sobota, 10 lutego 2018

Seby dzień pierwszy. Spotkanie z ciocią.


[20:21] Aldieb: Brazowa samka wylonila sie z pomiedzy drzew. W pysku niosla malego szczeniora, ktory wymachiwal bezradnie tlustymu lapkami i rozgladal sie ze zdziwieniem dokola poprzez wciaz nie w pelni rozwiniete patrzalki. Zawedrowala na polane, by przedstawic reszcie zwierzat nowego potomka. Usiadla nieopodal paleniska i ostroznie opuscila mlode na ziemie. Zamiotla ogonem podloze, robiac wokol czarnego szczeniaka futrzasty polokrag, by choc troche kontrolowac jego odpelzywanie.(edytowane)
[20:34] Tristan: SEBA Mały szczeniak był ciekaw wszystkiego. Nawet teraz gdy zwisał z pyska Aldieb, rozglądał się, próbując dostrzec coś w ciemności. Jednak nie był jeszcze na tyle rozwinięty by móc dostrzec większośc rzeczy. Zamachał bezradnie łapami i gdy tylko poczuł pod łapami stały grunt, kichnął, od razu na chwiejących się łapach powędrował przed siebie. Jednak bariera pod postacią ogona skutecznie go zablokowała. Mimo wszystko, próbował wspiąć się po nim i wyjść ku światu. Pizdan Czarny czuł zmianę. Nie tyle w powietrzu co w całym świecie. Coś się zmienilo i to bardzo. Oblizał nerwowo pysk, rozglądając się. Futro oblepione śniegiem i kryształkami lodu ciążyło mu nieznacznie, ale nie przejmował się tym. Lód zerwał się pod nim już rano, ale nic nie robił sobie z tego, że wyglądał niezbyt ładnie. Ziewnął szeroko i skierował łapy ku polanie. Po niedługim czasie dotarł tam i najpierw przystanął przy krawędzi drzew, chcąc zorientować się kto jest na miejscu spotkań. Aldieb. Oraz jej dziecko.. Odetchnął cicho, kładąc po sobie uszy. To co czuł teraz od szczenięcia było inne od tego gdy ten jeszcze był nienarodzony. Silniejsze i mocniejsze. Mimo tego wszedł na polanę ze wzrokiem utkwionym w Al.
[20:40] Tyks: Zima dawała się we znaki waderze. Fragonia trzęsła się okropnie, a w oczach miała łezki. Czekała pod drzewem sama, na cokolwiek. Od czasu do czasu wstawała i leniwie okrążała drzewo, jakby szukała czegoś do roboty. W sumie mogłaby pobiegać na rozgrzanie się, jednak przez złe samopoczucie nie miała na nic ochoty. Oddaliła się kilka kroków i weszła w końcu na polanę. Widząc jednak wilki, wycofała się nieznacznie, jakby nie chciała im przeszkadzać. Młoda wadera ze szczenięciem i chyba ktoś jeszcze, o ile wzrok jej nie szwankował...
[20:44] Xander Wright: Wszedł niepewnie na polane na której był kilka dni temu. Niby mało ale jednak wtedy niezaaklimatyzował się. Patrząc na wilki w centrum polany wiedział że należy do stada ale jeszcze musi zasłużyć na ich szacunek. Zbliżył się nieznacznie do środka i położył na ziemi. Wolał zostać z tyłu i nie niepokoić reszty.
[21:09] VastoLorde: Od dłuższego czasu sytuację na polanie obserwowała niebieskooka lisica. Jej białe futro zlewało się ze śniegiem błyszcząc w słońcu. Było niesamowicie zimno, na dodatek nie jadła niczego od kilku dni. Położyła łeb płasko na śniegu i westchnęła ciężko, życie w stadzie jest o wiele łatwiejsze ale lisy są z natury samotnikami- nigdzie nie grzeją dłużej miejsca. Małe szczenię było przeurocze, niezdarnie próbowało przekroczyć pierwszą barierę w swoim życiu. Fuknęła cicho, witaj na ziemi maluchu tutaj ciągle będziesz musiał jakieś przekraczać.
[21:16] Aldieb: Obserwowala niepoardne ruchy potomka, gdy jej uszu dobiegl cichy szelest. Wyczula czyjas obecnosc, wiecej niz jednej osoby, lecz wpierw jej oczom ukazal sie Tristan, czula jednak ze nadciagaja tez inni. Siersc na jej karku zjezyla sie nieznacznie, gdy staksowala go czujnym spojrzeniem. Ogon przysunela do siebie, zagarniajac tym samym mlodego. Ostatecznie skinela mu glowa w gescie powitania. Przeciez po to wlasnie tu przyszla. By nie ukrywac sie przez reszte zycia. Jej dlugie uszy zmienily kierunek, wylapujac kolejne dzwieki. Uniosla pysk, przekrecajac go w druga strone by zobaczyc nadchodzacego bialo-czarnego wilczura. Nie wiedziala kim jest, w jej oczach byl calkowicie obcy, nie zarejestrowala jego obecnosci, kiedy ostatnim razem przebywal na polanie. Zmierzyla go spojrzeniem zlotych slepi. - Witaj, nieznajomy. Co Cie tu sprowadza? - Spytala, zdajac sobie sprawe, ze byc moze dzisiejszego wieczoru bedzie musiala jeszcze wielokrotnie zadac to pytanie. Najwyrazniej na jej obrzezach czaily sie sylwetki innych przybyszow, ktorych zapachow nie kojarzyla.
[21:23] Tristan: Seba Zapiszczał cicho gdy zostałw tak brutalny sposób potraktowany i przewrócony. Spojrzał z pretensją na Aldieb i z uporem zaczął próby wspinaczki po jej ciele. I udało mu się! Zwycięsko usiadł na jej ogonie, topiąc się prawie w jego sierści. Oblizał pysk i uniósł łeb, węsząc i patrząc po wszystkich. Mimo tego, że jego wzrok nei był w pełni sprawny, widział ich sylwetki, świecące jasnym blaskiem. Kilka istot, z czego dwie się zbliżyły. Najpierw skierował łeb ku Tristanowi, rozpoznając go z łatwością jako tego który stanowił zagrożenie dla jego matki. Wyszczerzył małe ząbki w grymasie i zawarczał cichutko. Następnie gdy wilk się zatrzymał, skierował ślepia ku kolejnemu samcowi. Przechylił łeb na bok i zastrzygł uszami słyszac przyjemny glos Aldieb. Tristan Skinął również łbem ku Aldieb i zatrzymał się jednak niedaleko niej gdy szczeniak wyszczerzył ku niemu zęby. Nie chciał ryzykować, chociaż kusił. W tej chwili.. Nie, nawet próba ataku zostałaby błyskawicznie stłamszona. Wiedział o tym i zdawał sobie z tego sprawę. Usiadł i obrócił łeb ku Xanderowi. Jemu również skinął głową. - Byłeś już tutaj, prawda?
[21:29] VastoLorde: Oho coś się działo, wciążp leżąc na sniegu w trybie incognito obserwowała zaciekawiona rozwój wydarzeń. Biedny wilczur, na jego miejscu by nie ryzykowala. Zaśmiałam się w duchu gorzko, na sto procent skończy jako ich przekąska może po wszystkim ona też coś skubnie z resztek. Czasem zastanawiała się czy nie powinna urodzić się Hieną, nawet jak na lisa była zbyt bezwzględna.
[21:35] Xander Wright: -Cześc wszystkim-zwrócił się do zebranych-ja przybyłem tu bo słyszałem że to stado dla każdego a że nikt inny nie chciał mnie przyjąć to przybyłem-mówiąc to raz patrzał na jednego raz na drugiego gdyż obaj zadali mu pytanie. Lekko przybliżył się do centrum popatrzał na małego wilczka przez chwile po czym obrócił głowe i powiedział-tak byłem tu już pare dni temu
[21:50] 🌸: Zielonkawy kolor, wyraźnie odcinający się na tle szarości przemknął przez jej ślepia, przez co zadarła łeb, rozglądając się wokół. Polana. Jak zwykle. Bo gdzie indziej mogłoby się coś dziać jak nie tam. Zwabiona nowym kolorem, a także innymi, znanymi i tymi mniej, potruchtała na miejsce praktycznie codziennych spotkań, już na samym wejściu zatrzymując się z uniesioną w górze łapą. — Co tu się... Kiedy to? — mruknęła do siebie, gdy tylko zauważyła Aldieb ze szczenięciem. Z cichym, neutralnym pomrukiem pokręciła łbem, podchodząc do niej, z zaciekawieniem i delikatnym uśmiechem na pysku przyglądając się małemu.
[21:55] Aldieb: Zmarszczyla nos kiedy mlode zaczelo wspinac sie po jej ogonie. Zupelnie jak kiedys Fene. Pochylila pysk i skubnela delikatnie siersc na jego glowie, po czym liznela w matczynym gescie, mierzwiac jego czupryne. Uniosla glowe, gdy podeszla do niej Hiacynt. Spojrzala na nia cieplo, posylajac jej przyjazny usmiech, po czym jej wzrok wrocil do nieznajomego. - Owszem, przyjmiemy kazdego kto nie ma wrogich zamiarow. Jak Cie zwa i skad pochodzisz? - Postawila uszy na sztorc, wpatrujac sie uwaznie w dwukolorowego. Jej zmysly byly dzisiaj wyjatkowo czujne, byc moze ze wzgledu na obecnosc potomka, choc ten prawdopodobnie mogl by sie samodzielnie obronic. Jednakze samica miala kly i pazury i byla gotowa oddac za niego zycie, gdyby zaszla taka potrzeba.
[22:00] Tristan: Seba Kolejna istota. Jaśniejąca prawie tak jak istota którą dostrzegł zaraz po otwarciu ślepi. Zamruczał cichutko, przyjemnie, wyciągając pysk w stronę Hiacynt. Uniósł również przednie łapy, spoglądając na nią. Przechylił łeb na bok,a jego uszy załopotały śmiesznie. Obie samice mogły teraz poczuć zwykłe szczęście w dość dużej ilości - to co czuł mały samiec. Zapiszczał wesoło, zsuwając się z ogona Al na wolność. I w kilku niezdarnych susach skoczył ku Hiacynt. Oczywiście, potknął się i wylądował przed jej łapami, szorując wcześniej pyskiem o ziemię. Tristan Skrzywił się wyraźnie i nastawił sierść na sztorc, widzac to co robi Hiacynt. Dlaczego najpierw poszła ku temu małemu potworowi? Cofnął się wyraźnie niezadowolony, odwracając łeb. Głupie samice. Tylko dzieci i szczenięta im w głowach. Z kolejnym prychnięciem podniósł się, odchodząc na skraj polany. Wszedł między drzewa i łapą nastąpił na leżącego lisa. Syknął i odruchowo odskoczył, patrząc na nią. - Co Ty tu robisz? - Zapytał, zdenerwowany jeszze bardziej tym, że nie wyczuł jej wcześniej. Dawał się za bardzo nosić emocjom.
[22:09] Xander Wright: -Pochodze z bardzo daleka a zwą mnie Alexander ale możecie mówić na mnie Xander-powiedział spoglądając na małego wilka. Widać że czuł się bezpiecznie w tym towarzystwie więc on też nie ma się czego obawiać. Towarzystwo nie było liczne i chyba po częsci skłucone. Nie chciał nawet wiedzieć czemu to nie jego sprawa więc wolał się nie mieszać.
[22:13] 🌸: Pochyliła łeb, niemalże kładąc się na ziemi, mając uniesiony zad, by móc przyjrzeć się małemu. Gdy ten wylądował przed jej łapami, położyła po sobie uszy, chowając pysk w śniegu, by ukryć swój uśmiech. Wsunęła zaraz pysk pod jego drobne ciało, podnosząc go, by ustał na swoich koślawych łapkach. Chwilę jeszcze przytrzymała przy nim pysk, odsuwając go i podnosząc, dopiero gdy upewniła się, że malec stoi o własnych siłach. Nawet teraz, patrząc na niego, widziała, jak wokół niego, delikatną mgłą tańczy zielony kolor. Nadzieja. Z uśmiechem postawiła uszy na sztorc, wyłapując głos kolejnego nieznajomego, który w sumie, przed chwilą się przedstawił.
[22:19] VastoLorde: Nie spodziewała się tego że ktoś na nią wlezie. - Lepiej uważniej patrz pod nogi...-syknęła cicho wbijając w niego swoje błękitne, wściekłe spojrzenie. Otrzepała się ze śniegu. Oczom przybysza ukazały się wspaniałe cztery lisie ogony, były tak puszyste jak leżący nieopodal śnieg. Przysiadła elegancko i merdała lekko swoimi kitkami, były jej największą dumą.
[22:24] Aldieb: - Witaj, Aleksandrze. - Skinela glowa. Przybysz zdawal sie zachowywac nalezycie. - Zwa mnie Aldieb, ta biala wilczyca to Hiacynt, a przed chwila odszedl Tristan. - Przedstawila siebie oraz pozostalych obecnych. - Natomiast ten maly, nieporadny szkrab zwie sie Valkkai. - Tu spojrzala na szczeniaka, usmiechajac sie na widok jego nieporadnych krokow i zywych susow w kierunku Kwiatka. Wiedziala ze w jej obecnosci bedzie bezpieczny. Sama tez sie nieco rozluznila, czujac jakby splynelo na nia delilatne cieplo.
[22:27] Tristan: Seba Uniósł łepek i ziewnął, pokazując jej pomarańczowe, niewielkie ząbki. Zastrzygł uszami gdy gdzieś z oddali do jego uszu dobiegły głosy. Obrócił pysk ku Aleksandrowi i oblizał się, stawiając ostrożne kroki w śniegu. Co z tego, że dreptał właśnie pod Hiacynt? Ale nim w nią uderzył odbił się na bok i dużymi susami próbował uciec gdzieś dalej, w stronę Aleksandra właśnie. Chociaż go nie znał i zatrzymał się, nie wiedząc co zrobił znów. Tristan - Ja mam uważać? To ty powinnaś uważać. - Prychnął, spoglądając za siebie. Widział Hiacynt i to jak bardz zainteresowana jest szczeniakiem. - Gdyby nie to, że gadasz już byłabyś martwa. - Spojrzał na nią rozjuszonymi, dwukolorowymi ślepiami. Zbyt dużo emocji, nie miał gdzie ich rozładować.. Ale nie chciał nikomu robić krzywdy.. Potrząsnął mocno łbem. Jej ogony wcale go nie zdziwiły. Widział inne, czasami nawet bardziej majestatyczne i wymyślne stworzenia. - Idź do reszty. - Skrzywił się delikatnie. - Różne tępe bestie tu chodzą i nie wszystkie będą tak wyrozumiałe jak ja. - Burknął i wyminął ją, kierując się do lasu. Polowanie, tylko to siedziało mu teraz we łbie. Spożytkuje siły na coś dobrego.
[22:33] Xander Wright: Spojrzał na małego wilczka który zbliżył się do niego. Był słodki nawet bardzo skinął lekko do niego głową żeby wiedział ze nie zrobi mu krzywdy po czym położył głowe na ziemi wpatrując się w reszte. Teraz już czuł na prawde że ma stado które go akceptuje i chyba chce. -Miło was poznać(edytowane)
[22:33] VastoLorde: Lisica fuknęła w jego stronę na odchodne, żadnego szacunku dla płci pięknej... Powinien przynajmniej przeprosić za nieuwagę. "Idź do reszty" Pfff dobre sobie... żadna łaska, poza tym to byłaby hańba na jej lisim honorze. Z drugiej strony jednak głód dawał o sobie znać coraz bardziej... W końcu jednak ruszyła, w stronę tego dziwnego skupiska.... a-ale tylko po to by zaspokoić ciekawość! Nie dlatego, że chce czy wręcz musi.
[22:39] 🌸: Zaśmiała się cicho, podnosząc się z ziemi. Odprowadziła malca wzrokiem, dopiero teraz dostrzegając brak czarnego samca. Rozejrzała się wolno, gdzieś na białym tle dostrzegając jedynie koniec jego, khem... Ogona. Westchnęła ciężko, unosząc łapę, by przetrzeć nią nos. Nie wiedziała, o co znów mu chodziło i pewnie dowie się w najbliższym czasie.
[22:42] Aldieb: Spojrzala za podopiecznym, ktory jeszcze przed chwila byl bezpieczny przy Hiacynt, a teraz gnal gdzies w strone nowo poznanego Aleksandra. Machnela zamaszyscie po sniegu ogonem, czujac nagle poddenerwowanie. Dwubarwny wilk jednak nie wykonal zadnego gwaltownego ruchu, po za uspokajajacym polozeniem glowy miedzy lapami. Rozluznila napiete miesnie, zdajac sobie sprawe z tego ze nie upilnuje malego 24 godziny na dobe. Sledzila go jednak w dalszym ciagu uwaznym spojrzeniem, bedac gotowa w kazdej chwili zerwac sie z ziemi.
[22:46] Tristan: Nie spodobał mu się ten wilk mimo wszystko. Część jego ciała była ciemniejsza od drugiej. Kichnął cicho, wzbijając niewielki tumanek śniegu i odwrócił się, prąc przed siebie niczym lodołamacz w zaspach. Które dla niego były naprawdę wielkie. Kilka razy próbował skoczyć ponad nimi ale nic mu to nie dało. Dlatego gdy dopełzł do Aldieb zamruczał cicho i otrzepał, przewracają jeszcze. Pisnąl cicho gdy cały znalazł się pod śniegiem i wygrzebał się z niego szybko, wskakują znów na Aldieb i jej ogon. Zajęło mu to kolejną chwilę ale wystawał tylko czarny łepek wraz z jasnymi, pomarańczowymi ślepiami.
[22:59] Xander Wright: Mały chyba go nie polubił ale mało go to obchodziło. Miał stado i tylko to się liczyło teraz musiał zasłuzyć na ich zaufanie i szacunek. Siedział tak z głową w łapach patrząc na reszte. Nie chciał sie za bardzo wychylać bo w końcu był tu jeszcze nowy i nie za bardzo wiedział co może a czego nie. Podrapał się tylko za uchem i dalej obserwował otoczenie.
[22:59] VastoLorde: Usiadła dużo dalej niż "z boku" Zawiał lodowaty wiatr który przemknął przez jej futro do szpiku kości zupełnie jakby go nie miala. Cóż bycie wychudzonym lisem w zimie nie pomaga. Zacisnęła szczęki zwalczając w sobie odruch owiniecia się ogonami. To nowe towarzystwo, nie znają Cię musisz zrobić wrażenie. Obserwowała uważnie małego szczeniaka, poczuła w serduszku coś na kształt... wzruszenia? Rozczulenia? A może to tak zwany instynkt macierzyński??
Daila poczuła się jakby dostała czymś w łeb. Oooo nie, nie nie ma takiej opcji. Żadnych głębszych uczuć do nikogo.(edytowane)
[23:10] Aldieb: Uspokoila sie calkiem dopiero gdy mlody w koncu doczlapal do jej osoby i znow wgramolil sie na jej ogon, zanurzajac w gestym futrze. Uniosla pysk, slyszala odlegly glos Tristana oraz jeszcze jednej postaci, jednak dopiero teraz ujrzala drobna postac lisicy o kilku ogonach, ktora sie przed nimi zjawila. Zapatrzyla sie na nia z ciekawoscia w oczach. Ogony skojazyly jej sie z Arjuna, jednak reszta calkowicie sie roznily. - Witaj, nieznajoma. - Jej dzwieczny glos zawisl w powietrzu, a zlote slepia wciaz obserwowaly blekitnooka lisice.(edytowane)
[23:14] Tristan: Mały złapał w pyszczek cały kosmyk sierści Aldieb, zaczynając go podgryzać i memlać z braku zajęcia. Pisnął cicho sam do siebie i zamknął ślepia, wciaż jednak widząc sylwetki, tak mocno świecące. Widział kilka niewielkich plamek na drzewach. Nie wiedział czym były. Ale słyszał ich ciche, niewyraźne głosy. I to było prawie jedyne co slyszał. Ptaki o których nie wiedział, że są ptakami oraz obecni na polanie. Bez powodu jego serce ścisnął delikatny strach, a zaraz po nim rozdzierający smutek. Nie było tu żywych istot. Była zima która kazała życiu spać. I to go smucilo.
[23:17] Xander Wright: Seidział tak patrząc się wciąż na reszte osób. Nie chciał się odzywać bo nie miał takiej potrzeby. Wolał tam siedzieć i patrzeć na nich szczegulnie upatrzył sobie tego małego który hasał między nimi. Był taki przeuroczy i beztroski biegając na tych malych łapkach. Przypominało mu to zabawy z młodymi raz spotkanego jerzozwierza.
[23:17] 🌸: Zgarnęła łapą śnieg, chcąc dotrzeć do skutej ziemi. Chwilę jej to zajęło - to, co odkryła, zaraz zostało zasypane przez to, że nie zgarnęła usypanej górki śniegu na bok. Mruknęła raz, drugi, trzeci, aż w końcu obie łapy postawiła na odkrytej ziemi. Potrząsnęła łbem, przyglądając się z rozbawieniem koślawemu kółku. Uniosła łapę tylko po to, by narysować nią kolejne kółko, a w nim wolno rozrysowała w tylko jej znanym języku to, to miało się stać. Znaki, delikatnie zajaśniały, tak samo, jak podczas ich rysowania, by w końcu się zdeformowały i wchłonęły w ziemię. Z zadowoleniem położyła się, z pyskiem wspartym o łapę, a śnieg, który pokrywał polanę, zaczął topnieć od miejsca, z którego zgarnęła śnieg. Zawiał cieplejszy wiatr, zupełnie, jakby był środek wiosny.
[23:21] VastoLorde: - Witaj.-odparła spokojnie patrząc wprost w złote oczy rozmówczyni. Jeśli myślała, że ucieknie przed jej spojrzeniem myliła się. Zapadła grobowa cisza, cóż lisy nie sa zbyt rozmowie, wolą obserwować, działać nocą. Zdziwił ją ciepło wiatr który pojawił się niewiadomo skąd. Automatycznie lisica zateskniła za latem i wygrzewaniem się w słońcu.
[23:25] Aldieb: - Moge spytac o twe imie? - Spytala, przymykajac na moment slepia. Skrzywila sie gdy poczula nagle szarpniecie. Spojrzala w dol na czarnego wilczurka, ktory zaczal nagle popiskiwac. Tracila go pocieszajaco nosem, choc nie wiedziala co mlodemu chodzilo po glowce. Wtedy poczula niespodziewane cieplo, ktore nasunelo na mysl wiosenne dni. Rozejrzala sie po polanie, az jej wzrok padl na Hiacynt. Zmarszczyla nos, wpatrujac sie w nia z konsternacja przez chwile, jednak nie skomentowala, wracajac oczyma ku lisicy.(edytowane)
[23:31] VastoLorde: - Daila.-odparła, w duchu dziękowala za to że zrobiło się cieplej, czuła jak odtajały jej łapki. Ogony poruszył się ciut weselej, ciepło, cieplutko, ciepluteńkoo. Rozluźniła spięte mięśnie, wchłaniała ciepło niczym ziemia wodę.
[23:35] Xander Wright: Postanowił już nie niepokoić reszty powoli wycofał się do tyłu po czym ukłonił się i uciekł do lasu. Był kulturalny jak przystało na jego pochodzenie. Nie wiedzieł tylko jak to odbiorą ale to mało ważne był w stadzie i to się dla niego liczyło.
[23:38] Tristan: Zamknął ślepia, chowają się w sierści na ogonie samicy. Zaraz jednak zsunął się z niego i przeszedł tak by położył się przy jej boku, prawie przy przednich łapach. Do tego jeszcze wpełzł pod jej wlosy, chowając się za ich kurtyną. Położył niewielki pysk na jej łapie i mimo zamkniętych oczu - wpatrywał się w lisicę. Smutek jak nagle się pojawił, tak nagle odszedł ustępując miejsca.. Ciszy. Tak, to najlepsze określenie co do uczuć które nim teraz nie targały. Tristan powrócił. Niczym syn marnotrawny. Z niedużym jeleniem w paszczy. Zwierzak miał złamaną nogę więc i tak był skazany na śmierć. Wciągnął go na polanę i prychnął, widząc krąg ziemi wśród śniegu. Położył się przy truchle, nie mając zamiaru jednak jeść. Obserwował wilczyce z odległości.
[23:42] Aldieb: - Witaj, Dailo. Jestem Aldieb. - Odparla na jej slowa, jednak wtedy jej uwage odciagnal szczenior, ktory zaczal sie wiercic, az przepelznal do jej przednich lap. Pod smugami hebanowych wlosow byl niemal niewidoczny. Poderwala zaraz pysk, gdy jej uszu dobiegly glosne trzaski. Na polane wylazl Tristan, ciagnac za soba jelenie truchlo. Fuknela cicho, widzac jego dzisiejsze zachowanie i nastawienie do calego swiata.
[23:51] VastoLorde: Spojrzał a na osobnika który dziś bezceremonialnie na nią wlazł, Daila wyczuła jego negatywne uczucia. Uśmiechnęła się w duchu, złe emocje były dla niej jak miód na serce. Można śmiało stwierdzić, że wręcz się nimi żywiła. Dobrym lisem to ona na sto procęt nie była. No ale każdego do różnych rzeczy zmusza życie, taka się urodziła i tyle.
[23:51] 🌸: "Daila?" Zwróciła uszy i cyjanowe ślepia w stronę lisicy, uśmiechając się pod nosem. Podniosła się, zaraz otrzepując z resztki śniegu, przyklejonego do jej sierści. Pochyliła łeb, w geście przywitania. — Hiacynt. Masz strasznie podobne imię do mojej matki. — Nadal się uśmiechała, jednak ostatnie słowo z dziwnym trudem przeszło jej przez gardziel. Ruszyła przed siebie, dosłownie chwilę temu dostrzegając Tristana przy truchle, skinąwszy samicom łbem, chcąc tym samym przeprosić na tak zwaną chwilę. Z cichym westchnięciem stanęła nad samcem, wyciągając w jego stronę łeb.
[23:53] Tristan: Tristan uniósł łeb, patrząc obojętnie na Hiacynt. Odreagował na polowaniu i czuł się w miarę lepiej. Jednak.. Tak, czuł zazdrość. Jak nigdy wcześniej. - Nie jesteś może czymś zajęta? - Mruknął niezadowolony, patrząc na nią. Podniósł się do siadu mając teraz pysk na wysokości jej pyska.
[23:57] Aldieb: - Rozgosc sie. - Rzucila w strone ogoniastej lisicy. Lypnela ku Hiacynt i Tristanowi, zastanawiajac sie przez krotka chwile co z tego wyniknie. Nie zamierzala jednak zostawac by sie przekonac. Przesunela sie nieco na bok, wysuwajac lape spod mlodego, ktory zaczynal juz przysypiac, zmeczony wieczorem pelnym wrazen i nowych doznan. Podniosla sie z ziemi i chwycila go delikatnie miedzy szczeki, podnoszac w powietrze. Ostatni raz obrzucila spojrzeniem polane po czym weszla miedzy drzewa, kierujac sie ku jamie, do ktorej tylko ona znala droge, a wktorej w ostatnich dniach przesiadywala.
11 lutego 2018
[00:01] VastoLorde: Zaskoczona skineła tylko łbem, nie spodziewała się tak miłego przywitania. Rozgosci się brzmiało jak witaj w stadzie. Jak to? Przecież o niczym takim nie wspomniała. To wszystko było dziwne i takie...przyjacielskie. Położyła się na polanie ochłonąć ciepełka które wciąż bilo od tego niesamowitego miejsca.
[00:03] 🌸: — Nie jestem. — Odpowiedziała spokojnie, lekko mrużąc ślepia i przechylając łeb na bok. Wpatrywała się chwilę w niego, zaraz lekko zwieszając łeb, by nim pokręcić na boki. — O co chodzi? — Usiadła, owijając uprzednio końcówkę ogona wokół łapy tak, by móc złapać rzemyk z kulkami, przewiązany przez jej ogon, mocniej go zawiązując.
[00:04] Tristan: Wydał z siebie ciche, kolejne prychnięcie. - O nic. - Spojrzał za Aldieb i jej dzieckiem. Od razu lepiej. - Chodź do ciepla. - Mruknął, chcąc pozbyć się śniegu i lodu z futra. Podniósł się i nie czekając na samicę wstąpił w krąg gdzie nie było zimna. Od razu wyciągnął się na ziemi, zamykając oczy. Od razu lepiej, cieplej i milej. Oblizał pysk, leżąc tak. Sam nie rozumiał dlaczego tak się zachowywał. Ale chodziło o Hiacynt.(edytowane)
[00:08] VastoLorde: Spojrzała na przybysza, skrzywiła się nieznacznie, ciekawe czym znowu ich uraczy. Mimo wszystko jednak wyczuła, że negatywne emocje zleżały. To chyba było związane z tamtą samicą, cóż czasem tak bywa. Obserwowała rozwój wydarzeń.
[00:12] 🌸: Spojrzała na niego, słysząc kolejne "o nic". Przewaliła oczami, wzdychając cicho. Podniosła się zaraz po nim, idąc za nim. — Nie chcę być nachalna, ale mówiłam Ci kiedyś o tym, byś mi o wszystkim mówił. — Mruknęła, zwracając zaraz pysk w stronę lisicy. Uśmiechnęła się do niej, siadając zaraz obok samca. — Z czasem się przyzwyczaisz do czegoś takiego. — Wysunęła koniec języka w zaczepnym geście, przechylając delikatnie łeb na bok.