[19 sierpnia 2010, HOLS]
Szłam przez las bez pośpiechu. Delikatny wiatr muskał moje
ciemnobrązowe futro. Przez gęste listowie przebijały się ciepłe
promienie słoneczne, nadając otoczeniu przyjemne barwy. Wciągnęłam w
nozdrza powietrze zachwycając się bukietem zapachów leśnych.
Dzień był piękny, jednak mnie od rana dręczył głód. Musiałam zapolować,
ale wyjątkowo nie miałam ochoty robić tego sama. Byłam mniejsze i dużo
drobniejsza, od zwykłego wilka, co nie pozwalało mi polować na duże
zwierzyny. A ja byłam głodna. Dlatego nie śpieszyłam się zbytnio, idąc
spacerowym tempem i mając przed sobą perspektywę zająców i ptactwa.
Chyba, że nawet na te nie trafię i będę musiała się zadowolić
gryzoniami. Co było bardzo prawdopodobne. Zbyt długo zwlekałam i teraz w
biały dzień wątpliwe było, żebym upolowała coś o rozsądnych rozmiarach.
Nagle wyczułam silniejszy zapach. Ślady małych łap w podłożu, strzępki
sierści na gałęziach i wszechobecny zapach zwierzęcia. O ile się nie
myliłam była to sarna. Może nawet z młodym? Możliwe, ale nawet jeśli był
to już podrostek… Podążyłam zapachowym szlakiem, starając się robić jak
najmniej hałasu. Bezdźwięcznie stąpałam na ziemi i prześlizgiwałam się
między listowiem. Po kilkunastu minutach w ścianie drzew ukazał się
prześwit. Polana. Zwalniając, podeszłam jeszcze bliżej i zza krzaków
zobaczyłam młodą sarnę. W końcu.
Uśmiechnęłam się do siebie. Ugięłam łapy i zaczęłam podkradać się coraz
bliżej. Nagle zatrzymałam się i wstrzymałam oddech widząc jak moja
ofiara podnosi łeb i strzyga uszami. Rozejrzała się po okolicy, po czym
spokojnie wróciła do jedzenia. Ponownie ruszyłam. Przemieściłam się tak,
by być na wprost ofiary. Gdybym zaszłą ją od tyłu, natychmiast
zaczęłaby uciekać, a tak mogłam zagrodzić jej drogę. W odpowiednim
momencie wyskoczyłam zza wysokich traw i skoczyłam ku ofierze. Zwierzę,
natychmiast poderwało głowę i z paniką w oczach zaczęło się rozglądać w
poszukiwaniu zagrożenia. Zanim zdążyło mnie dostrzec skoczyłam na jego
bok i wgryzłam się szczękami w szyję. Sarna zaczęła kopać i wierzgać,
ale nie udało się jej mnie zrzucić. Zacisnęłam mocniej zęby, dusząc ją.
Zwierzę padło bez sił i po chwili całkiem znieruchomiało.
Po złapaniu oddechu zjadłam tyle, by zaspokoić głód i zaciągnęłam
truchło w krzaki, by nie przyciągało nieproszonych gości. Tam spokojnie
dokończyłam posiłek.
Z pełnym brzuchem ruszyłam nad jezioro. Po zaspokojeniu pragnienia
chciałam ułożyć się pod drzewem i odpocząć, ale pod taflą wody
dostrzegłam jakiś błysk. Zaciekawiona, nie mając nic lepszego do roboty,
postanowiłam się temu przyjrzeć bliżej. Stąd gdzie stałam, nie mogłam
dostrzec w czym odbijały się promienie słońca, musiałam zanurkować i
wyciągnąć tajemniczą rzecz.
Wzięłam głęboki wdech i wskoczyłam do wody. Machnęłam łapami kierując
się w dół. Po krótkiej chwili, w końcu odważyłam się otworzyć oczy. Na
skałach, obrośniętych glonami, leżało coś złotego. Podpłynęłam bliżej i
złapałam to zębami, uważając by przypadkiem tego nie połknąć. Wypłynęłam
szybko na powierzchnię, czując, że brak mi oddechu. Wynurzyłam się na
powierzchnię i głęboko zaczerpnęłam powietrze, przy czym otwarłam
szeroko pysk i złote cuś wpadło z powrotem do wody.
No nie. Pomyślałam zrozpaczona.
I
znów musiałam powtarzać cały manewr. Tym razem, przy wynurzaniu się
uważałam. Wyszłam na brzeg i rzuciłam tajemnicze znalezisko na trawę.
Otrzepałam się dokładnie z wody i przyjrzałam się przedmiotowi. Była to
złota obrączka, bez żadnych zdobień, czy napisów.
Wzięłam ją i zaniosłam do swojej jaskini. Tam przewlekłam przez nią rzemyk i schowałam w swoich rupieciach.
Może kiedyś ją komuś podaruję. Pomyślałam i ułożywszy się na legowisku, w końcu zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz