wtorek, 9 listopada 2010

Niepokój.

[9 listopada 2010, BK]

.Muzyka.

  Przekręciłam się na drugi bok, powoli wybudzając się ze snu. Przeciągnęłam się, wyciągając po kolei wszystkie łapy i grzbiet. Zamrugałam najpierw jedną powieką, potem drugą, w końcu otworzyłam oczy. Przez ten czas w moim ciele rodziło się znajome uczucie niepokoju. Właściwie nie tyle, że się pojawiało, raczej było pozostałościami snu, który we fragmentach właśnie powracał do mojej pamięci. Zadrżałam i wstałam. Wychynęłam z jaskini, idąc na chwiejnych łapach, nadal do końca nieobudzona. Jednocześnie odruchowo starałam się przypomnieć sobie każdy szczegół snu.
  Przed jaskiniami zobaczyłam zwierzęta, niektóre jeszcze zaspane, inne już dawno rozbudzone. Zwyczajowa poranna krzątanina. Zawróciłam i padłam na posłanie, zwijając się w kłębek. Chyba nic się nie stanie, jak jeszcze chwilę sobie poleżę...? Z pewnością, ale oczywiście... zasnęłam.
  Przebudziłam się na chwilę, częścią świadomości zdając sobie sprawę z tego, że powinnam była już dawno wstać. Ale druga część mojego jestestwa, ta bardziej leniwa nakazała mi zostać w ciepłym miejscu i odpoczywać. Zapomnieć o wszystkich szaleństwach tego świata. Nigdy nie szczyciłam się silną wolą. Zostałam, nie oparłam się pokusie. Znów pogrążyłam się w śnie.
  Przebudzałam się w ten sposób jeszcze dwa razy. Za trzecim otworzyłam gwałtownie oczy i usiadłam. Zaspałam. Zdałam sobie z tego sprawę niemal natychmiast. Moje ciało ogarnęło dziwne poczucie winy. Prawie zagłuszyło strach, ten ciągły niepokój towarzyszący mi przy każdym śnie. Przez te kilka godzin znów zostałam złapana przez koszmary nocy.
  Pokręciłam się chwilę przed jaskiniami. Ale niedługo, znów wróciłam na posłanie. Coś pożerało mnie od środka. Zapatrzyłam się w szarą zimną skałę, znajdującą się kilka centymetrów od mojego nosa. Znowu te sny. Nie, to nie były koszmary. Nikt mnie w nich nie gonił, nie zjadał, nie było krwi, zwłok, niczego tak naprawdę strasznego. A mimo to po wybudzeniu, po każdym tym śnie w moim ciele pozostawał strach, niepokój, uczucie że to było złe.

  W pewnym momencie moje myśli przeniosły się do innego okresu. Lipiec. Ciepły, słoneczny miesiąc. Wtedy przyśnił mi się ten sen. Ten, który pamiętam do dzisiaj, który tak mną wstrząsnął. Byłam przerażona. Wyobrażałam sobie Bóg wie co... to niby tylko sen ale... w tym śnie moje dwie najlepsze przyjaciólki zostały zastrzelone. To było po prostu nie na moje siły.