Szaman zajęty akurat był ciągnięciem dziczego truchła ku swej skalnej jaskini. Postanowił zwiększyć zapasy trupów i możliwych wojowników na wypadek walk, gdyż Światem Duchów od kilku tygodni wstrząsały dziwne wydarzenia. Duchy nie były zbyt przychylne, były zdenerwowane i kapryśne. Myślał wciąż nad nowymi sposobami przekupienia ich na swoją drogę.
Znieruchomiał w pół kroku, nie unosząc pyska znad ciepłego jeszcze ciała. Wciągnął w nozdrza zapach powietrza, gdzie dominowała woń dziczej sierści i krwi. Uniósł powoli łeb i prześlizgnął wzrokiem po drzewach, obserwując je.
Duch? Szaman? Kolejny? Uśmiechnął się, szczerząc zielone zęby i otrzepał się, na co zaraz zareagowały znaki na jego ciele. Zabłysły nikłym, akwamarynowym światłem, gdy Pozytywka skupiał się na znalezieniu miejsca, z którego czuł energię. Nie był podlotkiem, który nie wie co robi więc zidentyfikowanie intruza przyszło mu gładko.
Należał do stada, powinien to sprawdzić, prawda? A jeśli ktoś rozwlecze mu dzika? Rzucił okiem na truchło i westchnął ciężko, otrzepując się znów. Lekkim truchtem ruszył w las, uchylając łba przed nisko wiszącymi gałęziami.
*
Krople wilgoci perliły się na rudawej sierści. Nastroszone futro falowało zgodnie wraz z niespiesznymi ruchami rysia. Kotka zapatrzyła się w stalowoszary całun nieba, zwieszający się nad lasem. Miedziane tęczówki przesunęły się leniwie po zmurszałych pniach. Wskoczyła z gracją na powalony konar, stąpając lekko po śliskiej powierzchni. Zatrzymała się. Odwróciła głowę za siebie, w kierunku skąd dobiegały dźwięki. Zeskoczyła lekko na ziemię. Omiotła spojrzeniem okolicę. Ananta oddalił się na niewielką odległość, jednak dostrzegając iż samica się zatrzymała, zaczął płynąć w jej kierunku. Kotka znów wlepiła ślepia w ścianę zarośli, wyczuwając pod łapami drżenie podłoża. Niedługo potem zza pniami dostrzegła czyjąś sylwetkę. Potrząsnęła głową, strzepując zimne krople deszczu, które wciąż kapały z gałęzi.
Szaman kierował się obcą duchową energią, która zaprowadziła go wprost do rysicy. Zatrzymał się i pochylił nisko łeb dotykając nim ziemi. Przygiął również łapę w ukłonie. Wyprostował się i rozejrzał w poszukiwaniu Ducha, a potem wyszczerzył zębiska w uśmiechu.
- Witam Cię na naszych terenach. Nie wiem czy miałaś przyjemność poznać już innych. Nazywam się Spieluhr, ale możesz mówić Pozytywka, jak Ci będzie wygodniej. Jestem stadnym Szamanem. - Przedstawił się tak jak zwykle dla każdej kolejnej, nowej duszyczki na tych terenach.
Samka omiotła potwora spojrzeniem ognistych ślepi, kiedy ten zginał się przed nią w ukłonie i wypowiadał słowa powitania. Dziwoląg. Pomyślała, wciąż przypatrując się nietypowo ubarwionej istocie. Wpatrywała się w niego przez kolejne minuty, chłonąc obce struktury z umiarkowaną ciekawością. Spieluhr czekał cierpliwie, aż rysica raczy mu odpowiedzieć. W tym czasie sunął wzrokiem za mglistą postacią rekina. Milczenie kotki trwałoby zapewne dłużej gdyby nie duch, który przepłynął właśnie kilka centymetrów przed jej nosem. Zapatrzyła się na wodną strukturę, wyrwana z zamyślenia, po czym skupiła wzrok na nieznajomym.
- Ach - wydała z siebie niski pomruk - Witaj, Szamanie. Zaczynałam powątpiewać w słowa Silje jakoby żyli tu inni poza jej ogoniastą osobowością. Wszyscy wyglądacie jak wybryki natury, czy też trafiło na to zrządzenie losu? - W tonie jej głosu nie było słychać złośliwości, co najwyżej ciekawość.
Samiec postawił uszy na sztorc, gdy usłyszał jej głos i rozciągnął wargi w uśmiechu, przyglądając się jej uważnie.
- Zwykłe zrządzenie losu, że akurat na tych terenach postanowiły zgromadzić się dość... szczególne osobniki. - Mruknął z rozbawieniem. - Ty jak widzę, do końca normalna również nie jesteś. Może i masz wygląd rysia, ale On mówi sam za siebie. - Wskazał pyskiem postać rekina.
- On? - Wykrzywiła pyszczek w grymasie, łypiąc z udawaną niechęcią na ducha. - Sam się przypałętał. Pozbyć się nie można. - Oblizała nos z zimnych kropel cieczy.
Uśmiechnął się z delikatnym rozbawieniem, słysząc słowa Kotki na temat Ducha.
- Jesteś Szamanem? Bo Duchy z reguły nie wędrują ze zwykłymi istotami. - Przeciągnął się, obserwując rekina.
- Nie mnie oceniać o własnej zwykłości czy odmienności. Choć nad wyrost byłoby nazywanie Szamanem. Ot, zwykłe zabawy. Czasem coś się spartoli. - Znów się otrząsnęła. Gęsta kryza zafalowała, posyłając dokoła wodniste kryształy. Jej ślepia były równie rozmyte, jak jej wypowiedź. Wodziła wzrokiem za duchem, z zamyślonym wyrazem pyska.
- Cóż. Różne przypadki są na świecie. - Przeciągnął się i podrapał za uchem, czekając cierpliwie, aż ta kontynuuje rozmowę. Przez ten czas obserwował z uwagą Ducha, nie mając nic innego do roboty.
Wzrok Runy padł na drzewa, co też przypomniało kotce nurtujące ją pytania. Odwróciła się do rozmówcy z ożywieniem wypisanym w jasnych ślepiach.
- Mówisz szczególne. Że się zgromadziły. Czy ma to związek z Drzewem? Silje twierdzi, że jest niezwykłe. Może. Ale, że trzeba je chronić? Wciąz nie mogę pojąć jaki w tym cel.
Zwrócił ślepia ponownie na rysicę i skinął delikatnie łbem.
- Wydaje mi się, że ma związek z Drzewem. Jego magia przyciąga, kusi, daje poczucie... bezpieczeństwa? Daje przeświadczenie o tym, że w tym miejscu, na tych terenach, wśród tych drzew znajdzie się szczęście, spokój i schronienie. - Mruknął, mówiąc z własnego doświadczenia. - Lepiej dmuchać na zimne, nie uważasz? Po co dać Je skrzywdzić, skoro można temu zapobiegać i nie odczuwać na własnej skórze konsekwencji złych wyborów? Drzewo i jego magia spajają to miejsce, trzymają w kupie, pozwalają istnieć. Podejrzewam, że samo nie może się obronić, dlatego wybrało właśnie Strażników. Może dawać sygnały, ostrzeżenia przez to, że łączy tutaj wszystkie istoty, istnienia, nawet przedmioty martwe. Te wszystkie tereny są jak wiele żyć złączonych w jedno, żyjących w symbiozie. W pokoju. - Uśmiechnął się, unosząc pysk by nadstawić go ku wiatrom. Odetchnął głośno i spojrzał przepraszająco na Samicę.
- Wybacz, rozgadałem się trochę. Natchnienie duchowe. - Mruknął z rozbawieniem i przesunął łapą po glebie. Znaki na jego ciele rozjarzyły się na kilka sekund oślepiającym światłem, a potem znów przygasły. Kotka przypatrywała się jego ruchom w milczeniu, w myślach wciąż zastanawiając się nad jego słowami dotyczącego Drzewa, które tak ją interesowało. Przymrużyła ślepia, kiedy neonowe znaki Szamana zajaśniały zielonkawym światłem. Poczuła mrowienie przeszywające całe jej ciało, jakby zimne krople deszczu. Ale to nie było pogoda, wyczuła napięcie Ducha, to on wpierw zareagował, zanim kotka dostrzegła skrzącą się perliście sylwetkę Tygrysicy. Samiec spojrzał w bok na postać białej Samicy, która wychyliła cielsko z Nie-Świata do realnego.
- A to mój przewodnik, Strażnik i odrobinę szamański Bęben. Towarzyszy mi w podróżach i opiekuje się w świecie Duchów. Arsat. - Uchylił łba Tygrysicy, która na jego piękne słowa nie zareagowała. Mgielna postać skinęła łbem ku Runie, z jakąś taką królewskością w ruchach i powiodła wzrokiem za postacią rekiniego Ducha.
- Miło mi Was poznać. Pozytywka może wydawać się.. Szczególny, a czasami nawet straszny, jeśli zbliżysz się do jego legowiska, ale to wciąż jeszcze tylko dziecko, mimo lat na karku. Często rozmowy z nim mnie nudzą dlatego mam nadzieję, że znajdę innych towarzyszy. - Uniosła kąciki ust w szyderczym uśmiechu, spoglądając na Szamana który parsknął i odwrócił dumnie łeb. Głos kocicy był cichy, melodyjny, przypominający odrobinę dzwonki poruszane wiatrem. Brzmiał tak, jakby wydobywał się zza mgły. I była to mgła, oddzielająca od siebie światy.
Rysica wysłuchała mglistego głosu zjawy, przypatrując jej się z ciekawością. Wiele razy na swej drodze spotykała tak odmienne istoty, nigdy jednak w takim natężeniu; nadal ją to zadziwiało. Skinęła delikatnie łbem w odpowiedzi na powitanie Tygrysicy. Nie należało to do jej zwyczajów, ale widać postawa Białej wywarła na niej wrażenie.
- Życzę zatem powodzenia. - Wydobyła z siebie cichy pomruk, w odpowiedzi na jej ostatnie słowa. Kątem ślepi widziała jak Ananta pływa nad nią w powietrzu, robiąc szybkie zwroty i skręty, unosząc się wyżej, to znów się zniżając, obserwował samicę z zaświatów, nie odezwał się jednak słowem.
Skrzydlata wadera o czarnym ubarwieniu wyszła na patrol wieczorną porą. Czy raczej taki był jej pretekst, ponieważ nie przyznałaby nawet przed sobą, że ostatnimi czasy cierpiała na bezsenność. Nie lubiła odsłaniać swoich słabości. Gdy zeszła na skraj lasu dostrzegła czyjąś sylwetkę na polanie. Okazała się nią być nowa bywalczyni terenów HOG. Podeszła bliżej samicy, by ją przywitać.
- Witaj na terenach Stada Strażników. - Przyglądała jej się uważnie. Jej wzrok zdawał się być beznamiętny, co zdarzało się gdy padała ofiarą gorszego nastroju, tak jak to miało miejsce dzisiaj.
Runa schyliła głowę w lekkim ukłonie, w odpowiedzi na powitanie skrzydlatej samicy. Słuchała jej dalszych słów.
- Cieszy mnie fakt, iż postanowiłaś do nas dołączyć. - Powiedziała wadera, spoglądając na rysicę, czekała na jej reakcję.
W cynamonowych ślepiach zdawały się tańczyć ogniki. Pysk kotki wykrzywił się w uśmiechu, jakby właśnie usłyszała żart. Oblizała się i nastroszyła białe wąsy. Miedziane tęczówki utkwiła w ogoniastej.
- Tylko głupiec cieszy się z czegoś, nie wiedząc co z tego wyniknie. - Mruknęła niskim głosem.
- A skąd możesz wiedzieć, czy nie przypuszczam jak to się skończy? - Jej słowa nie zdziwiły Silje, nie wiedzieć czemu, ale spodziewała się podobnej reakcji. Wzrok Runy stracił zwyczajowy błysk. Rysica zaczęła się rozglądać nagle rozkojarzona. Czy raczej jakby coś innego przykuło teraz jej uwagę. Nigdzie nie było widać zjawy, która zazwyczaj jej towarzyszyła. Silje wydało się to trochę dziwne, z tego co zauważyła zdawali się być nierozłączni, ale nie planowała się wtrącać.
- Wszystko jedno. - Kotka wymamrotała niemal niedosłyszalnie pod nosem. Zmrużyła na moment ślepia. Przeszła parę kroków, na giętkich, sprężystych łapach, idąc po okręgu, tak by widzieć waderę. Jakby okrążała swą zdobycz. Przystanęła. Podniosła pysk i już spokojniej rozejrzała się dookoła. jej spojrzenie złagodniało.
- Być może zostanę. Przez jakiś czas. Ciekawa jestem drzewa, o którym wspominałaś.
Silje spokojnie obserwowała poczynania samicy, nie przejmując się zbytnio jej zachowaniem. Radowało ją, że stado się rozrastało. Choć jedna dobra nowina od dłuższego czasu.
- Drzewo objawia się wybranym członkom stada w odpowiednim momencie. - Spojrzała w kierunku, gdzie znajdowała się najważniejsza z jaskiń, a mianowicie wejście do miejsca pobytu Drzewa.
Kotka parsknęła krótkim urywanym śmiechem. Pokręciła łbem, pobłażliwie zerkając na wilczycę. Jej słowa brzmiały w uszach rysicy jak kiepski żart. Z jej punktu widzenia skrzydlata była naiwna. Albo zbyt optymistyczna; może na jedno wychodziło. Drzewo się objawia, doprawdy... Oblizała pysk, strosząc białe wąsy. Nie kpiła już dłużej, w końcu sama zadała pytanie. Zmiana jej nastawienia odbiła się w cynamonowych ślepiach, choć rysica nie wypowiedziała żadnego słowa. Zatrzepała uszami, delikatny wiatr ją łaskotał, a dźwięki dobiegające zewsząd ciągle rozpraszały. Na moment jej czarne źrenice rozszerzyły się, kiedy zakotwiczyła wzrok gdzieś poza sylwetką rozmówczyni, mięśnie instynktownie się napięły, ciało pochyliło, gotowe do skoku. Mysz czmychnęła dalej, znikając między runem leśnym, a kotka się rozprężyła, znów wracając spokojnym już spojrzeniem do samicy.
- Raczysz oprowadzić mnie po okolicy? - Jej niski tembr głosu wydobywał się leniwie z gardzieli, podczas gdy rysica przeszła kilka miękkich kroków rozglądając się po wciąż obcym jej Lesie.
Wilczyca nieznacznie potrząsała głową, gdyż sama się zamyśliła.
- Ależ oczywiście. - Kiwnęła jej łbem i ruszyła ku wejściu do lasu, zagłębiając się między wysokie pnie drzew. Runa w milczeniu podążyła za skrzydlatą waderą, przysłuchując się jej słowom i bacznie przypatrując się nieznanym ścieżkom. Pędzelki jej uszu wychwytywały ciche melodie wiatru, a nozdrzami pochłaniała barwne wonie puszczy. Wszystkie jej zmysły skupione były na otoczeniu.
- Pokażę ci najważniejsze miejsce dla członków stada. - Silje cały czas spoglądała przed siebie. Ich celem była jaskinia, w której znajdowało się Drzewo Istnień. A przy okazji przechodziły przez jaskinie zamieszkiwane przez członków stada.
- Tutaj znajdują się jaskinie mieszkalne. - Zatrzymała się na chwilę. - Te tutejsze według mnie i drugiej alfy są najwygodniejsze, ale na terenie stada jest ich więcej, także wybór jest spory. - Gdy wspomniała o swojej siostrze na chwile zesztywniała, ale ten stan rzeczy szybko minął i zachowywała się jakby nigdy nic. Runa wychwyciła zgrzyt w głosie przewodniczki, ale nie pytała - nie miało to dla niej większego znaczenia.
- Idziemy dalej. - Rzuciła wilczyca i ruszyła w stronę lasu.
Rysica obrzuciła jaskinie pobieżnym spojrzeniem i podążyła za ogoniastą, bezszelestnie stąpając po wilgotnej ściółce leśnej.
Skrzydlata obejrzała się, czy kocica idzie za nią, gdyż koło siebie jej nie zauważyła. Gdy ją dostrzegła, znów spojrzała przed siebie.
- Polanę już znasz, wiec ją ominiemy. Pokażę ci najważniejsze miejsce dla nas wszystkich. Runa posłusznie podążyła za waderą, bez słowa, bezszelestnie. Bacznie obserwując przewodniczkę, zmieniła kierunek sekundę po niej, lekko przeskakując nad leżącą na ziemi gałęzią. Po chwili dało się wyczuć dziwną, lecz potężną aurę. Należała ona do Drzewa, o czym wilczyca dobrze wiedziała, ale kocicy mogło się to wydawać dziwne.
Rysica zastrzygła uszami, zdwajając nagle czujność, zaalarmowana przez dziwne uczucie, delikatne mrowienie przeszło przez jej ciało. Nie wiedziała co to jest, jednak sierść na grzbiecie mimowolnie jej się zjeżyła. Zerknęła na skrzydlatą, jednak ta wydawała się nie reagować, toteż postanowiła na razie dalej za nią podążać. Żałowała jednak, że nie było przy niej teraz Ananty.
Silje uważnie obserwowała zachowanie rysicy. Była ciekawa jak zareaguje na wyczuwalną wokół nich aurę, a musiała przyznać iż reakcje były różne, czasem nawet dość dziwaczne. Puszysta sierść na grzbiecie Runy delikatnie falowała. Źrenice rozszerzyły się gwałtownie, przykrywając czernią płomienne barwy tęczówek. Samka obniżyła pysk, nadal na miękkich łapach podążając za przewodniczką. Uszy położyła po sobie, miała lekko uchylony pysk, by lepiej wychwytywać zapachy. Nie wiedziała gdzie skrzydlata ją prowadziła, ale nie spodziewała się kamiennej ściany. Zdezorientowana przystanęła tuż za nią, przyglądając się pokrytej bluszczem skale. Nie widziała w niej nic niezwykłego. Dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać nadal jej towarzyszyło, ba, wręcz jego intensywność wzrosła. Jakby jakaś niewidzialna siła wywierała wpływ na wszystkie komórki jej ciała. W jej myślach błysnęły obrazy. Krew. Ogień. Krzyki. Poczucie chłodu i spokoju, gdy Ananta przejął kontrolę nad jej ciałem. Urywki - tylko tyle pamiętała. Nie wiedziała, czemu właśnie teraz stanęły jej przed oczami. Potrząsnęła głową, wprawiając w ruch bujną kryzę na szyi. Jej uszy drgnęły, jej przewodniczka, Silje, zaczęła opowiadać.
- To tu jest wejście do jaskini prowadzącej do Drzewa Istnień, ale nie możemy tam wejść, bowiem nie jesteś pełnoprawnym strażnikiem drzewa. - Spoglądała uważnie na rysicę. - To drzewo decyduje kogo chce tam wpuścić. Ty zapewne widzisz tu zwykłą lita skałę. - Przeniosła wzrok na ścianę. - Jednak, gdy drzewo zechce kogoś wpuścić do siebie, pojawia się tu normalne wejście. - Oczywiście istniał sposób by samemu wejść, ale temu nie zdradzała nikomu nawet innym, już pełnoprawnym strażnikom. Sama miała z tym ogromny problem, ale drzewo zazwyczaj samo ją wpuszczało.
Wysłuchała uważnie jej słów. A więc to tak - może rzeczywiście nie było to zwykłe drzewo. Dopiero teraz, będąc tak blisko zjawiska, zaczynała naprawdę wierzyć w opowieści, które zasłyszała od Ogoniastej oraz Szamana.
- Niezwykłe. - Mruknęła cichym głosem, przypatrując się skale zmienionym spojrzeniem, z pewną dozą fascynacji.
Ze spokojem spoglądała na rysice, delikatnie jej kąciki pyska podniosły się do góry by zaraz opaść. Jej reakcja była zazwyczaj jak reszty niewierzących iż jedno drzewo może mieć jakiekolwiek zdolności, a jednak. Pozwoliła Runie skupić się na aurze i dała jej czas na przemyślenie, co się dzieje nie odzywając się. Jej długą grzywę, która przypominała ludzkie włosy rozwiał wiatr, a ogony kołysały się miarowo na przemian. Ona sama miała dość nietypową reakcje, jednak ta refleksja nie należała do przyjemnych. Na jej pysku pojawił się grymas na jej pysku. W końcu łaskawie się odezwała.
- Mam nadzieje iż to wystarczający dowód na jego istnienie?
Cynamonowe ślepia pobiegły ku wilczycy, gdy ta zadała pytanie.
- Nie wątpiłam w istnienie, tylko w właściwości. - Skorygowała krótko. Nie wątpiła, że drzewo mogło być niezwykłe, jednak swoje wątpliwości nadal miała. Idea Strażników wciąż do niej nie przemawiała, postanowiła jednak nie wszczynać na ten temat dalszych dyskusji.
- Mój błąd, myślałam iż nie wierzysz w samo drzewo. - Zastanowiła się chwile nad tym co powiedziała. - Może kiedyś się przekonasz. - I już temat był zamknięty, nie zamierzała nikogo zmuszać do wiary w cokolwiek i kogokolwiek. Samica sama się o wszystkim miała przekonać, gdy nadejdzie właściwy czas.
- Nie mogę tutaj wejść, więc gdzie dalej mnie poprowadzisz?
- Lubisz zbiorniki wodne? - Spojrzała w las.
- Mam do nich neutralny stosunek. - Odparła. Zastanawiała się gdzie podziewał się Ananta. Nie lubiła kiedy znikał tak bez słowa.
- W takim razie to nasz kolejny przystanek. - Powiedziała, ruszając w stronę południowych terenów stada. Rysica wznowiła marsz kierując swe kroki obok skrzydlatej, pozostając nieco z tyłu, ale tak by móc z nią swobodnie rozmawiać. Czarne pędzelki na uszach znów kierowały się we wszystkie strony, wychwytując zewsząd wszelkie szmery i poruszenia. Jej zmysły jak zwykle pozostawały czujne, nawet gdy sama kotka była zamyślona.
- Powiedz mi jak się tu czujesz? - Ostatnio atmosfera była czasami napięta przez ostatnie wydarzenia, ale kotka mogła jeszcze nie wiedzieć, co się wydarzyło.
Zdziwiło ją nieco pytanie Silje, z jej punktu widzenia zdawało się nietypowe, odpowiedziała jednak bez dłuższej zwłoki.
- Nie gorzej niż gdzie indziej. Przyroda z pewnością jest tu interesująca a i zwierzyny jest pod dostatkiem. Miła odmiana po ostatnim miesiącu głodówki.
Odpowiedź ucieszyła wilczycę, jeszcze tego by brakowało jakby ta sytuacja zaczęła odstraszać nowych członków.
- W takim razie pozwolę sobie, iż twoją odpowiedź uznam na znak, że dobrze się tu czujesz. - Zamilkła to skręcając lub w jakikolwiek inny sposób zmienić kierunek. Już prawie była na miejscu.
Runa poczuła w nozdrzach zapach wody, w uszach delikatny szum. Jej kroki stały się nieco bardziej energiczne.
- Vesi. - Mruknęła pod nosem, rudymi tęczówkami wypatrując wśród gęstych zarośli ich celu.
Kiedy wyszły zza ostatnich krzewów ich oczom ukazało się wielkie jezioro wraz z zatoką. Bez problemu można było dostrzec przeciwległy brzeg, do którego można było się dostać od innej strony lasu. - Oto nasze jezioro. Wodopój i miejsce schadzek w gorące dni.
Rysica obrzuciła pobieżnym spojrzeniem taflę jeziora.
- Macie tu ryby? - Spytała przechodząc parę kroków ku zarośniętemu brzegowi. To miejsce z pewnością nie nadawało się do polowań, ale może w górnym korycie rzeki znalazłaby płytki odcinek? Warto było spróbować.
- Owszem są. - Wilczyca odpowiedziała krótko i ruszyła bliżej tafli wody, wchodząc do niej do połowy łap.
- Jakieś ciekawe gatunki? - Spytała, podążając spojrzeniem za Ogoniastą.
- Jest tu tylko kilka pospolitych ryb jak łososie, karpie i szczupaki. Reszta to zupełnie nowe i niespotykane gatunki. Uwaga na te co przypominają koi, ale o pomarańczowo-różowej barwie. Są trujące. - Nie przepadała za rybami, ich smak nigdy nie przypadł jej do gustu.
Kotka skinęła głową, dając znać że przyjęła do wiadomości. Wyglądało na to, że będzie musiała sama rozeznać się w temacie. Nie pierwszy raz z resztą, także nie narzekała.
- Jezioro jest zasilane przez jakąś rzekę? - Pytała dalej, chcąc jak najlepiej rozeznać się w terenie.
- Owszem. - Wyszła z wody i usiadła tam gdzie się zatrzymała. - Znajduje się tu niewielki potok. Jeśli by pójść pod prąd jego nurtu, skierujesz się na północ, tam gdzie drzewa są bardziej zielone.
- Miło słyszeć. - Mruknęła, z zaciekawieniem spoglądając na błyszącą w gwiazdach taflę wody. Będzie musiała tu później przyjść i zlokalizować wspomnianą odnogę. Na razie spojrzała jednak na Silje.
- Czy to koniec wycieczki krajoznawczej, czy prowadzisz dalej?
- Najważniejsze miejsca już ci pokazałam. - Wstała i otrzepała się, złożyła skrzydła po bokach ciała. - Wracam na polanę, zechcesz mi towarzyszyć czy masz inne plany?
- Mogę potowarzyszyć. - Odparła rysica. Nie miała w tej chwili nic ciekawszego do robienia, nie była też głodna, więc bez namysłu zawróciła i podążyła przez las, kierując się ku polanie. Nie czekała już na Silje, zapamiętała drogę.
Gdy kotka zagłębiła się w lesie, znikając z jej oczu pozwoliła sobie na westchnięcie i ruszyła s w stronę polany szybko doganiając Runę.