poniedziałek, 22 listopada 2010

Zagubiona.


Pośród fal, jak rozbitek na bezludnej wyspie
W labiryncie, szukając złotej nici
W morzu kłamstw i pojedynczych prawd
W szarym deszczu, czekając na rozbłysk stu tysięcy barw

Chaos w mojej głowie z niepokornych myśli
Nieznane twarze, puste korytarze
Nie dają spać, serce gubi rytm

Szaleńczy bieg, życie daje w kość
Codziennie rano, czuję że mam dość
Trucizna płynie w żyłach, zamiast krwi

W całym tym zgiełku mała dusza tkwi
I myśli sobie, że nie ma sił już iść
Lecz coś ją trzyma, pozwala dalej żyć

Kiedy błądzi w chmurach niepewności, ogarnia ją paniczny strach
Nie wie czego trzymać się ma, by nie odfrunąć, wolna jak ptak
Lecz nadal stoi, choć instynkt każe wiać
I kiedy czuje, że nadal jej czegoś brak
Rani tych, którym serce i dusze oddałaby swe

Na dnie studni, oddala ciągle się
Nie wie, co robić dalej ma