[16.01.2012, HOTN]
.Muzyka.
Tik… Tak… Tik, tak… Tak, tik… Tik…
Tykanie zegara rozchodziło się drżącym echem po kamiennych
ścianach korytarza. Rozbrzmiewało w powietrzu, wybijane przez rytm moich
łap.
Stuk… puk… stuk, stuk, puk, stuk… stuku puk…
Cichutko podchodzą gdy zapada zmrok…
Pochodnia zafalowała pod wpływem lodowatego podmuchu, po
czym zgasła, w momencie kiedy ją mijałam, a wraz z nią zniknął
towarzyszący mi migotliwy cień.
Stuk, puk… stuku puk…
To już nie pierwszy raz. Same decydowały, która z nich ma zakończyć swój żywot. Wystarczyło ją… minąć.
Zatrzymałam się, kiedy moje przednie łapy natrafiły na
próg. Podniosłam głowę, kierując zmęczone oczy na rozpościerającą się
przede mną komnatę. Nie różniącą się niczym od wielu poprzednich, na
które natrafiałam. Ruszyłam dalej.
Stuk, puk… Stuku puk… Mlask.
[ Muzyka: STOP ]
.Muzyka.
Zamarłam, spuszczając wzrok na podłogę. Obserwowała mnie
para złotych, świecących w półmroku ślepi, okolona czarną burzą,
wijących się macek.
Ach… to ja.
Powiodłam uważniej spojrzeniem po sali, dopiero teraz
dostrzegając, że kafelkowaną posadzkę pokrywa cienka warstwa wody.
Wzdrygnęłam się, mając wrażenie, że dostrzegam w odbiciu czyjąś
sylwetkę. Potrząsnęłam łbem, to było niemożliwe, nikogo oprócz mnie tu
nie było. Jednakże, jak pod wpływem czarodziejskiej różdżki, moje ciało
drgnęło, po czym ruszyło ku migoczącemu odbiciu, z cichym pluskiem łap.
Zmrużyłam ślepia, nie rozumiejąc tego co widzę. Ale ewidentnie pod
powierzchnią wody, jakkolwiek absurdalnie by to brzmiało, widniała
sylwetka jakiegoś stworzenia. Jego jasne patrzałki były szeroko
rozwarte, zwrócone ku górze, w moją stronę, w wyrazie paniki.
Cofnęłam się gwałtownie, kiedy nagle potężne kocie łapy, uderzyły, od
strony czarno białej szachownicy, w barierę jaką stanowiła powierzchnia
wody. Przerażona, patrzyłam jak miota się, uderzając kończynami o
przezroczystą ścianę, desperacko próbując się uwolnić.
Po
chwili całkowitego otępienia doskoczyłam do niej i zaczęłam drapać w
kafelki. Jednakże nic to nie dawało. Bezradnie patrzyłam, jak życie w
jej oczach powoli przygasa, aż w końcu całkowicie zanika, a jej ciało
zaczyna się oddalać, jakby tonąc w chłodnych odmętach cierpienia…
– NIE! – wrzasnęłam histerycznie, próbując ją jeszcze złapać, jakimś
cudem przebić się przez podłogę… Zrobić cokolwiek by jej pomóc. Przecież
nie mogła tak po prostu zniknąć.
Kręciłam z
niedowierzaniem łbem, czując jak łzy gęstym strumieniem płyną mi z oczu.
Znałam te waniliowe ślepia, czekoladowe łaty, mglisty ogon, znak Psi na
lewej nodze…
– Nie, nie nie… – Zaczęłam mamrotać do
siebie, tępo wpatrując się w przestrzeń przed sobą. – To musi być
kolejna iluzja. Sztuczka, by mnie spowolnić, oszukać…
Podskoczyłam, z dzikim wrzaskiem, kiedy w podłogę obok mnie coś
uderzyło. Z szaleńczo bijącym sercem, odsunęłam się w panice kilka
kroków, ślizgając się na mokrej powierzchni.
Za moimi
plecami rozległ się przytłumiony trzask. Kolejne ciało, kolejna żywa
istota, uwięziona pod lodem. Roztrzęsiona powiodłam spojrzeniem dokoła,
jednakże wszędzie natrafiałam jedynie na śmierć.
Nie, nie
nie, to nie mogło się tak skończyć. Poderwałam się na równe nogi i
skoczyłam ku pierwszej wilczycy, w której rozpoznałam Jennę.
Rozszerzyłam z przerażeniem oczy, po czym bez chwili zastanowienia
uderzyłam, z całą swoją siłą, łapami w przezroczystą barierę. Mroźne
kropelki cieczy uderzyły mnie po twarzy, jednakże nic innego się nie
wydarzyło. Łkałam w duchu, nie dopuszczając do siebie myśli, że mogę
stracić kolejną bliską mi osobę.
Nagle przerwałam moje
bezowocne próby, odwracając się powoli. Nim jeszcze uniosłam oczy, w
podświadomości wiedziałam co ujrzę. Twarze bliskich mi osób błyskające
ku mnie oskarżycielsko, z wyrzutem, w ich zbolałych oczach.
Ponieważ nieważne jak bardzo się starałam, nie potrafiłam im pomóc…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz