niedziela, 7 stycznia 2018

Spotkanie z córką.


7 stycznia 2018
[20:39] Aldieb: Aldieb wędrowała od wielu dni po terenach Stada Nocy, przypominając sobie znajome sercu ziemie. Przez ten czas jedynymi jej towarzyszami był Księżyc oraz szybujące wysoko na niebie kruki. Nie spotkała innych członków stada, nie specjalnie też ich szukała, unikając często uczęszczanych przez zwierzęta miejsc. Po wydarzeniach, które zaszły między nią a synem Tin, obawiała się kolejnego spotkania. Kiedy jednak zwiedziła wszystkie utęsknione zakamarki starej puszczy, nie potrafiła powstrzymac łap, które bezwiednie powiodły ją znajomymi ścieżkami, wprost ku polanie w centrum Lasu śmierci.(edytowane)
[20:47] Fene: - Mamo. - Głos, cichy, acz wyraźny, smugnął uszy brązowej samicy. Widziała ją kilka razy, słyszała o domniemanym końcu świata i zmartwychwstaniu Aldieb, dostrzegła blizny znaczące smukłe ciało, słyszała jej słowa i rozpoznała znajomy złoty blask, jednak dotychczas nie ujawniła się. Bała się? Bez wątpienia. Nawiedzała ją niepewność i nieufność, ale nie mogła odwlekać konfrontacji z matką w nieskończoność. Szelest dobiegł spomiędzy wyschniętych, martwych gałązek, a zza krzaka wyłoniła się niska, ni to wilcza, ni to lisia postać, odbijając w fioletowych ślepiach taflę księżyca. - Mamo - powtórzyła, powoli zbliżając się do Aldieb. - Znalazłam cię.
[20:52] Tristan: Tristan zniknął na kolejne dni. Ale wrócił, jak zwykle. Nie trzymało go już tutaj uczucie wiążącego go z Matką. Wracał teraz dla kogoś innego, ważniejszego. Oblizał pysk, wchodząc na polanę. Nikogo jeszcze nie było. W sumie nawet i lepiej. Uwalił się pod drzewami oraz krzakami, wtapiając się dobrze w mrok lasu. Nawet śnieg w tym miejscu stopniał, a dla wilka nie problemem było położyć się w rozmoczoną ziemię. Oblizał się znów i położył łeb na poranionych łapach. Rany zaczęły się powoli goić ale w dość niespiesznym tempie.
[20:59] Aldieb: Jej uszu dobiegł cichy głos. Z początku zdawało jej się że to jedynie szept drzew, wspomnienie z dawnych lat. Jednak nie, głos powtórzył się, sięgając wprost do jej serca, po ktym rozlało się ciepło słonecznych promieni. Uniosła radary, złote ślepia przeniosła na postać, która wyłoniła się z krzewów a teraz powoli się do niej zbliżała. Zaparło jej dech. Słyszała od Arjuny, że Fene zyje, nic jej nie jest, jednakże dopiero widząc ją na własne oczy była w stanie w pełni uwierzyć w te słowa. Choć w pierwszej chwili zamarła, to szybko minęło. Podbiegła czym prędzej do córki i otarła się pyskiem o jej pysk, wtuliła w futro na szyi, chłonąc znajomy zapach. Nigdy nie sądziła, że mogłaby tęsknić za kimś tak bardzo jak za Fene.(edytowane)
[21:08] Fene: Odpowiedziała czule na pieszczoty Aldieb, muskając językiem jej sierść i wtulając nos w puszystą szyję matki. Miała ochotę schować się w niej, zwinąć w kłębek pod jej łapami i przykryć ogonem, zupełnie tak samo jak robiła to za szczenięcych lat. Już wiedziała, że jej uczucia są szczere, chociaż z początku obawiała się, że Aldieb nie będzie taka sama jak wcześniej. Po części obawy Fene były słuszne - mimo że pamiętała zapach matki, on nie dokońca zgadzał się ze wspomnieniem. Miał w sobie coś obcego, coś o dziwnej, drgającej w niespokojny sposób energii. Fene jednak nie uciekła, dalej cieszyła się ciepłem ciała Aldieb, z każdą sekundą uświadamiając sobie jak bardzo za nią tęskniła. Położyła uszy po sobie i raz jeszcze liznęła matkę czubkiem języka. - Brakowało mi ciebie - szepnęła.
[21:15] Aldieb: Cieszyła się tą krótką chwilą bliskości z córką, na moment zapominając o całym świecie i wszystkich jego problemach. O kruczych piórach, apokalipsie, o bliznach, o tajemniczym głosie kobiety i istocie, którą w sobie nosiła. Skuliła uszy, na kolejne słowa młodszej samki, czując nagle ukłucie żalu. Tak wiele ją ominęło. Miała tyle pytan, które kołatały się jej po głowie - czy z Fene wszystko porządku? C o się z nią działo? Nie potrafiła jednak wykrztusić z siebie ani słowa. Odetchnęła głęboko, cofając się kawałek i zagladając w fioletowe tęczówki samicy. - Jestem już. Postaram się już więcej nie znikać.
[21:25] Fene: Tuż po tym, jak samice przerwały uścisk, silny podmuch mroźnego wiatru zmierzwił brązową sierść i stargał ciemne włosy. Fene drżąc potrząsnęła łbem, by pozbyć się kilku kosmyków z pyska. Wolałaby zatrzymać czas i pozwolić, by ta krótka chwila bliskości, jedynej trwałej więzi przepełnionej troską i błogością trwała jak najdłużej. Powrót do zimnej, wpół wymarłej, pustej rzeczywistości nie należał do momentów, które chciałaby pamiętać. Była jednak wdzięczna losowi - życiu, śmierci, lasowi - że oddał jej matkę. Jej obecność łagodziła szum w głowie Fene. - Nie byłabyś sobą, gdybyś nie znikała. - Posłała Aldieb lekki uśmiech. - W tym Twoja natura. - Podniosła uszy, zastanawiając się. - Właściwie nasza natura. Więcej mnie nie ma niż jestem.
[21:36] Aldieb: Nie mogła powstrzymać uśmiechu, który wymalował się na jej pysku. Skinęła głową, wciąż chłonąc oczyma postać tak podobnej do niej samicy. - Wiele prawdy w tym co mówisz. Zdradzisz mi gdzie jesteś gdy Cię nie ma.. nie było?
[21:47] Fene: - Zarówno wszędzie jak i nigdzie - opowiedziała wymijająco. Wyglądała na skołowaną tym pytaniem, jakby właśnie przeszukiwała korytarze wewnątrz pamięci, szukając jakiegoś znaku naprowadzającego na konkretną odpowiedź, jednak z każdym zakrętem coraz bardziej gubiła drogę i cel podróży. - Myślę, że błądziłam - skwitowała, porzucając próbę kluczenia między wspomnieniami. Zatrzymała wzrok na pokaźnych bliznach zerkających zza futra. Sierść usiłowała je skryć, ale znamiona sprytnie znajdywały drogę ucieczki i wyglądały ciekawie zza puszystego poszycia. Fene skrzywiła pysk nieznacznie. Dopiero teraz zauważyła jak Aldieb straciła na wadze i jak jej ciało się zmieniło. Kiwnęła delikatnie głową, zachęcając matkę do spaceru. Obrała kierunek jaskini. - Wyglądasz jakby cię rozerwano i przyszyto - skomentowała. - Co się stało?
[21:53] Kwiatek: Nie można powiedzieć, że spadła. Zatrzymała się tuż przy ziemi, na skraju polany, wzbijając wokół śnieg, który za chwilę opadł i na jej białe cielsko. Kichnęła, stając na równych łapach, otrzepując się zaraz. Nie opanowała jeszcze lądowań, przez co wychodziło tak, że albo spadała na pysk, albo tak jak teraz - zatrzymując się kilka centymetrów nad ziemią. Zamachnęła ogonem, zmiatając nim śnieg, by upewnić się, czy nie pogubiła przywiązanych do niego kulek. Były wszystkie. Odetchnęła, unosząc łeb, by się rozejrzeć. Odcinającą się od bieli kupkę czarnej sierści zauważyła od razu. Kręcąc nosem na boki ruszyła z miejsca, podchodząc do niego. Rozglądała się jeszcze, jakby upewniając się, czy nikogo innego nie było wokół. — Gdzie Cię znów wywiało? — Spytała cicho, stając przed samcem. Pochyliła łeb, trącając nosem jego pysk.
[21:55] Tristan: - Tam gdzie nikogo nie bylo. - Mruknął obojętnie, patrząc na nią. Jakoś w tej chwili nie miał ochoty na nic. Ziewnął przeciągle i potrząsnął lekko łbem. - Nie masz co robić tylko spadać? Jeszcze kilka razy i to Tobą Arjuna będzie musiała się zająć. - Parsknął cicho może w dość niemiły sposób. Spojrzał na nią uważnie. - No, przynajmniej nie wyglądasz tak jak ostatnio gdy byłaś cała brudna. - Podniósł się do siadu, patrząc na pysk wilczycy. Zastrzygł leniwie uszami, kierując je za siebie.
[21:57] Aldieb: Przysłuchiwała się słowom Fene. Choć pragnęła znać więcej szczegółów, nie miała prawa wypytywać o więcej. Dowie się w swoim czasie lub nie - wszystko zależało od córki. Wciąż obserwowała ją uważnie, a dostrzegając gdzie kierują sie jej tęczówki sama przypomniała sobie, po raz kolejny, o licznych bliznach, które znaczyły jej ciało. Ruszyła za Fenką, gdy ta skinęła głową. Chude łapy prędko dostosowały swój rytm do kroków drugiej samicy. Zerknęła na nią z ukosa, pysk wyginając w nieznacznym grymasie. - Szczerze mówiąc trafnie to opisałaś. - Zaczęłą oględnie, zastanawiając się ile mówić, ile sama była wstanie przywołać szczegółów? Postanowiła przedstawić drugą część historii. - Nie wiem dlaczego darowano mi nowe życie. - Pokręciła głową. - Wiem jedynie, że stało się to za sprawą leśnego druida, białego jelenia, który zwie się Haroldem II. Prowadził mnie dźwięk dzwoneczków zawieszonych na jego porożu, wszystko inne jest dla mnie tajemnicą.
[22:05] Kwiatek: — I najwidoczniej będzie musiała. — Odpowiedziała, siadając. Przyglądała mu się, wzrok zaraz zawieszając na jego łapach. Chciała spytać, dowiedzieć się, czy wszystko w porządku, jednak nie był to odpowiednia chwila. Słysząc ton jego wypowiedzi dał jej jasno do zrozumienia, że może zdenerwować go jej troska. Pokręciła łbem na boki, przez co jej uszy znalazły się pod różnymi kątami, a gdy już się wyprostowała, one jeszcze przez sekundę drgały. — Czyli najlepiej, jakbym siedziała w miejscu i nigdzie się nie włóczyła, bo się pobrudzę i Ci się to nie spodoba? — Spytała, śmiejąc się cicho pod nosem. — Proszę Cię.
[22:07] Tristan: - Nie, nie podoba mi się to dlatego, że nie umiesz sobie poradzić i robisz sobie bezsensowną krzywdę. - Burknął, patrząc na nią. Fuknął cicho i odwrócił pysk. Ale zaraz znó go skierował w jej stronę i oparł na karku wilczycy, zamykając oczy z ciężkim westchnięciem. Jakoś w tej chwili nie myślał o tym, że przecież ta może się go bać, tego trochę szybkiego ruchu. Wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia.
[22:09] Fene: Nie odzywała się dłuższą chwilę. Czy biały jeleń faktycznie był druidem? A co jeśli jego intencje są złowrogie? Fene nie pałała entuzjazmem wobec nekromancji i skoro jeleń miał styczność ze zmartwychwstaniem jej matki... mógł być magiem śmierci. Mógł wprowadzić coś bardzo, bardzo złego na tereny stada. Zgniliznę, która wyżarłaby każdego od środka, zostawiając jedynie kości oblepione gnijącymi strzępkami futra i mięsa, gotowe na rozkazy lub porzucone i zapomniane. Mógł również pomóc. Mógł być iluzją. Mógł być oszustem. Mógł być każdym. Mógł być nikim. Mógł zdziałać wiele. Mógł zdziałać nic. - Nie wiem co o tym myśleć, mamo - szepnęła. Nie kryła swojego sceptycznego podejścia, nie mniej była przejęta całą sprawą. Chodziło jej matkę. Nie mogła jej zostawić, zwłaszcza kiedy wyczuwała coś niedobrego. - Znienawidziłabym dźwięk dzwonków. - Podniosła uszy. Razem z Aldieb wkroczyły na polanę. Zanim dostrzegła Tristana i Hiacynt, usłyszała ich rozmowę. Zerknęła na towarzyszkę i ruszyła dalej. - Nie wiem, mamo - powtórzyła. - Ten jeleń... Nie pojawiał się już więcej, prawda? - Zbliżyły się do dwóch wilków. Fene zatrzymała się kilka metrów przed nimi. - Dobry wieczór - przywitała się.
[22:18] Aldieb: Widziała troskę i przejęcie córki. Nie chciałą jej martwić, jednak było to trudne przy zaistniałych wydarzeniach. Również sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć, jej powrót był dla niej taką samą zagadką jak dla innych. Pokręciła głową, chcąc coś powiedzieć, jednak w tym momencie dosłyszała czyjeś głosy, uniosła pysk, nastawiając uszu. Między ogołoconymi z liści krzewami dostrzegła czyjeś sylwetki. Nim ruszyła dalej, powróciła spojrzeniem do Fene. - Nie, nigdy więcej. - Odpowiedziała na jej pytania, po czym tuż za córką minęła ostatnie pnie, wychodząc na otwarta przestrzeń i szybko poznając w postaciach Tristana oraz Hiacynt.
[22:20] Kwiatek: Miała zamiar ponownie się zaśmiać, poprzedzając to słowami, że mimo wszystko nadal jest jeszcze dzieckiem. Mruknęła cicho, zaskoczona jego ruchem, jednak po chwili uśmiechnęła sie, wzdychając. — Staram się jak tylko mogę. — Wymruczała, unosząc zaraz łeb, by spojrzeć na bok, słysząc czyiś głos. Przechyliła uszy na boki, przyglądając się im chwilę. — Aye. — Odezwała się swoim zwrotem, który kompletnie nic nie znaczył.
[22:21] Tristan: Otworzył ślepia. Najpierw zobaczył Aldieb, a potem jej młodszą kopię. Położył po sobie uszy i odsunął się od Hiacynt, pochylając dośc znacznie łeb. Skinął Fene łbem, mrucząc coś niewyraźnie pod nosem bez kompletnego znaczenia. Oblizał nerwowo pysk i wyprostował się, wpatrując w Aldieb. Nie wiedział co ze sobą zrobić.(edytowane)
[22:32] Fene: Ruszyła dalej. Obrała tempo odpowiadające matce. - To dziwne. Udało mu się zasiać ciekawość, acz mam wrażenie, że bardzo niestabilną - przeplatającą się z obawami. Nie wierzę, że zakończył wszystkie interesy. Myślę, że wróci. Do Ciebie. Po Ciebie. Wróci. - Minęły już Tristana i Hiacynt, nie zakłócając dłużej ich spokoju. Robiło się coraz zimniej, a wiatr lodowatymi palcami mierzwił sierść Fene. Zimne igiełki biegały po jej ciele, a z pyska buchały kłęby szybko znikającego dymu. To nie była wyjątkowo mroźna zima. Nie było śniegu, to dobrze. Nie przepadała za nim.
[22:40] Aldieb: Choć Fenka nie zwróciła wiekszej uwagi na parę wilków, Aldieb na widok czarnego wilczura cała się spieła. W pierwszej chwili chciała się wycofać, jednak nie chciała zostawiać córki, nie po tak długiej rozłące. Nie spuszczając z oczu Tristana, podążyła za młodszą samicą, mijając pozostałych w ciszy. Gdy ich wyminęły odetchnęła ledwo słyszalnie - wciąż nie wiedziała, czego mogła się spodziewać po Czarnym, jednak sądząc z jego rozbieganego spojrzenia - on sam również tego nie wiedział. Strzygnęła uszami, znów wyłapując głos Fenki. - Skoro tak mówisz, zapewne tak będzie. - Zgodziła się łagodnie, choć w sercu nie miała wiele nadziei, czy może raczej nie była pewna czy chciałaby znów go ujrzeć i usłyszeć odpowiedzi na dręczące ją pytania, które nie koniecznie mogłyby jej się spodobać. Zapatrzyła się na wirujący w powietrzu kłębek pary wodnej, milcząca, zatpiona w myślach.
[22:48] Kwiatek: Westchnęła ciężko, widząc ich reakcję na siebie. Przeszła z łapy na łapę, wyciągając zaraz w stronę samca łeb, by pyskiem otrzeć się o jego szyję, chcąc go jakoś uspokoić. — No już. Nic się nie dzieje. — Wyszeptała, wpatrując się przed siebie, ponad jego szyją. Nie wiedziała, jak ma się zachować, tak też uznała, że powinna tak zrobić. Uspokoić go. Gdyby mogła się rozdwoić, pewnie druga ona pognała by za Aldieb, jednak wiedząc, że ma towarzystwo, jej obecność byłaby zbędna.
[22:51] Tristan: Wydał z siebie ciche charknięcie i potrząsnął mocno głową, prychając. Opuścił markotnie łeb, podążając przez chwilę wzrokiem za Aldieb. Odetchnął ciężko. - Powinienem ją przeprosić.. - Mruknął cicho, ni to sam do siebie ni to do Hiacynt.
[22:54] Fene: - Wiem - powiedziała cicho. Chciała dodać, że podziela obawy Aldieb, że ją też to napawa niepokojem, że... Że jest kompletnie zagubiona. Ale Aldieb to wiedziała. Potrząsnęła ogonem, strzepując z niego malutkie gałązki i strupy błota. Zerknęła na matkę. - Czemu się spięłaś? - zapytała mając pewność, że oddaliły się wystarczająco od młodych wilków.
[23:00] Aldieb: Drgnęła, gdy w nocnej ciszy po raz kolejny rozbrzmiał głos Fenki, wyrywając ją z zamyślenia. Przyjrzała się jej, zastanawiając się jak ująć w słowa to co między nimi zaszło. - Tristan jest taki jak Seth. - Powiedziała, przenosząc spojrzenie na mroczną połać lasu, która sie przed nimi rozciągała. - Zaatakował mnie. Myślę, że nie umyślnie, nie potrafił się kontrolować. - Wróciła złotym wejrzeniem ku Fene. - A to co rośnie we mnie zaatakowało jego.(edytowane)
[23:28] Fene: - Taki jak Seth? - Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc. - Czyli jaki? - Wypuściła powietrze głośniej, gdy usłyszała o ataku na matkę. To jasne, że nie przyjęłaby tego obojętnie. Fene i Aldieb dotarły już do jaskini i fioletowooka odetchnęła cichutko, z ulgą przyjmując osłonę przed wiatrem i odpoczynek dla strudzonych wędrówką łap. Położyła się wygodnie blisko ściany i zaczekała na matkę. - Co takiego ma w sobie Seth? Truciznę? Nie za bardzo rozumiem. - Owinęła się szczelnie ogonem. - I... mamo? Co w Tobie rośnie?
[23:37] Aldieb: - Kradnący dusze. - Odparła. Zapomniała, że nie wszyscy mogli znać tego typu szczegóły. Podążyła za Fene, wkraczając do jaskini i gdy samka się umościła, usiadła obok niej, wysłuchując kolejnych pytań. - Seth jest Złodziejem Dusz. Nie wiem w jaki sposób, jednak przekazał to... - zawahała się, nie będąc pewna jakiego słowa użyć - ...przekleństwo Tristanowi. - Przymknęła na moment oczy, wzięła głęboki oddech, po czym kontynuowała, unosząc powieki. - Kiedy zostałam sprowadzona na ten świat, naszemu stadu, może nawet całemu światu, zagrażało niebezpieczeństwo. Ukazała mi się zjawa, zsyłając wizje, wedle których miałam odnaleźć Kamień, by wszystkich uratować. Patrząc z perspektywy czasu odnoszą wrażenie, że nie jej intencje nie były w pełni szczere, jednak wtedy liczyło sie dla mnie jedynie ocalenie przyjaciół. Po odnalezieniu tajemniczego przedmiotu ataki kruków ustały a mroczna energia się wycofała. Jednakże w tym samym czasie wewnątrz mnie zrodziło się nowe życie. Kolejna zagadka, na którą nie mam pełnych odpowiedzi.(edytowane)
8 stycznia 2018
[23:32] Fene: Złodziej Dusz? Fene nie była pewna w jaki sposób powinna interpretować to miano. Czy powinna odczytywać je dosłownie, czy może raczej szukać okrężnych ścieżek? I jeśli mógł to przekazać, dlaczego wybrał Tristana? Była szczenięciem, gdy stado poznawało Setha, a niedługo potem znikła i nie wykazywała zainteresowania półsmokiem - czy jej podświadomość już wtedy nakazała omijać te stworzenie? Opuściła powieki nieznacznie, wypuszczając wolniej powietrze nosem. Miała wiele wątpliwości i wiele nierozwiązanych spraw, w dodatku zdarzenia ostatnich tygodni skutecznie dołożyły jej zmartwień. Nie mogła jednak poradzić sobie z nimi jedynie rozmyślając o intencjach. Nie mogła gdybać. - Pamiętam te kruki - rzuciła, gdy Aldieb skończyła krótką opowiastkę. - Szczerze mówiąc, widziałam Harolda. Setha. Lunę. Mam wyrzuty, że wtedy cię nie odnalazłam, choć słyszałam, że wróciłaś. Ale... Mamo, bałam się. Uciekłam - przyznała się. Głos miała ściszony, wraźnie winny. Wiedziała, że już tego nie zmieni i prawdopodobnie jej matka w pierwszych chwilach nowego życia w wirze abstrakcyjnego szaleństwa nie pamiętała o jej istnieniu. Z pewnością pojawienie się Fene w tamtym momencie przyniosłoby więcej szoku Aldieb. - Te nowe życie... - Fene zadarła głowę. - ... Ze mną było tak samo? Też nie wiedziałaś, skąd się wzięłam? Czy to się powtarza? - Ściągnęła brwi. - Jak się czułaś, kiedy ja byłam na miejscu... tego? - Wskazała nosem jej brzuch.
[23:50] Aldieb: - Najważniejsze, że byłaś bezpieczna. - Odparła cicho, obserwując długie pasma włosów Fene, które rozlewały się po jej szyi, wężowe kosmyki poruszyły się wraz z ruchem jej głowy. Słuchała jej kolejnych słów, a na szereg pytań, godnych szczęnięcej ciekawości, uśmiechnęła się rozbawiona, choć na krótko, bowiem temat, którego się tyczyły nie był już tak wesoły, a jej samej sprawiał trudności. Jej życiu od dawna towarzyszyły tajemnice i niewyjaśnione wydarzenia. Spojrzała w fioletowe ślepka, próbując odpowiedzieć na pytanie najlepiej jak potrafiła. - Nie tak samo. Jednak to prawda, że nie wiedziałam jak Ty z bratem się pojawiliście. Byliście dla mnie niespodziewanym i być może dlatego nie byłam najlepszą matką, za co w tej chwili mogę jedynie przepraszać. - W jej oczach zagościł cień żalu, kiedy wspominała dawne dni. Może gdyby lepiej zajmowała się potomstwem Tir nie opuściłby stada tak prędko? Od tylu lat go nie widziała, nie wiedziała nawet, czy żyje. Pokręciła głową i spojrzała ciepło na Fene. - Jednakże jesteście najlepszym co mogło mi się przytrafić. A to... co we mnie rośnie. Nie wiem, naprawdę nie wiem co o tym myśleć.
9 stycznia 2018
[00:12] Fene: Fene również poczuła żal. Tęskniła za bratem. O wiele więcej myśli samicy skierowanych było ku jego śmierci i w pewien sposób było jej łatwiej - nie zamartwiała się już czy Tir jest bezpieczny, czy sobie poradził, czy jest szczęśliwy, czy on też myśli o niej... Już dawno uświadomiła sobie, że czasem lepiej pogodzić się ze śmiercią. Trudniej było jej znosić myśl o tym, że została sierotą. Strach o powrocie do tego stanu nadal siedział w jej głowie, choć przykryty był radością wywołaną obecnością matki. Potrzebowała czasu by zrozumieć jej naturę - to, że Aldieb znikała oraz to, że była po prostu pogubiona. Uśmiechnęła się do niej. - Rozumiem. Jesteś moją mamą. To już czyni cię najlepszą. Nie powinnaś już się tym martwić. Obydwie dorosłyśmy i dostrzegamy więcej rzeczy. Teraz powinnyśmy skupić się na tym, co się stało. - Zamilkła. - I na tym, że odzyskałyśmy siebie nawzajem. - W głębi wiedziała, że jeszcze nie jeden raz ich ścieżki się rozejdą. I jeszcze nie jeden raz złączą. Spojrzenie Aldieb dało Fene pewność, że matka tak samo miała tego świadomość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz