Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HOG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HOG. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 sierpnia 2017

Event: "Gdy korzenie upadają, upada całość"


001. "Błąd jednego istnienia"

Wśród drzew panowała cisza. Ciężka, nieprzebyta cisza. Jednakże gdyby się wsłuchać, można by było wychwycić składające się na nią komponenty. O różnej barwie i tonacji, scalające się harmonijnie w mistyczny oddech puszczy. Perlisty dźwięk kropel, które uderzając o liście zmieniały się w srebrzyste girlandy. Miękki szelest piór, gdy ptak zrywał się do lotu. Szmery, odgłos pękających gałązek. Szum odległych, sięgających ku niebu koron drzew. Wszystkie dźwięki splatające się w jedną całość. Puszcza żyła własnym życiem.
Pomiędzy wysokimi pniami przemieszczała się czyjaś sylwetka. Kocie łapy bezszelestnie stąpały po malachitowym dywanie runa leśnego. Nastroszone futro mieniło się barwami, których różnorodny blask bił z pośród niespotykanej roślinności. Kuliste sfery światła unosiły się, swobodnie lewitując w ciężkim od zapachów powietrzu. Fluorescencyjne żyjątka migały pośród listowia, tworząc w leśnym sanktuarium kalejdoskop barw.
Za postacią rysicy podążał rekini duch. Półprzezroczyste ciało, które wyglądało jakby spleciono je z wody, sunęło leniwie w powietrzu, poruszając potężną płetwą ogonową, zupełnie jakby płynął pośród ciepłych fal Pacyfiku.
Dwoje towarzyszy zmierzało na wschód, z każdym krokiem oddalając się co raz bardziej od serca terenów Strażników. Ogon kotki poruszał się z irytacją na boki, uszy położyła po sobie. Jej płomienne ślepia omiatały otoczenie, sama jednak była zatopiona głęboko w myślach. Szła tak bez słowa, od dłuższego czasu, aż milczenie w końcu przerwał stalowy głos Antany.
- Jesteś pewna, że to już czas?
Kotka obróciła się, rzucając na zjawę nieprzychylne spojrzenie.
- Czas na co? - Prychnęła.
- Na opuszczenie Drzewa Istnień. - Blade rybie ślepie łypało na kotkę nieodgadnionym spojrzeniem, a pysk wykrzywiał kpiący uśmiech, pełen rzędów ostrych kłów.
- A kogo to obchodzi? - Sierść na jej grzbiecie zjeżyła się ze złości. - Nadal nie rozumiem co wszyscy widzą w tym zielsku, w tym miejscu. Nic pasjonującego się tu nie dzieje. Nie ma najmniejszego sensu pozostawać tu ani chwili dłużej. - To mówiąc, wydłużyła kroki, zmierzając energiczniej ku granicom stada. Zza grzbietu dobiegł ją cichy śmiech zjawy.
- Kissa, mogłabyś być bardziej szczera chociaż wobec samej siebie. - Rekin przepłynął obok rysicy, jego mlecznobiała postać, załamywała się na tle chropowatych pni.
Runa prychnęła tylko, strosząc przy tym białe wąsy. Od tylu lat wędrowała po świecie. Nie czuła potrzeby by to zmieniać. Nie wiedziała po co Antana drążył temat, tylko ją denerwował. Ruszyła truchtem, ignorując jego dalsze komentarze. Chciała już jak najszybciej opuścić to miejsce i ruszyć ku kolejnym nieznanym krainom.
Szkarłatne krople krwi zawirowały w powietrzu. W gnijącym bezdechu brunatne liście opadały przedwcześnie, pokrywając spękaną ziemię kobiercem karminowych plam. Złote ślepia ziały pustką. Serce pękło w pół. Polana Istnień spływała morzem krwi. Z jaskini bił lodowaty chłód. Pulsująca energia zamarła w bezruchu, a życiodajne Drzewo zamilkło niczym grób. Wrota ku tajemnemu przejściu zamknięte na głucho, porośnięte kobaltowym szlamem. Epicentrum choroby.
Puszczę rozdarł przeraźliwy ryk. Kakofonia dźwięków przetoczyła się siłą przez połacie drzew. Na kilka sekund zamarło wszystko co żywe, struchlałe przez ów płacz. Nieopisany ból, niczym lodowate szpile, wbił się w serca i umysły zwierząt, które nie miały jak się przed nim bronić. Nie wiedziały, że będą musiały zapłacić za błąd jednego istnienia. Że wszystkich dosięgnie kara.

Runa zamarła. Przypadła do ziemi, na drżących łapach. Pokryte czernią źrenic ślepia z przerażeniem spojrzały ku centralnej części lasu, skąd dobiegł porażający serca wrzask. W uszach jej dudniło, wzburzona krew pulsowała w żyłach. Saatana. Cóż to u licha było? W zszokowanym umyśle kotki panował chaos. Z wahaniem wyprostowała nogi, rozglądając się czujnie dokoła. Przez jej ciało przebiegł dreszcze. Zdawało się jakby w jednej chwili las wokół niej opustoszał. Zniknął również Antana. Spojrzała w głąb nieprzystępnej nagle głuszy. Obejrzała się za siebie, skąd przeświecało już światło otwartych przestrzeni. Oblizała nerwowo nos. Nie wiedziała co robić. W głowie ważyła rozwiązania. Wzięła głęboki wdech i przymknęła na moment ślepia.
- Co do diabła... - mruknęła unosząc powieki. Rdzawe ślepia zapłonęły niebezpiecznie w ciemnościach.. W duszy wciąż grały sprzeczne emocje.
Ruszyła bezszelestnym truchtem przed siebie, wracając po własnych śladach do miejsca, które zamierzała opuścić.
Na Polanie Spotkań pojawiło się już parę zaniepokojonych osób. Na jednej z granitowych skał zasiadała Ogoniasta, jak to zwała nazywać ją Runa. Silje wyglądała na przejętą, ale również gotową do działania. Czekała cierpliwie, aż zbiorą się wszyscy członkowie stada. Zza listowia rysica bez trudu dostrzegła charakterystyczną sylwetkę Szamana, a w myślach zarejestrowała brak jego Totemu. Obok alphy siedział kruczoczarny basior, to zapewne jej partner, choć kotka nie pamiętała jego miana. Za plecami rodziców, mignęła jej biała sylwetka młódki, którą kojarzyła ledwie z widzenia.
Przeniosła po cichu łapy, wychodząc zebranym na przeciw. Poczuła na sobie przenikliwy wzrok Pozytywki, który jako pierwszy dostrzegł jej milcząca postać, zupełnie jakby wiedział, że miała się zjawić. Skłoniła głową na przywitanie, omiatając po raz kolejny cynamonowym spojrzeniem polanę. Zwierzęta odpowiedziały cichymi słowami, po czym znowu umilkły. Choć czujne i zaalarmowane, czekały w napięciu, bez zbędnych słów. Kotka jednak nie wiedziała na co, na kogo. Pragnęła jednak wyjaśnienia.
- Także... czy ktoś raczy powiedzieć mi co tu się dzieje? - Jej głos zabrzmiał zgrzytliwie w przytłaczającej ciszy.
- Myślę... że ja będę mogła nieco rozjaśnić sytuację. - Niemrawy szept dobiegł zza grzbietu Runy. Odwróciła się zaskoczona, a jej oczom ukazała się masywna postać smolistej wadery. Nie wydawała się jednak tak wielka jak ostatnim razem gdy ją widziała. Na przygiętych łapach i z podkulonym ogonem, spoglądała niepewnie w stronę siostry, która zerwała się gwałtownie z ziemi. Za zimnym spojrzeniem mignęła burza szamocących się w niej emocji.
Rysica wycofała się, robiąc dla niej miejsce. Od razu przypomniała sobie rozmowę między samicami, której przez przypadek była świadkiem. Przypomniała sobie raniące słowa, które padły wtedy w przestrzeń. "...mordercę. Nie pokazuj się już tu więcej!" Kotka usłyszała zaskoczony głos czarnego basiora, który wypowiedział tylko jedno słowo, jedno imię - Brahmaputra...
Seledynowe tęczówki jednej z alph mierzyły drugą nieodgadnionym spojrzeniem. Trudno było coś odczytać z wyrazu pyska Silje, który zdawał się zamienić w kamienną maskę. Runa obawiała się, że samica zaraz wybuchnie, ta jednak zaskoczyła ją zimnym tonem, w którym tylko ledwie było słychać dobrze skrywany ból.
- W takim razie mów.
Brahmaputra zadrżała pod stalowym głosem siostry, który przebił powietrze jak miecz. Wyprostowała się jednak, zachowując resztki swej dumy i zaczęła opowiadać, zaspokajając wreszcie ciekawość zgromadzonych. Jej głos rozbrzmiał donośnie w zamkniętej w skorupie czasu krainie.
- Legendy głoszą, że gdzieś w głębi lasu, poza terenami naszego stada, uśpiony jest Pradawny Duch, który przez wieki spoczywał w letargu. Sądzę, że właśnie tam musimy udać się wpierw na poszukiwania, by wyjaśnić co dokładnie się stało. Równowaga w Lesie Strażników została zaburzona. Wiem, że Ty też możesz to wyczuć Silje, i wy także. - Spojrzała po kolei po pyskach zgromadzonych zwierząt. - Tak starą istotę zbudzić mogła jedynie wielka zbrodnia, ktoś musiał zagrozić jej bezpieczeństwu. Wszyscy słyszeliśmy jej ryk. Jest jak chore, oszalałe zwierzę. Musimy... - zawahała się na moment, jakby zastanawiając się nad dalszymi słowami - ....odnaleźć sprawcę tego czynu i powstrzymać rozszalałego Ducha, nim zaślepiony bólem i wściekłością, zmiecie z powierzchni ziemi całą połać Puszczy. Jego macki sięgają już poprzez lasy, a gdy dosięgnie Drzewo Istnień, będziemy zgubieni. Naszym zadaniem, jako Strażników jest obłaskawienie Ducha i zażegnanie niebezpieczeństwa.
Skończyła mówić. Rysica zastanawiała się nad jej słowami. To by wyjaśniało zniknięcie pomniejszych duchów. Musiały być przerażone. Zauważyła, że Spieluhr nie wyglądał na zaskoczonego, ciekawe czy sam domyślił się co się stało. Przeniosła cynobrowe ślepia na skrzydlatą waderę, ona również wyglądała jakby znała już ta historię i brała tą możliwość pod uwagę. Zeskoczyła z gracją ze skały i spojrzała z uwagą po wszystkich.
- Wyruszymy od razu. - Zakomenderowała. - I Ty, Brahma.... - Jej imię jakby z trudem przeszło jej przez gardło. - Poprowadzisz nas do jego leża. Roy może zamykać naszą wyprawę.
Ruszyli bez dalszej zwłoki, przemieszczając się przez odmienioną puszczę. Gdzieś w oddali znów rozbrzmiał ryk, a ptaki zerwały się gwałtownie z gałęzi. Szum ich skrzydeł zabrzmiał nad głowami Strażników. Zwierzęta opuszczały ich tereny, uciekając przed niszczycielskim gniewem starożytnej istoty. Pytania czekały na odpowiedzi. Nikt nie mógł wiedzieć jak to się skończy. Ani co będą musieli poświęcić. Natomiast czas jaki im pozostał topniał niczym woskowa świeca. Rozedrgane cienie tańczyły dookoła, drwiący śmiech toczył się z wolna, rozpędzając karuzelę obłędu. Kto mógł wiedzieć, że najgorsze z czym będą musieli się spotkać to nie walka, czy cierpienie, a zwykła, bolesna prawda.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Tajemnica Drzewa Istnień.

Szaman zajęty akurat był ciągnięciem dziczego truchła ku swej skalnej jaskini. Postanowił zwiększyć zapasy trupów i możliwych wojowników na wypadek walk, gdyż Światem Duchów od kilku tygodni wstrząsały dziwne wydarzenia. Duchy nie były zbyt przychylne, były zdenerwowane i kapryśne. Myślał wciąż nad nowymi sposobami przekupienia ich na swoją drogę.
Znieruchomiał w pół kroku, nie unosząc pyska znad ciepłego jeszcze ciała. Wciągnął w nozdrza zapach powietrza, gdzie dominowała woń dziczej sierści i krwi. Uniósł powoli łeb i prześlizgnął wzrokiem po drzewach, obserwując je. Duch? Szaman? Kolejny? Uśmiechnął się, szczerząc zielone zęby i otrzepał się, na co zaraz zareagowały znaki na jego ciele. Zabłysły nikłym, akwamarynowym światłem, gdy Pozytywka skupiał się na znalezieniu miejsca, z którego czuł energię. Nie był podlotkiem, który nie wie co robi więc zidentyfikowanie intruza przyszło mu gładko. Należał do stada, powinien to sprawdzić, prawda? A jeśli ktoś rozwlecze mu dzika? Rzucił okiem na truchło i westchnął ciężko, otrzepując się znów. Lekkim truchtem ruszył w las, uchylając łba przed nisko wiszącymi gałęziami.
*
Krople wilgoci perliły się na rudawej sierści. Nastroszone futro falowało zgodnie wraz z niespiesznymi ruchami rysia. Kotka zapatrzyła się w stalowoszary całun nieba, zwieszający się nad lasem. Miedziane tęczówki przesunęły się leniwie po zmurszałych pniach. Wskoczyła z gracją na powalony konar, stąpając lekko po śliskiej powierzchni. Zatrzymała się. Odwróciła głowę za siebie, w kierunku skąd dobiegały dźwięki. Zeskoczyła lekko na ziemię. Omiotła spojrzeniem okolicę. Ananta oddalił się na niewielką odległość, jednak dostrzegając iż samica się zatrzymała, zaczął płynąć w jej kierunku. Kotka znów wlepiła ślepia w ścianę zarośli, wyczuwając pod łapami drżenie podłoża. Niedługo potem zza pniami dostrzegła czyjąś sylwetkę. Potrząsnęła głową, strzepując zimne krople deszczu, które wciąż kapały z gałęzi.
Szaman kierował się obcą duchową energią, która zaprowadziła go wprost do rysicy. Zatrzymał się i pochylił nisko łeb dotykając nim ziemi. Przygiął również łapę w ukłonie. Wyprostował się i rozejrzał w poszukiwaniu Ducha, a potem wyszczerzył zębiska w uśmiechu.
- Witam Cię na naszych terenach. Nie wiem czy miałaś przyjemność poznać już innych. Nazywam się Spieluhr, ale możesz mówić Pozytywka, jak Ci będzie wygodniej. Jestem stadnym Szamanem. - Przedstawił się tak jak zwykle dla każdej kolejnej, nowej duszyczki na tych terenach.
Samka omiotła potwora spojrzeniem ognistych ślepi, kiedy ten zginał się przed nią w ukłonie i wypowiadał słowa powitania. Dziwoląg. Pomyślała, wciąż przypatrując się nietypowo ubarwionej istocie. Wpatrywała się w niego przez kolejne minuty, chłonąc obce struktury z umiarkowaną ciekawością. Spieluhr czekał cierpliwie, aż rysica raczy mu odpowiedzieć. W tym czasie sunął wzrokiem za mglistą postacią rekina. Milczenie kotki trwałoby zapewne dłużej gdyby nie duch, który przepłynął właśnie kilka centymetrów przed jej nosem. Zapatrzyła się na wodną strukturę, wyrwana z zamyślenia, po czym skupiła wzrok na nieznajomym.
- Ach - wydała z siebie niski pomruk - Witaj, Szamanie. Zaczynałam powątpiewać w słowa Silje jakoby żyli tu inni poza jej ogoniastą osobowością. Wszyscy wyglądacie jak wybryki natury, czy też trafiło na to zrządzenie losu? - W tonie jej głosu nie było słychać złośliwości, co najwyżej ciekawość.
Samiec postawił uszy na sztorc, gdy usłyszał jej głos i rozciągnął wargi w uśmiechu, przyglądając się jej uważnie.
- Zwykłe zrządzenie losu, że akurat na tych terenach postanowiły zgromadzić się dość... szczególne osobniki. - Mruknął z rozbawieniem. - Ty jak widzę, do końca normalna również nie jesteś. Może i masz wygląd rysia, ale On mówi sam za siebie. - Wskazał pyskiem postać rekina.
- On? - Wykrzywiła pyszczek w grymasie, łypiąc z udawaną niechęcią na ducha. - Sam się przypałętał. Pozbyć się nie można. - Oblizała nos z zimnych kropel cieczy.
Uśmiechnął się z delikatnym rozbawieniem, słysząc słowa Kotki na temat Ducha. 
- Jesteś Szamanem? Bo Duchy z reguły nie wędrują ze zwykłymi istotami. - Przeciągnął się, obserwując rekina.
- Nie mnie oceniać o własnej zwykłości czy odmienności. Choć nad wyrost byłoby nazywanie Szamanem. Ot, zwykłe zabawy. Czasem coś się spartoli. - Znów się otrząsnęła. Gęsta kryza zafalowała, posyłając dokoła wodniste kryształy. Jej ślepia były równie rozmyte, jak jej wypowiedź. Wodziła wzrokiem za duchem, z zamyślonym wyrazem pyska.
- Cóż. Różne przypadki są na świecie. - Przeciągnął się i podrapał za uchem, czekając cierpliwie, aż ta kontynuuje rozmowę. Przez ten czas obserwował z uwagą Ducha, nie mając nic innego do roboty.
Wzrok Runy padł na drzewa, co też przypomniało kotce nurtujące ją pytania. Odwróciła się do rozmówcy z ożywieniem wypisanym w jasnych ślepiach.
- Mówisz szczególne. Że się zgromadziły. Czy ma to związek z Drzewem? Silje twierdzi, że jest niezwykłe. Może. Ale, że trzeba je chronić? Wciąz nie mogę pojąć jaki w tym cel.
Zwrócił ślepia ponownie na rysicę i skinął delikatnie łbem.
- Wydaje mi się, że ma związek z Drzewem. Jego magia przyciąga, kusi, daje poczucie... bezpieczeństwa? Daje przeświadczenie o tym, że w tym miejscu, na tych terenach, wśród tych drzew znajdzie się szczęście, spokój i schronienie. - Mruknął, mówiąc z własnego doświadczenia. - Lepiej dmuchać na zimne, nie uważasz? Po co dać Je skrzywdzić, skoro można temu zapobiegać i nie odczuwać na własnej skórze konsekwencji złych wyborów? Drzewo i jego magia spajają to miejsce, trzymają w kupie, pozwalają istnieć. Podejrzewam, że samo nie może się obronić, dlatego wybrało właśnie Strażników. Może dawać sygnały, ostrzeżenia przez to, że łączy tutaj wszystkie istoty, istnienia, nawet przedmioty martwe. Te wszystkie tereny są jak wiele żyć złączonych w jedno, żyjących w symbiozie. W pokoju. - Uśmiechnął się, unosząc pysk by nadstawić go ku wiatrom. Odetchnął głośno i spojrzał przepraszająco na Samicę. 
- Wybacz, rozgadałem się trochę. Natchnienie duchowe. - Mruknął z rozbawieniem i przesunął łapą po glebie. Znaki na jego ciele rozjarzyły się na kilka sekund oślepiającym światłem, a potem znów przygasły. Kotka przypatrywała się jego ruchom w milczeniu, w myślach wciąż zastanawiając się nad jego słowami dotyczącego Drzewa, które tak ją interesowało. Przymrużyła ślepia, kiedy neonowe znaki Szamana zajaśniały zielonkawym światłem. Poczuła mrowienie przeszywające całe jej ciało, jakby zimne krople deszczu. Ale to nie było pogoda, wyczuła napięcie Ducha, to on wpierw zareagował, zanim kotka dostrzegła skrzącą się perliście sylwetkę Tygrysicy. Samiec spojrzał w bok na postać białej Samicy, która wychyliła cielsko z Nie-Świata do realnego. 
- A to mój przewodnik, Strażnik i odrobinę szamański Bęben. Towarzyszy mi w podróżach i opiekuje się w świecie Duchów. Arsat. - Uchylił łba Tygrysicy, która na jego piękne słowa nie zareagowała. Mgielna postać skinęła łbem ku Runie, z jakąś taką królewskością w ruchach i powiodła wzrokiem za postacią rekiniego Ducha.
- Miło mi Was poznać. Pozytywka może wydawać się.. Szczególny, a czasami nawet straszny, jeśli zbliżysz się do jego legowiska, ale to wciąż jeszcze tylko dziecko, mimo lat na karku. Często rozmowy z nim mnie nudzą dlatego mam nadzieję, że znajdę innych towarzyszy. - Uniosła kąciki ust w szyderczym uśmiechu, spoglądając na Szamana który parsknął i odwrócił dumnie łeb. Głos kocicy był cichy, melodyjny, przypominający odrobinę dzwonki poruszane wiatrem. Brzmiał tak, jakby wydobywał się zza mgły. I była to mgła, oddzielająca od siebie światy.
Rysica wysłuchała mglistego głosu zjawy, przypatrując jej się z ciekawością. Wiele razy na swej drodze spotykała tak odmienne istoty, nigdy jednak w takim natężeniu; nadal ją to zadziwiało. Skinęła delikatnie łbem w odpowiedzi na powitanie Tygrysicy. Nie należało to do jej zwyczajów, ale widać postawa Białej wywarła na niej wrażenie.
- Życzę zatem powodzenia. - Wydobyła z siebie cichy pomruk, w odpowiedzi na jej ostatnie słowa. Kątem ślepi widziała jak Ananta pływa nad nią w powietrzu, robiąc szybkie zwroty i skręty, unosząc się wyżej, to znów się zniżając, obserwował samicę z zaświatów, nie odezwał się jednak słowem.


Skrzydlata wadera o czarnym ubarwieniu wyszła na patrol wieczorną porą. Czy raczej taki był jej pretekst, ponieważ nie przyznałaby nawet przed sobą, że ostatnimi czasy cierpiała na bezsenność. Nie lubiła odsłaniać swoich słabości. Gdy zeszła na skraj lasu dostrzegła czyjąś sylwetkę na polanie. Okazała się nią być nowa bywalczyni terenów HOG. Podeszła bliżej samicy, by ją przywitać.
- Witaj na terenach Stada Strażników. - Przyglądała jej się uważnie. Jej wzrok zdawał się być beznamiętny, co zdarzało się gdy padała ofiarą gorszego nastroju, tak jak to miało miejsce dzisiaj.
Runa schyliła głowę w lekkim ukłonie, w odpowiedzi na powitanie skrzydlatej samicy. Słuchała jej dalszych słów.
- Cieszy mnie fakt, iż postanowiłaś do nas dołączyć. - Powiedziała wadera, spoglądając na rysicę, czekała na jej reakcję.
W cynamonowych ślepiach zdawały się tańczyć ogniki. Pysk kotki wykrzywił się w uśmiechu, jakby właśnie usłyszała żart. Oblizała się i nastroszyła białe wąsy. Miedziane tęczówki utkwiła w ogoniastej.
- Tylko głupiec cieszy się z czegoś, nie wiedząc co z tego wyniknie. - Mruknęła niskim głosem.
- A skąd możesz wiedzieć, czy nie przypuszczam jak to się skończy? - Jej słowa nie zdziwiły Silje, nie wiedzieć czemu, ale spodziewała się podobnej reakcji. Wzrok Runy stracił zwyczajowy błysk. Rysica zaczęła się rozglądać nagle rozkojarzona. Czy raczej jakby coś innego przykuło teraz jej uwagę. Nigdzie nie było widać zjawy, która zazwyczaj jej towarzyszyła. Silje wydało się to trochę dziwne, z tego co zauważyła zdawali się być nierozłączni, ale nie planowała się wtrącać.
- Wszystko jedno. - Kotka wymamrotała niemal niedosłyszalnie pod nosem. Zmrużyła na moment ślepia. Przeszła parę kroków, na giętkich, sprężystych łapach, idąc po okręgu, tak by widzieć waderę. Jakby okrążała swą zdobycz. Przystanęła. Podniosła pysk i już spokojniej rozejrzała się dookoła. jej spojrzenie złagodniało.
- Być może zostanę. Przez jakiś czas. Ciekawa jestem drzewa, o którym wspominałaś.
Silje spokojnie obserwowała poczynania samicy, nie przejmując się zbytnio jej zachowaniem. Radowało ją, że stado się rozrastało. Choć jedna dobra nowina od dłuższego czasu.
- Drzewo objawia się wybranym członkom stada w odpowiednim momencie. - Spojrzała w kierunku, gdzie znajdowała się najważniejsza z jaskiń, a mianowicie wejście do miejsca pobytu Drzewa.
Kotka parsknęła krótkim urywanym śmiechem. Pokręciła łbem, pobłażliwie zerkając na wilczycę. Jej słowa brzmiały w uszach rysicy jak kiepski żart. Z jej punktu widzenia skrzydlata była naiwna. Albo zbyt optymistyczna; może na jedno wychodziło. Drzewo się objawia, doprawdy... Oblizała pysk, strosząc białe wąsy. Nie kpiła już dłużej, w końcu sama zadała pytanie. Zmiana jej nastawienia odbiła się w cynamonowych ślepiach, choć rysica nie wypowiedziała żadnego słowa. Zatrzepała uszami, delikatny wiatr ją łaskotał, a dźwięki dobiegające zewsząd ciągle rozpraszały. Na moment jej czarne źrenice rozszerzyły się, kiedy zakotwiczyła wzrok gdzieś poza sylwetką rozmówczyni, mięśnie instynktownie się napięły, ciało pochyliło, gotowe do skoku. Mysz czmychnęła dalej, znikając między runem leśnym, a kotka się rozprężyła, znów wracając spokojnym już spojrzeniem do samicy.
- Raczysz oprowadzić mnie po okolicy? - Jej niski tembr głosu wydobywał się leniwie z gardzieli, podczas gdy rysica przeszła kilka miękkich kroków rozglądając się po wciąż obcym jej Lesie.
Wilczyca nieznacznie potrząsała głową, gdyż sama się zamyśliła.
- Ależ oczywiście. - Kiwnęła jej łbem i ruszyła ku wejściu do lasu, zagłębiając się między wysokie pnie drzew. Runa w milczeniu podążyła za skrzydlatą waderą, przysłuchując się jej słowom i bacznie przypatrując się nieznanym ścieżkom. Pędzelki jej uszu wychwytywały ciche melodie wiatru, a nozdrzami pochłaniała barwne wonie puszczy. Wszystkie jej zmysły skupione były na otoczeniu.
- Pokażę ci najważniejsze miejsce dla członków stada. - Silje cały czas spoglądała przed siebie. Ich celem była jaskinia, w której znajdowało się Drzewo Istnień. A przy okazji przechodziły przez jaskinie zamieszkiwane przez członków stada.
- Tutaj znajdują się jaskinie mieszkalne. - Zatrzymała się na chwilę. - Te tutejsze według mnie i drugiej alfy są najwygodniejsze, ale na terenie stada jest ich więcej, także wybór jest spory. - Gdy wspomniała o swojej siostrze na chwile zesztywniała, ale ten stan rzeczy szybko minął i zachowywała się jakby nigdy nic. Runa wychwyciła zgrzyt w głosie przewodniczki, ale nie pytała - nie miało to dla niej większego znaczenia.
- Idziemy dalej. - Rzuciła wilczyca i ruszyła w stronę lasu.
Rysica obrzuciła jaskinie pobieżnym spojrzeniem i podążyła za ogoniastą, bezszelestnie stąpając po wilgotnej ściółce leśnej.
Skrzydlata obejrzała się, czy kocica idzie za nią, gdyż koło siebie jej nie zauważyła. Gdy ją dostrzegła, znów spojrzała przed siebie.
- Polanę już znasz, wiec ją ominiemy. Pokażę ci najważniejsze miejsce dla nas wszystkich. Runa posłusznie podążyła za waderą, bez słowa, bezszelestnie. Bacznie obserwując przewodniczkę, zmieniła kierunek sekundę po niej, lekko przeskakując nad leżącą na ziemi gałęzią. Po chwili dało się wyczuć dziwną, lecz potężną aurę. Należała ona do Drzewa, o czym wilczyca dobrze wiedziała, ale kocicy mogło się to wydawać dziwne.
Rysica zastrzygła uszami, zdwajając nagle czujność, zaalarmowana przez dziwne uczucie, delikatne mrowienie przeszło przez jej ciało. Nie wiedziała co to jest, jednak sierść na grzbiecie mimowolnie jej się zjeżyła. Zerknęła na skrzydlatą, jednak ta wydawała się nie reagować, toteż postanowiła na razie dalej za nią podążać. Żałowała jednak, że nie było przy niej teraz Ananty.
Silje uważnie obserwowała zachowanie rysicy. Była ciekawa jak zareaguje na wyczuwalną wokół nich aurę, a musiała przyznać iż reakcje były różne, czasem nawet dość dziwaczne. Puszysta sierść na grzbiecie Runy delikatnie falowała. Źrenice rozszerzyły się gwałtownie, przykrywając czernią płomienne barwy tęczówek. Samka obniżyła pysk, nadal na miękkich łapach podążając za przewodniczką. Uszy położyła po sobie, miała lekko uchylony pysk, by lepiej wychwytywać zapachy. Nie wiedziała gdzie skrzydlata ją prowadziła, ale nie spodziewała się kamiennej ściany. Zdezorientowana przystanęła tuż za nią, przyglądając się pokrytej bluszczem skale. Nie widziała w niej nic niezwykłego. Dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać nadal jej towarzyszyło, ba, wręcz jego intensywność wzrosła. Jakby jakaś niewidzialna siła wywierała wpływ na wszystkie komórki jej ciała. W jej myślach błysnęły obrazy. Krew. Ogień. Krzyki. Poczucie chłodu i spokoju, gdy Ananta przejął kontrolę nad jej ciałem. Urywki - tylko tyle pamiętała. Nie wiedziała, czemu właśnie teraz stanęły jej przed oczami. Potrząsnęła głową, wprawiając w ruch bujną kryzę na szyi. Jej uszy drgnęły, jej przewodniczka, Silje, zaczęła opowiadać.
- To tu jest wejście do jaskini prowadzącej do Drzewa Istnień, ale nie możemy tam wejść, bowiem nie jesteś pełnoprawnym strażnikiem drzewa. - Spoglądała uważnie na rysicę. - To drzewo decyduje kogo chce tam wpuścić. Ty zapewne widzisz tu zwykłą lita skałę. - Przeniosła wzrok na ścianę. - Jednak, gdy drzewo zechce kogoś wpuścić do siebie, pojawia się tu normalne wejście. - Oczywiście istniał sposób by samemu wejść, ale temu nie zdradzała nikomu nawet innym, już pełnoprawnym strażnikom. Sama miała z tym ogromny problem, ale drzewo zazwyczaj samo ją wpuszczało.
Wysłuchała uważnie jej słów. A więc to tak - może rzeczywiście nie było to zwykłe drzewo. Dopiero teraz, będąc tak blisko zjawiska, zaczynała naprawdę wierzyć w opowieści, które zasłyszała od Ogoniastej oraz Szamana.
- Niezwykłe. - Mruknęła cichym głosem, przypatrując się skale zmienionym spojrzeniem, z pewną dozą fascynacji.
Ze spokojem spoglądała na rysice, delikatnie jej kąciki pyska podniosły się do góry by zaraz opaść. Jej reakcja była zazwyczaj jak reszty niewierzących iż jedno drzewo może mieć jakiekolwiek zdolności, a jednak. Pozwoliła Runie skupić się na aurze i dała jej czas na przemyślenie, co się dzieje nie odzywając się. Jej długą grzywę, która przypominała ludzkie włosy rozwiał wiatr, a ogony kołysały się miarowo na przemian. Ona sama miała dość nietypową reakcje, jednak ta refleksja nie należała do przyjemnych. Na jej pysku pojawił się grymas na jej pysku. W końcu łaskawie się odezwała.
- Mam nadzieje iż to wystarczający dowód na jego istnienie?
Cynamonowe ślepia pobiegły ku wilczycy, gdy ta zadała pytanie.
- Nie wątpiłam w istnienie, tylko w właściwości. - Skorygowała krótko. Nie wątpiła, że drzewo mogło być niezwykłe, jednak swoje wątpliwości nadal miała. Idea Strażników wciąż do niej nie przemawiała, postanowiła jednak nie wszczynać na ten temat dalszych dyskusji.
- Mój błąd, myślałam iż nie wierzysz w samo drzewo. - Zastanowiła się chwile nad tym co powiedziała. - Może kiedyś się przekonasz. - I już temat był zamknięty, nie zamierzała nikogo zmuszać do wiary w cokolwiek i kogokolwiek. Samica sama się o wszystkim miała przekonać, gdy nadejdzie właściwy czas.
- Nie mogę tutaj wejść, więc gdzie dalej mnie poprowadzisz?
- Lubisz zbiorniki wodne? - Spojrzała w las.
- Mam do nich neutralny stosunek. - Odparła. Zastanawiała się gdzie podziewał się Ananta. Nie lubiła kiedy znikał tak bez słowa.
- W takim razie to nasz kolejny przystanek. - Powiedziała, ruszając w stronę południowych terenów stada. Rysica wznowiła marsz kierując swe kroki obok skrzydlatej, pozostając nieco z tyłu, ale tak by móc z nią swobodnie rozmawiać. Czarne pędzelki na uszach znów kierowały się we wszystkie strony, wychwytując zewsząd wszelkie szmery i poruszenia. Jej zmysły jak zwykle pozostawały czujne, nawet gdy sama kotka była zamyślona.
- Powiedz mi jak się tu czujesz? - Ostatnio atmosfera była czasami napięta przez ostatnie wydarzenia, ale kotka mogła jeszcze nie wiedzieć, co się wydarzyło.
Zdziwiło ją nieco pytanie Silje, z jej punktu widzenia zdawało się nietypowe, odpowiedziała jednak bez dłuższej zwłoki.
- Nie gorzej niż gdzie indziej. Przyroda z pewnością jest tu interesująca a i zwierzyny jest pod dostatkiem. Miła odmiana po ostatnim miesiącu głodówki.
Odpowiedź ucieszyła wilczycę, jeszcze tego by brakowało jakby ta sytuacja zaczęła odstraszać nowych członków.
- W takim razie pozwolę sobie, iż twoją odpowiedź uznam na znak, że dobrze się tu czujesz. - Zamilkła to skręcając lub w jakikolwiek inny sposób zmienić kierunek. Już prawie była na miejscu.
Runa poczuła w nozdrzach zapach wody, w uszach delikatny szum. Jej kroki stały się nieco bardziej energiczne.
- ​Vesi.​ - Mruknęła pod nosem, rudymi tęczówkami wypatrując wśród gęstych zarośli ich celu.
Kiedy wyszły zza ostatnich krzewów ich oczom ukazało się wielkie jezioro wraz z zatoką. Bez problemu można było dostrzec przeciwległy brzeg, do którego można było się dostać od innej strony lasu. - Oto nasze jezioro. Wodopój i miejsce schadzek w gorące dni.
Rysica obrzuciła pobieżnym spojrzeniem taflę jeziora.
- Macie tu ryby? - Spytała przechodząc parę kroków ku zarośniętemu brzegowi. To miejsce z pewnością nie nadawało się do polowań, ale może w górnym korycie rzeki znalazłaby płytki odcinek? Warto było spróbować.
- Owszem są. - Wilczyca odpowiedziała krótko i ruszyła bliżej tafli wody, wchodząc do niej do połowy łap.
- Jakieś ciekawe gatunki? - Spytała, podążając spojrzeniem za Ogoniastą.
- Jest tu tylko kilka pospolitych ryb jak łososie, karpie i szczupaki. Reszta to zupełnie nowe i niespotykane gatunki. Uwaga na te co przypominają koi, ale o pomarańczowo-różowej barwie. Są trujące. - Nie przepadała za rybami, ich smak nigdy nie przypadł jej do gustu.
Kotka skinęła głową, dając znać że przyjęła do wiadomości. Wyglądało na to, że będzie musiała sama rozeznać się w temacie. Nie pierwszy raz z resztą, także nie narzekała.
- Jezioro jest zasilane przez jakąś rzekę? - Pytała dalej, chcąc jak najlepiej rozeznać się w terenie.
- Owszem. - Wyszła z wody i usiadła tam gdzie się zatrzymała. - Znajduje się tu niewielki potok. Jeśli by pójść pod prąd jego nurtu, skierujesz się na północ, tam gdzie drzewa są bardziej zielone.
- Miło słyszeć. - Mruknęła, z zaciekawieniem spoglądając na błyszącą w gwiazdach taflę wody. Będzie musiała tu później przyjść i zlokalizować wspomnianą odnogę. Na razie spojrzała jednak na Silje.
- Czy to koniec wycieczki krajoznawczej, czy prowadzisz dalej?
- Najważniejsze miejsca już ci pokazałam. - Wstała i otrzepała się, złożyła skrzydła po bokach ciała. - Wracam na polanę, zechcesz mi towarzyszyć czy masz inne plany?
- Mogę potowarzyszyć. - Odparła rysica. Nie miała w tej chwili nic ciekawszego do robienia, nie była też głodna, więc bez namysłu zawróciła i podążyła przez las, kierując się ku polanie. Nie czekała już na Silje, zapamiętała drogę.
Gdy kotka zagłębiła się w lesie, znikając z jej oczu pozwoliła sobie na westchnięcie i ruszyła s w stronę polany szybko doganiając Runę.

Siecią tchórzostwa nie złowisz jesiotrów szczęścia.

[19.04.2017r., HOG]

Cichy szmer. Pomruk. Delikatne dźwięki, wtapiające się w odgłosy wieczornego lasu. Jedynie one znamionowały obecność kotki, która niemal niezauważenie przemierzała las. Wędrując między iglakami, po spróchniałych pniach, stąpając lekko po leśnym gruncie, lustrowała spojrzeniem nieznane tereny. W pewnym momencie przystanęła. Jej cynamonowe ślepia wypatrzyły coś interesującego w gęstwinie. Zniżyła się na łapach i zaczęła powoli skradać w wypatrzonym kierunku. Zbliżała się bezszelestnie, będąc wśród leśnej kniei niczym duch. Zatrzymała się kiedy była w odległości kilku metrów od prześwitującej między pniami polany. Zauważyła tam jakąś istotę. Psowatego, prawdopodobnie wilka. Wyglądało na to, że siedział tam samotnie, bez żadnego towarzystwa. Obserwując stworzenie, rysica zastanawiała się, czy wyjść ku niemu, czy odejść niezauważona. Zaczęła z wolna przesuwać się po obrzeżach polany, by uzyskać lepszy widok. Zwieńczone czarnymi pędzelkami uszy wychwytywały najmniejsze szmery, oczy chłonęły widoki krajobrazu. Jej myśli nie były jednak tak samo zafrasowane co zmysły. W odmętach umysłu błądziła ku odległym krainom. Zastanawiała się, gdzie tym razem poniosą ją łapy. Zawsze kierowała się przed siebie. Nie zatrzymywała się nigdzie na dłużej. Nie stroniła od towarzystwa, jednak z nikim nie zawiązywała bliższych więzi. Podążając tym torem myśli, zauważyła że od miesięcy nie rozmawiała z nikim, poza jej niematerialnym towarzyszem. Zaśmiała się w duchu, tuż przed tym jak wyrwał jej się pełen frustracji syk. Rozproszona, przestała uważać; choć zaledwie na moment, wystarczyło, by stanęła nieostrożnie, a rana w łapie odezwała się przeszywającym bólem. Cholerny deszcz. Cholerne skały. Wciąż nie mogła uwierzyć, że była na tyle głupia, by się poślizgnąć i upaść tak niefortunnie. Na to wspomnienie sierść na grzbiecie mimowolnie jej się zjeżyła, a na pysku wymalował się ponury grymas. Zmarszczyła nos, odsłaniając ostre jak igła kły. Tuż przy uchu usłyszała czyjś cichy głos.
- Powinnaś się przywitać.
Cynamonowe ślepia powędrowały w kierunku zjawy. Wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
- Masz już dość mojego towarzystwa? - Spytała z przekąsem, spoglądając na unoszącego się w powietrzu rekina. Żarłacz rafowy lewitował obok, do tej pory podążając za nią bez żadnego słowa. Jego ciało połyskiwało momentami, kiedy przez korony drzew padało na nie światło księżyca. Było półprzezroczyste. Kotka bez trudu mogła ujrzeć przez niego chropowatą powierzchnię pni. Jego postać wydawała się być utworzona z wody. Był jednak jedynie duchem, nienamacalnym bytem, który towarzyszył rysicy, odkąd była zmuszona opuścić swój dom. Był również jej jedyną rodziną i przyjacielem. Nie potrzebowała nikogo innego. Dlatego też mimo kąśliwych uwag postanowiła spełnić jego prośbę. Sama też nie miała nic przeciwko. Nie zastanawiając się dłużej ruszyła w kierunku prześwitu, nie próbując już się kryć. Wyszła na polanę i skierowała się w kierunku postaci, przyglądając jej się tym razem otwarcie.
Jej oczom ukazała się skrzydlata wadera o wielu ogonach i nietypowych zielonkawych znakach. Wieczorny wiatr mierzwił jej długą grzywę, przemknął delikatnie po czarnych kosmykach puchatej sierści. Wilczyca mimowolnie postawiła uszy, gdy dobiegł ją cichy dźwięk zbliżającej się istoty. Jej spojrzenie nabrało blasku, jakby została wyrwana właśnie z rozmyślań, ale pozostała nieruchoma w swojej pozycji, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Rysica przyglądała jej się uważnie, dostrzegła jak oczy wilczycy nabrały wyrazu zainteresowania. Przedziwna istota. Stwierdziła w myślach, wlepiając w nieznajomą cynamonowe tęczówki. Nie była to negatywna myśl, jedynie stwierdzenie, które przemknęło jej przez myśli, kiedy dokładniej przyjrzała się waderze. Zerknęła z ukosa na towarzysza, zastanawiając się jak skrzydlata na niego zareaguje. Rekin był niewielki w porównaniu do niektórych krewniaczych gatunków, gdyż miał zaledwie półtora metra. Opłynął w powietrzu rysicę, tak jakby płynął przez rafowe wody oceanu. Zadumana kotka podążyła za nim spojrzeniem. Hai też był przedziwny. Na swój sposób. Nigdy nie mogła w pełni go rozgryźć. Śledząc jego ruchy, powróciła tęczówkami ku nieznajomej postaci. Strzygła uszami, wyrwana z zamyślenia. Zupełnie o niej zapomniała. Na te kilka sekund, ale jednak. Nie spieszyła się jednak. Minęła jeszcze chwila, w ciągu której bezpretensjonalnie wpatrywała się w wilczycę, nim ostatecznie się odezwała.
- Witaj. Raczę spytać czy nie będzie Ci wadzić Nasze towarzystwo? - Tembr jej głosu był niski i miękki, a w głoski wplatały się ciche pomruki.
- Witam na skromnych ziemiach stada strażników. - Odezwała się samica. Jej spojrzenie wyraźnie z zaciekawieniem śledziło ruchy rekina. Uważała jednak by nie stracić przy tym z oczu kotki. - Dopóki wasze towarzystwo nie stanowi zagrożenia, to wasza obecność jest mile widziana. - Wypowiadała słowa, nie zmieniając przy tym nieodgadnionego wyrazu pyska.
- Nikogo nie zjemy. - Rysica odparła na w poły żartobliwie, głosem bardziej ochrypłym, niższym, jakby próbowała powstrzymać się od roześmiania w głos. Z wilczycy, z własnego żartu, a może ze słów towarzysza, które formowały się w jej myślach. Miedziane ślepia nie zdradzały co się może skrywać za ich spojrzeniem. Samica nie planowała nikogo atakować, szukała co najwyżej chwilowej rozrywki.
Na pysku czarnej wadery pojawił się chwilowo nikły uśmiech, gdy usłyszała wypowiedz swego rozmówcy, po czym pysk przybrał ten sam wyraz, co przedtem.
- Rozumiem. - Machnęła wszystkimi ogonami, na przemian zamiatając nimi podłoże, wznosząc w powietrze kurz i zeschłe liście.
- Trzymaj zęby w paszczy, Hai. - Kotka przekornie rzuciła do towarzysza, który akurat przepływał tuż przed jej nosem. Jej tęczówki na krótko zajrzały w niewielkie rekinie ślepie, by potem zatrzymać się na przeświecającej przez wodniste ciało wilczycy. Jej postać przypomniała jej o zdaniu, które wpierw przykuło jej uwagę. - Cóż możecie pilnować na tych zapomnianych przez czas terenach, że zwiecie siebie strażnikami?
- Pilnujemy drzewa, które jest podporą tego miejsca i kieruje całym ekosystemem. - Tyle informacji powinno starczyć jako odpowiedz na jej pytanie. Jednak i ona była czegoś ciekawa. - Mogę zapytać o twojego ducha?
- Mój Ci on jak księżyc na niebie. Sam się uczepił, jak rzep psiego ogona. - Rude tęczówki z udawaną niechęcią spoglądały na zjawę. Widać było jednak, że były to przyjacielskie docinki, jakie często można ujrzeć wśród starych znajomych, którzy wiele razem przeszli. Rekin nic nie mówił, bynajmniej nie w głos. Natomiast samica rysia, kontynuowała powracając ślepiami, ku rozmówczyni. - Trudno rzec, czym jest właściwie. Więcej to niż zjawa, jednak mniej niż żywe stworzenie. Duch, czy poczwara, któż to wie. Chyba nawet on sam nie jest pewien. Z pewnością więcej ma rozumu niż zwykła ryba. Nie jest do mnie przywiązany siłami nadnaturalnymi. Rzekłabym, że złośliwość go tu trzyma. Ile razy mówiłam, żeby wrócił do wody, gdzie jego miejsce - na przekór nigdzie się nie wybiera.
- Rozumiem. - Skrzydlata wadera pozwoliła sobie na delikatny śmiech pod nosem, bowiem wypowiedź i stosunek kotki do ducha wydał jej się dosyć zabawny. - Cóż, duchy bywają wyjątkowo złośliwe. - Spoglądała to na zjawę, to na nią. - Nigdy w sumie nie widziałam rekina, tylko kilka razy o nich słyszałam, a tym bardziej ducha pod tą postacią.
- Też mi się wcześniej nie zdarzało. - Odparła kotka. - Ponoć większość trzyma się głębi oceanu. Ten tutaj osobnik natomiast zwykł pływać w przybrzeżnych wodach. Przynajmniej takie historie mi opowiadał. - Umilkła na moment, przestępując z łapy na łapę. Czuła jak w zmęczonych kończynach rozchodzi się nieprzyjemne mrowienie. Ból w tylnej łapie co i rusz ją rozpraszał, powodując, że momentami sprawiała wrażenie nieobecnej.
Wilczyca nagle zrobiła minę minę jakby coś jej się przypomniało. Poruszyła skrzydłami, a liczne pióra delikatnie zaszeleściły.
- Och, gdzie moje maniery. Jestem Silje Selun, ale zwą mnie po prostu Silje. - Kiwnęła łbem w przepraszającym geście.
- Silje. - Powtórzyła pod nosem imię samicy, by łatwiej je zapamiętać. Zrobiła to automatycznie, nie myśląc nad jakimkolwiek kontekstem. Maniery wilczycy bynajmniej jej nie zgorszyły. Sama uważała sprawy imion za mniej istotne, toteż z niejakim opóźnieniem, pod wpływem napomnienia unoszącego się obok niej ducha, również się przedstawiła. - Możesz mówić mi Runa.
- Runa.- I ona powtórzyła. - Masz bardzo ciekawe imię. Nie wiem czy wiesz, ale w niektórych stronach ma ono wielką moc wpływu na innych, no i takie imię to nie byle co. - Skojarzyło jej się z runami, w jej rodzinnych stronach również kiedyś się nimi posługiwano, teraz tylko nieliczni o nich pamiętali, a jeszcze mniej się nimi posługiwało.
- Matka mówiła mi, że oznacza ono tajemną wiedzę. Ale nie wiem co więcej się za nim kryje. - Zdawała się być co raz bardziej zdekoncentrowana. Usiadła, by odciążyć obolałe kończyny.
- ​Ragnhild była mądrą rysicą. Nie zdążyła skończyć tej opowieści. ​- Rysica usłyszała zgrzytliwy głos towarzysza. Spojrzała na niego z furią, mrużąc parę ognistych ślepi.
- A skąd Ty to niby możesz wiedzieć? - Zjeżona sierść na jej grzbiecie opadła tak szybko jak się podniosła, a sama kotka, natychmiast się uspokoiła. Bywała impulsywna, ale nie zwykła trzymać urazy.
- Mówiłaś Silje - Zwróciła się do wilczycy już normalnym tonem. - że mieszka tutaj stado. Strażnicy, jak ich nazwałaś. Oznacza to, że przebywa tu ktoś jeszcze? Wybacz mi pytanie, lecz jesteś pierwszą istotą, na którą natrafiłam. Przynajmniej pierwszą niezjadalną istotą. - Ostatnie zdanie dodała ciszej, bardziej do siebie, znów zabarwiając je z lekka żartobliwym tonem.
- Owszem jest nas tu trochę i są to istoty najróżniejsze. Od wilków po konie, a nawet smoki. Przynajmniej jeden tu był. - Zamyśliła się na chwile, po czym spojrzała na swoją rozmówczynię. - Jednak nie każdy jest strażnikiem w pełni.
- Nie w pełni? A więc w połowie? Stoi się na straży czegoś lub nie. Nie widzę tu miejsca półśrodki.
- Bo jesteś ograniczona, kissa. - Usłyszała znów komentarz ze strony ducha. Nie omieszkała posłać mu zabójcze spojrzenie, jednak nie odpowiedziała na zaczepkę, być może już zbyt zmęczona by wszczynać kłótnie. Długa wędrówka na nie w pełni sprawnych kończynach, najwyraźniej dała jej się we znaki bardziej, niż z początku sądziła.
- Fascynujące jest jednak to, że ktokolwiek chciałby tkwić w jednym miejscu, by pilnować drzewa. Doprawdy nie rozumiem jakiż to cel w tym macie.
- Hmmm - Silje mruknęła tylko w odpowiedzi, ale po chwili zaczęła kolejno odpowiadać na pytania kotki. - Powiedzmy, że to drzewo rządzi się swoimi prawami. Jest źródłem życia i harmonii. Jeśli drzewo upadnie to i cały ekosystem zostanie stracony. Jednak drzewo ma własną dusze i to ono wybiera swych strażników. Kandydat musi udowodnić, że jest godzien by je chronić. Bowiem nie może ono trafić w niepowołane łapy, ani tym bardziej obumrzeć. A co do pozostania tutaj, to głównie zależy od celu jakimi dana osoba się kieruje. Niektórzy mają dość samotności, inni chcą się spełnić jako przynależność do jakiejś społeczności, jeszcze inni chcą odnaleźć spokój - i to tu dostaną. - Zmieniła pozycje na siedząca.
- Niech i tak będzie. - Odparła, nadal nie pojmując tego fenomenu. Wizja przedstawiona przez wilczycę była dla kotki zbyt abstrakcyjna. Mimowolnie jednak czuła się w pewien sposób zaintrygowana. Tym tajemniczym drzewem i strażnikami, którzy postanowili poświęcić dla niego swe żywoty. Możliwe, że była na tyle ciekawa, by zostać tu trochę dłużej niż z początku planowała.

Szerokie, włochate łapy stąpały bezszelestnie wśród leśnego poszycia. Zwinne kocie ciało bez trudu przemykało miedzy zwalonymi pniami, po spróchniałym drewnie, kryjąc się miedzy zaroślami. Poruszała się powoli, niespiesznie. Nie miała domu, czy rodziny, do której mogłaby wracać. Wędrówka była jej życiem. Nie przywiązując się do osób i miejsc, poznawała wciąż nowe krajobrazy, nigdy nie zatrzymując się na dłużej. Tak było dobrze.
Utykała nieznacznie, idąc. Mimo opatrunku z ziół, który zeszłego wieczoru nałożyła na ranę, wciąż miało minąć kilka dni, nim w pełni się zagoi. Rozglądała się uważnie, obserwując najmniejsze ruchy. Burgundowe barwy lasu przeplatały się ze szmaragdami i szafirami, tworząc niecodzienny klimat. Przez gęste korony drzew przeświecało nikłe światło, gdzieniegdzie tylko rzucając jaśniejsze plamy. Ptaki świergotały, skacząc wysoko wśród plątaniny gałęzi, niewidoczne dla naziemnego obserwatora. Było cicho, spokojnie.
W pewnym momencie przed nosem rysicy przeleciało coś błyszczącego. Małe, zielonkawe światełko. Być może owad. Źrenice kocicy rozszerzyły się do granic możliwości. Cała jej sylwetka napięła się, śledząc czujnym spojrzeniem kołującą w powietrzu latarenkę, gotowa do skoku, ataku. Jakby zahipnotyzowana przez świetlistą smugę.
- Jak mały kociak. - Usłyszała głos Ananty. Wodnista postać ducha przepłynęła wzdłuż jej ciała, wyłaniając się zza jej pleców. Blade ślepia rekina patrzyły na nią bez wyrazu.
- Wcale nie. - Obruszyła się, łypiąc na niego cała nastroszona. Białe wąsy zdawały się błyszczeć w nikłym świetle małego stworzonka.
- Co planujesz? - Martwy głos zjawy przeciął powietrze. Kotka postawiła uszy, czarne pędzelki delikatnie drgały.
- Nie planuję. - Rzuciła krótko. W odpowiedzi otrzymała cichy śmiech. 
- Robisz to, co chcesz. Więc czego chcesz?
Przeszła parę kroków, zwlekając z odpowiedzią. Potrząsnęła głową, a kryza na jej szyi zafalowała. Rozejrzała się po Lesie. Po wysokich pniach drzew, różnorodnych roślinach, grzybach w przedziwnych kształtach, nietypowych barwach i światłach. Podobało jej się tu. W ziemi, w powietrzu dało się czuć ciepło. Ale nie, nie chodziło o temperaturę. To było coś innego. Jakby delikatne mrowienie. Coś nienamacalnego, co sprawiało, że kotka czuła się na miejscu. Stary drzewostan obfitował w zwierzynę i kryjówki. Mogła tu znaleźć pożywienie a zarazem schronienie. Były to idealne warunki, zupełnie przeciwne terenom, które przemierzała przez ostatnie miesiące. Rana na łapie wciąż jej dokuczała. Czuła tępy, pulsujący ból, rozchodzący się na całą kończynę. Może mogła tu zostać na jakiś czas. Póki nie odzyska pełni sił. Rzuciła przeciągłe spojrzenie w kierunku zjawy.
- Zobaczymy. - Odparła w końcu, wykrzywiając pysk w półuśmiechu.


Skrzydlata wadera siedziała samotnie na polanie z zamyślonym wyrazem pyska. Gdy nie było nikogo w pobliżu, pozwalała sobie na zrzucenie maski, odkrywając bitwę emocji, która panowała w jej wnętrzu.  Na świat już dawno spłynął mrok.  Deszcz siąpił niewielkimi strużkami. Nie przeszkadzało jej to jednak, przyzwyczajona była do znacznie gorszych warunków pogodowych. Wiatr bawił się jej długą grzywą i futrem trojga ogonów. Z jej pyska wydobyło się ciche westchnięcie, nim z rozmyślań wyrwały ją nagle zbliżające się hałasy. Szelest, szmery. Dźwięk łamanych gałęzi. Szamotanina. Było je słychać nawet mimo monotonnego szumu spadających kropel deszczu. Syczenie, warkot, a potem znów szelesty. W pewnym momencie na polanę wypadła ruda kula futra. Samica przetoczyła się po mokrej ziemi. Zaorała pazurami w glebie by wyhamować, co udało jej się dopiero po przejechaniu jeszcze kilku metrów. Jej sierść posklejana była błotem, nastroszona, sprawiała wrażenie wijących się szpikulców na jej grzbiecie. Obniżyła łeb, przygięła łapy. Z jej gardzieli wydobył się warkot. Ogniste ślepia wpatrywały się w ścianę lasu, z której po chwili wyłonił się rekin. Jego sylwetka rozmywała się, jeszcze bardziej niż zwykle, z powodu deszczu. Płynął w powietrzu szybkim tempem, szarżując na rysicę.
Zdezorientowana Silje zerwała się gwałtownie z ziemi, aż jej się w łbie zakręciło i podbiegła bliżej kotłujących się postaci, które zakłóciły spokój polany. Szybko zmniejszyła dystans i węsząc intensywnie już po chwili rozpoznała zapach Runy. Zdezorientowanie ustąpiło teraz zdziwieniu. Kotka wyglądała jakby właśnie z kimś walczyła.
- Co się dzieje? - Spytała wprost, nie chcąc tracić czasu na głupoty.
Nie było jednak jej dane otrzymać odpowiedzi. Kotka chyba nawet nie usłyszała, ba, nawet nie zauważyła obecności ogoniastej wilczycy. Cała jej uwaga skupiona była na atakującym Anancie. Duch zbliżał się z zawrotną prędkością, używając przy tym silnej płetwy ogonowej, zupełnie tak, jakby przecinał właśnie wody oceanu. Runa naprężyła silne, tylne łapy i skoczyła, odbijając się z mocą od ziemi. Wbiła się kłami i pazurami w wodnisty bok rybiego ciała. Rekin odpowiedział tym samym, wijąc się w jej uścisku i gryząc szczękami futrzaste ciało. Czarna wadera dokładnie obserwowała ich walkę. Nie wiedziała co się dzieje, ale jedna rzecz zwróciła jej uwagę: żadne z nich nie doznawało obrażeń. Uznała, że lepiej się nie wtrącać skoro nikomu nic się nie działo. Usiadła, chcąc zaczekać aż się uspokoją, by usłyszeć wytłumaczenie od rysicy.
Rozproszona tą myślą nawet nie zauważyła gdy upadli na glebę i potoczyli się przez błoto, pędząc prosto w stronę Silje. Kolizja była nieunikniona. Runa poczuła silny wstrząs kiedy z rozpędu zderzyła się z czyimś ciałem. Świat zawirował kilka razy, zanim wylądowała. Potrząsnęła gwałtownie głową, trzepiąc przy okazji błotem na wszystkie strony, ochlapując przy tym również wilczycę. Zirytowana wadera próbowała oswobodzić przygniecione skrzydło.
- Czy mogę wiedzieć, czym zawdzięczam tak radosne powitanie? - Dopytywała z nutą ironii w głosie.
Rysica ledwo zarejestrowała, iż Silje coś do niej mówiła. W czaszce jej łomotało, puls nadal miała przyspieszony, serce pracowało jak szalone. Adrenalina robiła swoje. Uchyliła pysk ciężko dysząc i zaczęła rozglądać się dookoła, próbując zorientować się w sytuacji. Zjeżyła się zaskoczona, widząc niemalże pod sobą czarną waderę. Szybko zeskoczyła z jej skrzydła, odsuwając się gwałtownie. Jej ślepia znów powędrowały dokoła, szukając wśród mżawki rekina, jednak ten odleciał na kilka metrów, szybko zwiększając pomiędzy nimi dystans.
- Perkele. - Kotka fuknęła zirytowana, używając przekleństwa z jej ojczystych stron. Cynamonowe tęczówki zawisły na postaci ogoniastej wilczycy. - Wybacz nieuprzejmość. I błoto. Chyba się zapędziliśmy.
Silje podniosła się z ziemi i otrzepała z błota. Resztki były zmywane przez krople deszczu, które w strużkach spływały po jej ciele. Przyjrzała się Runie i jej irytacja ustąpiła delikatnemu rozbawieniu.
- No cóż może trochę. - Na chwile na jej pysku pojawił się delikatny uśmiech. - Wiesz, kąpiel błotna nie jest zła, ale wolałabym odbywać ją w innych okolicznościach. - Ponownie się otrzepała. Rozłożyła skrzydła na całą ich rozpiętość i zatrzepotała nimi kilka razy, po czym wygodnie ułożyła u wzdłuż boków i w końcu usiadła. Deszcz w dalszym ciągu nie sprawiał jej żadnego problemu. - Skoro powitanie mamy za sobą, powiesz, czy coś się stało czy to tylko zabawa? - Poprawiła niesforną grzywkę, która opadła jej na oczy i skierowała zielone ślepia na przedstawicielkę kotowatych.
- W rybim móżdżku się poprzewracało. Musiałam go trochę naprostować. - Odparła zgryźliwie kotka, zezując w stronę rekina. Po prawdzie przypuszczenia wilczycy nie były błędne, gdyż ich potyczka wynikła z ich zwyczajowej słownej przepychanki, a walka zapełniała nudę i znużenie.
Wadera spoglądała w ciszy to na rekina to na Runę ich relacja dla niej jest niezrozumiała, ale to już nie był jej interes. Krótka wypowiedź kotki wystarczała jej za odpowiedź, naprawdę myślała iż coś się stało. Uspokojona nie drążyła dalej tej kwestii.
 - Skruszy się gdy wyschnie. - Runa dodała po chwili, zdawałoby się, zupełnie od czapy, jednak kotka nawiązywała do błota, o którym Silje wcześniej napomknęła. Sierść rysicy była cała posklejana w ciemnych, gęstych plamach, sprawiając że jej rude futro znacznie pociemniało.
- Albo deszcz wszystko zmyje. - Spojrzała w ciemne niebo następnie, a deszcz kapał jej teraz bezpośrednio na pysk. Po chwili wróciła wzrokiem na kotkę. - Jak ci się podoba twój tutejszy pobyt? - Owinęła łapy ogonami.
- Nie narzekam. - Odparła nieco ochrypłym głosem. - Macie tu przedziwny zbiór stworzeń. - Powiedziała, wspominając przeróżne istoty, z którymi zdążyła już się zetknąć na tych terenach. - Ale i tak najbardziej ciekawi mnie las. Kolory, kształty. Nietypowy.
- Mnie też do dziś zadziwia i zachwyca ten las, ma w sobie coś tajemniczego, zagadki, na które odpowiedzi nie znamy nawet my, strażnicy. - Rozejrzała się po terenie wokół niej. - Co najciekawsze, rządzi się on własnymi prawami. - Wróciła wzrokiem na swoją rozmówczynie.
- Zapewne. - Kotka otrząsnęła się po raz kolejny. Krople uderzające w jej czułe uszy i pysk sprawiały, że nie mogła usiedzieć w bezruchu. - Zechciałabyś może coś więcej o nim opowiedzieć? Dawno nie widziałam tak wielu obcych mi roślin.
- Z przyjemnością. - Znowu kąciki jej pyska uniosły się nieznacznie.- Przez umiarkowanym klimacie jaki tu panuje, rodzaj energii, które drzewo wysyła całej krainie spowodowało iż rośnie tu naprawdę wspaniała roślinność. Bowiem właśnie Drzewo Istnień pozwala im się tu trzymać. - Przyglądała się jej ukradkiem, chciała zobaczyć jak reaguje na drzewo, bowiem każdy inaczej odbierał wysyłaną przez nie energię.
- Twierdzisz, że bez tego drzewa nic by tu nie rosło? - Trzepnęła uchem pod wpływem kolejnych kropel. Oblizała nos z wilgoci i nastroszyła białe wąsy. Sama często mówiła jak nawiedzona, jednak nie bardzo zrozumiała wypowiedź skrzydlatej oraz jej intencje. - Czy występujące te gatunki rosną jedynie w pobliżu drzewa? Są unikalne, nie zobaczy się ich nigdzie indziej? - Zmarszczyła lekko nos, z wyrazem skupienia w oczach. - Chciałam rzec, czy są endemitami?
- Nie wszystkie, ale większość. - Otrzepała łeb, bowiem krople lecące jej do oczu z futra nad oczami zaczynały ją denerwować. - Niektóre występują wyłącznie na tych terenach, ale rosną tu też powszechnie znane rośliny. Są też rośliny rzadkie nawet na tych terenach, które bardzo trudno zdobyć.
Kotka dostrzegła jak rekin zmierza w kierunku lasu. Jasne ślepia ożywiły się na moment.
- Ciekawe. - Mruknęła w odpowiedzi wilczycy, jednak widać było, że myślami już odpływała w zupełnie innym kierunku. - Z chęcią wszystkie je poznam. A teraz bywaj do następnego zderzenia. - Wygięła pyszczek w poły życzliwym i w poły złośliwym uśmiechu, błyskając miedzianymi ślepiami ku Silje. Zgrabnie skoczyła na cztery łapy i pobiegła lekkim kłusem śladami ducha, szybko znikając w gęstych zaroślach puszczy.