[8.04.2015, - ]
Stalowoszare niebo górowało swym masywem, rozpościerając się nad terenami Stada Nocy.
Soczyście zielona, świeżo wyrośnięta trawa kontrastowała z jego ciemną barwą.
Samica siedziała nieruchomo, niczym niewzruszona.
***
Próbowałeś kiedyś iść z zamkniętymi oczami? Bez podglądania, uchylania powiek, czy też zerkania przez prześwitujący materiał opaski. Tak, jakby Twoje powieki były zszyte gęstym ściegiem chirurgicznej nici, sklejone, nierozerwalne. Jakbyś stracił wzrok.
Idziesz przed siebie. Stawiasz krok za krokiem. Wkrótce zdajesz sobie sprawę z tego jak głośno stąpasz. Ale to nie jedyne co słyszysz. Drobne deszczowe kropelki uderzają cichuteńko o ubranie, podłoże, Twoją nagą skórę.
Idziesz, jednak nie masz pojęcia dokąd prowadzi droga. Nie wiesz, czy nagle wyrośnie przed Tobą mur, czy też ziemia rozpadnie się Tworząc przepaść. Nie widzisz rozwidlenia. Nie wiesz czy właśnie mijasz wyjście, czy jest tu ktoś więcej. Jedyne co możesz to podążać naprzód, trzymając się lichej nadziei, że dokądś dojdziesz.
Podłoże jest nierówne. Twoje kroki niepewne. Wydaje Ci się, że idziesz w stałym kierunku, ale nie możesz być pewnym, że nierówności Cię nie zmyliły, że nie zboczyłeś ze szlaku.
Chwiejesz się. Bez wzroku Twój zmysł równowagi nie działa jak powinien. Niewiarygodne, że utrata jednego zmysłu może aż tak wpłynąć na Twoje ciało. Wilk czy pies nie miałby takich problemów. W dużej mierze kierują się węchem. W porównaniu do nich ludzie pod względem tego zmysłu są wręcz upośledzeni.
***
Jej prawe oko powielała absolutna czerń. Lewe, wcześniej poprzecinane krwistymi żyłkami, kiedy popękały drobne naczynka, teraz spowite bielmem.
Sama zastanawiała się jak udało jej się zdusić w sobie ryk bólu.
Po bijących złotem tęczówkach nie zostało absolutnie nic.
Przyzwyczajenie się do chodzenia zajęło jej kilkanaście godzin.