Spod półprzymkniętych powiek złote ślepia samicy śledziły z wolna przygasające płomienie. Błyszczące iskry leniwie płynęły w kierunku otwierającej się nad nimi połaci ciemnego firmamentu. Znikały w eterze, niezdolne dosięgnąć atramentowej czerni, usianej girlandami srebrzystych gwiazd. Na polanie panowała cisza. Obydwie samice od dłuższego czasu pozostawały w milczeniu, pogrążone we własnych rozmyślaniach.
Kotka cichutko przydreptała do ogniska. Usiadła za nim, czekając, aż wilczyca ją zauważy. Ogniki odbijały się w jej oczach, teraz ciemnych jak otaczającą je noc. Łapka ugniatała śniegowe kuleczki, nieprzerwanie wpatrując się w postać na przeciw niej.
Zdało jej się, że wśród drżących, niepewnych cieni ujrzała czyjąś drobną sylwetkę. Płomienie, odbijające się w okrągłych, smolistych źrenicach. Otworzyła szerzej oczy, a jasne ślepia rozbłysły na moment w mroku. Czyżby przysnęła i podświadomość podsunęła jej mglisty obraz utkany z cienistych wspomnień? Przechyliła głowę, a czarne kosmyki włosów zsunęły się na smukły pysk. Spojrzała poprzez tańczące smugi ognia. Jej ślepia spotkały się z błękitnymi tęczówkami kotki.
Ta mruknęła przeciągle jakby chcąc utwierdzić towarzyszkę w tym co zobaczyła. Obeszła ognisko i otarła się o bok wilczycy, po czym okrążyła ją i usiadła między jej łapami, utkwiła wzrok w oddali i mruczała cicho.
Samica poczuła jak na widok przyjaciółki w sercu rozlewa się przyjemna fala ciepła. Oczy pojaśniały z radością spoglądając na połyskujące białe futro kotki. Musnęła wilgotnym nosem jej ucho. Tak się cieszyła na jej widok, tak bardzo. Tak bardzo brakowało jej znajomego ciepła przyjaciół. Ich bliskości, głosu i rozmów.
- Tęskniłam. Jak Ci się żyje, kochana? - Czując muśnięcie, wyciągnęła głowę najbardziej jak umiała, ocierając się o pysk przyjaciółki. Końcówka ogona poruszała się delikatnie na boki. Mimo, że wyglądała na niewzruszoną to spotkanie przywołało masę wspomnień i w rzeczywistości była niesamowicie szczęśliwa, czując jej bliskość.
- I ja również. - Odparła cichym, miękkim głosem. - Spokojnie, choć kłopoty ostatnimi czasy postanowiły same mnie odnaleźć - Powiedziała, wspominając rany jakie zaledwie kilka dni temu odniosła. Nie chciała jednak zbędnie martwić przyjaciółki, opowiadając o swych zmartwieniach, które niestety zbyt często do niej powracały. - Wiesz, trochę tu smutno bez Was. Trochę samotnie. Mimo, że Stado żyje, mam wrażenie jakbym sama zatrzymała się w czasie.
- Bez nas? - Kotka zerknęła w górę w oczy wilczycy. Zastanawiała się kogo dokładnie miała na myśli. Dodatkowo trapiło ją kilka innych rzeczy. - Aluś. Powiedz mi. Od kiedy zniknęłam... Team nie pojawiał się już nigdy więcej? - Oczy kotki straciły odrobinę na swoim dotychczasowym blasku przy tym wspomnieniu. Odległym, acz wciąż żywym.
- Bez Was. - Potwierdziła mgliście, nie wyjaśniając nic więcej. Bez Lu, bez Szery, Aspeney, Gloli, Lady Killer, Destroy, Anaid, Kitsune.... bez wszystkich. Bez nich i bez wielu innych osób, zbyt wiele ich było by samica zdołała przywołać ich, nawet teraz, w swych myślach.- Lu... - westchnęła cicho, ledwo słyszalnie, spoglądając łagodnie na kotkę. - Nigdy więcej, Lu. - Odparła szeptem na jej pytanie.
- Samotny duch. Okrucieństwem byłoby go gdzieś zatrzymywać. Mimo, że odejścia bolały. - Uśmiechnęła się delikatnie. - Ciekawa jestem gdzie i z kim teraz umiera. Nie powiem, że nie chciałabym go kiedyś jeszcze zobaczyć. Ale nie ma nad czym myśleć. - Kotka wtuliła się w sierść na piersi Aldieb. Tu była bezpieczna. - Brakuje tych czasów, prawda?
Uśmiechnęła się delikatnie, słuchając słów białej kotki. Przechyliła lekko łeb, na moment zaglądając w jej jasne oczy. - A i owszem, brakuje. Zawsze będzie brakować, ale cóż poradzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz