piątek, 1 lipca 2011

Niekiedy pustka staje się błogosławieństwem.

[31.07.2011, - ]

          Wiedziałam, że dzisiejszej nocy nie uda mi się zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, tępym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń. Chaos w mojej głowie nie pozwalał mi się skupić. Myśli wirowały jakby porwało je rozszalałe tornado. Jedyne co mogłam zrobić, to tłumić nacierające z całą swoją siłą, dławiące emocje. Czułam wyraźnie ich obecność, gorzkawy posmak, ale udawało mi się je utrzymać za potężnym murem, który budowałam od lat. Jednak sen nie nadchodził.
          Zerwałam się z legowiska i wyskoczyłam z jaskini , w całkowity mrok, bezgwiezdnej nocy. Pragnęłam deszczu. Potrzebowałam, by zimne krople zrosiły moją skórę, a wraz z nimi spłynęły wszystkie myśli tłukące mi się w głowie, zostawiając mój umysł przejrzystym. Lecz oczywiście, kiedy go potrzebowałam, nie nadchodził.
           Już w biegu rozpoczęłam przemianę. Usłyszałam nieprzyjemny trzask przemieszczających się kości. Każdą zmianę odczuwałam we wszystkich, nawet najmniejszych komórkach ciała. Zachwiałam się, próbując złapać równowagę. Z cichym sykiem, w pół zgięta, przytrzymałam się chropowatego pnia drzewa. eden głęboki wdech i już stałam wyprostowana. Nie. Nie stałam. Biegłam. Przyspieszałam coraz bardziej, z każdą minutą stawiając dłuższe kroki. Ręce pracowały rytmicznie po bokach. Powietrze rzęziło mi w gardle, nie przywykłym jeszcze do tak nagłego wysiłku.
         Od dawna miałam ochotę to zrobić. Nie potrafiłam dłużej wysiedzieć w ciele wilczycy. Mimo, że czułam się w nim niemal doskonale, coraz częściej myślałam o przemianie w człowieka. Lecz nie chciałam tego. Nie rozumiałam, dlaczego tak musi być. A jednak coś sprawiało, że nie miałam wyjścia. Zaczepiłam bosą stopą o zdradziecki korzeń, wystający ponad powierzchnię runa leśnego. Runęłam jak długa na ziemię i przejechałam po niej kilka metrów, zostawiając za sobą długi ślad. Skuliłam się do pozycji embrionalnej i złapałam rękoma za głowę. Zastygłam w bezruchu. W końcu się udało. Byłam pusta. Reszta czaiła się na zewnątrz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz