piątek, 5 czerwca 2009

a taka se mała przygoda ;3

[5 czerwca 2009, Wolfish Heaven]

Leżałam sobie na gałęzi mojego drzewka, wsłuchując się w ptasi śpiew, słoneczne promyki delikatnie grzały moją skórę, przymróżyłam oczy. Leżałam tak od pięciu minut, próbując się uspokoić. Od rana dręczyło mnie poczucie, że dzisiejszego dnia stanie się coś złego. Westchnęłam. Nie byłam wstanie wytrzymać choćby chwili w bezruchu. Wstałam i z gracją zeskoczyłam z drzewa. Otrząsnęłam się z liści i spacerowym krokiem ruszyłam przed siebie. Zamierzałam zrobić obchód terenów watahy, i tak nie miałam nic do roboty.
Włąśnie przechodziłam koło małego jeziorka, kiedy usłyszałam przytłumione bulgotanie. Rozejżałam się dookoła czujnym wzrokiem. Jednak niczego nie zauważyłam. Bulgotanie powtórzyło się i wtedy mój wzrok padł na jeziorko. Podeszłam do niego ostrożnie stawiając łapy. Woda wyglądała jakby się gotowała, przybrała delikatny fioletowy odcień. Pochyliłam się zaintrygowana. Wtem buchnęła gorąca para, a zwody wyskoczyło coś szkaradnego. Odskoczyłam zaskoczona i odsunęłam się na bezpieczną odległość. Na brzegu siedziało coś.. ymm.. conajmniej dziwnego.. Miało dwoje wielkich niebieskich oczu, i długie sumiaste wąsy, z głowy wyrastały mu macki zakrywając prawie całkowicie malutkie ciałko. Gdzieniegdzie tylko można było dostrzec wąską, żabią łapke. Do tego miało jeszcze prawie metrowy ogon połyskujący w ostrym słońcu.
- C-czym jesteś? -zapytałam nie dowierzając włąsnym oczom
- Bhlgluomn – odpowiedziało niskim, przytłumionym głosem.
- A.. acha… e.. a czemu wyskoczyłeś z wody? – zadałam bardzo inteligentne pytania, bo na nic lepszego nie było mnie stać. xD”
Ale Bhlgluomn[o ile to było jego imie] nie odpowiedział. Za to wokól niego pojawił się fioletowy dym, a z wnętrza stworzenia wydobywało się oślepiające światło. Pprzez kilka minut nic nie widziałam. Gdy wzrok mi się przywrócił spojrzałam na stworzenie.. a raczej na miejsce gdzie powinno być..
- Zniknął… – stwierdziłam zszkowana. Nic z tego nie rozumiałam. W miejscu gdzie dziwne zwierzę stało, teraz widzoczna była tylko czarna ziemia i wypaolna trawa. Rozejrzałam się dookoła, myśląc że może gdzieś odbiegło, jednak nigdzie go nie było. Nagle usłyszłam jakiś głos.. ale co to był za głos! najpiękniejszy jaki kiedykolwiek w życiu słyszałam… dochodził z nieba.. spojrzałam w tamtym kierunku, na tle błękitnego nieba widać było sylwetkę przedziwnego stworzenia… Westchnęłam tylko, spojrzałam ostatni raz na Bhlgluomna i wróciłam do swojego drzewa. Usiadłam pod nim i przysłuchiwałam się oddalającemu się głosowi…