[31.07.2011, - ]
Wiedziałam, że
dzisiejszej nocy nie uda mi się zasnąć. Przewracałam się z boku na bok,
tępym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń. Chaos w mojej głowie nie
pozwalał mi się skupić. Myśli wirowały jakby porwało je rozszalałe
tornado. Jedyne co mogłam zrobić, to tłumić nacierające z całą swoją
siłą, dławiące emocje. Czułam wyraźnie ich obecność, gorzkawy posmak,
ale udawało mi się je utrzymać za potężnym murem, który budowałam od
lat. Jednak sen nie nadchodził.
Zerwałam się z legowiska i
wyskoczyłam z jaskini , w całkowity mrok, bezgwiezdnej nocy. Pragnęłam
deszczu. Potrzebowałam, by zimne krople zrosiły moją skórę, a wraz z
nimi spłynęły wszystkie myśli tłukące mi się w głowie, zostawiając mój
umysł przejrzystym. Lecz oczywiście, kiedy go potrzebowałam, nie
nadchodził.
Już w biegu rozpoczęłam przemianę. Usłyszałam
nieprzyjemny trzask przemieszczających się kości. Każdą zmianę
odczuwałam we wszystkich, nawet najmniejszych komórkach ciała.
Zachwiałam się, próbując złapać równowagę. Z cichym sykiem, w pół
zgięta, przytrzymałam się chropowatego pnia drzewa. eden głęboki wdech i
już stałam wyprostowana. Nie. Nie stałam. Biegłam. Przyspieszałam coraz
bardziej, z każdą minutą stawiając dłuższe kroki. Ręce pracowały
rytmicznie po bokach. Powietrze rzęziło mi w gardle, nie przywykłym
jeszcze do tak nagłego wysiłku.
Od dawna miałam ochotę to
zrobić. Nie potrafiłam dłużej wysiedzieć w ciele wilczycy. Mimo, że
czułam się w nim niemal doskonale, coraz częściej myślałam o przemianie w
człowieka. Lecz nie chciałam tego. Nie rozumiałam, dlaczego tak musi
być. A jednak coś sprawiało, że nie miałam wyjścia. Zaczepiłam bosą
stopą o zdradziecki korzeń, wystający ponad powierzchnię runa leśnego.
Runęłam jak długa na ziemię i przejechałam po niej kilka metrów,
zostawiając za sobą długi ślad. Skuliłam się do pozycji embrionalnej i
złapałam rękoma za głowę. Zastygłam w bezruchu. W końcu się udało. Byłam
pusta. Reszta czaiła się na zewnątrz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz