[14 maja 2012, HOTN]
Aldieb, Zachodni Wiatr, Pani Powietrza dołączyła zimą
2008 roku do ówczesnego Stada Śmierci.
Została Zasłużoną. Była jedną z Wybrańców, których celem była ochrona i opieka nad stadem – ich misja jednak się nie powiodła.
Razem z Revią i Venus założyła odnowę Stada Nocy, a tym samym kontynuację HOTF – Herd Of The Dreams, którą później prowadziła wraz z LadyKiller oraz Gold Fire, uważając się przy tym za Opiekunkę, nie zaś przywódczynię.
Wtedy też dołączyła do grupy, która wyruszyła na ratunek Wandessie. Pani Śmierci wróciła do stada. Misja zakończyła się sukcesem, który jednakże został przypłacony życiem Gold Fire.
Po powrocie HOTN jako pierwsza została Zasłużoną, później natomiast otrzymała stanowisko Bethy.
14 maja 2010 roku z decyzji członków stada została nową Alphą. Po dwóch latach panowania, tego samego dnia i miesiąca zrzeka się swego stanowiska, przekazując je w ręce Tiinkerbell.
Została Zasłużoną. Była jedną z Wybrańców, których celem była ochrona i opieka nad stadem – ich misja jednak się nie powiodła.
Razem z Revią i Venus założyła odnowę Stada Nocy, a tym samym kontynuację HOTF – Herd Of The Dreams, którą później prowadziła wraz z LadyKiller oraz Gold Fire, uważając się przy tym za Opiekunkę, nie zaś przywódczynię.
Wtedy też dołączyła do grupy, która wyruszyła na ratunek Wandessie. Pani Śmierci wróciła do stada. Misja zakończyła się sukcesem, który jednakże został przypłacony życiem Gold Fire.
Po powrocie HOTN jako pierwsza została Zasłużoną, później natomiast otrzymała stanowisko Bethy.
14 maja 2010 roku z decyzji członków stada została nową Alphą. Po dwóch latach panowania, tego samego dnia i miesiąca zrzeka się swego stanowiska, przekazując je w ręce Tiinkerbell.
Samica szła lekko, bez pośpiechu stawiając łapy, choć kroki jej były zdecydowane,
bez żadnego zawahania. Jej płynne ruchy, sprawiały wrażenie jakby sunęła, nie
dotykając poduszkami podłoża, unosząc się delikatnie nad ziemią. Zmierzała w
kierunku wzgórza, na którym zebrała się już spora grupka stworzeń.
Pamiętając dawne czasy, ich ilość wydała jej się niezwykle skromna, szczególnie, że z członków stada wielu się nie zjawiło. Gdzieś w głębi duszy poczuła odległe ukłucie bólu, gdy dostrzegła także tych, którzy przyszli w swych ludzkich postaciach. Z jednej strony rozumiała – był okres, kiedy i ona nie umiała wytrzymać w swojej skórze – jednakże, z drugiej czuła w tym coś nieprawidłowego, wręcz nienaturalnego.
Szybko jednak ta myśl umknęła z jej głowy. Pozwoliła by nikły uśmiech wypłynął na jej smukły pysk, gdy wspinała się po wzniesieniu, niemal niknąc w wysokich trawach. Wszelkie wątpliwości, które wcześniej czuła zniknęły bez śladu i choć wcale o nich nie zapomniała, czuła ogarniający ją spokój.
Przystanęła, spoglądając w jasne oczy Tin. Skinęła jej głową na powitanie, posyłając jej pokrzepiający uśmiech. Nagle wszystko ucichło. W tej krótkiej chwili zdało się czuć rosnące napięcie, wibrujące z natężeniem w powietrzu. W końcu ciemnobrązowa przerwała je, odzywając się cichym, acz wyraźnym głosem, tak że wszyscy mogli ją usłyszeć.
– Oddaję Ci w ręce odpowiedzialność. Za stado, za żywe, czujące istoty. Problemy, radości i smutki, których, od tej pory, Ty będziesz opiekunką. Życzę Ci powodzenia, z całego serca. – Umilkła na chwilę, świdrując waderę czujnym spojrzeniem, w którym czaiło się wiele sprzecznych emocji, po czym dodała już mniej oficjalnym tonem, tak cicho, że jedynie stojący najbliżej mogli ją usłyszeć. – Proszę, opiekuj się Nimi.
Pamiętając dawne czasy, ich ilość wydała jej się niezwykle skromna, szczególnie, że z członków stada wielu się nie zjawiło. Gdzieś w głębi duszy poczuła odległe ukłucie bólu, gdy dostrzegła także tych, którzy przyszli w swych ludzkich postaciach. Z jednej strony rozumiała – był okres, kiedy i ona nie umiała wytrzymać w swojej skórze – jednakże, z drugiej czuła w tym coś nieprawidłowego, wręcz nienaturalnego.
Szybko jednak ta myśl umknęła z jej głowy. Pozwoliła by nikły uśmiech wypłynął na jej smukły pysk, gdy wspinała się po wzniesieniu, niemal niknąc w wysokich trawach. Wszelkie wątpliwości, które wcześniej czuła zniknęły bez śladu i choć wcale o nich nie zapomniała, czuła ogarniający ją spokój.
Przystanęła, spoglądając w jasne oczy Tin. Skinęła jej głową na powitanie, posyłając jej pokrzepiający uśmiech. Nagle wszystko ucichło. W tej krótkiej chwili zdało się czuć rosnące napięcie, wibrujące z natężeniem w powietrzu. W końcu ciemnobrązowa przerwała je, odzywając się cichym, acz wyraźnym głosem, tak że wszyscy mogli ją usłyszeć.
– Oddaję Ci w ręce odpowiedzialność. Za stado, za żywe, czujące istoty. Problemy, radości i smutki, których, od tej pory, Ty będziesz opiekunką. Życzę Ci powodzenia, z całego serca. – Umilkła na chwilę, świdrując waderę czujnym spojrzeniem, w którym czaiło się wiele sprzecznych emocji, po czym dodała już mniej oficjalnym tonem, tak cicho, że jedynie stojący najbliżej mogli ją usłyszeć. – Proszę, opiekuj się Nimi.
~~***~~
Siedziała na klifie, tym, który niegdyś tak upodobała sobie Luna. Z oddali
obserwowała zebranych na polanie, wokół ogniska, członków Stada Nocy. W sercu
czuła pustkę, wiedziała, że będzie jej tego wszystkiego brakować. Mimo, że
nieraz zdarzało jej się narzekać, przyzwyczaiła się do odpowiedzialności, z
nawyku martwiła się o stado, starała się myśleć o wszystkim i za wszystkich.
Jednakże to właśnie było to, co skłoniło ją do wycofania się.
Mieszało się to z pewnego rodzaju ulgą. W końcu zrzuciła, ciągnące ją ku ziemi, ciężkie kajdany, które nie pozwalały jej zaznać pełni wolności. Jednak pozostały po nich krwawiące ślady, które z czasem mogły się zagoić, lecz nigdy nie miały zniknąć całkowicie.
Rodził się w niej także smutek, bo choć jeszcze nie powiedziała swojej rodzinie „Żegnajcie.” to miała wrażenie, jakby opuszczała ich już na zawsze.
Długo jeszcze siedziała, rozmyślając nad swoją przeszłością, wszystkimi błędami ale także radosnymi chwilami, rozmyślała o Stadzie Nocy, o tym co przeszła i co teraz miało ją spotkać.
Kiedy niebo przyodziało się w gwieździsty płaszcz nocy, wstała w końcu, po raz ostatni obejmując wzrokiem polanę, po czym zniknęła, rozpływając się w mroku.
Mieszało się to z pewnego rodzaju ulgą. W końcu zrzuciła, ciągnące ją ku ziemi, ciężkie kajdany, które nie pozwalały jej zaznać pełni wolności. Jednak pozostały po nich krwawiące ślady, które z czasem mogły się zagoić, lecz nigdy nie miały zniknąć całkowicie.
Rodził się w niej także smutek, bo choć jeszcze nie powiedziała swojej rodzinie „Żegnajcie.” to miała wrażenie, jakby opuszczała ich już na zawsze.
Długo jeszcze siedziała, rozmyślając nad swoją przeszłością, wszystkimi błędami ale także radosnymi chwilami, rozmyślała o Stadzie Nocy, o tym co przeszła i co teraz miało ją spotkać.
Kiedy niebo przyodziało się w gwieździsty płaszcz nocy, wstała w końcu, po raz ostatni obejmując wzrokiem polanę, po czym zniknęła, rozpływając się w mroku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz