środa, 14 stycznia 2015

Co się skrywa za tym spojrzeniem.

Kartki z pamiętnika.

Grudzień
Duch, strażnik stada - za taką postać się uważała. Dołączyła, bo stado przymierało. Wypełniła zadanie, mogła teraz odejść w spokoju. Znów czuje się obco, nie na miejscu, jak piąte koło u wozu. Ale tak było dobrze, czas by odeszła, by stado mogło się zająć własnym życiem.
Noc 6/7 stycznia
"Doszły mnie niepokojące wieści o czymś niezbyt przyjaznym, co płynie w Twoich żyłach. Chociaż nie leży to w mojej naturze, a zazwyczaj innych najchętniej pozabijałabym, a nie pomogła, to Ciebie szanuję z względu na to, że byłaś tu, kiedy się tu pierwszy raz pojawiłam, więc... Tak właściwie przyszłam się dowiedzieć, czy ta plotka jest prawdą. A jeśli tak, spytać, jak mogę pomóc. (...) A co do tego, co mogę zrobić.. Cóż, może nie mogę nic, a może mogę sporo. Wszystko zależy, jak bardzo chcesz coś zdziałać. I czy któryś rodzaj pomocy przypadnie Ci do gustu."
Po opuszczeniu polany poszłam z Arjuną do jej jaskini, by ta zmieniła jej opatrunek. Rana na brzuchu wciąż wyglądała paskudnie, jednak dzięki pomocy przyjaciół zaczynała się już goić. (...) Wraca do swojej jaskini, idąc przez las, pod osłoną gwiazd. Nagle dopada ją atak. Gwałtowna kurtyna ciemności opadła na jej oczy, świat zdawał się wirować - straciła równowagę, upadła. Poczuła jak z nosa wycieka jej krew, jak w płuca nie może złapać tchu. Wpada w panikę. "Nie... Czemu teraz? Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę jeszcze odchodzić..." - ale myśli same napływają jej do głowy, siłą wdzierając się ro zrozpaczonego umysłu. Przypominają jej się słowa Shrew; fałszywa nadzieja. Myślała, że już się pogodziła ze swym losem, zaakceptowała bieg wydarzeń, a jednak nachodziły ją wątpliwości. Nie chciała o tym myśleć, nie teraz, kiedy jest tak miło, dobrze, ciepło na sercu. gdyby miała jeszcze trochę czasu...
7 stycznia
Przeczytała wstęp i przeznaczony dla niej list. Szare tęczówki śledziły linijki drobnego tekstu, kiedy szybko pochłaniała wzrokiem kolejne słowa. Jej twarz nie zmieniła wyrazu, jedynie spojrzenie stało się jakby nieco chłodniejsze. Kiedy skończyła, uniosła oczy, jednak nie było nikogo, komu mogłaby odpowiedzieć. Za to w głowie pojawiła się plątanina nieprzyjemnych myśli. Jedna za drugą, każda pociągała kolejną, tworząc chaos, jakby zbierały się chmury burzowe.
Dziewczyna nadal skryta pod fasadą zimnego spokoju zmięła w rękach kartkę papieru. Nic nie powiedziała. Zacisnęła jedynie wargi i bez słowa odeszła.

7-9 stycznia
Baru odszedł. Natomiast Al była zła. Na niego. I na siebie. Oczywiście też się martwiła, jednak w porównaniu do reszty było to znikome. W tej chwili bardziej obchodził ją własny los i to co dla niej oznaczało zniknięcie czarnego basiora. Była zła, że ją uprzedził. Była zła, że zniknął, że zepsuł jej plan. Bo miała odejść ze spokojem w sercu, z myślą że ktoś zajmie się stadem, kiedy jej nie będzie. A teraz? Czy nadal mogła na to liczyć? I wraz z jego odejściem znów to poczuła. Ciężar odpowiedzialności, od której nie było odwrotu. Zbliżające się kajdany, które chciały ją pochwycić, uwięzić. Musiała czym prędzej uciekać. I nienawidziła siebie za te myśli. Patrząc na połamane palce Tin, na rzewne łzy Dalii, jak mogła nie mieć wyrzutów sumienia? Wstyd jej było za samą siebie, za myśli, za egoizm.

Noc 9/10 stycznia
- Tęskniłam. Jak Ci się żyje, kochana? - Czując muśnięcie, wyciągnęła głowę najbardziej jak umiała, ocierając się o pysk przyjaciółki. Końcówka ogona poruszała się delikatnie na boki. Mimo, że wyglądała na niewzruszoną to spotkanie przywołało masę wspomnień i w rzeczywistości była niesamowicie szczęśliwa, czując jej bliskość. 
- I ja również. - Odparła cichym, miękkim głosem. - Spokojnie, choć kłopoty ostatnimi czasy postanowiły same mnie odnaleźć. - Powiedziała, wspominając rany jakie zaledwie kilka dni temu odniosła. Nie chciała jednak zbędnie martwić przyjaciółki, opowiadając o swych zmartwieniach, które niestety zbyt często do niej powracały. - Wiesz, trochę tu smutno bez Was. Trochę samotnie. Mimo, że Stado żyje, mam wrażenie jakbym sama zatrzymała się w czasie. 
- Bez nas? - Kotka zerknęła w górę w oczy wilczycy. Zastanawiała się kogo dokładnie miała na myśli. Dodatkowo trapiło ją kilka innych rzeczy. 
- Bez Was. - Potwierdziła mgliście, nie wyjaśniając nic więcej. Bez Lu, bez Szery, Aspeney, Gloli, Lady Killer, Destroy, Anaid, Kitsune.... bez wszystkich. Bez nich i bez wielu innych osób, zbyt wiele ich było by samica zdołała przywołać ich, nawet teraz, w swych myślach.
Styczeń, później

„Zawsze podziwiałam to jak mocno czujesz.” Aż mnie coś ścisnęło w środku jak to przeczytałam. Mówisz serio? Bo nie jestem pewna czy jest co podziwiać… Tego jest tyle… emocje, uczucia tak sprzeczne ze sobą, że aż mnie od nich mdli. Z drugiej strony zaś mam wrażenie jakbym była pusta, jakby to wszystko było odległe, nic nieznaczące.
Serio tak myślę, nosisz w sobie tyle piękna i smutku zarazem, masz wspaniałe myślenie. Naprawdę, Al, wiem, że to Cię czasem przerasta, ale doceń to, nie każdy tak ma. Ty się zastanawiasz, a niektórzy tylko istnieją.