zrobiłby? Spojrzala nań z napięciem, lecz w głowie znów grzmoty rozbrzmialy, skrzywila się okrutnie; wewnątrz jaźni glosy się nasilily, a wnętrzności ból rozsadzil, silny, dotkliwy. Pasożyt, istota - jak to nazywać?, ożywila się zbyt znacznie. Samica padła nagle na ziemię skulona, po polanie zaś rozeszlo się mocą tajemną "MAMA KUFA NIE RZUCAJ SIĘ NA GLEBĘ BO BOLI"
[01:21] Seth: [lygej bo gasza]
[01:23] Seth: [muter nie ciep się na ziymja bo boli]
[01:24] Tristan: [ cicho, nie psuj dramaturgii! Al cierpi! Trzeba robić cesarkę!"]
[01:28] Rakshasha: - A Ty ciągle mówisz zagadkami, Seth, to się nie zmieniło - odpowiedziała z lekkim uśmiechem Sethowi, [kiedy to było xd] lecz nim była w stanie zagadnąć inne wilki, zbyt wiele na raz dziwnych rzeczy zaczęło dziać się jednocześnie.
I już wszystko wydawało się bardziej znajome. Tak, to było to stado, które pamiętała. Z westchnieniem lekkim, raczej cieplejszym, niż zirytowanym, strzęsła niewidzialne pyłki ze skrzydeł i przygotowała się do lotu.
- Nic tu po mnie dziś - stwierdził. Zawahała się jeszcze, zerkając na Aldieb, po czym znów skierowała spojrzenie na Setha. - Mam nadzieję, że dowiem się więcej następnym razem - dodała, jasno do zrozumienia dając, że wrócić zamierzała, a raczej że już wróciła i na polanie zjawiać się będzie. Zanim odleciała, skinęła pozostałym wilkom, i dopiero wtedy poderwała się do lotu, znikając w cieniach nocy.
[01:33] Xander Wright: Patrząc się w płomień nie mogł nacieszyć się wieścią że ma stado. Musiał niestety je opuścić na tą noc nie zwykł przebywać w jakimkolwiek towarzystwie w nocy a raczej podczas snu. Wstał cofnął się kilka kroków w tył i ukłonił reszcie stada okazując szacunek po czym odwrócił się prędko i pobiegł w las. Miał zamiar zostać w lesie przez noc a potem....potem się okaże.
[01:34] 🌸: Potrzebujesz.- mruknęła w myślach, uśmiechając się półgębkiem. Gdy tylko pchnął ją łbem, podniosła zad, bez słowa ruszając na przód, ciągnąc ogon po ziemi. Pokręciła zaraz łbem, zatrzymując się zaraz na odsłoniętej polanie. Nim ruszyła, rozejrzała się po towarzyszach, zawieszając na każdym wzrok na kilka sekund. Z nadal utrzymującym się na pysku delikatnym uśmieszkiem ruszyła, jeszcze kilka kroków przed siebie, spoglądając zaraz na Tristana, nie wiedząc, czy ma usiąść, czy... zrobić tak naprawdę cokolwiek, byle nie zostawać między zaroślami. Usiadła nieopodal ogniska, nie za blisko, nie za daleko, ubijając łapami ziemię. Powiodła wzrokiem na Setha, delikatnie przechylając pysk na bok, zastanawiając się, o czym może mówić i czy ma to związek z dziwnym zachowaniem Tristana. Zamruczała, pochylając łeb, zrywając się zaraz i zatrzymując w półkroku, gdy ujrzała Aldieb na ziemi. Nastawiła uszy, nie wiedząc skąd rozchodził się głos.
[01:40] Tristan: Zawiesił wzrok na motylu który swój krótki, nawet nie rozpoczęty jeszcze żywot, skończył pomiędzy palcami Upiora. Drgnął nieznacznie, ruszając ostrożnie dwa kroki za Hiacynt. Zastrzygł uchem, słysząc pytanie Setha.
- Zrobiłbyś? - Spojrzał na niego. - Chciałeś. Zrobiłbyś. - Potwierdził, kiwając łbem. Oblizał nerwowo pysku i krótkimi, urwanymi jakby krokami podążył znó za Hiacynt. Nim jednak usiadł obok niej, do jego uszu dotarł krzyk, sprawiając wrażenie jakby go uderzył. Znał ten glos.
Istota będąca dzieckiem Aldieb. Skierował ku niej łeb, oblizując pysk i postępując w jej stronę. Zacharczał głośno, potrząsając głową.
[01:44] Seth: Poszedł se.
[01:45] Seth: [nie no]
[01:47] Seth: Opuścił wzrok i odwróciwszy się od niego, począł iść w przeciwnym do niego kierunku. - chciałem. - przyznał, postępując powoli z nogi na nogę, wolno sunąc do przodu. Jak wcześniej, porzucił swe ciało, przybrał smocze i nim ku niebu się wzbił dodał - ale mam władzę nad sobą.
[01:47] Seth: [i odleciał, wracam do zdjęć]
[01:54] 🌸: Spojrzała na Tristana, który zaraz pojawił się obok niej, kierując w stronę Aldieb. Sama podbiegła do niego, zagradzając mu samą sobą drogę. — Pamiętaj, obiecałeś jej coś.— Wymruczała, odbiegając zaraz od niego do Samicy, pochylając ku niej łeb, niemalże kładąc się przed nią na ziemi. Trąciła nosem jej policzek.(edytowane)
[02:01] Aldieb: Świat z wolna wracał. Wirowanie ustawalo, choć wciąż czuła się jakby poza własnym ciałem była. Spojrzala nieprzytomnym wejrzeniem na nos czarny, pysk biały; Kwiatek, wybawicielka, znowu. Poruszyła się nieznacznie, próbujac wstać, zrozumieć co się właśnie stalo. Przedziwne mrowienie wciąż rozchodzilo się po jej ciele, znajome ciepło mackami po skórze rozszerzalo. Płytkie oddechy wyrownywac się zaczęły. W myślach rozbrzmialo wspomnienie; łopot smoczych skrzydeł.
[02:05] Tristan: Wydał z siebie ciche, krótkie i niepewno skomlenie. Potrząsnąl mocniej głową, z uporem starając się zagłuszyć własne myśli. Zdusić je, nie pozwolić wypłynąć i zawładnąć jego mięśniami.
Przez zaciśnięte zęby wydostał się warkot, łeb opuścił się ku ziemi, ślepia zamknęły odcinając go od widoku Aldieb oraz Hiacynt. Smok mial władzę nad sobą. A on nie miał zamiaru być gorszy. Dlatego też stał tak, bijąc się z samym sobą, nieruchomo w tej chwili niczym posąg.
[02:17] 🌸: Zamruczała cicho, jakby uspokajająco, unosząc nieco łeb. Wyciągnęła go w stronę jego brzucha, kreśląc nosem w powietrzu jakiś znak, który zaraz po jego zapisaniu, zajaśniał, przekręcił się, zdeformował i wchłonął się w nią. Nie wiedziała, czy to w jakikolwiek sposób zadziała. Miała już nie odczuwać takich bólów. Przynajmniej nie w tak bolesny sposób. Podniosła się, ocierając łapą o jej szyję i spojrzała na Tristana.
[02:27] Aldieb: Odetchnęla głęboko czując nagle ulgę. Ciepło wypełniło jej ciało po czym powędrowało dalej, mackami sięgając do białego futra, obejmując Kwiatka w podzięce i zsylajac na nią cieplo. Nie fizyczne, znaczące wysoka temperature; było w tym coś więcej, jakby stan umysłu.
[02:39] 🌸: Widząc, że Tristan ani drgnął, znów spojrzała na Aldieb, pochylając się znów, by ją podnieść. Zawahała się. Dobra podniosłaby ją, ale... co dalej. Położyła po sobie uszy, stawiając je zaraz na sztorc, cofając się o krok z pozostawioną uniesioną łapą, gdy tylko poczuła dziwne ciepło opływające jej ciało. Zamarła, nie wiedząc, co się właśnie stało. Instynktownie zebrała wokół siebie chłodne powietrze, które miało schłodzić jej cielsko, jednak nic takiego się nie działo. Warknęła cicho, nie odchodząc jednak.
[02:47] Aldieb: Ciepło cofnęlo się delikatnymi falami, wracając do swej zywicielki. Nie reagowało na Tristana. Nie wyczuło zagrożenia? Czy moze Kwiat go swym cialem przyslonila? Był jednak spokój. Aldieb wstała. Nie w pełni świadoma poczynan ciepla, spojrzala na Hiacynt z wdzięcznością. Wypowiedziała krótkie lecz bardzo wymowne Dziekuje, po czym szybko się oddalila, w kierunku jaskiń, by Czarnego nie dręczyc już dłużej.
[02:52] 🌸: Skinęła delikatnie łbem, nadal nie wiedząc, co przed chwilą zaszło. Spojrzała za nią, cicho wzdychając. — Nie ma sprawy, Słońce. — Wyszeptała, zaraz się odwracając. Zimne podmuchy jeszcze chwilę targały jej sierścią, gdy podeszła do Tristana, ze spokojem wtulajac pysk w jego szyję. — Hej. Już dobrze. — Wymruczała dość głośno, by mógł się obudzić.
[02:56] Tristan: Zadrżał. Nie, zatrząsł się. Jakby nagle jego ciało dopadły igły mrozu przed którymi nie ochroniłoby nawet futro. Wyszczerzył zęby, kłapnął nimi w powietrzu, odwracając pysk w drugą stronę niż była Hiacynt. Charkot wydobył się z głębi gardła, mięśnie spięły się.
A w następnej chwili oklapł, myśli znów ruszyły wartkim strumieniem. Opadł zadem na ziemię, spoglądając nierozumiejącym spojrzeniem na odchodzącą Al, a potem na Hiacynt. Niczym zagubione we mgle dziecko.
Z głośnym pomrukiem wtulił pysk w szyję Hiacynt.(edytowane)
[03:04] 🌸: — Nadal nie wiem, co się dzieje, gdy znajdziesz się w obecności Aldieb i Setha. — Mruknęła, uśmiechając się mimo wszystko ze wzrokiem wbitym w czerń przed nią. — Mogę jedynie sobie wyobrażać, dopowiadać to i tamto. — Podjęła temat, unosząc łapę, by zaraz ją postawić. — Nie będę Cię zadręczała. Powiesz mi w swoim czasie.
[03:14] Tristan: - Seth.. - Przemielił to imię przez chwilę w pysku. - Jest Złodziejem. Dusz. Musi pożerać by żyć. - Zaczął cicho, nie wiedząc dokładnie co chce powiedzieć. Nie wiedział czy dobrze rozumiał, miał jednak nadzieję, że nie.
- Tak jak i ja jestem. W pewnej części. Nie wiem jak dużej. Ale jestem. I też będę musiał to robić. A Aldieb.. - Zamilkł znów, tak jak przy imieniu Upiora. - Ma w sobie.. Coś. Coś potężnego. Z potężną Duszą. Coś co kusi. A to co mam w głowie każe mi to pożreć, posilić się, zabić. - Potrząsnął mocno łbem i poderwał się na proste łapy, jeżąc się mimowolnie prawie jak kot.
[03:21] 🌸: Słuchała go, nadal wpatrując się w ciemność. Spokojna, jak nigdy przedtem. Dopiero gdy potrząsnął łbem uniosła obydwie łapy, łapiąc między nie jego pysk, by przyłożyć czoło do jego czoło. Otuliła ich cielska przyjemnym, chłodnym powietrzem, wzdychając cicho. — Jesli coś cię dręczy w tej sprawie - mów mi wszystko, co ślina na język przyniesie. Trzymanie tego w sobie nic nie da, a może zaszkodzić. — Wyszeptała, za chwilę opuszczając łapy na ziemię, by odsunąć się od niego.
[03:23] Tristan: Spojrzał na nią tymi swoimi dwukolorowymi ślepiami gdy ta unieruchomiła jego łeb. Milczał dość długo, do chwili gdy ta już siedziała spokojnie.
- Nie masz jak mi pomóc. Nie możesz. - Odezwał się cicho i pokręcił głową. - Nie możesz. - Powtórzył znów, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Czy iść, zostawić ją tak czy jednak być t dalej, obok niej. - Mogę by zagrożeniem. - Uśmiechnął się kwaśno.
[03:27] 🌸: — Myślisz, że mnie jakkolwiek ruszy to, że możesz być zagrożeniem? — Zaśmiała się gorzko i krótko, ubijając końcówką ogona ziemię. Westchnęła ciężko, przechylając lekko łeb na bok, wpatrując się w niego. — Znasz mnie, więc powinieneś wiedzieć, że będę się starała. I uspokój się już. — Uśmiechnęła się łagodnie, gdy tylko skończyła, wyciągając w jego stronę łeb.
[03:30] Tristan: W pierwszym odrucho cofnął gwałtownym ruchem glowę. Jednak gdy spojrzał na Hiacynt, zbliżył się do niej, opierając pysk na jej karku. Nawet w tej chwili miał ochotę poczuć jak jego zęby zaciskają się na ciepłym ciele, pozwalają upuścić powoli życie i dają uciec duszy. Przełknął głośno ślinę i zamknął oczy. - Jeśli kiedykolwiek spróbuję zrobić coś Tobie lub komukolwiek innemu gdy Ty będziesz obok.. Powstrzymaj mnie za wszelką cenę. Ale nie rób sobie krzywdy. - Mruknął cicho.
[03:38] 🌸: — Własne życie mogę oddać, jednak trochę będzie kłóciło się z tym, bym nie robiła sobie krzywdy. — Odpowiedziała od razu, kręcąc zaraz łbem na boki. Zbyt jasno dawała mu do zrozumienia, że mimo wszystko będzie starała się pomóc, nawet jeśli będzie to groziło jej śmiercią. Zacisnęła szczęki, delikatnie odchylając łeb do tyłu, by spojrzeć na równie ciemne niebo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz